MORD’A’STIGMATA – właściwa część podróży

Poniżej czeka na Was spora dawka czytania, co w dzisiejszych czasach jest niemodne, dlatego – dla wytchnienia – znajdziecie także niespodziankę w postaci odsłuchu kawałka „Inkaust”, który otwiera najnowszą, trzecią płytę Mord’A’Stigmata – „Ansia„.  Właśnie – głównym daniem dnia dzisiejszego jest wywiad z zespołem, który stojąc na uboczu sceny death/bm, rozwinął swoje czarne skrzydła do zaskakujących rozmiarów, racząc nas muzyką, będącą wybuchową miksturą black metalowego mroku i post rockowej psychozy. Pięć numerów, składających się na następcę „Antimatter” cieszy – poziomem wykonawczym, pomysłami, rytuałem i dojrzałością. W zasadzie do szczęścia brakuje tylko porządnej trasy promocyjnej, bo szkoda, by taki potencjał został zmarnowany, choć to problem na kolejną, długą rozmowę. Nasz rozmówca – Static – ze spokojem poddał się wiwisekcji, dlatego poniższy wywiad powinien zaspokoić Waszą ciekawość odnośnie tegoż tajemniczego zespołu. A dla wytrwałych – konkurs, szczegóły znajdziecie pod koniec rozmowy.

Zaczynamy z grubej rury – była Transylwania i rumuński Moon Records, były anonsowane w wywiadzie z 2011 roku zakusy na zagraniczne koncerty, świetna płyta „Antimatter” i… Właśnie – zauważam taki schemat działania co bardziej odjechanych, krajowych hord – jest zajebista płyta, adrenalina i plany, z których wynika, delikatnie rzecz ujmując, niewiele… Potem kolejna, świetna płyta i znowu to samo. Pytanie brzmi: DLACZEGO?? Dlaczego Blindead jedzie na 30 koncertów po Europie a Wy nie?!?

Static: A nie dało się prościej na początek, np. czego właśnie słucham? Albo jaka pogoda? Nie mam pojęcia czemu Blindead jedzie na europejskie tournee a my nie, jakbym wiedział to pewnie też byśmy jechali. A trochę poważniej, to nieco się rozpędziłeś z tym porównaniem, nie ta półka. Blindead to dużo większy zespół i umówmy się – wystartował z o wiele wyższego pułapu, bo ex-gitarzysta Behemoth to jednak jest sell point. Przynajmniej na początku. To jadą, a my nie, bo nasz zespół powstał w jakimś grajdołku bez przyszłości i od początku robiliśmy wszystko, żeby sukcesu komercyjnego nie odnieść. Począwszy od słabej produkcji, zbyt szybkiego wypuszczenia debiutu, przez ciężkostrawne kompozycje, zlewanie promocji aż po brak sympatii dla reszty sceny i mówienie ludziom prawdy prosto w twarz. A to ostatnie jak wiadomo nie zjednuje zbyt wielu przyjaciół. Kolejna sprawa, że na jakieś półtora roku, niedługo po wydaniu „Antimatter” odpuściłem sobie zespół z różnych powodów i przez ten czas M’A’S było lekko zawieszone w próżni.Logo

Czy są jednak jakieś rzeczy, wydarzenia, które po premierze „Antimatter” udało się zrealizować? O czym warto wspomnieć?

S: Udało się utrzymać zespół i zrobić materiał na „Ansia”. To nasz największy sukces po „Antimatter” biorąc pod uwagę, że powinniśmy się rozpaść (na co pewnie parę osób po cichu liczyło).

Jak dzisiaj oceniacie „Antimatter” – czy faktycznie był to kokon, jak sygnalizowaliście podczas poprzedniego wywiadu – udało się z niego bezboleśnie wykluć?

S: A czy słuchając „Ansia” odpowiedź nie nasuwa się sama? Tak, „Antimatter” był formą przejściową, potrzebną aby pójść dużo dalej w muzycznych eksperymentach. Podobnie „Uberrealistic” był potrzebny w takiej formie jak go zarejestrowaliśmy, aby pójść dalej na drugiej płycie. Z tym, że o ile debiut i „Antimatter” dzieli skok jakościowy, o tyle przepaść między „Antimatter” a „Ansia” wydaje się nieskończona. To oczywiście tylko moja opinia i nie chciałbym też abyś uznał, że dyskredytuję nasz drugi album, bo wciąż uważam go za kawał świetnej, ekstremalnej muzyki. Bardziej chodzi mi o to, że dwie poprzednie płyty miały jakiś wspólny mianownik, jakąś podwalinę, na której opieraliśmy założenia tego zespołu. Jakiś czas po nagraniu „Antimatter” przewartościowałem sobie wiele rzeczy i pociągnąłem za sobą resztę chłopaków. Tym samym fundament, na którym luźno budowaliśmy do tej pory muzykę,1 stał się bezużyteczny i „Ansia” powstała na zupełnie innych założeniach. Trzeba też dodać, że nowa płyta powstawała z całkowicie innych emocji niż do tej pory, ale gdybym tutaj zaczął rozwijać ten temat, to pewnie reszta wywiadu straciłaby sens.

Jak przedstawia się dzisiejsza sytuacja logistyczno – personalna zespołu? Pytam o to w kontekście faktu, że nie uświadczymy nadal czegoś takiego jak klasyczny „band’s picture” a promocja „Ansia” ma mieć miejsce w 2014 roku?

S: Sytuacja logistyczno-personalna jest stabilna. Skład mamy zgrany i mniej więcej od 2009 roku utrzymuje się w niemal niezmienionej formie. Niestety, musieliśmy się rozstać z Silencerem, ale tylko przedwieczni raczą wiedzieć czy jeszcze czegoś razem nie zmajstrujemy, nawet pod szyldem Mord’A’Stigmata. Tzw. „band’s picture” do szczęścia nam niepotrzebny, to nie znaczy, że nie mamy stałego składu. A promocja rusza pełną parą od daty premiery płyty. 31 października gramy w Krakowie. Z planów jest jeszcze wspomniana przez Ciebie trasa w lutym 2014 roku, ale jeśli ktoś nam zaproponuje sensowną sztukę w międzyczasie, to kto wie.

Może to zabrzmi dziwnie: jak uważacie – czy z waszą dzisiejszą muzyką mielibyście większe szanse np. w Anglii czy Stanach, czy miejsce nie ma znaczenia – jak myślicie, co trzeba zrobić, żeby skutecznie wypromować muzykę/zespół, oczywiście mówię o działaniach wykraczających poza schemat „album plus dwa koncerty w roku”?

S: Nie mam pojęcia, nigdy nie umiałem nas skutecznie promować i prawdę mówiąc miałem to trochę gdzieś. Teraz masakryczną promocję robi dla nas Marcin z Upgrade Design Studio, ale nie zdradzę jego sekretów, bo ich do końca nie znam. Mam podejrzenia, że jest nawiedzony.

Co ma waszym zdaniem największy udział w ewolucji – dość rewolucyjnej, dodam – zespołu Mord’A’Stigmata? Ewolucja umiejętności technicznych, świadomości jako muzyków, czy zmieniające się fascynacje odnośnie preferowanych dźwięków?

S: Wszystkiego po trochu. Wydaje mi się, że największy wpływ ma oczywiście świadomość co się chce nagrać i jakie emocje przekazać.

Obserwuję ostatnio dość brutalną zmianę w zachowaniu zespołów i muzyków zajmujących się dotychczas twardym metalem – albo dryfowanie w stronę technicznych form, ocierających się o jazz, bądź w stronę szeroko pojętego post rocka i transu – skąd, Waszym zdaniem, bierze się ten trend – znudzenie tradycyjnym metalem? Chęć znalezienia nowych grup odbiorców, chęć wyjścia z niszy, w której zaczyna robić się ciasno? Jakie były/są Wasze prywatne odczucia w tej kwestii?

S: A ja wręcz przeciwnie – uważam, że na tej scenie, poza garstką szukających zespołów i debiutantów , nic się nie zmienia. Kto grał old schoolowy death metal robi to nadal i zbija na tym kokosy. Kto grał black/thrash robi to samo do zarzygania. Najwięcej mieszają debiutanci, bo się pojawi nagle taki Thaw i już ch… bombki strzela a słuchanie tzw. „czołówki sceny” mija się z celem.

Czas zająć się „Ansia” – najbardziej zaskakuje mnie jeden fakt. Uważałem Was dotychczas za zespół death metalowy z lekko awangardowym zacięciem, tymczasem na „Ansia” te mocniejsze fragmenty i ogólny koncept puentują Was jako zespół wyraźnie ciążący w stronę black metalu, dodam, że wręcz tego francuskiego. Czy to świadoma zmiana, czy może tylko mój punkt widzenia?

S: A to do tej pory się nią nie zajmowaliśmy? Wracając do pytania – znowu nie mogę się zgodzić. Francji typu Deathspell Omega było sporo na „Antimatter”. Na „Ansia” w ogóle nie słyszę i nawet chciałem tego uniknąć. Ale jak wiadomo, każdy rozumie muzykę trochę po swojemu, a ja jako współtwórca tej płyty jestem poniekąd upośledzony w tym względzie. Tak czy siak, ja sam zawsze postrzegałem Mord’A’Stigmata jako zespół black metalowy z naleciałościami death metalowej brutalności. Może to przez wzgląd na silną linię ideologiczną, może tylko mi się cały czas wydawało, niemniej trochę mnie zaskoczyłeś swoją opinią.

Jesteście jednym z tych zespołów, które z płyty na płytę dość radykalnie się zmieniają, jednak skok, jaki został dokonany między „Antimatter” a „Ansia” jest kolosalny. Czy rozpoczynając pracę nad trzecim krążkiem czuliście, że chcecie dokonać tak radykalnej wolty, czy to wyszło dopiero w tzw. „praniu”?

S: Już wiele wyjaśniłem gdzieś powyżej. Uściślę tylko, że stylistyczna wolta była zaplanowana a kierunek, w którym zaczęły płynąć dźwięki obrany z premedytacją.

 właściwa część podróży

właściwa część podróży

Jak na metalowców, to w wypowiedziach używacie nazw, które ortodoxa mogą przyprawić o zawał – Pink Floyd, Swans itp… Jakimi ścieżkami dochodziliście do takich muzycznych fascynacji – co w tych zespołach najbardziej was intryguje?

S: O człowieku, temat rzeka. Ja i tak nie wymieniam wszystkich zespołów, którymi się inspirujemy bądź nas fascynują. Z prostego względu – często będzie to rzucanie pustymi nazwami, zwłaszcza jeśli będzie to czytał metaluszek z krwi i kości. Ale jeśli mogę taką litanię, mały hołd… Swans, Sonic Youth, Pink Floyd, Tim Hecker, Tarantula Hawk, Neurosis, God Is An Astronaut, Russian Circles, Portishead, 16 Horsepower, Wovenhand, Breach, The Prodigy, Coil, The Killimanjaro Darkjazz Ensamble, Fields of the Nephilim, Erik Satie, Godspeed You!Black Emperor…to tak na szybko przychodzi mi na myśl. Wszystkie te projekty są skrajnie oryginalne i słychać w nich prawdziwe emocje. Tyle i aż tyle. Swans cenię najbardziej nie za przeszłość ale za teraźniejszość, za hektolitry szamańskiego transu, Neurosis za emocje ukryte pod ścianą ciężarnych riffów, Sonic Youth za drugi plan i brud, God Is An Astronaut za totalną przestrzeń gitar, Satie za groteskę, która do dziś jest aktualna… Naprawdę mógłbym tak długo (śmiech…).

Na „Ansia” metal został zepchnięty do narożnika, kuli się i płacze, bo jest go na tej płycie w zasadzie malutko, może początek „Inkaust” jest zwodniczy pod tym względem, reszta to TRANS i POST ROCK. Czy uważacie, że tylko między-stylistyczne mariaże są dla tego gatunku ratunkiem/wyzwoleniem?

S: Sądzę, że w klasycznych strukturach metalu da się jeszcze nagrać kupę zajebistych płyt. Dla mnie ta muzyka nie jest już tak pociągająca jak kiedyś, dlatego kombinuję z innymi gatunkami, ale jestem w stanie zrozumieć człowieka, który najlepiej spełnia się w klasycznym death metalu, serio. Nie będę mówił innym, że nasza droga jest tą właściwą, bo nikogo to nie będzie obchodzić. Tak jak nas nie obchodzi zdanie ludzi krytykujących muzyczny kierunek Mord’A’Stigmata. A wracając do płyty, to rzeczywiście początek „Inkaust” może skierować słuchacza w ślepy zaułek. Ale gdy pierwsze uderzenie zatraca impet, zaczyna się właściwa część podróży. TRANS to słowo – klucz do tej płyty.

Czy istnieją zatem jakieś czysto metalowe atrybuty, które w dzisiejszej sytuacji są przez Was jeszcze akceptowane?

S: Oczywiście, np. wokale są wciąż bardzo black metalowe. I zarazem najlepsze, jakie ten zespół kiedykolwiek miał na płycie, nie ujmując nic poprzednim ścieżkom.

Na ile wasza płyta to jeszcze muzyka, gdzie zaczyna się RYTUAŁ?

S: Akurat płyta to muzyka, do rytualizacji tych dźwięków bliżej nam w wersji live, kiedy gramy wszyscy razem. To jest ta właściwa energia, potrzebna by przenieść wszystko na wyższy poziom. Ułamek tej energii udało się może złapać rejestrując ścieżki w studio, niemniej jeśli uda Ci się złapać nas kiedyś na koncercie z tym materiałem, myślę, że dokładnie odczujesz różnicę.

Płyta ma specyficzną, duszną i mroczną aurę, jest niepokojąca, rozumiem zatem, że chcecie za jej sprawą coś konkretnego przekazać – czego dotyczą teksty i jak wygląda relacja słowa – muzyka? Tekst/idea jest wartością dodaną do dźwięku czy powstają te dwie płaszczyzny w tym samym czasie?

S: Tu pojawia się dość ciekawa sytuacja. Muzyka na tym krążku jest dla mnie bardzo osobista, zostawiłem w niej całego siebie. Z tego względu uznałem, że dość tego uzewnętrzniania, bo w tekstach mógłbym przeholować i poprosiłem stworzenie liryków osobę z poza zespołu – naszego pierwszego wokalistę Voxmorda. Okazało się, że miał sporo gotowego materiału, który świetnie pasował do muzycznej zawartości krążka i do tytułu który wybrałem. „Ansia”… ta płyta musiała się tak nazywać.

 rytuał zaczyna się na koncercie...

rytuał zaczyna się na koncercie…

Opowiedzcie, jak wyglądały prace nad muzyką? Czy potrzebne były jakieś poza muzyczne atrybuty i elementy, które pozwalały Wam odciąć się od świata zewnętrznego, coś, co pozwalało wprowadzić się w „odmienny stan świadomości”, czy też należycie do osób, dla których muzyka sama w sobie jest wystarczającym dopalaczem?

S: Hmm, to nasza najbardziej trzeźwa płyta. Biorąc pod uwagę ilość używek, którymi raczyliśmy się przy składaniu „Uberrealistic” czy „Antimatter”, „Ansia” mogłaby mieć zastępczy tytuł „Klub AA” czy coś w tym stylu. Bazowe riffy generalnie wyszły ode mnie, natomiast wszystkie aranżacje po raz pierwszy zrobiliśmy całkowicie demokratycznie, często na drodze swobodnej improwizacji. Duży wpływ na sound płyty, na to, że brzmi ona zupełnie inaczej od poprzedniczek, miała obecność nowego gitarzysty – Golema (zwanego też Brodatym Wirtuozem). Zupełnie inny styl grania i podejścia do dźwięku oraz trzy ciężarówki sprzętu, który pojawił się w sali prób, musiały odbić swoje piętno na tej muzyce. No i cała ta wolta stylistyczna nie miałaby racji bytu, gdyby nie to, że Ion i DQ to są goście, którzy umieją zagrać ABSOLUTNIE WSZYSTKO.

Pozornie muzyka, jaką teraz wykonujecie wydaje się prostsza niż np. techniczny death metal, jednak po wnikliwym przesłuchaniu łatwo odkryć elementy, które wymagają dużego muzycznego obycia – struktury rytmiczne, współbrzmienie gitar, tzw. drugie plany – czy to wszystko jest dokładnie wyreżyserowane, czy dawaliście sobie jakąś swobodę w kreowaniu nastroju? Szczególnie chodzi mi o te długie, niemal improwizowane i transowe partie…

S: Było sporo improwizacji, i w sali prób i już w studio. Są takie partie na tej płycie, właśnie te najbardziej rozciągnięte, transowe fragmenty, gdzie dalej na wpół improwizujemy i grając na żywo zawsze tworzymy je trochę inaczej.

Scena z post death/black metalowymi zespołami, które odkryły alternatywę, drony i psychodelię jest całkiem spora – macie swoich faworytów, którzy pomogli Wam w wytyczeniu własnej ścieżki?

S: Leviathan, Altar of Plagues, Thaw, Deathspell Omega… ale największą inspiracją są te zespoły/projekty z poza metalowej półki. I Burzum. Burzum zawsze.

Zauważam pewną analogię z początkami lat 90 – tych. Wtedy też zespoły death i thrash metalowe odkrywały dla siebie nowe brzmienia, fascynując się wykonawcami typu Helmet, Killing Joke, sceną punk czy noise itp. Uważasz, że ta swego rodzaju cykliczność następowania po sobie zmian na scenie jest dla metalu symptomatyczna? Teraz znowu jest TAKI moment?!

S: Na początku lat 90-tych to nie wiem, bo wtedy miałem metal w dupie. A w drugiej połowie wspomnianego dziesięciolecia słuchałem zespołów, które nic z eksperymentem wspólnego nie miały. No chyba, że chodzi o eksperymentowanie z narkotykami. Teraz nastał taki moment, że wszystkiego jest za dużo i ludzie są przemęczeni. Muzyką, informacjami, technologią, wszystkim. Nie widzę wielkiego eksperymentu na scenie metalowej. Bardziej zauważalne jest to, że za ten gatunek biorą się ludzie, którzy do tej pory trzymali się od niego z daleka. I czasem daje to ciekawe efekty, a czasem Deafheaven.

Słuchając „Ansia”, zastanawiałem się, czy ten album – będący w moim odczuciu jednym z najwybitniejszych, okołometalowych dokonań tego roku – ma szansę na zaistnienie w świadomości szerszej niż wąska grupa maniaków mrocznej awangardy? Chcecie ten „cyrk” rozkręcić, czy takie egzystowanie na lekkim uboczu Wam po prostu pasuje?

Ansia

Ansia

S: Stanie na uboczu ma swoje dobre strony, ale Tomasz Krajewski powiedział, że chce sobie kupić fiata Punto, więc musimy sprzedać dużo płyt. No to chcemy, czy nie chcemy, będziemy próbowali rozkręcać, bo bez tego Punto to lipa… Dziękuję za miłe słowa, jest to naprawdę sympatyczne, doceniam. W internetach już napisali, że Furia wannabe, ale Ty tak nie myślisz, co?

Nie… chociaż… Ok, jeżeli przyjąć, że w prowadzenie waszego zespołu wpisany jest ciągły rozwój, w jakim miejscu znajdzie się Mord’A’Stigmata za np. 10 lat? Jazz? Ambient? Wyobrażasz sobie np. powrót do stricte metalowego łojenia?

S: Do stricte metalowego to już chyba nie, a na pewno nie pod tym szyldem. Jakbym miał prorokować, to ten ambient byłby dużo bliższy rzeczywistości, ale myślę, że na pełny etat do tego nie dojdzie.

Uważasz, że muzykę zawartą na nowej płycie można przełożyć na warunki koncertowe? Czego potrzebuje Mord’A, żeby spełnione zostały wasze standardy, jeśli chodzi o prezentację sceniczną? Jesteście trudnymi partnerami promotorów?

S: Uważam, że ta muzyka najpełniej oddaje swojego ducha na koncertach. Dobra akustyka, mało światła, odpowiednio nastawiona publiczność umiejąca słuchać i pojawia się magia. Nie jesteśmy trudnymi partnerami dla nikogo, oprócz siebie nawzajem.

Wyobraźcie sobie trasę idealną – z kim chcielibyście zagrać? I w tym samym temacie – szykujecie coś intrygującego na przyszły rok – jak kształtują się te plany, co możecie już dzisiaj zdradzić?

S: O stary, świetne pytanie. Najchętniej zagrałbym z Deafheaven, Devilish Impressions, Luna Ad Noctum, Banisher. Niestety, żaden z tych zespołów nie wystąpi podczas trasy na początku przyszłego roku…

Trzecia płyta i trzeci wydawca… Tym razem trafiliście bardzo dobrze – czy macie jakieś plany promocyjne, co zaproponował mr. Tomasz?

S: Jak kupi Punto, to da się przejechać. Tylko tyle mogę zdradzić z naszych ustaleń, przepraszam.

Dobra, dłużej nie męczę – kilka słów na koniec…

S: Chyba jeszcze nigdy nie odpowiadałem na tak długi wywiad, czuję się wyssany z informacji. Dzięki za wsparcie i tą „masakrę” , którą mi zafundowałeś (śmiech…). Wątpię, żeby ktoś po przeczytaniu tego wywiadu dowiedział się wiele więcej z jakiegokolwiek innego… Salut!

Rozmawiał Arek Lerch 

Zdjęcia: archiwum zespołu

Grafika: Marcin Gadomski

 

KONKURS!!

Dla jednego szczęśliwca wydawca płyty, Pagan Records, ufundował najnowszą płytę Mord’A’Stigmata; żeby ją zdobyć, wystarczy odpowiedzieć na proste, krótkie pytanie, przygotowane przez zespół. Brzmi ono:

NA PŁYCIE „ANTIMATTER” POJAWIŁA SIĘ TRÓJKA GOŚCI. PROSZĘ ICH WYMIENIĆ!

Osoba, która jako pierwsza prześle prawidłową odpowiedź na maila:  arek.violence@gmail.com, stanie się posiadaczem płyty „Ansia”. Powodzenia!