MOAFT – muzykoszukanie

Świadomość, że komuś się chce i mimo wątpliwych i wymiernych profitów nie narzeka, tylko rwie do przodu, jest budująca. Kiedy w styczniu ubiegłego roku miałem przyjemność pisać o debiutanckim materiale MoaftVana Imago, zastanawiałem się, czy będzie to jednorazowy wybryk, czy też grupa wytrzyma i nie zejdzie z muzycznego ringu. Okazuje się, ze wytrzymała i jeszcze bardziej przywaliła sierpowym. Wprawdzie na nokaut przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale i tak mówimy o zespole, który trzeba  już traktować zupełnie poważnie. O nowym dziele Ursa Major poczytacie gdzieś obok, a zaraz potem możecie rzucić okiem na to, co do powiedzenia miał sam zespół. Myślę, że jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczą.

Na dobry początek zabawne a może i nie pytanie – czy nadal uważacie, że bez wokalisty jest lepiej? Nie mieliście ani jednego momentu zawahania w tym temacie?

Trudno mówić o wahaniu bo nikt chętny się na horyzoncie nie pojawił. Jak się ktoś taki pojawi to podejdziemy do tego z otwartymi głowami. A czy lepiej czy gorzej… nie nam oceniać.

„Vana Imago”, poprzedni krążek, był ciekawy i pewnie niejednego fanatyka hałasu zainteresował. Jak oceniacie okres po jego wydaniu – udało się zrealizować plany? Jakie wydarzenia z życia zespołu utkwiły Wam w pamięci?

Wydarzyło się sporo. Przede wszystkim, staraliśmy się zaistnieć koncertowo i odpowiednio promować tamten materiał. Później skupiliśmy się na stworzeniu materiału i produkcji płyty. Trochę około-wydawniczych historii i tak dalej. Ciągle jednak działaliśmy jak normalny zespół, czyli próby, koncerty itp. Czy ten okres wykorzystaliśmy optymalnie? Pewnie nie, ale na pewno wszystko to co się wydarzyło, było z naszej perspektywy dobre. Najmilej wspominamy pierwszą, poważną wizytę w profesjonalnym studio, czyli praca w Hertzu, praca nad materiałem i produkcją.

muzykoszukanie

muzykoszukanie

Słychać w nim duży progres, jednocześnie kilka zaskakujących wycieczek w krainę jazzu czy etno. Przyznam, że właśnie te momenty podobają mi się najbardziej. Nasuwa się jedynie pytanie o to, w jaki sposób zamierzacie przedstawić je koncertowo, bo np. fragment gdzie pojawia się klarnet, bez niego będzie zdecydowanie mniej wyrazisty. To tylko jeden z przykładów…

Znaleźliśmy na to rozwiązanie, koncertowo w numerach, które naszym zdaniem tracą na braku dodatkowych instrumentów, staramy się podpierać samplami. Poza tym planujemy serię wspólnych koncertów z muzykami, którzy wystąpili na płycie, jednakże w prze-aranżowanej formie, która pozwoli im bardziej rozwinąć skrzydła.

Muzycy gościnni to z jednej strony fajna opcja, ale z drugiej stawiacie się w trudnej sytuacji, bo dając coś więcej, przyzwyczajcie do tego ludzi. Może czas na stałe rozszerzenie składu, skoro sama formuła uległa „uplastycznieniu”?

Jeśli ktoś się chce do czegoś przyzwyczajać to już jego problem. Koncertowo MOAFT ma do zaoferowania trochę więcej niż ekstra dźwięki klarnetu czy akordeonu. Staramy się generować energię, która sprawi, że ludzie nie będą na nią obojętni. Mam nadzieję, że nam się to udaje. Z drugiej jednak strony wciąganie do składu „gości” w pewnym sensie zabije w nas ten pierwiastek przygody, poszukiwania czegoś innego. Może następny materiał będzie kosmiczny i potrzebni będą ludzie od laserów i usg, mielibyśmy wtedy zwalniać Oliwiera i Mateusza? Nie ograniczamy się i niczego nie zakładamy z dużym wyprzedzeniem. Malutkie kroczki w naszym wypadku sprawdzają się najlepiej. Na pewno będziemy chcieli rozszerzyć skład na koncerty promujące Ursa Major w przyszłym roku, ale to poważne wyzwanie logistyczne i finansowe.

Nowa płyta prowokuje moje ulubione pytanie – co tak w zasadzie gra Moaft? Bo w tym przypadku owa alternatywa regresywna trochę nie pasuje. Może alternatywa progresywna?

To chyba najmilsze pytanie, na które, niestety, nie mamy odpowiedzi. Jeśli trudno nas jakoś zakwalifikować to dobrze, Bejnar i Misiek powtarzają, że gramy metal i trzeba się z tym pogodzić – to chyba oddaje w jakimś stopniu naszą własną kategoryzację tego co robimy, może pokusimy się o taki nowotwór słowny „muzykoszukanie” (to taki mały ukłon w stronę Bejnarowej „muzykografiki” ) – też jakoś by tam oddawał nasze spojrzenie. Ale tak na poważnie to komu potrzebna jest kategoryzacja? Muzyka to muzyka, jak wiesz, my w słowach nie robimy, więc i kategorie są nam zbędne. A co się tyczy alternatywy regresywnej to jest piękne sformułowanie, bo nie niesie ze sobą absolutnie niczego albo wręcz wszytko i pozwala odbiorcy na własną interpretację, co nam jak najbardziej odpowiada.MOaft2

Nie mówcie, że gracie metal, bo można za takie słowa dostać po zębach! Metalu jest u Was może 20%. Reszta jest nieokreślona. I to ciągnie za sobą kolejną kwestię – w zasadzie, w jakim towarzystwie obracacie się, grając koncerty? Gdzie pasujecie, a gdzie chcielibyście pasować?

Co do towarzystwa, to nasza nieokreśloność jest tu  największym sprzymierzeńcem. Właśnie dzięki niej jak sadzimy, tak łatwo nawiązuje nam się relacje z innymi kapelami. Jako, że nie można nas kategoryzować to i nie jest łatwo też z tego powodu odrzucić . My się nie ograniczamy z żadnej strony i – mamy taką nadzieję – słychać to trochę w naszej muzyce, a stąd już tylko krok, żeby zagrać z każdym kto miałby na to ochotę. Dlatego gramy i ze stonerowacami, metalowcami (do których, jak się przed chwilą okazało, się nie zaliczamy…) i eksperymentatorami. Wiele naszych koncertów to przypadki – ktoś nas gdzieś tam usłyszał/zobaczył i pomyślał najpewniej, że nadawalibyśmy się żeby zagrać z tym kimś. Poza tym, nie należy zapominać że Misiek (nasz perkusista) jest (i tu nie wiem czy to właściwe słowo, a nie chcę nikogo urazić) animatorem i organizuje trochę koncertów, w tym także nasze. Reasumując, pasujemy tam gdzie nas zechcą, bo jeśli ktoś coś w tym naszym brzdąkaniu usłyszy, to już jest bardzo solidna podstawa żeby dalej działać. A najlepiej pasować wszędzie i nigdzie, a analogia do alternatywy regresywnej nie jest tu przypadkiem.

Z  kim najlepiej się współpracowało? Jeśli trafiłaby się okazja kolejnej trasy, kto mógłby znaleźć się w Waszym tur – busie?

I tu znowu powrócimy do pojęcia kategoryzacji (dzięki temu utrzymamy całość w spójnej, holistycznej formie), mianowicie nie kategoryzujemy także i tutaj, bo z każdą kapelą z jaką mieliśmy okazję trochę dłużnej pograć, jakoś tam się zżyliśmy i wspominamy ciepło. Począwszy od Pokraka, z którym to przeżyliśmy pierwszą naszą trasową przygodę, poprzez koncerty z rosyjskim Noye, co było dla dla nas kulturową wycieczką w nieznane rejony, niezapomnianą, pierwszą i mamy nadzieję nie ostatnią trasą po Europie z Sunnatą, która obfitowała w tak wiele dziwnych i fajnych historii, że ciężko faworyzować którakolwiek, a skończywszy na (wielkich frekwencyjnie i organizacyjnie) ostatnich koncertach z Blindead. Z każdej z tych przygód/wypraw coś wynieśliśmy, coś dla czego warto grać takie trasy. A co do tego, kogo byśmy zabrali to pewnie najfajniej było by zebrać wszystkich razem i kapele, których jeszcze nie poznaliśmy i jeździć w takiej wielkiej, muzycznej familiadzie.

Interesują mnie te „historie”. Trasa po Europie to nadal – mimo, że mamy UE – dla wielu zespołów sprawa dość mityczna. Sklećcie wiązane wspomnień z najbardziej dramatycznych momentów…

Na szczęście, obyło się bez dramatów. Jedynie poczciwy „uszat” – pojazd, którym mieliśmy szansę podróżować, postanowił się pozbyć wszystkich płynów na włoskiej autostradzie, a przymusowy przystanek stał się dla nas okazją do poznania życia małej włoskiej miejscowości. Miejsca, w których graliśmy, zespoły, z którymi dzieliliśmy sceny czy publiczność, która przychodziła na koncerty nie różni się jakoś drastycznie od tego co mamy w Polsce. Nie mniej jednak dziś już wiemy, że nie można się ograniczać i skoro jesteśmy częścią Europy to powinniśmy z tego czerpać jak najwięcej. Poza tym mówi się, że podróże kształcą, więc my wróciliśmy całkiem fajnie wyedukowani.Moaft3

Dobra – jest płyta, jest impreza i… co dalej??

Najbliższe plany Moaft to odpoczynek, ale tylko pozorny. Właśnie zagraliśmy ostatni koncert w tym roku i robimy sobie blisko dwumiesięczną przerwę w tej dziedzinie. Jednak plany mamy ambitne , bo podczas tej pozornej ciszy chcemy sfinalizować prace nad klipem, zabukować całkowicie najbliższą trasę, ogarnąć chwilowe rozszerzenie składu… a w międzyczasie już zaczęliśmy komponowanie nowego materiału, więc szybko zleci.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Mike Zimorski/Paweł Jambroż