NEOLITH – wystarcza nam satysfakcja

Neolith to zespół szczególny, mają na koncie trzy duże płyty, z których właściwie każda prezentowała nie co inne oblicze zespołu. Działają od dwóch dekad i ciągle nie składają broni… Jednak to nie tylko determinacja i żywotność zespołu była powodem tego, że postanowiłem zadać kilka pytań Leviemu, który dowodzi kapeli od samego początku, głównym powodem było nagrane w ubiegłym roku promo „Iter Ad Inferni” i zapowiedź nowej dużej płyty w niedalekiej przyszłości. Zapraszam na wywiad z Levim, który chętnie zdradził nam plany Neolith na najbliższy czas!

Witaj Grzegorz! Ostatnie miesiące wydają się być czasem zwiększonej aktywności w obozie Neolith, puściliście w świat promo „Iter Ad Inferni”, w marcu podobno ukazał się split z Betrayer. Czy promo jest dostępne w podziemnych dystrybucjach jako ep-ka, mini CD, czy jest to tylko i wyłącznie materiał, który rozprowadzaliście w celu przypomnienia scenie o Neolith? Uważasz, że zespół tak doświadczony jak Neolith potrzebuje o sobie przypominać?

Witaj! No tak, ostro ruszyliśmy do przodu, ale odczuliśmy potrzebę zaatakowania z czymś nowym. Zebrała się masa pomysłów, które szkoda, aby dłużej leżały. Co mnie cieszy, jesteśmy wciąż kreatywni, choć częstotliwość ukazywania się naszych materiałów nie poraża. Jednak jest to temat na zupełnie oddzielną rozmowę… Oczywiście, że jest potrzeba przypominania się takimi materiałami jak promo, ponieważ nie jesteśmy dużym zespołem, a przy takim nawale wydawnictw bardzo łatwo o zapomnienie nawet przez tą garstkę maniaków, która niezmiennie kibicuje nam od lat. Promo puściliśmy w świat w wersji elektronicznej, można je także nabyć na naszych koncertach w postaci cd-r z nadrukiem oraz drukowaną wkładką. Ponadto jeden z banerutworów ukazuje się na winylowym splicie z Betrayer, a drugi na składance dołączonej do jednego z magazynów.

Pewnie wielu maniaków polskiego death’u popuściło z zachwytu w spodnie na wieść o tym, że legendarny Betrayer zwiera szeregi i pracuje nas nową muzą, kto był pomysłodawcą splitu i dlaczego ukazał się on nakładem Godeater Rec. nie było chętnych w naszym kraju by wydać ten materiał?

Pomysł na split zrodził się w mojej głowie – od dawna chciałem by Neolith wreszcie zadebiutował na winylu! Wydaje mi się, że materiał z promo jest na tyle dobrym materiałem, że warto jest zadbać by nie przeszedł bez echa… Wraz z kilkoma osobami, które wspierają nasz band rozpuściliśmy wici, że jest materiał do łyknięcia, ale jakoś nie było szału (śmiech). Pomysł łyknął jedynie Daniel z Godeater i tak wspólnie rozpoczęliśmy poszukiwania bandu, który mógłby dzielić z nami to wydawnictwo… sprawa toczyła się już od końca zeszłego roku, było nawet kilka fajnych, dosyć dużych nazw zainteresowanych tym, jednak na przeszkodzie stawały biznesowe kwestie stawiane przez macierzyste wytwórnie tych bandów. W pewnym momencie już mnie zagotowało i w przypływie złości, wiedząc, że Betrayer ma gotowy nowy numer (bardzo dobry numer) – zaproponowałem Berialowi i Danielowi udział Betrayer na splicie. Obaj przyjęli tą propozycje i pomimo sporej obsuwy pięknie wydany 7” gatefold będzie miał swoją premierę podczas tegorocznego Metalfestu, szukajcie tej płytki na stoiskach festiwalowych!!!

Ze strony Neolith na splicie znalazł się utwór znany z promo czyli „Of the Angel of his Orison” nie mieliście czasu czy ochoty by nagrać numer specjalnie na split z Betrayer?

A jakby miał wyglądać numer specjalnie nagrany na split? Nie, nie było potrzeby, bo jak już wspominałem „Of the Angel..” to świetny numer, dobrze zrealizowany i nie ma żadnej lipy!!! Poza tym nie ma ani czasu, ani kasy by bawić się w jakieś fanaberie. Za pasem nasza sesja nagraniowa czwartej płyty i mnóstwo roboty przed nami, więc nawet nie myśleliśmy o czymś takim. Poza tym, nagrywając już to promo, myślałem, że może uda się je wydać w jakiś fajny sposób. No i się udało!

„Iter Ad Inferni” to, mam takie subiektywne wrażenie, najbrutalniejszy materiał Neolith jaki stworzyliście do tej pory, cholernie intensywny, ale też wielowymiarowy. Taki będzie kierunek na nowym albumie?  

Wiesz, jedne kapele z czasem łagodzą swoje brzmienie, twierdząc, że dorastają. My robimy na odwrót i jestem z tego cholernie dumny. Jedno jest pewne – nie stoimy w miejscu! Nowe numery, to na pewno krok naprzód i to pod każdym względem! Nawet pozorne uproszczenie formuły wiąże się tylko z tym, iż teraz do zrobienia dobrego numeru nie potrzeba nam 10 riffów, a zaledwie połowę z tego! I na tej podstawie potrafimy zbudować i zaaranżować coś jeszcze bardziej intrygującego. Widzisz, na przestrzeni lat skład zmieniał się bardzo często i te zmiany na pewno mocno wpłynęły na to, czym Neolith jest w dniu dzisiejszym. Ze składu z „Individual..” pozostałem jedynie ja, Conrad , no i U’Reck – reszta to nowi muzycy, ale chyba po raz pierwszy dobierając ich kierowałem się nie tylko tym aby byli dobrymi instrumentalistami, ale także tym by czuli klimat Neolith i byśmy rozumieli się na stopie towarzyskiej, międzyludzkiej. Efekty tego są naprawdę świetne i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuję, że tworzymy prawdziwy monolit, zarówno pod kątem muzycznym, jak i towarzyskim!

Na swojej stronie internetowej anonsujecie na czerwiec sesję nagraniową „Infernalism” czyli czwartego LP Neolith – mam rozumieć, że materiał jest już w pełni gotowy? Czy na „Infernalism” znajdą się numery z promo „Iter Ad Inferni”?

Tak, wejdziemy do studia z praktycznie gotowym materiałem, ale w lipcu, bo musieliśmy jeszcze ze względu na pewne sprawy, o których nie chcę tu wspominać, przesunąć sesję. Ślady położymy w Kola Studio w Sanoku, a miks i mastering odbędzie się pod koniec września w Zed Studio. Oczywiście, zostawiamy sobie pewien margines na korekty i drobne zmiany w studio, ale generalnie mamy pełną wizję, zarówno jak ten materiał ma zabrzmieć i wyglądać pod kątem całości, czyli teksty, oprawa graficzna, etc. Będzie to na pewno kontynuacja drogi obranej przez Neolith na „Iter Ad Inferni”, ale nie zabraknie zaskakujących pomysłów i rozwiązań. Jednak do tego już chyba przyzwyczailiśmy odbiorców naszej muzyki na każdym kolejnym materiale. Tak, oba utwory z promo znajdą się na „Infernalism”, a obok nich będzie jeszcze 6 premierowych numerów oraz intro. Sam jestem ciekaw, czy uda nam się w pełni zrealizować nasze plany, ale jestem dobrej myśli. Na pewno będzie to najbardziej intensywny i mroczny materiał w historii zespołu, a pod kątem tekstowym będzie to koncept-album i początek pewnej historii, czy też tematyki, która znajdzie swą kontynuację na kolejnych, przynajmniej dwóch płytach Neolith.

 wystarcza nam satysfakcja

wystarcza nam satysfakcja

Kola Studio w Sanoku nie jest może najbardziej znanym miejscem tego typu w Polsce, ale po tym, jak brzmi promo nie dziwię się, że sesja LP również odbędzie się w studio Piotra. Jakie względy decydują w Twoim przypadku o wyborze miejsca rejestracji materiału? Preferujesz wejście do studia z gotową płytą czy sesja jest dla Ciebie odpowiednim czasem na ostateczne dopracowanie materiału tudzież improwizację?

Kola studio jest świetnym miejscem do realizacji naszego albumu. Piotrek cały czas inwestuje w sprzęt, a do tego zbiera kolejne doświadczenia i jest bardzo kreatywnym i otwartym kolesiem. Na pewno dużym plusem jest wyposażenie studia, no i przede wszystkim jego bliskość od miejsca naszego zamieszkania, bo w każdej chwili możemy tam wpaść, coś dograć, zmienić – bez żadnej praktycznie presji czasowej. Również transport naszego sprzętu, na którym chcemy bazować przy nagraniach (wzbogacając je o zabawki Piotrka), nie będzie zbyt dużym problemem. Jak już wspomniałem wcześniej, zdecydowana większość materiału jest już gotowa, ale znając nas i życie na pewno dojdzie do pewnych korekt i improwizacji już podczas nagrywania. Jednak jesteśmy już na tyle doświadczeni, że nie będzie to nic na siłę czy ze stratą dla materiału. Wręcz przeciwnie – jak słyszymy, że wszystko idzie ok, to jeszcze bardziej nas to napędza i inspiruje. Zdecydowaliśmy się jednak tym razem aby miks i mastering zrobić w innym miejscu, tak by jeszcze więcej wyciągnąć z tego materiału. A po prawie dwóch miesiącach spędzonych w Kola Studio nie jestem pewien, czy by nam się to udało… Poza tym niech chłopaki z Kola Studio nabierają jeszcze doświadczenia – my chcemy przywalić z naprawdę profesjonalnie, ale i dziko brzmiącym materiałem i jestem niemal pewny, że uda nam się to kończąc robotę z Zedem!

W ostatnim czasie coraz więcej zespołów bierze sprawy we własne ręce i nie szuka na siłę wydawcy, lecz wydaje płyty własnym sumptem. Są jacyś zainteresowani wydaniem Waszego nowego LP, czy może poszukiwania rozpoczną się dopiero w chwili, gdy będziesz trzymał w garści finalny produkt? Dopuszczasz wydanie tego materiału własnymi środkami?

Wszystko to, o czym mówisz ma swoje plusy i minusy. Widzisz, pomimo tego, że Neolith gra od ponad 20 lat, ma jakieś tam osiągnięcia na koncie – również nam jest ciężko znaleźć wydawcę czy kasę na nagrania, a niestety, nie jesteśmy Rockefellerami… Na dzień dzisiejszy powiem tak – jesteśmy po słowie z pewną wytwórnią i najprawdopodobniej to ona wyda nasz najnowszy album, przynajmniej na terytorium Europy. Ale póki co nie chcę zdradzać szczegółów, dopóki nie podpiszemy na to papierów. Mam jednak nadzieję, że wszystko pójdzie we właściwym kierunku i właściwym tempem i jeszcze późną jesienią tego roku materiał będzie miał swoją oficjalną premierę.

Jesteś w Neolith odpowiedzialny za wokal, jaki masz w takim razie wpływ na muzykę samą w sobie? Czy w Neolith panuje demokracja i każdy przynosi na próby swoje pomysły?

neo-ruderaWokal, teksty, muzyka, oprawa graficzna naszych wydawnictw – we wszystkim staram się aktywnie uczestniczyć. Od czasu, gdy dołączył do nas Kriss dzielę się z nim wokalami, choć to ja jestem głównym głosem Neo (śmiech). Jest demokracja, choć to zazwyczaj gitarzyści przynoszą najwięcej pomysłów odnośnie muzyki, Beast aranżuje gary, jednak każdy z nas ma coś do powiedzenia w tej kwestii. Działamy kolektywnie, chcemy by materiał był jak najlepszy i przy tym dawał nam radość z jego grania. Ale już jeżeli chodzi o teksty, chłopaki mają do mnie pełne zaufanie, a ja z kolei od pewnego czasu ufam Jackowi S, który nadaje im ostateczny kształt. Jednak jest to poparte wielogodzinnymi rozmowami, dyskusjami – taką swoistą burzą mózgów. Jest dobrze – od bardzo wielu lat Neolith nie rozumiał się tak dobrze, a współpraca nie przebiegała tak gładko. Poza tym myślę, że odnaleźliśmy wreszcie ten konkretny kierunek naszej muzyki, w którym chcemy się poruszać, nie odjeżdżając za bardzo w dziwne strony.

Działasz na scenie metalowej od dawna (nie tylko jako muzyk), czy w związku z tym uważasz, że dziś scena jako taka jest silniejsza, słabsza… a może po prostu przepełniona?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, a właściwie tak do końca nie jest możliwa, bo w sumie nijak nie można porównać ze sobą sytuacji jaka ma miejsce na scenie w dzisiejszych czasach, z tą sprzed 10, a już zupełny kosmos jest w zestawieniu jej z tą sprzed 20 lat!! Na pewno dzisiaj zespoły działają bardziej profesjonalnie – jest dostęp do dobrego sprzętu, w studiach nagraniowych można wybierać jak tylko pasuje, jednak czasami odnoszę wrażenie, że gdzieś zanika sama chęć grania dla przyjemności, w konfrontacji z tym, że większość kapelokł chce od razu wyjść, najlepiej na dużą scenę, wydać płytę, być sławnym… Przepełniona to chyba jest dobre słowo. Istnieje masa kapel, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebnie, która zupełnie nic nie wnosi do muzyki, włącznie z tym, że oni sami chyba grają na siłę. A że mają jakąś tam kasę, to wydają sobie w miarę profesjonalnie materiał i rozsyłają tu i ówdzie. Oddzielna kwestia to internet – tu już jest wolna amerykanka!!! Kupowanie na allegro lajków na fejsbuku, które chyba mają za zadanie jedynie połechtać ego zespołu, bo nijak się to ma do faktycznej pozycji. Ale całe szczęście, prędzej czy później rynek, czy też koncerty pokazują, gdzie jest prawda i szczerość muzyki, a gdzie fikcja i pusty marketing. Ech, mógłbym tak o tym jeszcze sporo, ale to chyba nie czas i miejsce…

Neolith powstał w roku 1991, działacie z przerwami od ponad dwóch dekad zastanawiałeś się kiedyś czego zabrakło by Neolith był dziś wymieniany jednym tchem razem z Behemoth czy Vader?

Nie myślę nigdy w tych kategoriach. Może kiedyś, na początku, miało się marzenia o byciu znanym, utrzymywaniu się z grania, ale zawsze na pierwszym miejscu u mnie była przede wszystkim radość z grania. Z czasem dochodziły inne obowiązki, większa świadomość z czym się wiąże życie zawodowego muzyka, czy też w końcu brak konkretnych i ciekawych propozycji czy to wydawniczych czy też koncertowych. Dodatkowo nie jestem typem człowieka, który na siłę wpycha się tam, gdzie go niekoniecznie chcą. Jest dobrze jak jest i mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie lepiej! Widzisz, wystarcza mi sama satysfakcja z grania, to, że się rozwijamy jako zespół, że gramy coraz lepsze koncerty, że nagrywamy coraz lepsze materiały. Fajnie jest też, że propozycje koncertów cały czas się pojawiają, a zważywszy na nasze inne zajęcia i tak nie bylibyśmy w stanie jeździć na długie trasy, udzielać setek wywiadów. Nie mamy ciśnienia na bycie sławnymi…

Rozmawiał Wiesław Czajkowski