NOTHING BUT THIEVES – Równowaga

Młodym trzeba dać szansę, a raczej to oni dają ją nam, dedykując debiutancką płytę każdemu, kto lubi wyspiarski, atłasowy indie rock. W tym przypadku z naciskiem na rock, bo choć bez problemu wyłapiemy w numerach Nothing But Thieves wpływy np. White Lies czy Muse (których mieli okazję supportować…), to nadal króluje tu gitarowe uderzenie, choć skutecznie kontrowane przez świetną i przyjazną elektronikę. Być może nie jest to płyta, która zmienia układ na muzycznej scenie, niczego nowego nie wnosi do indie rockowej działeczki i za rok nikt nie będzie o niej pamiętał, ale na razie zespół pozostaje na fali; świetnym koncertem w warszawskiej Proximie udowodnił przede wszystkim, że dojrzałość i biegłość, z jaką wykonuje swoją muzykę nie jest studyjnym oszustwem. Z tym większą przyjemnością prezentuję Nothing But Thieves każdemu, nieortodoksyjnemu miłośnikowi rockowej a może nawet lekko popowej alternatywy.

Z muzykami zespołu spotkałem się tuż przed występem, dlatego pogawędkę rozpoczęliśmy właśnie od podróży i poznawania świata. Podróże stają się naszym głównym sposobem na życie i choć jeszcze nie odbyliśmy zbyt wielu tras, nasze wyjazdy wyglądają tak, że za dużo nie zwiedzamy, tylko siedzimy w busie i oglądamy świat przez okno, zatem jedyne co możemy powiedzieć o Polsce, to, że bardzo dobrze się tu bawimy i strasznie cieszymy się, że mamy tu tylu fanów. Najbardziej podoba nam się, jak bardzo różnią się od siebie, kiedy poNothing But Thieves album coverrównujemy ich np. z ludźmi, którzy przychodzą na koncerty w Anglii. Polscy fani są bardzo głośni – komentuje na wstępie rozmowy kolejny pobyt w naszym kraju wokalista Nothing But Thieves. Piątka muzyków z Essex może zresztą uważać się za wybrańców losu, bo w momencie ukazania się ich debiutanckiego krążka, wrzawa wokół zespołu przybrała już rozmiary małej histerii, która zauważalna była na polskich koncertach Brytyjczyków. Czy słusznie? Nie zastanawialiśmy się nigdy nad tym, co się wokół nas dzieje, po prostu gramy, wydaliśmy kilka singli i chyba dzięki nim ludzie znają nasze piosenki. Cieszymy się, że przez ten bardzo intensywny dla nas czas, udało się coś wypracować i teraz, kiedy wreszcie mamy debiutancką płytę, możemy faktycznie sprawdzić jak to jest z tą popularnością – dodaje Joe (git.)
Nothing But Thieves to kolejny zespół, który może nie wnosi niczego nowego do indie rockowej sceny, nie rozwala granic jak opisywany w tym miejscu Girl Band, jednak posiada wszystko to, za co lubimy może nieco ugłaskaną odmianę klimatycznego, rockowego grania, co dziwi, bo mamy do czynienia z bardzo młodymi muzykami – faktycznie, nie było nam po drodze z rebelią, nie zaczynaliśmy od punk rocka czy eksperymentów – komentuje Conor – jeśli już szukać wpływów, to może byliśmy kiedyś fanami AC/DC, do momentu, kiedy poznaliśmy Jeffa Buckley’a. Oczywiście, Led Zeppelin, klasyczny rock, Nirvana, Pixies itp. No i Ray Charles, najlepszy wokalista na świecie – to rzeczy, które w dużej mierze nas fascynowały i to tam znaleźliśmy wszystko, co potrzebne by rozsadzić nasze spojrzenie na świat. Tam był nasz bunt i nie potrzebowaliśmy do tego np. punk rockaNothing band

Elementem, który ukształtował młodych muzyków jest ciągłe poszukiwanie nowych doświadczeń i szlifowanie muzyki podczas koncertów, co zresztą zdaje się być kluczem do ich sukcesu – zaczynaliśmy od małych, klubowych występów w Essex, to było fascynujące, choć dopiero wyjazd poza rodzinne miasto, pokazał nam, że to prawdziwa sztuka przeżycia. Graliśmy w różnych, małych miejscach, w piwnicach, na prywatnych imprezach. To było wesołe życie, ale bardzo wcześnie zrozumieliśmy, że jedynie zdobywanie doświadczeń może nam pomóc. Najfajniejszym doświadczeniem była trasa z Young Guns w Anglii. Zagraliśmy bardzo dobre koncerty, było sporo ludzi i mogliśmy podglądać prawdziwych profesjonalistów na scenie. Czeka nas jeszcze sporo nauki, bo zależy nam na tym, żeby umieć wyrazić wszystkie emocje w dźwiękach. To banalne, ale jednocześnie bardzo prawdziwe – tyle Conor, my zaś zastanawiamy się nad cieniami i blaskami kariery młodego zespołu. Na razie radość z tego, że możemy grać i tak dużo ludzie chce nas słuchać jest najważniejsza – odpowiada Joe – wiemy jednak, że dużo przed nami i jest sporo pułapek, w które bardzo łatwo wpaść. Wydaje mi się, że jesteśmy na nie odporni, ale też muzyczna historia pokazuje, że nawet artyści mocno zdystansowani mogą się potknąć. Przede wszystkim boimy się wypalenia, dlatego staramy się świadomie wykorzystywać nasz czas, żeby nie przesadzić. Wiesz, bardzo łatwo można spaść z konia i już się nie podnieść. Noghing But Thieves 2015 smallDlatego staramy się nie przesadzać w żadną stronę. Równowaga przede wszystkim… Nothing But Thieves ma przed sobą faktycznie sporo pracy, bo wywodzi się z kraju, który nie tylko jest ojczyzną wielu świetnych wykonawców, ale też niejednokrotnie stawał się zarzewiem muzycznych rewolucji. Być może w tym kontekście NBT niczym się nie wyróżnia, ale bardzo świadomie podchodzi do tej spuścizny – Jest wielu wykonawców, którzy inspirowali nas na przestrzeni ostatnich lat. Wprawdzie bardzo dużo dał nam wyjazd do USA, ale traktujemy go bardziej jako możliwość spojrzenia z innej perspektywy na muzykę Angielską – komentuje Conor – dzisiaj jednak patrzymy przede wszystkim pod kątem tego jak niektóre zespoły funkcjonowały. W tym roku pojawiła się np. płyta jednego z naszych ulubionych wykonawców, czyli Blur. Bardzo lubię ich wczesne płyty, ale ta najnowsza udowodniła, że można po latach zrobić coś ciekawego, powrócić na scenę, nie tylko po to, żeby odgrzewać stare piosenki. I takie rzeczy najbardziej nas inspirują.

Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu