NEWBREED – niepewna ścieżka przyszłości…

Bielscy prog – metalowcy wreszcie wychodzą z cienia nie tyle za sprawą nowego kontraktu z molochem MMP, ale przede wszystkim dzięki nowej, znakomitej płycie „Newbreed”.  Wprawdzie warto zapoznać się też z poprzednimi płytami grupy, jednak najnowsze dzieło to zapewne nowy początek i choć sami zainteresowani twierdzą, że przyszłość ich muzyki jest jak zwykle tajemnicą, nie sposób nie odnieść wrażenia, że tym razem wszystkie elementy złożyły się w bardzo przekonującą całość. Poniżej rozmowa na temat przeszłości i przyszłości zespołu a moim wylewnym rozmówcą był gitarzysta zespołu – Szymon Fiuk…

Jako, że pierwszy raz spotykamy się na łamach Violence – zamiast tradycyjnego co – gdzie – kiedy, opowiedzcie, dlaczego Bielsko jest najlepszym miejscem do życia?

Bielsko to rzeczywiście wspaniałe miasto i żyje się tu znakomicie. Jest na tyle duże, żeby wszystko tu znaleźć, nie ma problemu ze sklepami, barami, kinami i innymi takimi głupotami, a zarazem na tyle małe, że praktycznie wszędzie można zajść piechotą (śmiech). Poza tym mamy piękne widoki z okien i nie dotykają nas powodzie, tornada i trzęsienia ziemi, no i przede wszystkim mamy naszego najlepszego RudeBoya, gdzie grają najlepsi (śmiech…).

Od lat śledzę Waszą karierę i przyznam, że imponujecie mi swoją konsekwencją (nie rozpadacie się, co w tym kraju jest normą…) i rozwojem (każda płyta to krok – albo do przodu albo w bok…). Co Was tak nakręca do ciągłego szukania i doskonalenia swojej muzyki?

Inspiracją i napędem jest chyba codzienne życie i to, co się w około nas dzieje oraz muzyka innych wykonawców, którą kochamy najnormalniej „konsumować”. Nie jesteśmy kapelą, która spotyka się tylko na próbach i doktoryzuje się co wtorek nad zagraniem tego tak czy siak. Chodzimy sobie do knajpy i gramy razem w gry z automatów albo oglądamy 19-ej kategorii filmy sensacyjne koniecznie z lat 80′. Poza tym każdy z nas ma swoje sprawy i zajawki. Podchodzimy do grania i do siebie na luzie i z dość dużym dystansem – dzięki temu ten, jak to nazwałeś, rozwój i kolejne kroki przychodzą nam naturalnie. No a poza tym lubimy zaskakiwać i zawsze chcieliśmy, aby nasza muzyka ewoluowała i stawała się coraz ciekawsza.

niepewna ścieżka przyszłości...
niepewna ścieżka przyszłości…

„If I Were The Rain” był pierwszym, poważnym albumem wydanym przez fajną wytwórnię oraz pierwszym materiałem, gdzie zrezygnowaliśmy z metalowych growli na rzecz czystego vocalu, co z kolei stanowiło poważną zmianę w stosunku do poprzednich nagrań osadzonych bardziej w klasycznym death metalu. Nie można powiedzieć, że po latach jesteśmy z czegoś niezadowoleni lub, że czegoś się wstydzimy. Nasze dotychczasowe dokonania pokazują drogę, jaką przeszliśmy i może kreślą niepewną ścieżkę przyszłości…

Jako grupie mocno poszukującej muszę zadać takie pytanie – czy „Newbreed” to finał waszych wycieczek czy jedynie kolejny przystanek w nieustającej ewolucji?

Zobaczymy przy następnej płycie…

Już poprzednia płyta wskazywała wyraźnie na zwrot w stronę mocniejszego łojenia, także solowa płyta Stanisława Woloncieja utwierdziła zainteresowanych, że na kolejnym krążku Newbreed będzie ostrzej. Zaskakująca w tym kontekście jest chwytliwość nowych numerów. Czy celowo postanowiliście uatrakcyjnić kompozycje?

Tak. W tym przypadku zależało nam na kompozycjach zwartych, mocniejszych, ale nie pozbawionych różnorodności. Najnowsze kawałki nie są tak długie i rozbudowane jak na np. „Child of The Sun” i zawierają większą i bardziej skondensowaną dawkę energii. Po raz pierwszy chyba pojawiły się w nich refreny. Zależało nam, żeby płyta sprawiała wrażenie w miarę przemyślanej całości, ale także żeby każdy w wolnej chwili mógł sobie puścić ulubiony kawałek.

Jak zwykle chylę czoło przed rytmiczną stroną Waszej muzyki. Jest poszarpana, niesymetryczna a jednak pulsuje i wciąga. Jak przebiegało komponowanie, że efektem jest muzyka tak przemyślana, wciągająca a jednocześnie wcale niełatwa techniczne?

Pierwszy raz tak intensywnie pracowaliśmy zespołowo. Każdy z nas wszedł głęboko w proces komponowania w każdej strefie – instrumentalnej i melodycznej poszczególnych numerów. Wyszło z tego bardzo dużo ciekawych pomysłów i gotowych utworów, które potem wspólnie modyfikowaliśmy, czasami coś wyrzucając, a czasami dodając. Z niektórych pomysłów, a nawet całych kompozycji w ogóle zrezygnowaliśmy. Później na etapie właściwego nagrywania dochodziliśmy do wniosku, że jeszcze trzeba coś zmienić oraz dodawaliśmy różne, nowe ozdobniki aranżacyjne itd. Niektóre z tych zabiegów sprawiły nam problem czy w studiu czy teraz podczas prób i koncertów. Myślę, że te wszystkie czynniki w połączeniu z czasem, jaki poświęciliśmy na cały proces wykreowały cały album w takiej postaci.

Na własny użytek ukułem sobie porównanie – „Newbreed” brzmi jak miks klimatu Opeth z nerwowym pulsem Meshuggah. Czy odpowiada Wam takie porównanie?

Odpowiada jak najbardziej (śmiech…)!

Zderzenie mocnej, łomoczącej muzyki z eterycznymi wokalami nie jest niczym nowym, jednaki Wam udało się stworzyć coś własnego. Uważacie, że dokonaliście za sprawą nowej płyty dużego skoku jakościowego?

Jakoś chyba nie zaprzątamy sobie tym głowy. Nam chodziło o to, żeby faktycznie w ramach samego NEWBREED zrobić coś rewolucyjnego – co nas zaskoczy, sprawi, że poczujemy satysfakcję. Myślę że nowy album stanowił dla nas samych jako muzyków wyzwanie. I to, że album brzmi dużo lepiej – już jest swoistym skokiem jakościowym. A powiedzmy, dotychczasowy odzew na CD też świadczy, że jest to krok do przodu dość znaczący. Jest to bardzo miłe.

W recenzji do magazynu Gitarzysta znalazłem porównanie do „czarnego albumu” Metalliki, oczywiście w sensie przełomowości a nie stylistyki. Zgadzacie się z taką metaforą?

Już podczas komponowania żartowaliśmy, że zrobimy nasz „czarny album” i teraz to porównanie staje się bardziej adekwatne. Świadczy o tym materiał na płycie, nasze podejście do niego i okładka. Pracowaliśmy w studiu praktycznie od końca 2009 roku!!! Można więc powiedzieć, że szło opieszale jak Bobowi Rockowi i spółce (śmiech…).

Zaskakująco wypada kawałek „When I Admire The World” – ten elektryczny, ambientowy niemal pejzaż robi piorunujące wrażenie – czy taki był Wasz zamiar, czy chodziło o chwilę chill outu między ostrzejszym graniem?

Wyszło to jakoś naturalnie. Ten kawałek był przygotowany od początku dla jednego z zaproszonych gości. Zapraszając Tomka Lipnickiego zależało nam na zrobieniu czegoś ciekawego i trochę innego. Czegoś, co zaciekawi i zaskoczy słuchaczy. Naszym zdaniem głos Lipy idealnie pasuje to takich właśnie ambientowych i elektronicznych klimatów a całość wyszła naprawdę dobrze – sami byliśmy zaskoczeni końcowym efektem. I tak, jak wspomniałeś, jest on też chwilką odpoczynku i wytchnienia, ale jednocześnie częścią albumu jako całości.

Moim faworytem jest kawałek zamykający płytę – ten trans powoduje, że dostaje zawrotów głowy. Czy na koncertach zamierzacie grac go nieco dłużej?

To, co będziemy robić na żywo akurat z tym kawałkiem jest jeszcze kwestią otwartą. (śmiech…)

Sporo utworów z płyty nadaje się, by nieco powyginać ich konstrukcje na żywo – zamierzacie eksperymentować z tymi numerami, czy też na scenie trzymacie się sztywno aranżacji?

Nasze wykonania na żywo za zwyczaj nie są zbytnio odmienne od tych na płycie, ale jednak nigdy nie są identyczne. Zdarza się, że na potrzeby koncertów zmieniamy kilka elementów, ale nie są to jakieś dramatyczne eksperymenty. Komponując materiał zawsze myślimy „do przodu” jak to wszystko będzie brzmiało na żywo i czy wszystkie nasze zamysły i smaczki aranżacyjne będą w równoważnym stopniu dozować emocje, które chcieliśmy wyeksponować. Jest to dla nas ważne i w kwestii albumów studyjnych i występów na żywo.

Skoro przy koncertach jesteśmy – klika słów na temat wydanego w 2009 roku DVD. Nie uważacie, że w dzisiejszych czasach takie wydawnictwo to trochę przymus sytuacji – na zasadzie „każdy ma, to my też…”. Co możecie o tym wydawnictwie powiedzieć?

DVD było dla nas kolejnym krokiem, ale także jakby spełnieniem marzeń. Przede wszystkim chcieliśmy w ten sposób podziękować naszym bielskim fanom i przyjaciołom, którzy zawsze dzielnie wspierają nas na koncertach szczególnie w naszym rodzinnym mieście. Dlatego całość zrealizowaliśmy w klubie RudeBoy. Było to dla nas szczególne wyzwanie, ponieważ wszystko zrealizowaliśmy sami, z małą pomocą kilku przyjaciół, co stworzyło także ciekawą atmosferę pracy. Całość wydana nakładem Insanity Records jest jedną z ulubionych pozycji w naszej dyskografii (śmiech…).

Nowa płyta to także duży kontrakt – czego po sobie wzajemnie oczekujecie? Nie baliście się kontraktu z molochem?

Metal Mind to duża i rzetelna firma z ogromnym doświadczeniem w branży i byliśmy bardzo zadowoleni z pomyślnego zakończenia rozmów dotyczących kontraktu. Ciężko mi mówić cokolwiek o wzajemnych oczekiwaniach, ale myślę, że ta współpraca zmierza w dobrym kierunku. Wysoka pozycja MMP nie jest jednak czymś, co przeraża i przytłacza, choć wymaga już poważniejszego traktowania pewnych spraw a to daje nam dodatkową mobilizację. MMP wepchnęli nas na tor, który nie był dla nas wcześniej osiągalny – głównie media takie jak TVP, Polskie Radio, Teraz Rock etc. Czasem traktowani jesteśmy jak zespół mainstream’owy – a tak przecież nie jest. To pewnego rodzaju przywilej.

Widać, że chcecie troszkę wyjść z cienia – wspomniany deal z MMP, pojawienie się w Teleekspresie… Jakie nadzieje wiążecie z nową płytą? Czy liczycie na przyspieszenie kariery?

Myślę, że to już się dzieje. MMP ma wspaniałą promocję, która świetnie działa i ciągle pojawiają się o nas nowe informacje. Pierwszy raz mamy do czynienia z tak prężnie działającą machiną co jest to dla nas emocjonujące i miłe. Mam jedynie nadzieję, że sława i „woda sodowa” nie od razu uderzy nam do głowy.

A koniec kilka planów na najbliższe czasy – gdzie będzie Was można zobaczyć i czym zaskoczycie?

Planujemy traskę  do końca roku. Na pewno już zaplanowane: w październiku będzie nas można posłuchać w Krakowie i Rzeszowie, następnie pojawimy się w Częstochowie początkiem listopada. W okolicach Świąt Bożego Narodzenia tradycyjnie już dla nas zagramy nasz doroczny koncert świąteczny w Bielskim RudeBoyu, oraz 27 grudnia zagramy w Gdyni! Jeśli chodzi o niespodzianki… wszystko się okaże (śmiech…) Obserwujcie bacznie – www.newbreed.metal.pl oraz www.facebook.com/newbreedpoland

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Arek Lerch