NOISEAR – w otoczeniu odpadów radioaktywnych

Nasza ulubiona ekipa rozbiórkowa z piaszczystej ziemi Nowego Meksyku wypluła z siebie niedawno nowy album „Subvert the Dominant Paradigm”, któremu komandir Arek był raczył udzielić oficjalnej pochwały w dziale recenzji. Skorzystaliśmy z okazji do przepytania jowialnych Amerykanów, aczkolwiek wybrana przez nich forma wywiadu via e-mail sprawiła, że rozmowa daleka jest od objętości „Braci Karamazow”. Nie ma jednak tego złego, bo zdążycie ją przeczytać, zanim wybrzmią ostatnie dźwięki „Subvert…” z waszego, na wpół spalonego przez wyziewy Noisear, sprzętu stereofonicznego. Zapraszamy!  

Nowy album gotowy i wydany. Czym w takim razie zajmuje się teraz załoga Noisear?

Przygotowujemy set koncertowy, w którym powinna znaleźć się większość materiału z „Subvert…” oraz kilka naszych starych ulubionych numerów. Poza tym wiadomka, wszyscy pracujemy, ale o tym chyba nie ma sensu wspominać:).

„Subvert the Dominant Paradigm” ukazuje się nakładem Relapse Records. Czy związanie się z tą wytwórnią zmieniło coś w waszym sposobie pracy?

Nie, nadal jesteśmy zakochanymi w grindzie dziwakami, jakimi zawsze byliśmy. Ludzie z wytwórni twardo stąpają po ziemi, więc nie ma najmniejszych problemów we współpracy.

Ten związek wydawał się nieunikniony, bo Relapse wydaje bądź wydawało płyty całej czołówce amerykańskiego grindcore’a.

Dla nas jest to wielki zaszczyt znaleźć się w tak zajebistej wytwórni, przyjmujemy to z pokorą. Relapse wciąż odkrywa dla świata całe mnóstwo niesamowitej muzyki.

Krótko po tym, jak trafiliście do RR, ukazał się wasz split z The Arson Project. To pomysł wasz czy wydawcy?

Nasz, już od pewnego czasu działaliśmy przy tej EP-ce. W tym samym czasie powstały też kawałki na składankę „This Comp Kill Fascists vol. 2”.

„Subvert the Dominant Paradigm” z pewnością brzmi najpotężniej spośród waszych nagrań. Przyświecała wam idea, aby zrobić „coś większego”?

Nie, zdaliśmy się na te same metody pracy, jakie przyświecają nam od zawsze. Mike (Mike Garrison), który realizował nagrania w studiu Winter Skies w San Antonio wykazał się godną pochwały przytomnością. Świetnie nam się razem pracowało, więc pewnie i to wywarło swój wpływ na album.

Szczególne uznanie należy się Bryanowi (Bryanowi Fajardo, nowemu perkusiście), który miał okazję wykazać się na tej płycie. Nie ułatwiliście mu zadania tymi połamanymi strukturami kawałków.

Ha, ha, musieliśmy napisać coś nowego i odstającego od stylu jego poprzednich projektów. Sam miał też udział w powstaniu kilku kawałków, dosłownie wymruczał mi niektóre z riffów. Zupełnie jak w układance, wszystko trafiło w końcu we właściwe miejsce.

Odnoszę wrażenie, że tytuł albumu jest jego wizytówką. Złamaliście niepisane reguły gatunku i przekroczyliście granice ekstremalnego hardcore’a.

Jest dokładnie tak jak mówisz! Nie ująłbym tego lepiej. Chcieliśmy właśnie przełamać pewne monotonne schematy.

„Subvert…” to także dość polityczny album.

Tak, mamy do przekazania kilka prostych myśli. Przełam wszystkie bariery, uwolnij swoją podświadomość ze stanu mentalnego zniewolenia. W tekstach z płyty poruszyliśmy wiele różnych tematów – od naturalnych katastrof, poprzez przestępczość, wojnę, uzależnienie od narkotyków, aż po teorie spiskowe.

Ciekawi mnie jedna rzecz. Mówi się często, że pustynne otoczenie może być bardzo inspirujące, bo należy w jakiś sposób zapełnić panującą w nim pustkę. Wy pochodzicie wprawdzie z Albuquerque, które jest dużym miastem, ale podobno nadal lubicie wyprawiać się na pustynię. Jak więc jest w waszym przypadku?

Dorastaliśmy na pustyni, otoczeni przez odpady radioaktywne i przestępczość, nie mając nic do roboty ponad podstawowe czynności życiowe. Mogę zatem powiedzieć, że to otoczenie z pewnością miało na nas wpływ – podsyciło bowiem naszą pasję do tworzenia ekstremalnej muzyki.

Nadal też lubicie poświęcać czas skateboardingowi, pieszym wycieczkom i paleniu trawy? W sumie to takie wyluzowane hobbies, pozwalają odpocząć od decybeli…

Taaak, jesteśmy raczej spokojni i ułożeni. No i uwielbiamy marihuanę!:)

Nowy rok zaczęliście z przytupem. Co więc dalej?

W maju ruszamy w trasę, gramy też na Maryland Deathfest… A potem się zobaczy.

Coś do przekazania maniakom from Poland?

Kurwa mosh pit! Mamy nadzieję zagrać wreszcie w Polsce razem z naszymi ziomkami z Antigama. Pozdrowiska i szacunek od ekipy Noisear!

Sebastian Rerak