MINERVA – muzyka tworzona z pasji

Na temat moich względem debiutu Minervy odczuć możecie poczytać gdzieś obok w recenzji, w której nie znajdziecie zbyt wielu słów na temat… stoner rocka. Bo też i Minerva jawi mi się przede wszystkim jako odpowiedź na niektóre poczynania amerykańskich metalowców, związanych ze zdecydowanie inną niszą. Co nie zmienia faktu, że udało się zespołowi upichcić płytę rasową, ciekawą i bardzo stylową.  Na „Dead for a Lifetime” znajdziecie wszystko, co w ostatnich dwóch dekadach w metalu się pojawiło, podane ze smakiem i znawstwem zawodowych muzyków. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić do lektury wywiadu i… konsumpcji świeżej jeszcze płyty…

 

My nie boimy się zbyt wielu inspiracji, bo to właśnie dzięki nim tworzy się nowa wartość.

 

Zastanawiam się nad klasyfikacją Waszej muzyki. Tu i ówdzie w recenzjach przewija się motyw stoner rocka, tymczasem ja słyszę coś zupełnie innego – macie swoją definicję?

A co słyszysz?  Super ciężko nas zakwalifikować, bo jesteśmy mieszanką wszystkiego co w metalu i rocku dobre –  w naszej opinii oczywiście. Dlatego znajdziesz trochę klasycznego metalu, stonera, death, wszystko to, co nas jara i pozwala nam wyrazić to co chcemy.

W zasadzie słyszę tu sporo metalu – amerykańskiego, kojarzącego się np. Z Damageplan, Panterą a miejscami z Superjoint Ritual. Czy taki inspiracje Wam przyświecały?

Na pewno nie wzięliśmy twórczości tych zespołów i postanowiliśmy jej wiernie skopiować, aczkolwiek zespoły, które wymieniasz oczywiście znamy, szanujemy i inspiruje nas ich twórczość. Ale jest też mnóstwo innych, których jeśli jeszcze nie słychać, to z czasem będzie.

Sporo tu odniesień do nu metalu (np. w „Adrenaline”). Czy to taki smaczek, czy macie sentyment do tej stylistyki, szczególnie, że dzisiaj wiele zespołów radykalnie odcina się od takiej muzyki, bojąc się ostracyzmu ze strony słuchaczy…

Muza na „Dead For A Lifetime” to zbiór kompozycji z kilku ostatnich lat, „Adrenaline” jest chyba najstarszym, mającym już kilka lat utworem. Naturalnie powstawał w latach, gdy ta muzyka była bardziej popularna i podobała nam się w pewnym sensie. Nie odcinamy się na siłę, bo coś się komuś przestało podobać. To, co tworzymy ma podobać się przede wszystkim nam. Mamy np. nie zagrać dobrego, oldschool’owego riffu, bo Sabbaci to muza z lat 70’tych? Bzdura.

Nie obawiacie się, że zbyt dużo wpływów, takie przemieszanie spowoduje, że np. organizatorzy koncertów nie będą wiedzieli, w jakim kontekście Was umieścić?

muzyka tworzona z pasji

muzyka tworzona z pasji

Po pierwsze, zawsze wydawało nam się, że dobrą muzykę zaczyna się tworzyć z pasji, a dopiero potem próbuje się ją sprzedać. To odróżnia  nas od wszelkich jogurcików, które próbują dostosować się do twojej pory dnia i dać Ci odpowiednią dawkę witamin. To, co robimy, robimy z serca, a nie z namysłu czy biznesplanu. Na szczęście. Po drugie, coraz więcej gigów składa się z kapel, które eksplorują kompletnie inne obszary muzyczne. To dobrze! Idziesz na Behemotha i słyszysz Blindead, otwiera ci to czerep. A jak nie, to zawsze możesz iść na piwo i nie słuchać. My nie boimy się zbyt wielu inspiracji, bo to właśnie dzięki nim tworzy się nowa wartość. Nie chcemy być wierną kopią 2 zespołów, bo wtedy nasza twórczość miałaby znacznie mniejszy sens.

Jest też tu trochę inklinacji grunge’owych, w warstwie wokalnej np. Jesteście stosunkowo młodzi, dlatego chciałem Was zapytać, jak z Waszej perspektywy oceniacie grunge’ową rewolucję?

Chyba nigdy za bardzo nie płynęliśmy w grunge instrumentalnie i ideologicznie. Oczywiście, jest w nim jakiś piękny brud i prawdziwość. Wokalnie jak najbardziej – jest być w kogo zapatrzonym, choć niektórzy już wieją kamiennym chłodem.

Co sprawiło Wam najwięcej kłopotów podczas przygotowywania płyty? Wszystko szło gładko, czy mieliście z czymś pod górkę?

Samo nagrywanie było czasochłonne i niełatwe, ale nie oceniamy go jako katorgę, bo ten trud okupiony był ogromną przyjemnością i dumą z końcowego rezultatu. Prawdziwą przeprawą przez męki było poszukiwanie wytwórni, która miałaby naszą płytę wydać. Jak widać, nie znaleźliśmy takowej i wydaliśmy materiał własnym sumptem.

Otwarte pozostaje pytanie, do kogo w naszym kraju adresujecie swoją muzykę? Pytam w kontekście ciągle wyraźnych podziałów między scenami…

Do ludzi otwartych, słyszących. O szerokich gustach muzycznych. Kurcze, mamy wrażenie, że jednak takich ludzi jest niemało – jasne, każdy ma jakieś główne poletko np. tylko death, albo postrock, ale słuchają też innych rzeczy. Znamy ludzi, którzy na jednej półce mają Iron Maiden, Cannibal Corpse i Toola, a przecież to kompletnie inne bajki.

Opowiedzcie coś o tej ostatniej, dłuższej kompozycji, która pokazuje Waszą nieco progresywna naturę – to tzw. wypadek przy pracy czy w przyszłości usłyszymy jeszcze takie długie i rozbudowane formalnie kompozycje?

Do „Beyond The Dream” powstały jakieś motywy, a potem utwór powiedział nam, w którą stronę chciałby się rozwinąć. Można więc mówić o pewnym przypadku, na pewno nie założeniu. Jak już ułożyła się warstwa muzyczna okazało się, że pasuje pod nią pewien koncept liryczny i tak powstał długi, progresywny kawałek. Na pewno przy okazji drugiej płyty nie stawiamy sobie celu na piśmie „napisać długi, epicki utwór”. I jeszcze, żeby był lepszy. Ale nigdy nic nie wiadomo, może na którejś płycie Minerva zagra tylko jeden 40-to minutowy kawałek, a może zrobimy 10 kawałków po 1:25”?

Jak wygląda życie koncertowe Minervy? Jakieś ciekawe wspomnienia?

Oj, trzeba przyznać, że jak jesteśmy w trasie to zazwyczaj jest ciekawie. Szczegóły zostawimy na jakieś „home video”. Choć przed koncertem mamy dość „pro” podejście – musimy zagrać dobrą sztukę, a nie urżnąć się w trupa, bo to nie jest przedstawienie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy przyszli nas posłuchać i jeszcze za to zapłacili.

Plany na nadchodzące miesiące – czym nas zaskoczycie?

Aktualnie myślimy o teledysku, mamy nadzieję, że zmaterializuje się w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Jednocześnie dalej promujemy „Dead For A Lifetime”, pewnie do końca 2012 roku. W międzyczasie chcemy wejść do studia i zarejestrować drugą płytę. Kiedy wchodzimy do studia – to jeszcze słodka tajemnica. Kiedy wydamy płytę – 2013, czym prędzej. Chyba, że po 2012 już nic nie będzie…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia koncertowe: Michał Rejman