NOISEAR – spontaniczna sprawa…

Dla odmiany, po wstrząsającym (dla niektórych…) wywiadzie z happysad, czas na kolejny przejaw schizofrenii! Noisear – międzymiastowa frakcja ekstremistów, dla których liczy się tylko i wyłącznie rzeź. Nie ma melodii, nie ma romantyzmu, jest śmierć, złe społeczeństwo, pałujący policjanci i nierówność klasowa. Nawet jeśli w Albuquerque czy San Diego żyje się dobrze, nie mogą te plusy przysłaniać nam minusów. Życie to syf, świat chyli się ku upadkowi a Noisear to jedni z ostatnich wieszczów, którzy grać będą na stypie po śmierci tej planety. Swego czasu bardzo mocno podniecałem się poprzednim dziełem załogi – „Subvert the Dominant Paradigm”. Dzisiaj moje zachwyty może nieco przyblakły a i najnowsze dzieło zespołu „Turbulent Resurgence” jest bliższe klasyce gatunku, odchodząc tym samym od stylistyki noise – chaos – grind. Myli się jednak ten, kto sądzi, że Noisear spłodzili jakieś flaczki – poziom agresji zawartej w tych kilkunastu atakach równać się może jedynie z „lufą” prosto w przeponę. Krótką rozmowę przeprowadziłem z odpowiedzialnym za gitarowe i gardłowe hałasy Dorianem Rainwaterem.

 

 

„Turbulent Resurgence” jest dla mnie lekkim powrotem do klasycznego wymiaru muzyki grind core. Czy można traktować Waszą nową płytę jako odpowiedź na mocno pogięty album „Subvert the Dominant Paradigm”?

Ten tytuł wymyślił Bryan. To taki synonim życia w trudnych, burzliwych czasach i zwycięskiego wychodzenia z tego dołka. Muzycznie, płyta ma inne brzmienie niż „Subvert…”, naszym zdaniem jest bardziej zwierzęca, czyli faktycznie bliższa korzeniom gatunku. W swojej koncepcji „Turbulent…” odnosi się w dużej mierze do takiego traktowania muzyki – chcieliśmy lepiej wyrazić emocje; staramy się każde nagranie realizować tak, żeby nie przypominało poprzednich, jedynie na czym nam zależy – to na zachowaniu podobnej intensywności naszego hałasu. Osobiście uważam, że „Turbulent…” jest zupełnie innym materiałem niż „Subvert…”. Na pewno zrobiliśmy tym razem kawałki dużo prostsze. Są też chyba przystępniejsze jeśli chodzi o harmonię i riffy, uprościliśmy partie perkusji, nie ma już tylu popieprzonych przejść co na poprzedniej płycie. Bardziej przystępnie – ok., może być… Jeśli chodzi o stronę liryczną, nowa płyta jest bardziej osobista, dotyczy psychiki ludzkiej, katastrofy, przed jaką stoi ziemia a także niektórych aspektów polityki z naszego, undergroundowego punktu widzenia.

Czy były jakieś bardziej osobiste inspiracje, które wpłynęły na te teksty – coś co cię bezpośrednio dotknęło?

Codzienność. Podróże. Czas i przestrzeń. Egzystencja i jej możliwości. Gniew, frustracja, wyrzucanie negatywnej energii. Wątpliwe aspekty egzekwowania prawa. Pewność siebie, moje ego, moje związki i przyjaźnie. To nasza codzienna inspiracja…

spontaniczna sprawa

spontaniczna sprawa

Jak wygląda proces twórczy w przypadku takiego zespołu jak Noisear – czy przeszkadza Wam fakt, że w zasadzie każda płyta powstaje w innym składzie?

No tak, zmiany składu to faktycznie przekleństwo Noisear – wiesz, przy naszej intensywności i emocjonalnym podejściu do muzyki i przy jednocześnie znikomych zarobkach potrzeba ludzi z pasją i gotowych do poświęceń. A to często szybko się wypala w zderzeniu z realiami… Wracając do Twojego pytania – nie mieliśmy na szczęście żadnych problemów z tym materiałem. Najlepsze jest to, że nagraliśmy płytę w 48 godzin – w pierwszym dniu Bryan nagrał bębny, częściowo zarejestrowane zostały gitary, na drugi dzień reszta. Do wszystkich gitar użyliśmy wzmacniacza 5150, moich gitar BS Rich, żeby zachować spójność brzmieniową.  Bryan nagrał partie perkusji na tym samym zestawie, którego używa od lat, żadnych innowacji. Nagrywaliśmy w tym samym miejscu co poprzedni album – studio Winter Skies w San Antonio z Mike Garrisonem za gałkami. Z nim się świetnie pracuje, ogarnął jak zwykle całą produkcję, miksy i master. Wszyscy mieli swój udział w pisaniu i aranżowaniu materiału, no może Bryan z racji swoich zajęć najmniej. Dzięki bardziej zespołowej pracy płyta ma taki dość otwarty, unikatowy klimat. Część numerów powstała oczywiście na miejscu w studiu, z improwizacji. Można powiedzieć, że tym razem wiele rzeczy powstało bardzo spontanicznie. Na pewno pomógł w tym fakt, że od dawna piszemy muzykę  i gramy razem z Bryanem, np. w Phobia…

Uważasz, że zmiany składu, które was dość często dotykają, pomagają w zachowaniu świeżości spojrzenia i przekazu, czy raczej jest to „pięta achillesowa” Noisear?

Z jednej strony to trudne, bo trzeba na nowo się zgrywać, choć nie zawsze tak jest. Po poprzedniej płycie zliczyliśmy znowu zmiany, ale np. powrócił do nas oryginalny gitarzysta Thomas Romero, który kiedyś razem z Bryanem zakładał Noisear. Taka sytuacja akurat jest całkiem ciekawa. Dołączył do nas także gitarzysta i wokalista Dalton Tuerck, który koncertował z nami przez ostatni rok jako drugi gitarzysta. Wiemy, że takie zmiany są męczące, nie mamy nawet dobrych zdjęć zespołowych w tym składzie (śmiech…). Ale już się do tego przyzwyczailiśmy, myślimy jednak, a raczej mamy nadzieję, że przez jakiś czas będzie spokój…

Wiadomo, że taki zespół jak Noisear to przede wszystkim bomba koncertowa – macie jakieś priorytety podczas swoich wojaży, miejsca, które szczególnie lubicie?

Koncerty to… powinienem napisać, że to zabawa, ale tak naprawdę to kawał cholernie ciężkiej harówy. Wiesz, przemieszczanie się, spanie gdzie popadnie, różny poziom klubów. Tu autentycznie liczy się, czy to lubisz, czy jesteś oddany muzyce. A nagrodą są popieprzeni fani grind core’a. Kiedy gramy np. na takim Maryland Death Fest, zapominamy o niedogodnościach – to jedno z najlepszych miejsc do grania takiej muzyki! To, jakie reakcje były na naszą muzykę, na zawsze zostanie w pamięci. Nie lubię za to, kiedy na koncertach trafiają się jakieś naćpane dupki, robiące syf i tłukące się  między sobą. To jest dramat.

Czy takiemu zespołowi jak Noisear łatwo żyć w USA, szczególnie teraz, w dobie tzw. kryzysu?

Cóż, ekonomia zawsze jest do dupy. Wszystko jest drogie.. My żyjemy trochę jak pustelnicy w różnych częściach kraju, więc trochę trudno nam uogólniać, bo to wielki obszar i często są skrajne warunki życia, w zależności od stanu. Dla mnie życie jest proste… Mieszkam w San Diego, pracuję, spędzam czas z moją panią i zajmuję się promocją muzyki w necie. Staram się być normalnym człowiekiem. Co mogę powiedzieć – San Diego to piękne miasto, położone nad Pacyfikiem, czego chcieć więcej? Thomas mieszka w Albuquerque, to też fajne miejsce, jest na co popatrzeć. Bryan i Dalton żyją w Dallas – to ogromna metropolia, bardzo zróżnicowana społeczność. Myślę, że w każdym miejscu można czuć się fajnie, ale można też zaliczyć sporo gówna, to czyni nasze życie ciekawym.

Jak zamierzacie promować nowy album – szykujecie coś szczególnego?

Mamy już kilka filmików do niektórych piosenek – można je zobaczyć na kanale you tube. Także magazyn Decibel zrobił dla nas trochę promocyjnych ruchów – zamieścił na składance nasze kawałki czy numery do odsłuchu na swojej stronie internetowej. To fajnie znaleźć się w ramach promocji obok naprawdę wielkich zespołów, to dla nas ważne, choć oczywiście najbardziej liczymy na spotkania z fanami i bezpośrednią promocję, sprzedaż płyt na koncertach i cały ten cyrk, bez którego trudno byłoby nam wytrzymać.

Na koniec zdradź nam, jak doszło do wspólnej inicjatywy z zespołem z Polski, czyli Antigamą (chodzi o 3-way split, który Noisear dzieli z naszymi rodakami i The Kill…) – opowiedz coś o tej kolaboracji?

Utwory na tej płytce są bardzo chaotyczne, surowe i wybuchowe. Jest w nich pełno zmian, załamań i elementów wręcz eksperymentalnych. Bardzo się cieszymy, że możemy z tymi zespołami dzielić split. Dyskusje na temat tego wspólnego przedsięwzięcia były prowadzone od lat i wreszcie udało się to zrobić! W niektórych z  tych kawałków gościnnie udziela się Mitchel Luna z zespołu Maryta i wyszło to niesamowicie, musisz koniecznie posłuchać! Udało nam się stworzyć brzmienie obdarte do pierwotnej surowości, znowu wyszło to inaczej, w dużej mierze właśnie przez inne partie wokalnie i to nas cieszy.

W takim razie powodzenia i dzięki za rozmowę!

Dziękujemy również, przychodźcie na koncerty, trzymajcie się i wspierajcie grind core’a…

Rozmawiał Arek Lerch