MUCHY – Sentyment z grubszą misją w tle…

Kto pamięta stare dobre czasy, kiedy rządziła „papa” a w łeb można było dostać albo od skina lub od milicjanta, dobrze wie o co chodzi; jakaś część tych wspomnień zaklęta została w filmie „Fala”. Oczywiście, z perspektywy ocena lat 80., w tym także dorobku artystycznego owych dni, w kontekście dzisiejszej wiedzy i tego, co widzimy wokół, wcale nie jest taka jednoznaczna, tym bardziej zatem skłaniam się ku próbie wyciągnięcia z muzyki tamtych czasów klimatu czy atmosfery – pierwiastków często zagłuszanych przez politykę, ideologię, jak zwykle wykrzywiającą rzeczywistość. Dzisiaj wolę patrzeć na piosenki Aya RL, Republiki czy Tiltu jak na „po prostu kultowe szlagiery”, bez obciążania ich bagażem opozycyjności, walki z komuną itp., wolę skupić się na rozrywce i to bardzo dobrze wyszło ekipie Michała Wiraszko, co uwiecznia krążek  Powracająca Fala. Więcej dowiecie się od samego zainteresowanego…

Muchy kojarzą się z nowoczesnym graniem i cofnięcie się wstecz do lat 80. wydaje się być posunięciem zaskakującym. Czy to tylko sentyment czy coś znacznie głębszego?

Sentyment z grubszą misją w tle (śmiech). Z jednej strony właśnie wtedy przychodziliśmy na świat. Z drugiej, to zmierzenie się nie tylko z brzmieniem i nerwem ówczesnego świata, ale poniekąd też spotkanie naszych wcześniejszych wcieleń. Nie mówię o naszych personalnych wcieleniach, tylko o współczesnych muzykach, festiwalach i słuchaczach ogólnie. Trochę wehikuł czasu do miejsca, z którego wszyscy się po trochu wywodzimy.

Zawsze w takich momentach pojawia się pytanie – czy wtedy było faktycznie fajnie, czy jednak nie, ale nasze umysły zacierają pewne złe wspomnienia i na tej bazie rodzi się sentyment. Dla mnie to ciekawa opcja – bo sam zaliczam się już do 40+ i z jednej strony pamiętam, że było śmiesznie a momentami wesoło, jednak dostrzegam też mankamenty tamtego czasu, braki, które jednak, paradoksalnie, prowokowały do działania…

Bycie w opozycji do systemu zawsze motywuje i prowokuje do działania. W zasadzie wszystkich, ale szczególnie środowiska twórcze. Mam ostatnio wrażenie, że znów mamy polityczny pejzaż na tyle jaskrawy, że czeka nas artystycznie ciekawy okres.muchy_trojka_Foto_P_tarasewicz

No właśnie – prorokujesz, że artyści znowu zejdą do podziemia i słowo „rebelia” nabierze nowego znaczenia?

Może nie aż tak radykalnie… Sądzę, że okresy „komfortu” polityczno-intelektualnego usypiają, a wszelkie ruchawki historyczne zyskują odzew w dziełach. Niekoniecznie muszą być to dzieła szczególnie zaangażowane.

Ale może jednak – choć pewnie intuicyjnie – wasza nowa, koncertowa płyta uderza w dobry czas? Czas, kiedy słowo i artystyczny sprzeciw mogą mieć takie znaczenie jak w okresie, który pokazuje „Fala”?

Gdybyś spytał o to w marcu, kiedy rozpoczynaliśmy prace nad „Falą”, pewnie nie zrozumiałbym pytania. Dziewięć miesięcy później zakrawa to niestety na ponury mesjanizm. Wydarzenia ostatnich tygodni na świecie i w Polsce sprawiają, że gorzej śpię.

Myślisz, że muzycy, którzy w Polsce w większości przypadków traktują granie jak zwykły zawód mogą znowu się obudzić? Wiem, że to może banalne, ale w takich warunkach coś się może stać….

Obudzą się ci, którzy mają coś do powiedzenia – artyści.

Dobra, czas na meritum. Opowiedz o kulisach powstania płyty. Skąd ten pomysł i jak się do takiego przedsięwzięcia przygotowywaliście?

W tym roku przypadało 30 lat od premiery „FALI” – filmu Łazarkiewicza, dzięki któremu festiwal w Jarocinie – między innymi oczywiście – zbudował swoją legendę. Do tej legendy, do tej historii festiwal odwołuje się nader chętnie. W marcu dostaliśmy zapytanie, czy nie mielibyśmy pomysłu na przypomnienie „Fali”. Zdecydowaliśmy się na coś pomiędzy koncertem, a formą parateatralną z wizualizacjami i fragmentami obrazu Łazarkiewicza. Potem były trzy miesiące prób, aranżacji i reżyserii godzinnego koncertu. Takie proporcje  (śmiech).

W takim razie zasadne staje się pytanie, czy nie lepiej było wydać płytę DVD z tym koncertem… Dlaczego zdecydowaliście się tylko na audio?

To nie do końca tak… Płyty dvd powoli zaczynają spełniać funkcję podkładek pod kawę lub przycisku do papieru. Nie widzieliśmy sensu wydawania „pudełka”, podobnie jak nie chcieliśmy kolejnej, koncertowej widokówko-laurki. Film będzie natomiast w lutym! I nie będzie to prosty, koncertowy montaż, ale historia z drugim dnem! Planujemy odnaleźć osoby z filmu Łazarkiewicza – artystów, publiczność, władze – i zadać im po trzydziestu latach ponownie pytanie z oryginalnej „Fali”. Pytanie brzmiało: „Co to jest przyszłość”… Chcemy przedłużyć wizję Łazarkewicza, domknąć tę historię wielopłaszczyznowo, bo muzyka jest w tym filmie tylko pretekstem do całej historii. Tu chcemy powiesić wartość i ciężar gatunkowy filmu.

Sentyment z grubszą misją w tle...

Sentyment z grubszą misją w tle…

Jakie mieliście kryteria doboru kawałków? Bo mam wrażenie, że chodziło bardziej o klimat niż czad…

Wybieraliśmy te utwory, z którymi najbardziej utożsamialiśmy się artystycznie. Zdecydowanie bliżej nam do nowej fali, elektroniki spod znaku AyaRL czy liryki Ciechowskiego i Gawlińskiego, niż do rasowego, upolitycznionego punka. W środku koncertu jest blok trzech utworów – „Komisariat” 1984 oraz „O jaki dziwny, dziwny” i „Coś pozytywnego” Tiltu, którymi kłaniamy się tej stylistyce.

Były jakieś momenty, kiedy coś sprawiało Wam problemy? Jak wspominasz aranżowanie czy może naginanie tych utworów do „muchowego stylu gry”?

Na pewno „Moja krew”. Wydawało mi się, że znam ten utwór na wylot, a dopiero zderzenie z materią i próba interpretacji odsłoniła majstersztyk liryczny tej piosenki. Ten tekst płynie, toczy się – a wszystko dzięki genialnie postawionym pauzom, rytmice i wyobraźni Ciechowskiego. Ponadto ma w sobie coś z hip-hopowej narracji, jest bardzo komiksowy i fabularny. Tak się dotyka nieśmiertelności. Niesamowite. Jeśli chodzi zaś o wrzucenie aranżacji w muchowy garnitur – podobała mi się praca, jaką wykonaliśmy przy tym materiale. To była nowa jakość, bardzo rozwijające doświadczenie. Mam wrażenie, że udało nam się zachować proporcje między pasją i warsztatem. Te pomysły wykuwały się na zasadzie ujmowania elementów, piosenki stawały się coraz prostsze, przez to bardziej klasowe i eleganckie. Myślę, że nasza świadomość zespołowa zawędrowała dzięki tej płycie krok dalej.

Czy zamierzacie w związku z tym realizować coś w rodzaju objazdowego recitalu, „Fala Tour” czy to wydarzenie ma pozostać bezprecedensowe?

Tylko na specjalne okazje i w specjalnych warunkach. Ten materiał nie obroni się w klubie koncertowym. Lepiej wypadnie w salach teatralnych, kinowych albo na festiwalach filmowych. O takich wyjątkowych sytuacjach będziemy myśleć w 2016. Ten koncert jest jak smaczne, ale ciężkie danie. Bardzo szybko można się nim przejeść, ale smakowane przy wyjątkowych okazjach, na długo zapada w pamięć.

To na koniec jeszcze coś o autorskim programie – kiedy możemy się spodziewać nowej muzyki, czy może jeszcze za wcześnie żeby coś powiedzieć?

Najbliższy rok poświęcę wreszcie solowym płytom i to z tego obozu należałoby się spodziewać nowej muzyki. Muchy oczywiście będą grać. Chcielibyśmy pojechać z „Falą” na kilka festiwali filmowych w przyszłym roku. Jednak w 2016 za punkt honoru stawiam sobie samodzielny album.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: P. Tarasewicz/Universal Music Polska