[::] – Muzyczne światy

W polskiej muzyce niezależnej minionego roku działo się dużo i bardzo dobrze. Na tyle, że nie o wszystkim zdążyliśmy napisać. Dlatego nadrabiamy, póki można, zaległości i zapraszamy do świata czterech kropek. Niepozorny zespół wydał niedawno album „Aux::in”,  o którym już pisaliśmy, czas zatem dowiedzieć się u źródeł o co chodzi z tymi długaśnymi numerami, transem i brakiem wokalisty. Wątpliwości rozwiewał perkusista Jerzy z delikatną pomocą basisty Kamila. Jak wyszło, możecie obadać poniżej.

Zanim zaczniemy konkretnie, będzie pytanie podchwytliwe: po co w zespole jest perkusista?











Żeby można było zwalić na kogoś jak się reszta pomyli. Chociaż pierwsza zasada bębnienia jest taka, że jak się pomylisz to patrzysz krzywo w kierunku basisty.



 A tak bardziej serio – przynajmniej ja to tak widzę – rola perkusisty to trzymanie wszystkiego zakropki przysłowiowy ryj, aranże, kolejność, no i ktoś musi wiedzieć gdzie w utworze jest „raz”.

W dobie mody na drony pałker w sumie nie jest potrzebny…











Kamil: Drony to przeszkadzają wokół lotniska.

Tak samo jak w dobie ściągania lub zakupu mp3 przez neta nie są potrzebne płyty cd z okładką, wersje digipack, winyle czy powracające kasety etc. A jednak ktoś je kupuje. Jeżeli potrzebujesz mieć w muzyce najprostszy beat bez feelingu to proszę bardzo. Zobacz jednak „prosty” groove, który prosto ze studia nagraniowego jako jakiś przykład do ćwiczenia serwuje Jojo Mayer i szybko zweryfikujesz zdanie na ten temat. Chyba, że nie masz serca do muzyki, świata, tego co prawdziwe i naturalne.

Ok, zaczynamy poważnie – dlaczego cztery kropki, skoro jest was trzech? Jakaś przekora?











Już tłumaczę – pomysł był dosyć prosty, aczkolwiek może trochę niezrozumiały w modzie dronów, niech nie będzie konkretnej nazwy.


 Najważniejsza jest muzyka a nie nazewnictwo, słowa etc.

 Pierwszym, określmy to, zapisem czy też symbolem był zwykły wielokropek w nawiasie tj (…),

 chwilowo było nas czterech (klawiszowiec), więc zmieniliśmy na cztery kropki, dodaliśmy nawias kwadratowy i powstał już konkretniejszy symbol, który ostał się po tym jak zespół znów był trzyosobowy…

 Nadal jest to coś, czego tak naprawdę nie przeczytasz a w pewien sposób odnosi się do pierwotnego zamysłu
. Najczystszą formą słuchania muzyki jest brak znajomości autora i nieodnoszenie się do tego co zrobił wcześniej.

 Równie dobrze możemy przy następnej płycie zmienić [::] na coś innego, myślniki, wykrzykniki, znaki zapytania, ilość też może się zmienić. Nie zmieni to jednak faktu, że dźwięki są najważniejsze a nie to, jak chwytliwą i świetnie brzmiącą nazwę ma zespół.

Ale ja jednak się odniosę do tego co było wcześniej – mieliście zespoły, doświadczenia, a jednak postanowiliście rozpocząć coś nowego… To trudna decyzja. Co zdecydowało o tym, by stworzyć nową drogę?











Nasze drogi zaczęły biec w podobnym kierunku i podobnym czasie, los tak chciał…


Bez metafizyki proszę!











Phobh, w którym grałem, rozpadł się i potrzebowałem gdzieś ćwiczyć na bębnach, skontaktowałem się z Kamilem, bo pamiętałem, że miał własną salę ze swoim projektem, zapytałem czy mają tam miejsce na dodatkowy zestaw, okazało się że nie mają bębniarza, wracają po przerwie i że razem możemy zacząć grać. Ja jednak chciałem robić po swojemu, więc musieliśmy rozpocząć od nowa. Od pierwszej próby przyniosłem swoje pomysły, Kamil dodał swoje i tak zaczęliśmy robić materiał, który był zupełnie czymś innym, nowym dla nas wszystkich. Szybko na miejsce jednego z gitarzystów (początkowo było dwóch innych, ale z prywatnych powodów wysypali się obydwaj…) do nas dołączył Bartek, który odszedł w tamtym czasie z Obscure Sphinx i to już był konkretny start.

Było tak pięknie, ale Bartek, doświadczony muzyk i – jednak! – coś w rodzaju dobrej wizytówki zespołu odszedł. Dlaczego?











To są jego prywatne powody. Odpoczynek od muzyki, od dwóch prób w tygodniu… Od nagrywania i myślenia o koncertach. Nie wiem, czy powinniśmy te powody zdradzać, ale nie były to jakieś różnice między nami, muzyczne czy tez personalne.

 Bartek jest świetnym gitarzystą i potrafi odlecieć na gitarze, ale na szczęście, na jego miejsce znaleźliśmy Wiktora i też się wszystko zgadza.
 Dla nas też jest to jakby kolejny początek i obecnie tworzenie również ma ten powiew świeżości,

 co sprawia, że nowa płyta będzie na pewno inna, ale będzie słychać, że obydwa krążki łączą wspólne mianowniki.

Muzyczne światy

Muzyczne światy

Co jest w takim razie motorem napędowym [::]? Gdzie leży jądro waszej muzyki, ten punkt wspólny?











Przy tworzeniu AUX::IN był on po środku. Oprócz jakichś konkretnych aranżacji rytmicznych, które wychodzą ode mnie, nie było żadnego planu na to, co mamy grać. Ta muzyka po prostu się pojawiała, dlatego każdy utwór jest inny. Do tej pory, kiedy próbuję sobie przypomnieć jak dany fragment powstawał, mam pustkę w głowie i brak odpowiedzi… W nowszych rzeczach, a graliśmy już jeden nowy utwór na grudniowych koncertach, jest chyba więcej rzeczy, które wychodzą od sekcji rytmicznej, nie umniejszając roli gitary. Całość musi mieć znamiona wszystkich elementów. Każdy wpływa na resztę, nawet jeżeli pomysł był już zaakceptowany bez jednego z instrumentów, to po jego dołączeniu forma się zmienia na właściwszą.

Czy w waszym założeniu muzyka instrumentalna to: premedytacja? Przypadek? Nie trafiła się odpowiednia osoba?











Raczej premedytacja…

Dlaczego?











Mogę odpowiadać za siebie, ale reszta chyba miała podobną wizję i nie było powodu aby to zmieniać. Chciałem grać muzykę gdzie całość nie skupiałaby się na wokaliście a na utworach samych w sobie. Na każdym z instrumentów z osobna oraz na tle reszty. Granie kawałków, które mają po 3-5 minut gdzie musisz się podporządkować pewnym ramom, wydawało się zbyt nudne a tak mamy pełne pole do popisu i nikt mi nie powie, że muszę się podporządkować tekstowi, którego np. nie znam, albo uważam, że jest banalny lub jego tematyka mnie nie interesuje.
 Poza tym, ciekawiej jest „opowiadać” bez słów i większą satysfakcję z tego czerpiesz, kiedy ludzie nawet wtedy cię rozumieją. 
Inna sprawa, że bez wokalisty możemy robić utwory, które mają 8 lub 14 minut bo takie po prostu powstają. Nie mamy wpływu na to ile będzie trwał każdy kawałek bo nic nas nie ogranicza i to jest bardzo piękne oraz wygodne.

Ha, z psychologicznego punktu widzenia czuję tu jakiś uraz do wokalistów!











Absolutnie żadnych urazów, 

chociaż wszyscy wiedzą jak to z nimi bywa, kiedy trzeba nosić sprzęt (śmiech).

Kamil: Trochę jest też tak, że nie bardzo jest gdzie wokal wcisnąć…

To jeśli nie uraz, to jakaś forma egoizmu: mogę sobie pograć. I nie jest to zarzut. Taka otwarta forma jest całkiem fajna… ale zauważam, że im dalej, tym bardziej jednak odzywają się sentymenty w stronę metalu. Dlatego uważam, że ta płyta to dopiero sygnał, zaakcentowanie dróg… Którą z nich wybieracie?











Dobrze nas „czytasz” bo następny materiał będzie miał chyba i cięższe fragmenty i więcej rytmicznych aranżacji podobnych do tych, które są w „Delcie”, czyli pierwszym utworze z AUX::IN i naszym pierwszym kawałku w ogóle. Określenie „metal” jednak do nas nie bardzo pasuje. Sami się zastanawiamy jak ogólnie nazwać to, co nam wyszło bo bywa, że w jednym utworze masz zupełnie inne dwa lub trzy światy muzyczne a żaden z nich nie jest klasyką gatunku.

W recenzji napisałem, że w waszej muzyce jest dużo „postów”, nieprawdaż?











Do tej pory nie wiem, co to znaczy „post”. 




Rock pocztowy?




 Metal pocztowy?

Metal pocztowy. Wysyłacie w świat sygnał. Dźwięk bez początku i końca. Niech będzie…











Muzyka jest jedna, brzmi jednak za każdym razem inaczej. Zresztą, „pisanie o muzyce jest jak tańczenie o literaturze„. Całe dekady będzie się to cytować bo to prawda.


 Określanie muzyki jakimiś podgatunkami jest tego częścią, niemniej jednak jakoś trzeba się do tego odnieść i kiedy mówię, że coś brzmi agresywnie lub orientalnie, można to zrozumieć.
 Nie ma to jednak żadnego przełożenia na to, co usłyszymy w dźwiękach, o których rozmawiamy.

Kamil: Tworzyliśmy ten album z Bartkiem i miał on taki a nie inny styl grania. Ja na basie zajmowałem się scalaniem tworzonych przez niego kosmosów z tym, co robił na bębnach Jerzy. Czasami się zamienialiśmy rolami – on robił rytm, ja plamy i ambienty. Wyszło jak wyszło…

Najbardziej podoba mi się wasza muzyka, kiedy znika riff a pojawia się dysfunkcyjny hałasik, psychodelia itp. Czy to furtka, którą pójdziecie, czy jednak bardziej wejdziecie w mocniejszy aranż?











Kamil: A dlaczego to musi być albo-albo? Jedno drugiego nie wyklucza. Dysfunkcyjny hałasik nie wyklucza szczypty wierdolu chwileczkę później, grunt, żeby to miało ręce i nogi…

Na pewno będą tego typu fragmenty. Zdecydowanie wolę jak gitara nie gra riffowo tylko zabiera słuchacza jak i grających w zupełnie inne rejony aniżeli „tu i teraz”. Czas pokaże… nie robimy żadnego utworu przez dwa tygodnie tylko znacznie dłużej. Jest niepisana zasada między nami, że przyjdzie, kiedy będzie na to pora i w jakiej formie zechce. Tak jak na początku nie planowaliśmy i nawet nie rozmawialiśmy o tym co będziemy grać, tak i teraz nie będzie żadnych założeń, nie licząc przemyślanych podziałów rytmicznych lub ewentualnych decyzji w stylu „tego tu nie graj, bo to wiocha, zagraj coś zupełnie innego„, o ile te drugie się pojawią.
 Niemniej jednak, na pewno groove każdy z nas na kolejnej płycie pokaże, mamy nadzieję, że jak najlepszy.

 Jeszcze odnośnie nazewnictwa dźwięków: pojawiło się swego czasu dobre określenie, dotyczące tego co gramy i z przymrużeniem oka: „post something/post something else„.4dots

Wydajecie się być mocno przekonani do swojej misji. Jak to się ma do rzeczywistości? Dużo gracie koncertów? Czy jest coś takiego jak cel, do którego dążycie, w sensie promocyjnym?











Misja to zbyt duże słowo. Realizujemy się, to lepsze określenie. Jesteśmy ludźmi, którzy mają pewne hobby, pasję czy jak kto to nazwie, które w dużej mierze dają dozę normalności w życiu codziennym. Opcja typu śniadanie, praca, dom, obiad czy też kolacja, telewizja i żadnego własnego zainteresowania w życiu jest dla nas niewyobrażalna, dlatego robimy to co robimy. To nie jest coś nietypowego, to jest banalnie proste. Z racji zmiany składu i niebanalności utworów, koncerty rozpoczęły się dopiero ubiegłej jesieni. Zagraliśmy łącznie sześć dobrze przyjętych sztuk m. in z Sounds Like The End Of The World i Obscure Sphinx.

Dobra, to brutalnie: gdzie chcecie dojść? Tam gdzie jest np… Tides From Nebula?











To jest pytanie, które w tym roku musimy zadać sobie sami. Pewne cele będzie trzeba obrać. Jeżeli los okaże się łaskawy i będziemy mu pomagać oraz znajdziemy na to sposób, czy też pewien klucz, za parę lat liczymy na to, że przynajmniej do wyjazdów na koncerty nie będziemy dokładać, oraz że będą to głównie nasze autorskie sztuki. Na razie jesteśmy na początku drogi.

I w tym miejscu – na koniec – zostawiam dla was ostatnie zdanie…











Dziękujemy za rozmowę! Zachęcamy wszystkich do słuchania muzyki, którą proponujemy jak i zapraszamy na koncerty, które, mamy nadzieję, zaczną się mnożyć w najbliższej przyszłości. A tak pozamuzycznie, to dbajmy o swoje pasje i marzenia, bo bez nich gnijemy wszyscy od środka.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Woda i Pustka