MILION MUCH – Brudne i złe myśli

Milion Much pochodzi z Krakowa. Milion Much gra ładne piosenki i śpiewa o brzydkich rzeczach. Zna też sposoby na radzenie sobie ze smogiem, chowa trupy we wzmacniaczach i wcale nie czerpie z bogatej artystycznej spuścizny Jacka Cygana. Na moje pytanie kolektywnie odpowiadali: Piotr Warszawski, Greg Toma oraz Basik.

Zacznę od pytania, które prawdopodobnie śni się po nocach połowie światowej populacji muzyków. W waszym wypadku to jednak kwestia naprawdę ciekawa. Skąd te muchy, i to w takich ilościach? Niby nic takiego, jednak po krótkiej analizie można dojść do niezbyt przyjemnych skojarzeń.

B: Skojarzenia z popularnym powiedzeniem o milionach much, które „nie mogą się mylić” są jak najbardziej trafne. Fascynujące jest to, że większość rzeczy na rynku muzycznym nie nadaje się do słuchania, a jednak jest obiektem masowych uwielbień. Ciekawe rzeczy dzieją się gdzieś na marginesie tego całego biznesu i taki stan rzeczy nie jest wcale zły. Można powiedzieć, że nazwa Milion Much jest jakąś deklaracją nonkonformizmu, ale tak naprawdę nieMMM przywiązujemy do niej wielkiego znaczenia. Fajnie brzmi.

Bez wątpienia dużym atutem Miliona Much są interesujące, dobrze napisane teksty. Dlaczego polski? Wielu artystów mierzy się z tym naszym językiem i polega z kretesem, wielu skarży się też, że śpiewając po polsku, czują się zwyczajnie niekomfortowo…

B: Piotrek ma według mnie bardzo bezpretensjonalny i luźny styl pisania. Poza tym, pisze całkiem nośne frazy, a przecież na nich siedzi muzyka rock’n’rollowa. Rock to muzyka hasłowa, to nie poezja śpiewana. Tu liczy się moc trzech słów zestawionych ze sobą. Polski język tym bardziej nadaje im kopa. W naszym języku jest przecież bardzo dużo fajnych słów, jak: „zgliszcza”, „ryj” czy „mewa”.

PW: Wszyscy oprócz Jerka (perkusisty) graliśmy w zespole Mikirurka. Tam wszystkie teksty były po angielsku. Kiedy się okazało, że nie podbiliśmy całego świata, stwierdziliśmy, że może chociaż w Polsce ktoś nas posłucha. Ze zmianą na język ojczysty ciężko było – wszyscy nasi idole śpiewają po angielsku. Nie możemy powiedzieć, że inspirował nas Jacek Cygan czy Piotr Rogucki. Przynoszę teksty do gotowych kawałków i jeśli reszta go nie wyśmieje lub stwierdzi, że coś należy poprawić, to tak zostaje.

Czy Warszawski rzeczywiście pochodzi ze stolicy?

PW: Warszawski pochodzi z Krakowa, a Tomaszewski – o dziwo – nie z Tomaszowa, lecz z Gdańska.

Skąd cały ten brud i zło, gnieżdżące się w tekstach? Taki był koncept, czy wyszło niejako przy okazji?

PW: Mamy w głowach brudne i złe myśli.

Oczywiście, nie sposób traktować tekstów zawartych na „Kolorze Zła” jako polityczną deklarację i głupotą byłoby to czynić, tym niemniej mam wrażenie, że wyrasta to wszystko z naszych realiów. Czy nie jest tak, że te dosadne, mocne teksty biorą się z wkurwienia światem i drugim człowiekiem? Macie poczucie, że u nas jest jakoś wyjątkowo źle i brudno, i nie mówię tu o polityce czy ekonomii, tylko najzwyczajniej w świecie o ludziach? A może jest coś specjalnego w naszym powietrzu (poza smogiem, rzecz jasna)?

PW: My sami jesteśmy brudni i źli, a co dopiero inni. Moglibyśmy zabijać lub zająć się polityką, ale nie mamy na to czasu, ponieważ gramy muzykę.

B: My byliśmy już wkurwieni, zanim to było modne. Ale słusznie zauważyłeś, dużo dobrego wkurwu w tych tekstach. Paliwa do bycia wściekłym nigdy na świecie nie zabraknie.

Brudne i złe myśli

Brudne i złe myśli

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem „Żagle wątłe”, a konkretnie refren tego utworu, nie mogłem opędzić się od myśli, że to przecież całkiem jak z radia brzmi. Gdyby tylko ten tekst tak całkiem do góry nogami wywrócić…

B: Tak, to bardzo przebojowy numer. „Żagle wątłe” napisał i zaśpiewał w całości Greg.

GT: Lubię, kiedy w piosenkach są ładne melodie. Lubię piosenki, które są napisane według schematu na przebój, choć tak naprawdę mało takiej muzyki słucham. Po części, refren do „Żagli Wątłych” powstał na bazie innego numeru, który napisałem jakieś 20 lat temu. Natomiast tekst jest świeży, napisałem go myśląc o samotnym spływie kajakiem z Krakowa do Zatoki Gdanskiej, który zamierzam dokonać tej wiosny. Chciałbym zrobić klip do tego numeru, tak, na pewno to zrobię!

Nie wiem, czy oglądaliście serial „Mr. Robot”, ale była w nim taka zabawna scena, która mocno utkwiła mi w pamięci. Bohater, dotychczas mocno sceptycznie nastawiony do całego świata, nagle przywdziewa różowe okulary (dosłownie), pije kawę ze Starbucksa i generalnie tryska życiową energią. Czy myślicie, że taka hipotetyczna przemiana jest w przypadku Miliona Much możliwa? Nie powiem, że perspektywa usłyszenia was śpiewających o motylkach i kwiatkach wydaje się być szalenie intrygującą.

GT: Ja oglądałem. Co prawda tylko pierwszy sezon. To, o czym mówisz, musiało być chyba później (nieuważnie oglądał, było w pierwszym- przyp. AG) Jeśli masz na myśli to, czy przyjdzie dzień, w którym zacznie nam zależeć na tym, żeby odnieść sukces komercyjny, to możesz być pewny, ten dzień nie nadejdzie. Traktujemy to bardzo luźno. Od samego początku, kiedy założyliśmy ten zespół, zależało nam na pełnej swobodzie działania. Bez żadnego ciśnienia. Zawsze chcieliśmy robić, to na co mamy ochotę bez względu na panujące mody i wymagania polskiego rynku muzycznego. Jesteśmy mistrzami w nie promowaniu siebie wszechobecnymi metodami promocji.

B: Jeśli usłyszysz, że śpiewamy o motylkach i kwiatkach, to idź lepiej do lekarza. To może być coś poważnego. Obstawiałbym wątrobę.

Jak na przedstawicieli znanego i lubianego gdzieniegdzie gatunku, zwanego dead metalem, jakoś mało u was tych trupów w szafie.

B: Ten gatunek każdy szanuje, ale chyba jesteśmy jedynymi przedstawicielami tego nurtu w kraju. Trupów w szafie nie ma, są za to w paczkach i wzmakach. Ścielą się też gęsto po koncertach.

„Kolor zła” nagrany został w całości na setkę. Nie lubicie cyzelować, dopieszczać po sto razy każdego uderzenia w bębny? Przyznam też, że biorąc pod uwagę właśnie metodę nagrań, brzmi to wszystko niesamowicie czysto i ładnie.

GT: Dzięki. Jestem odpowiedzialny za produkcję tego albumu. Ostatnio mój kolega, dodam, że bardzo doświadczony muzyk, powiedział mi: „ale na setkę to wy tego nie nagraliście! Nie wierzę, że wasz bębniarz zagrał każdy werbel z taką samą dynamiką, musiałeś to samplować i równać!” No więc odpowiadam: tak gra Jerek (perkusista), nie kłamiemy. Oczywiście, kilka gitar i wokale były dograne później, ale całość była nagrana na żywo u mnie w studiu. Taki plan powstał kilka miesięcy przed sesją i się go trzymaliśmy, ćwicząc i karkołomnie ogrywając materiał. Powiem szczerze, że nie rozumiem rockowych zespołów, które nagrywają ślad po śladzie. Nie o to chodzi w tej muzyce.Milion z lasu

Nie mieliście ochoty pójść w jakieś transowe, psychodeliczne stoner jazzy? Wiecie, takie rzeczy są teraz w modzie. Zamiast tego, „zwykły” rock’n’roll… Ta zwykłość w waszym wykonaniu oznacza konkretny wpierdol, rozchodzi się jednak o samą etykietę. Nie macie poczucia, że słuchacz potrzebuje dziś niejako dookreślenia muzyki jakimś wymyślnym zlepkiem słów?

B: Stoner zostawiamy prawdziwym milionom much podążającym za jego zapachem. Inna sprawa, że sporo kapel, które piszą o sobie, ze grają „stoner cośtam” nie ma z tym gatunkiem nic wspólnego. Większość to po prostu zakamuflowana opcja metalowa, która kupiła sobie wintydżowe ampy i zapuściła brody. Oczywiście, szufladki są bardzo potrzebne, żeby sobie jakoś świat ten ułożyć i go w miarę kontrolować. Łatki pomagają też, żeby znaleźć odpowiednie środowisko odbiorców. No i coś trzeba na ten plakat wrzucić…

Macie może jakieś nietypowe sposoby na smog? Z maską mi jakoś nie do twarzy…

B: Polecamy dużo jarać, bo ponoć bierne palenie jest bardzo szkodliwe. Najlepiej robić to w darmowej komunikacji miejskiej i w ten sposób brać czynny udział w ochronie środowiska. A jak chcesz, to skombinuj taką wojskową maskę, lepiej się prezentuje i okulary nie parują.

Na koniec zostawiłem tradycyjne pytanie o plany na przyszłość. Muchy wyfruną w świat zarażać optymizmem?

B: Oczywiście, chcemy obdarzać radością i dobrym słowem coraz więcej ludzi, czy to na scenie, czy tworząc muzykę i teledyski. Warto wspomnieć, że do „Koloru Zła” powstały dwa klipy – do kawałka tytułowego oraz „Krótkiego filmu o umieraniu”. Razem z materiałem wideo z poprzedniej płyty „’78-‘89” jest co oglądać. Planujemy jeszcze więcej.

Rozmawiał Adam Gościniak

Zdjęcia: archiwum zespołu