NAKED BROWN – nie ma hipsterskiego pseudo – vintydżu!

Dobrego rocka nigdy za wiele. I z tym hasłem przedstawiamy Wam świetny, trójmiejski pomiot zwący się Naked Brown, co głos zapożyczył od Lemmy’ego, riffy od Guns’n’Clutch a werwę od pijanego nastolatka. Gra aż iskry lecą, młóci tak, że nóżki same rwą się do tańca, udając, że mieszka po zupełnie innej stronie wielkiej wody. Być może nie poznali się na nich maniacy z całej Polski, ale jeśli będą tak konsekwentni jak dotychczas, powinni zawojować tańcbudy od Sopotu po Zakopane. Tego im życzę, polecam Not So Bad i zapraszam na pogawędkę z panem Mateuszem, co ukradł bas i głos liderowi Motörhead…

W Polsce kilka razy hard rockowym/stonerowym zespołom się udawało, chociażby Corruption. Myślisz, ze Naked Brown ma szanse by zaistnieć w szerszej świadomości?

Dobre pytanie. To przede wszystkim zależy od tego czy uda się nam koncertować dalej niż w Trójmieście. Jak do tej pory na palcach jednej ręki mogę policzyć koncerty gdzieś dalej niż w naszych okolicach. Oprócz tego ważne jest wsparcie medialne. Wysłałem już chyba ze 200 maili i listów z informacją o pojawieniu się naszej płyty, odpowiedź jest zadowalająca, ale nieNaked bas ukrywam, że mogłoby być lepiej. Czy odniesiemy sukces? Hmm… czas pokaże.

Myślisz, że wszystko zależy od koncertowej promocji? Może są jeszcze inne czynniki, które warunkują zespołowy status? Jakiś skandalik??

Podchodzę do grania trochę jak idealista. Chciałbym, żeby Naked Brown było znane z tego, że gra dobrą muzykę, a nie z tego, że ktoś z kapeli kogoś tam obraził czy coś popsuł. Z drugiej strony jeżeli sukcesu nie odniesiemy, to nie poumieramy z głodu. Każdy z kapeli ma stałą pracę, a granie to hobby. Nie jesteśmy zmuszeni do skandalizowania, żeby zapewnić sobie przetrwanie

Właśnie – idealiści kojarzą mi się trochę z naukowymi pracownikami uczelni. Mają osiągnięcia i dziurawe gacie. Nie uważasz ze można idealizm połączyć z sukcesem? Kamień filozoficzny?? Luxtorpeda??

Pewnie, że można. Nie jestem obiektywny co do naszego grania, jednak gdzie byśmy nie grali to ludziom się podobało. Nawet przed publicznością nie mającą styczności z takim graniem. Np. przed ostatnio przed publiką Tymona czy kiedyś w zakładzie karnym. Jak był na to czas, zawsze graliśmy bisy. To chyba oznacza, że mamy całkiem niezły potencjał. Gorzej jest z możliwością jego zaprezentowania. Generalnie mało gdzie nas chcą Tak więc póki co pozostaje nam idea i ciężka praca w zdobywaniu publiczności. Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie mamy za bardzo pojęcia. Mianowicie promocja siebie. Ja i Rupieć (gitarzysta) jesteśmy po budownictwie, więc naszym fachem jest budownictwo. Przemo (gitara) jest ilustratorem, Stiw (bębny) – animatorem i robi kreskówki. Powoli się uczymy tego jaki ma być nasz wizerunek, tak aby wzbudzać zainteresowanie, ale jesteśmy daleko w tyle za innymi.

No to z idealizmu zejdźmy na ziemię. Liczby. Custom 34 do tanich studiów nie należy. Wydanie własnym sumptem profesjonalnej płyty to też duży wydatek. Ile wpakowaliście kasy w tę płytę, tak bez ściemy?

9500zł z czego 2000zł dostaliśmy z Urzędu Miasta w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska, 1500zł wygraliśmy w Tczewie na przeglądzie UnderGramy. Oprócz tego było kilka innych okazji, żeby zarobić. Jeżeli chodzi o kwestie finansowe, jesteśmy bardzo przyziemni i nie przetracamy zespołowej kasy na uciechy. To jest pierwszy nasz tak duży wydatek i udało się.

nie ma hipsterskiego pseudo - vintydżu!

nie ma hipsterskiego pseudo – vintydżu!

Fajnie. Mróweczki… No to sprawy formalne zostawiamy za sobą. Muzyka – czy etykietka „hard rock” pasuje Wam w 100%, czy coś byście do tego obrazka dodali?

Stoner i heavy metal. Jednak hard rock pasuje najbardziej. Odnoszę tylko trochę wrażenie, że niektóry się tego boją i kojarzą i podchmielonymi dziadkami grającymi covery. Ale trudno. Nie ma sensu podpinać nas na siłę pod stoner, bo nie gramy stonera. Niemniej spora część publiczności stonerowej nas lubi.

Stoicie gdzieś obok Clutch i Octopussy i podobnie jak te zespoły macie bardzo fajne rozwiązania rytmiczne. Często mówi się ze hard rock od strony rytmicznej ma być prosty i bardziej skupiać się na brzmieniu. Tymczasem NB to dla mnie przede wszystkim bardzo seksowne aranżacje i rozbudowane partie bębnów. Czy to działanie z premedytacją, pomysł, czy daliście po prostu wolną rękę nowemu pałkerowi?

Miał wolną rękę. Były pewne sugestie, ale nie trzeba było nic tłumaczyć. Dobrze mieć na pokładzie takiego garowego!

Jak wyglądało przygotowanie nowego materiału – coś na temat zespołowej kuchni? Były bójki i obrażanie się na siebie podczas pisania nowej muzyki?

Naked bębny studioMożna uznać, że materiał powstawał przez nieco ponad rok. Większość numerów była przynoszona na próby jako zarysy całych numerów. Ewentualnie 2-3 riffy, które zamienialiśmy kolejnością i przynosili po pewnym czasie resztę kawałka. W zasadzie nie było improwizacji. Dużo pomysłów poleciało do kosza – dlatego płyta jest taka krótka. Z ciekawostek mogę zdradzić fakt, że niewiele brakowało, żeby na płycie nie znalazł się „T.O.D the Barbarian”. Było trochę nerwów, ale tworzenie tej płyty to głównie długie godziny na próbowni. Po prostu wzięliśmy się do roboty.

Wszyscy jarają się Custom 34. Opowiedz mi co takiego wyjątkowego jest w tym studiu, jak się pracowało? Żywe brzmienie płyty to „patent firmowy” C34 czy wasze ścisłe dyrektywy?

To raczej byłoby pytanie do Dziablasa, który realizował całą płytę. Ja jestem w tym temacie mało doświadczony. Mogę napisać tylko tyle, że pracowało mi się tam naprawdę zacnie. Wiedzieliśmy jak w przybliżeniu na brzmieć płyta. Nasze granie to w sumie Dziablasa klimaty, więc wiedział co ma robić. Dużo mu zawdzięczamy w związku tą płytą

Nagrywanie na 100%. Przyznam, że analogowe magnetofony i nagrywanie na setę to teraz najmodniejsze i będące czymś w rodzaju marketingowego punktu odniesienia i hipsterki przechwałki. Czy uważasz, że obok chwalenia się takim sposobem rejestracji jest też realna różnica jakościowa między „wbijaniem” śladów a jazdą „na żywca”? Jakie są plusy i minusy takiego sposobu nagrywania?

Poprzednią ep-kę wbijaliśmy na ślady i brzmi jak zdechła. Samo nagrywanie było mało przyjemne, co się niewątpliwie odbiło na efekcie końcowym. Nowa płyta jest nagrana na setkę i brzmi dobrze. Dla mnie to jest argument, który w zupełności wystarczy jako wytłumaczenie. Nagrywanie na setkę jest po prostu przyjemne. To trochę jak granie próby. Poza tym można było na bieżąco ocenić, czy zagrany przed chwilą numer jest wbity dobrze czy trzeba jeszcze zrobić kolejne podejście. Pamiętać należy, że studio gdzie nagrywaliśmy jest odpowiednie do tego typu nagrań. Nie ma mowy o jakimś hipsterskim pseudo – vintydżu…

Czyli? Jak to wygląda od strony technicznej?

Wyglądało to tak, że siedzieliśmy we czterech w głównym pomieszczeniu studia. W oddzielnych pomieszczeniach stały gitary i bas, które słyszeliśmy w słuchawkach. Graliśmy 1-2 podejścia, potem szliśmy tego posłuchać i wspólnie z Dziablasem podejmowaliśmy decyzję czy zostaje tak jak jest, czy gramy jeszcze raz. Jak dobrze pamiętam, każdy numer wbiliśmy w 5-6 podejściach. Pierwszego dnia ustawialiśmy sprzęt i wbiliśmy jeden numer, przez dwa następne dni 6 pozostałych. Czwartego dnia chłopaki dogrywali solówki i starczyło jeszcze czasu, żeby Dziablas wykorzystał jeszcze na potrzeby przyszłych miksów część tego sprzętu ze studia, do którego normalnie nie ma dostępu. Jakiś czas potem w cztery popołudnia wbiliśmy Naked gitara 2wokale, ale to już w Sound Great Promotion w Gdyni.

Podkreślacie udział Urzędu Miasta w tym przedsięwzięciu. Co trzeba zrobić żeby dostać dotację od miasta? a. Trzeba mieć rodzinę w urzędzie. b. Trzeba pracować samemu w urzędzie. C. Trzeba mieć w urzędzie fana swojej muzyki czy trzeba mieć tam dziewczynę?

Po pierwsze, trzeba złożyć podanie. Po drugie nie trzeba mieć znajomych, rodziny, ani nie trzeba być pracownikiem urzędu. Po prostu trzeba usiąść, wypełnić wniosek i przekonać urząd do tego, że kasa zostanie wydana sensownie. Składałem wniosek 2 razy. Raz przed nagraniami płyty, drugi raz gdy mieliśmy już gotową płytę. Za każdym razem rozmawiałem wcześniej z ludźmi z urzędu o tym co powinno się tym wniosku znaleźć. Nie mniej byłem bardzo zaskoczony, że dostałem tę kasę. Z drugiej jednak strony przecież nigdy nie składałem takiego czegoś, więc nie wiedziałem, że się da. W urzędach też siedzą normalni ludzi, który potrafią docenić porządnie zrobiony materiał. To jest budujące.

Fakt, materiał jest znakomity, szczególnie koncertowo. Jak wyglądają wasze doświadczenia live?? Jakieś ciekawe anegdotki z tras i backstage’ow??

Koncerty są tą częścią grania, którą lubimy najbardziej. Ludzie generalnie nas lubią, więc na brak braw raczej nie mamy co narzekać. Co do ciekawych angdotek, to może za bardzo nie ma czego przytaczać. Jesteśmy grzeczni i raczej nie wywołujemy żadnych ekscesów Żeby nie było, że jesteśmy za grzeczni mogę zdradzić, że kiedyś na koncercie w Piszu grając przed Golec uOrkierstrą zjedliśmy im kanapki, ale chyba się nie połapali, bo mieli ich dużo. Z dawnych czasów, gdy graliśmy kiedyś jako trio, pojechaliśmy do Szczecina na festiwal Gramy 2010. Wzięliśmy ze sobą do pociągu gitary i placki ziemniaczane, a do Gdańska wróciliśmy z miejscem w ścisłym finale i koncercie dla kilku tysięcy ludzi, koncertem zagranym na żywo dla radiowej Trójki i nagrodą dla Rupiecia dla najlepszego muzyka zespołu. Oprócz tego, kiedyś wracając z Sierpca złapaliśmy gumę na autostradzie.

Naked gitaraNo, sex w fasoli „to to” nie jest (śmiech…). Na każdym kroku podkreślanie swoją „normalność”, a przecież rock to bunt, kontrowersje i łamanie norm. Brak pikanterii Wam nie doskwiera? Mam taką teorię, że muzyk musi być choć trochę bezczelny…

No to niech nasza bezczelność polega na normalności… Ale tak bez przesady, mamy teksty o erotycznych karłach, więc coś tam niegrzecznego się znajdzie.

Dobre… Ok, na zakończenie, co by czytelnika nie męczyć, zdradźcie nam co przygotowaliście dla nas na ten rok.

Chętnie byśmy pograli koncerty gdzieś dalej niż w 3mieście. 1 marca będziemy grali we Wrocławiu, 28 lutego w Poznaniu. Jeżeli gdzieś znajdują się zapaleńcy, chcący nas posłuchać, to niech molestują lokalnych organizatorów, żeby nas zapraszali. Organizowanie koncertów na własną rękę, bez lokalnego wsparcia jest niewykonalne. Będziemy też robić nowy materiał, bo stary się nam już trochę przejadł.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu