MORD’A’STIGMATA – rozbijanie kokonu…

By wysadzić od środka scenę metalową, trzeba nie lada determinacji, ale też i fantazji, bo zadanie to raczej należy do grupy romantycznych uniesień z góry skazanych na porażkę. Zdają się o tym nie pamiętać muzycy formacji Mord’A’Stigmata, która oprócz intrygującej nazwy zniewala dźwiękiem raczej mało szablonowym. Owszem, nadal jest to metal (nad czym sami zainteresowani zdają się ubolewać…) ale zamiast siermięgi aranżacyjnej mamy odwagę, awanturniczego ducha i chęć złamania wszelkich konwenansów. Udało się to o tyle, że każdy słuchacz a także czytelnik poniższego wywiadu zauważy, że nowa, druga odsłona M’A’S to kokon, z którego już na następnej płycie wykluje się coś zupełnie nowego. Poczekamy, zobaczymy, póki co wystarczyć nam musi „Antimatter”, który przynosi potężny, death metalowy w fundamencie i awangardowy w treści metal. Nic nie jest oczywiste, wszystko jest relatywnym złudzeniem. Static i Silencer, moi rozmówcy mają absolutną co do tego pewność…

Zanim przejdziemy do płyty, to kilka słów na temat zamieszania wydawniczego – miała być Lilith Prod. a w końcu została Transylvania. Jakie wiatry Was pognały w te wampiryczne strony? Nie było nikogo zainteresowanego bliżej naszego grajdoła?

Static: Tak, miała być Lilith Prod. po raz drugi, ale nie ma. Jest za to Transylwania i też jest fajnie. Zainteresowanie było, ale raczej dalej niż bliżej, z kraju odzewu żadnego, za to zza granicy pojawiło się trochę ofert i propozycji, z czego najkonkretniejszą przedstawili Rumuni z Sun & Moon Records, dlatego płyta wyszła ich nakładem. Zresztą, podpisaliśmy deal na dwa albumy, więc o ile nic się nie spieprzy, to następny krążek również wypuścimy z ich numerem katalogowym. Na razie współpraca przebiega wzorowo.

Rozumiem, że poza wydaniem płyty, działania promocyjne będą raczej skromne, ale czy planujecie jakiś krwiożerczy tur po Karpatach?

Static: Zależy co rozumiesz przez „skromne”. Na dwumiesięczny tour po Europie z Watain nie pojedziemy. Promocyjnie jest lepiej niż było w Lilith, tyle mogę powiedzieć. Jest opcja koncertowania za granicą i to niekoniecznie tylko w Rumunii, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.

No to teraz poważnie – nie wiedziałem do końca, czego spodziewać się po tak nieprzewidywalnym zespole. Teraz już wiem i … nadal gracie metal. Słuchając jednak dokładnie tych dźwięków, wyraźnie widać, że macie spore ciągotki do eksperymentu i szaleństwa. Uważacie, że takie proporcje, jakie znalazły się na „Antimatter”, są idealne? Nie za dużo tradycyjnego metalu?

Static:  Za dużo, zdecydowanie za dużo… Oczywiście, z naszego punktu widzenia, bo dla zakutej, metalowej pały to i tak będzie jakieś dziwactwo. „Antimatter” z założenia miała być albumem bardzo brutalnym, z twardą, metalową produkcją i uderzeniem, pomimo tych wszystkich wycieczek inne muzyczne rejony. Na dzień dzisiejszy wyczerpaliśmy taką formułę, więc następny krążek będzie generował zupełnie inne wibracje.

Jak wyglądało komponowanie tych numerów? Czy najpierw powstawały te tradycyjne, death/black metalowe struktury, które potem, podczas procesu aranżowania rozbijaliście bardziej eksperymentalnymi fragmentami, czy od początku mieliście założenie, że połączycie post – metalowe odjazdy z twardym, death’owym riffem?

Static: Sceną post-metalową zainteresowałem się dopiero po zakończeniu komponowania materiału na „Antimatter”  (i wsiąkłem w nią całkowicie, aby być szczerym…), więc jeśli słyszysz tam jakiekolwiek wpływy post metalu, to wyszło zupełnie przypadkowo i intuicyjnie. Numery na nasz drugi krążek to wypadkowa tego, co w tamtym czasie lubiliśmy w muzyce, z jednej strony brutalne, ale inteligentne granie w stylu Arkhon Infaustus, Akercocke, Mayhem, z drugiej scena eksperymentu i awangardy, a nawet groteski. Te niestandardowe dla sceny metalowej elementy pojawiały się od początku w numerach, niczego na siłę nie doklejaliśmy do gotowych już struktur. Wyszło to bardzo naturalnie, często podczas swobodnej improwizacji.

Płyta przesycona jest mistyką, okultyzmem i innymi „zmami”. Jak wyglądały prace nad ideologicznym zrębem nowej płyty? Na ile jest to kreacja artystyczna, chęć stworzenia pewnego klimatu a na ile odbicie Waszego życia i idei, które na co dzień pielęgnujecie?

Static: Wyglądały tak samo jak i prace nad muzyką – bardzo naturalnie. Mistycyzm, magia, doświadczenia z poza ciała to moja pasja i w tej tematyce poruszam się na tyle swobodnie, że napisanie paru liryków na „Antimatter” nie było problemem. Reszta tekstów jest autorstwa człowieka ukrywającego się pod pseudonimem Shellshocked, z którym współpracujemy już parę lat na niwie M’A’S i nie tylko. Oprawa graficzna to wypadkowa pomysłów moich i Perversora, choć trzeba oddać sprawiedliwość, że wnętrze bookletu zaprojektował sam a ja nie wniosłem żadnych zastrzeżeń. Świetnie wyczuł temat, czego zresztą się spodziewałem, znając jego poprzednie prace i zainteresowania. Na ile jest to kreacja artystyczna? Uwierz lub nie, ale odpowiadałem na to pytanie już wiele razy. Z mojej strony (bo w przypadku tak osobistych doświadczeń mogę mówić tylko za siebie…) nie ma tu żadnej kreacji na potrzeby  zespołu czy gatunku muzycznego. Gdybym grał trip hop, teksty prawdopodobnie byłyby bardzo zbliżone.

W jednym z maili napisałeś, że „Eternity Is Pregnant” to najważniejszy numer na płycie. Faktycznie, wyróżnia się pod względem muzycznym, jednak chciałbym, abyś przybliżył wyjątkowość tej kompozycji i znaczenie, jakie niesie dla Ciebie jej przekaz…

Static:  Widzisz, zapomniałem wspomnieć w poprzedniej odpowiedzi, że to jedyny utwór, w którym całkowicie skorzystaliśmy z tekstu z zewnątrz. Jest to fragment poematu „Clouds Without a Water” pewnego angielskiego dżentelmena, którego pewnie większość czytelników kojarzy. Muzyka powstała na skutek improwizacji Silencera i mojej, już w studio, właściwie pod koniec sesji nagraniowej. Zawsze, kiedy improwizujemy powstają jakieś dziwaczne i wyjątkowe rzeczy… Mocno identyfikuję się z fragmentem, którego użyliśmy jako tekstu, stąd moje osobiste uwielbienie dlatego utworu, ale najważniejsza myśl, którą on niesie, zawarta jest już w tytule i mój dodatkowy opis nie odda głębi znaczenia tych trzech, prostych słów. Wieczność jest brzemienna…

Nie ma co ukrywać, że Wasza muzyka zalicza się raczej do tych trudniejszych w odbiorze, ze względów tak aranżacyjnych jak i ideologicznych. Nie obawiacie się, że napotkacie na mur obojętności? W Polsce raczej trzeba trzymać się pewnych utartych szlaków albo wręcz włazić głęboko w dupę słuchacza, żeby zmusić go do zainteresowania…

Silencer: Robiąc naszą muzykę liczymy się z tym, że przeciętny, polski metalowiec tego nie zrozumie, jednakże robimy to przede wszystkim dla siebie (wiem, bardzo nietypowa odpowiedź) i dla wąskiego grona ludzi o podobnych poglądach na sztukę. Recepta na zadowolenie polskiego fana black/death metalu jest bardzo prosta, ale jeśli miałbym robić muzykę, żeby zadowalać takich ludzi, to chyba wolałbym nie mieć nic wspólnego z muzyką.

Może zabrzmi to dziwnie, ale po wysłuchaniu płyty mam malutki niedosyt. Podobnie jak podczas lektury pierwszego krążka. Mianowicie, ciągle mam wrażenie, że po przekroczeniu tej granicy między metalem i eksperymentem, na rzecz tego drugiego, z kokonu, jakim teraz jest Morda, wyklułby się piękny motyl albo przynajmniej zmierzchnica trupia główka. Celowo drażnicie luda??

Silencer: I tak i nie. Nic nas tak nie cieszy jak dziwne i groteskowe rozwiązania wplecione w muzykę, a niezrozumienie przez co prostsze umysły daje nam wiele radości. Jednakże „Antimatter” w moim odczuciu jest właśnie kokonem, a ostatni utwór traktuję, jak jego otwarcie. Wraz z zakończeniem płyty, zakończył się kolejny etap ewolucji tego zespołu, a ten w który teraz wkraczamy stać będzie pod znakiem niepohamowanego eksperymentowania i pogłębiania izolacji od metalowych schematów.

Static: Dokładnie. Dodać należy, że materiał na trzecią płytę już powstał. Usiedliśmy we dwóch w sali prób i przy pomocy gitar, syntezatorów, pętli i efektów stworzyliśmy prawie godzinny materiał.  Tyle, że już go zapomnieliśmy, ale z tego, co pamiętam, to za wiele tradycyjnie rozumianych riffów tam nie było…

Czy w związku z powyższym na trzeciej płycie nastąpi owo – mitologizowane przeze mnie – przejście?

Static: Prawdopodobnie tak, o ile Silencer weźmie na próbę odpowiednią paczuszkę.

Drążąc dalej temat – czujecie się nadal typowymi, polskimi metalowcami? Pytam, bo ostatnio zauważyłem, że bycie typowym „trv metalowcem” jest traktowane jako swego rodzaju skansen (cokolwiek to znaczy…). Gdzieś w podziemnych zinach taka postawa jest oczywiście, mniej lub bardziej szczerze, nadal kultywowana, jednak nieuchronnie świat – a co za tym idzie – także gusta, zmienia się. Powstaje z tego taki „metroseksualny metalowiec”, co i dresa założy, włosy zetnie i post rocka posłucha. Jak postrzegacie te nieuchronne jednak zmiany?

Silencer: My w ogóle nie czujemy się metalowcami. Wraz z dojrzewaniem i wyklarowaniem się u człowieka własnego „ja”, podpinanie się pod subkulturę jest zbędne. Tak naprawdę tylko fakt grania w zespole metalowym łączy nas z owym środowiskiem, bo de facto muzyka metalowa od  dłuższego czasu nie dominuje już w naszych odtwarzaczach.

Czas przejść do bardziej przyziemnych spraw – koncerty – gdzie gracie, z kim i dlaczego nie napieprzacie tras po 70 gigów?

Silencer: Na ten moment mamy przed sobą listopadowy występ przed Arcturus i Virus w Katowicach. Nie mamy na naszej polskiej scenie za wielu kapel o podobnym stylu a i ciśnienia na granie byle jakich sztuk z byle kim też nie mamy, tak więc raczej rzadko będziemy się pojawiać na deskach rodzimych klubów. Są plany na grubsze koncertowanie w przyszłym roku, ale na ten moment nie możemy podać szczegółów.

Jak czujecie się w kontekście naszej sceny – czy są zespoły, które zrobiły na Was wrażenie, inspirują Was, czy raczej nie lubicie lokalnego smrodu?

Silencer: Niestety, nasza scena nie ma na ten moment nic do zaoferowania, jednak liczę, że garstka osób, która w naszym kraju robi coś w kierunku rozwoju muzyki, w niedalekiej przyszłości pokaże, na co ich stać.

Static:  W kontekście sceny metalowej? Niespecjalnie, ale nie mam wielkiego rozeznania ostatnio. Krakowski Iblis nagrał ostatnio fajny materiał, jak ktoś lubi The Konsortium i Ved Buens Ende. Poza tym kolaboracja Nihil/Havoc o nazwie, której nie odważę się przytoczyć, wypuściła niedawno track rokujący na fajną podróż.

Plany na przyszłość – czego możemy się spodziewać w najbliższych czasach?

Silencer: Kolejna płyta, może jakiś split. Niewykluczone, że jakiś projekt poboczny, w którym ze Staticiem będziemy robić muzykę zbyt niedorzeczną, nawet jak na standardy M’A’S. Poza tym wziąłem w swoje ręce komponowanie materiału na debiut Medico Peste i zaprosiłem Statica do współpracy, więc osoby znające dotychczasowe oblicze zespołu, będą zawiedzione, co mnie cieszy.

Jeśli macie coś do dodania, skrytykowania, rzucenia mięchem – idealny na to nadszedł moment…

Silencer:  Z mojej strony tyle, dzięki za wywiad.

Static: Dzięki za rozmowę i nade wszystko – za inteligentną recenzję. To już chyba trzecia w naszej karierze, he, he…

Rozmawiał Arek Lerch