NECROVATION – lepiej radzę sobie z gitarami niż z ludźmi

Sebastian z Necrovation nie jest może typem gawędziarza sypiącego z rękawa błyskotliwymi anegdotami, ale za to wie jak sprawić, żeby jego muzyka została w głowie na dłużej. W natłoku wydawnictw próbujących przywrócić do życia przegniłe deathmetalowe truchło, drugi album Szwedów lśni niczym diament. Może nie jest to jeszcze diament do końca oszlifowany, ale i tak na jego tle konkurencja wygląda w dużej mierze jak kulki z gówna lepione przez nadproduktywnego żuka gnojarza. Zapraszam więc do lektury krótkiej pogawędki z człowiekiem, dla którego muzyka jest czymś więcej niż tylko wypełniającą wolny czas rozrywką.

 

Dlaczego tytułem nowej płyty jest nazwa zespołu?

Chcieliśmy po prostu aby jasnym było, że to dla nas nowy rozdział, zupełnie nowy zespół… a skoro to najwyraźniej nie podziałało, to nie pozostaje nam nic innego jak stworzyć jeszcze jeden album zatytułowany tak samo jak zespół.

Ta płyta ma zupełnie inne brzmienie niż „Breed Deadness Blood”. Powiedziałbym, że bardziej „czyste”, co nie jest wcale czymś złym (przynajmniej w tym przypadku). Czuliście, że ten materiał wymaga innego rodzaju oprawy dźwiękowej, czy może powodem zmiany brzmienia było coś zupełnie innego?

Brzmienie na tej płycie jest o wiele bardziej naturalne, ma większą dynamikę. Większe zmiany zaszły w samych utworach niż w produkcji studyjnej, choć tym razem korzystaliśmy z lepszego sprzętu. Zarówno nasze wcześniejsze nagrania jak i nowy album to po prostu najlepsze co mogliśmy osiągnąć mając do dyspozycji takie a nie inne środki. Oczywiście pozostając w obrębie pewnych ram stylistycznych.

Pokusiłbym się o stwierdzenie, że Necrovation jest duchowym krewniakiem zespołów pokroju Grotesque, Obscurity czy Morbid, mimo że wasz styl nie jest kopią żadnego z wymienionych. Świadomie próbowaliście osiągnąć zbliżony do nich poziom choroby, czy może chcieliście pójść jeszcze dalej?

Nasz nowy album powstał w roku 2010, ze zdrową dawką dystansu wobec wszystkich naszych starych idoli, takich jak wyżej wymienieni. Nie staraliśmy się zabrzmieć tak jak oni, zwyczajnie napisaliśmy i nagraliśmy takie piosenki, jakie nam się podobały.

Tym, co odróżnia Necrovation od zastępów kapel inspirujących się starą szkołą death metalu jest złożoność i wielowątkowość waszej muzyki. Byłem zdumiony mnogością detali, które ujawniają się słuchaczowi dopiero przy którymś z kolei przesłuchaniu tej płyty (szczególnie gdy korzysta się ze słuchawek). Nie jest to muzyka, która powinna służyć jako tło, zrozumienie jej wymaga skupienia. Czy tak skomplikowane aranże są dla was czymś naturalnym? Jak bardzo pracochłonny był proces komponowania i nagrywania tej płyty?

Staramy się aby nasze nagrania oferowały słuchaczowi możliwie jak najwięcej. Myślę, że czynnikiem sprawiającym, że zwracamy szczególną uwagę na jakąś płytę jest właśnie to, że nawet po 200 odsłuchach jesteś w stanie znaleźć w muzyce coś nowego. Mnie bardzo szybko zaczynają nudzić nasze kawałki i pewnie dlatego wplatamy w nie tyle dodatkowych detali. Zarówno ja, jak i Andreas przykładamy dużą wagę do tych wszystkich smaczków w naszych utworach, więc zasadniczo jest to dla nas naturalny proces.

Z drugiej strony to wszystko sprawia, że nie jest to muzyka, którą można sobie zanucić przy goleniu, a co za tym idzie skazani jesteście raczej na egzystowanie gdzieś w cieniu, niż na zapełnianie stadionów.  Czy to cię w jakiś sposób martwi?

Mam świadomość ograniczeń płynących z grania takiej a nie innej muzyki i nie przeszkadza mi to. Z drugiej strony nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby ta sytuacja wyglądała inaczej.

Bardzo mnie zaskoczył instrumentalny utwór „The Transition”, bo już dawno nie słyszałem akustycznych gitar na płycie deathmetalowej. Często komponujesz z pomocą tego instrumentu?

Lubię grać na gitarze akustycznej, szczególnie gdy komponuję. Jest o wiele wygodniejsza w obsłudze, bo nie musisz za każdym razem podłączać tych wszystkich wzmacniaczy, kabli i całej reszty.

lepiej radzę sobie z gitarami niż z ludźmi

lepiej radzę sobie z gitarami niż z ludźmi

Wspomniany utwór kończy się partia klasyczną, poprzedzoną ciężkim pasażem, który następuje po rzeczonej części akustycznej. Czy mam rację zakładając, że taka konstrukcja tego kawałka wiąże się z jego tytułem i ogólnym konceptem?

Głównym motywem/konceptem jest tutaj idea “przejścia”, z życia do śmierci bądź też z jednego stanu do drugiego.

Czy zdarza się wam stworzyć koncept utworu, bądź też tekst do niego, zanim jeszcze powstanie muzyka?

W większości przypadków Andreas tworzy teksty po otrzymaniu ode mnie nagranych domowymi metodami wersji demo nowych utworów. Ale oczywiście teksty powstają także niezależnie od tego, choć nie każdy szkic zostaje później wykorzystany. Praca nad tym zabiera nam mnóstwo czasu.

Okładka waszej nowej płyty jest jedną z najlepszych jakie widziałem ostatnimi czasy. Czy możesz powiedzieć kilka słów o jej autorze i stopniu w jakim wy sami wpłynęliście na powstanie tego dzieła?

Oprawę graficzną stworzył nasz dobry przyjaciel Jonathan Hultén (Necromantic Art). Jego wcześniejsze prace dla potrzeb Stench/Tibulation czy choćby Venenum powinny dać ci ogólny pogląd na jego możliwości. Nakreśliliśmy Jonathanowi dość dokładnie naszą wizję, po czym on sam poświęcił jeszcze trochę czasu na przygotowanie się do stworzenia tego obrazu. Przez cały proces jego powstawania omawialiśmy różne szczegóły, a sam autor często pytał nas o opinię na temat tego, co już udało mu się zrobić. Jestem bardzo zadowolony z wykonanej przez niego pracy.

Jeśli dobrze liczę, w tym roku Necrovation będzie obchodzić dziesiątą rocznicę swojego powstania. Czy twoim zdaniem dobrze wykorzystaliście ten czas?

Nasze debiutanckie demo nagraliśmy w listopadzie 2003, więc licząc od tego momentu dekada upłynie w listopadzie 2013. Nasza historia nie jest wypełniona samymi sukcesami, mogliśmy pewnie zrobić o wiele więcej przez te lata. Z drugiej strony wszystko zazwyczaj jakoś samo się układa, być może w jedyny możliwy sposób. Przynajmniej w przypadku naszego zespołu tak się moim zdaniem dzieje.

Dlaczego właśnie muzykę wybrałeś jako sposób wyrażania siebie?

Moje życie kręci się wokół muzyki odkąd byłem jeszcze dzieckiem. To jedna z niewielu rzeczy, które sprawiają mi przyjemność.

Nie przyszło ci nigdy do głowy, żeby dać sobie spokój z graniem?

Nigdy nawet nie brałem czegoś takiego pod uwagę. Muzyka to chyba jedyna rzecz, która ma dla mnie sens. Naprawdę lepiej radzę sobie z gitarami niż z ludźmi.

Czy wszyscy w zespole słuchacie podobnej muzyki? Nie zdarza się czasem, że któryś z członków Necrovation przynosi na próbę pomysł, który nie podoba się pozostałym?

W tym momencie jako zespół mamy bardzo wiele różnych źródeł inspiracji, w zasadzie każdy z nas słucha na co dzień innej muzyki. Jeśli jednak chodzi o sam metal, to nasze gusta aż tak bardzo się nie różnią. Na dzień dzisiejszy  jest to w sumie najmniejszy z naszych problemów.

Macie swój oficjalny profil na Facebooku, zakładam więc, że nie należycie do osób upierających się na pisanie listów zamiast maili? Jakie są dla was plusy i minusy korzystania z portali społecznościowych?

W obecnej erze dostępność wydaje się być priorytetem. Nie jestem ani fanem, ani przeciwnikiem portali społecznościowych. Istnieją, więc z nich korzystamy.

W jednym z wywiadów przeczytałem, że odkryłeś metal za sprawą zespołów takich jak Iron Maiden, Metallica i Sepultura. Nadal ich słuchasz, czy może straciły swój urok w momencie gdy poznałeś bardziej ekstremalne dźwięki?

Iron Maiden nigdy mnie nie ruszało, ale Metallica i Sepultura jak najbardziej i wciąż tak jest. Ich wczesne nagrania były kamieniami milowymi tej muzyki.

Jaki jest twoim zdaniem najbardziej niedoceniony szwedzki zespół  wszech czasów? Może są jakieś młode kapele, które mógłbyś zarekomendować?

Nie mam pojęcia kto jest najbardziej niedoceniony, zresztą bycie niedocenianym zazwyczaj z czegoś wynika. Z nowszych kapel lubię Degial.

Dzięki za poświęcenie czasu na odpowiedzi, pora na ostatnie pytanie. Gdyby koniec świata miał nastąpić jutro i „Necrovation” byłaby waszym ostatnim wydawnictwem, to czy umarłbyś z poczuciem spełnienia?

W takim wypadku umarłbym ze świadomością, że zostało mi jeszcze wiele do zrobienia i na pewno nie czułbym satysfakcji.

Rozmawiał Michał Spryszak