MERKABAH – Dysmorficzna muzyka miasta

Merkabah powrócił z długo oczekiwaną, drugą płytą. Powrócił i potwierdził, że na scenie lekko awangardowego, odjechanego i transowego hałasu nie ma sobie równych. Moloch to triumf  miasta, które wciąga, włóczy nasze truchła nocnymi ulicami, zmienia się, cały czas tętni, zwodzi i kusi. Nie sposób się od tej płyty oderwać, choć trudno ją też bezboleśnie zaakceptować, bo to sztuka wymagająca odwagi i czasu. Na dzień dzisiejszy w takiej materii Merkabah pozostaje bezkonkurencyjny, my zaś od razu pospieszyliśmy zwywiadować zespół. Przed państwem spowiadają się Kuba Sokólski (bębny) i Gabriel Orłowski (gitara).

Póki co, galopujemy już z robieniem nowego materiału i specjalnie się za siebie nie oglądamy…

Na początek kilka słów o przeszłości – jak dzisiaj oceniacie poprzedni krążek A Lament for the Lamb – czy dużo można na nim zmienić, czy zostawiacie go bez zmian?

Gabriel Zmienić wszystko… prawie. Jesteśmy zupełnie gdzie indziej, potrzeba by było ją mocno „uwspółcześnić”.

Kuba Na tę chwilę płyta wydaje się prehistorią. Nie wiem, czy planujemy jakoś grzebać w niej na nowo, choć chodził mi po głowie pomysł ponownego zmiksowania tego materiału, ale to w kiedyś, w wolnej chwili. Póki co, galopujemy już z robieniem nowego materiału i specjalnie się za siebie nie oglądamy…Grafika4

Mam wrażenie, że macie ciut ADHD. Nagrywacie płytę, a na koncertach gracie już nowy materiał – co Was pcha do przodu, do poszukiwań? Nie jest to kasa, więc może uwielbienie dziewczyn (śmiech)?

G Ha, ha, rwanie na taką muzykę musi wyglądać zabawnie, tak jako dygresja, co do adhd – jutro zagramy troszkę jeszcze nowszego materiału. A pcha nas przede wszystkim chyba zabawa i uniesienie płynące z wymyślania, komponowania i grania czegoś takiego.

K W moim przypadku uwielbienie Tej Jednej Jedynej Dziewczyny! A co do adhd, to faktycznie jakoś szybko działamy z nowym materiałem, ale nie wiem w sumie z czego to wynika. Chyba, jak Gab powiedział, z samej radości komponowania i całego procesu twórczego i z zaskakiwania siebie!

G Tak jest, i z satysfakcji jaką mamy jak kolejne czalendże pokonujemy.

Właśnie – wymyślanie; zdradźcie, jak wygląda przygotowywanie takich piosenek jak te z „Molocha”? Znowu mam wrażenie, że improwizacja i tzw. „loty” to rodzice nowej płyty…

G Loty przede wszystkim. Dużo z tych motywów pochodzi z „byle brzdąkania”, wychodzimy od jednej frazy (zazwyczaj najpierw melodycznie) i pozwalamy jej się rozwijać tak jak sama się niesie, ale zdarzają się jednak motywy „z domu”, jest parę chociażby podziałów rytmicznych, które trzeba było z góry przemyśleć.

K To jest zdecydowanie najfajniejszy sposób tworzenia; wg mnie rzadko kiedy ktoś przynosi motywy wymyślone w domu. Każdy oczywiście na własną rękę mieli sobie w głowie to co powstało na próbach, ale prawie zawsze podstawą jest jednak to co wspólnie urodziliśmy podczas grania.

Określcie zatem w procentach, ile na tej płycie jest rzeczy tzw. zaaranżowanych a ile swobodnych tematów, które zostały nagrane „z marszu”?

G Jakieś 30% zaaranżowanych, na oko… Zależy też jakby określić aranżowanie; często motywy z improwizacji jeszcze przez jakiś czas urabiamy i modyfikujemy.

K Nie no, ja myślę, że więcej. Tzn. docelowo na samych nagrywkach materiał był już jednak całkiem usystematyzowany. Poniekąd nawet te improwizowane partie były przewidziane w kompozycjach. Oczywiście, jeśli mówimy o samych nagraniach.

No tak – czyli trzeba przyznać, że nie ma szans na to, żeby Merkabah zagrał choć dwa identyczne koncerty czy próby?

G Absolutnie, wszyscy by się zanudzili…

K Wydaje mi się, że z czasem, jak coraz bardziej się nawzajem czujemy i ogrywamy się z tymi kompozycjami, to one same z siebie stają się względnie „ułożone”. Ale większość numerów przewiduje pewną dawkę chaosu, więc faktycznie na dobrą sprawę żadnego numeru nie wykonujemy dwa razy tak samo.Merkabah Live

Dotychczas Merkabah kojarzył mi się ze słowami hałas i trans. Teraz dołącza do nich jeszcze jedno – jazz. Czy można potraktować płytę jako krok w stronę tego terytorium?

K Chyba niekoniecznie. Wiadomo, że saksofon takie nasuwa skojarzenia, i w sumie zajawki free jazzowe mamy od dawna, ale jakoś nie myślimy o tym zbytnio. Gdzieś to się już tak bardzo zlało z całą resztą najróżniejszych inspiracji, że nie staramy się świadomie nawiązywać do jazzu. To po prostu gdzieś tam jest, ale kierujemy się nieco czym innym.

Jakie są zatem te inspiracje? Możecie je w jakiś sposób usystematyzować?

G Ha, ha, tu każdy ci powie co innego. Wydaje mi się, że wszyscy słuchamy na tyle „przekrojowej” muzyki, że ciężko byłoby to  zgrabnie określić. Osobiście chyba bym wolał tego nie określać, raz, że kogoś na pewno bym omyłkowo nie docenił, dwa żeby nie patrzeć przez pryzmat tego na naszą muzykę, powiem tylko, że dla mnie album stulecia to Hubardo.

K Ja ostatnio wałkuję strasznie Guardian Alien i śledzę wszelkie poczynania Grega Foxa. Z drugiej strony dużo u mnie ostatnio wkurwionych, ciężkich kapel typu Nails czy Rorcal.

Najbardziej podoba mi się swoista „niedookreśloność” tej płyty. Z jednej strony słyszę wiele wątków, z drugiej zatapiam się w hałasie i zapominam o całym świecie. Zdajecie sobie sprawę, że zrobiliście niebezpieczny materiał?

Nie ma litości dla słuchacza – to mnie bardzo cieszy, że każdy kto przymierza się do tego materiału, gryzie to z zupełnie innej strony. I choć powtarzają się niektóre łatki/porównania, to jednak każdy odbiera to zupełnie inaczej To chyba nasz największy sukces, jeśli chodzi o tę płytę… Nie ma litości dla nikogo, zwłaszcza dla recenzentów.

G Ha, bardzo dobrze, rzucamy bomby w tłum! Szybkie petardy, chaos i dezorientacja! Ruiny…

Rozmawiałem dzisiaj z Jackiem Lachowiczem i on powiedział coś w rodzaju, że każdy artysta tak na prawdę poszukuje prostego i uniwersalnego języka, żeby dotrzeć do słuchacza. Czego Wy poszukujecie w takim razie??

K Czegoś dokładnie odwrotnego.

G Też swojego języka, ale raczej się posługujemy skomplikowanymi kodami – jak nie ma w tym choć trochę tajemnicy to, dla mnie przynajmniej, traci na głębi…

K Z tym, że nie wiem, czy szukamy języka do porozumienia się z słuchaczem, ale raczej jakiegoś bardziej abstrakcyjnego: muzycznego języka między sobą.

Dysmorficzna muzyka miasta

Dysmorficzna muzyka miasta

Ale z tego co mówicie, wynika, że jesteście bardziej introwertykami niż ekstrawertykami, bo trudno uznać, że chcecie słuchacza obłaskawić. Raczej rzucacie mu garść dźwięków, prosząc – „ułóż je tak jak sobie chcesz”…

K Coś w ten deseń. Słuchacz pojawia się dopiero przy jego własnej konfrontacji z muzyką, nie wcześniej w samym procesie twórczym. Jak komponujemy to trochę się w tym zatracamy, płyniemy sobie i tak się jaramy tym gdzie to nas niesie, że zapominamy o bożym świecie. W tym szaleństwie jest metoda, zdecydowanie…

G Ja uważam, że jednak narzucamy pewien kierunek, ciąg i pewną „fabułę”, wbrew pozorom układ tego wszystkiego zupełnie nie jest przypadkowy i ktoś kto tego słucha, odbywa wymyśloną przez nas podróż. Po prostu może robić co chce w granicach, które nakreślamy.

Czyli więcej jest szaleństwa czy metody? I gdzie są te granice?

G Wydaje mi się, że po równo, pozwalamy sobie po prostu płynąć, ale równie dużo na chłodno analizujemy. Granice są po krańcowej stronie dźwięków.

Może odejdźmy nieco od tych filozoficznych rozważań i stańmy na ziemi – grając taką muzykę raczej nie zarabiacie kasy: czy należy zatem traktować Merkabah jako fanaberię czy hobby? Jak daleko zamierzacie dojść? Jaki jest cel tej wędrówki?

K Ja to nie uznaję podziału na hobby i nie-hobby. Słowo hobby jest jakieś strasznie umniejszające i banalizujące; wydaje mi się, że choć nie utrzymujemy się z grania to jednak nas to w jakiś sposób definiuje jako ludzi. Także mam nadzieję, że czymkolwiek nie będziemy się w życiu zajmować to na muzykę zawsze znajdzie się czas i siły. A celem samym w sobie jest chyba nadal (mówiąc górnolotnie…) sama muzyka.

G Ani fanaberia, ani hobby, to jest nasze – górnolotnie to zabrzmi – dzieło, raczej chcemy wspólnie wyrazić siebie przez muzykę, niż mieć czym się zając w wolnym czasie.

Nie chodzi mi o banalizowanie działań, absolutnie, tylko o umieszczenie zespołu w przestrzeni. Ale przejdźmy teraz na moment do studia nagraniowego – jak rejestruje się takie wymagające i rozimprowizowane dźwięki? Co ciekawego wydarzyło się w studiu?

K Akurat prace nad płytą przebiegły w miarę standardowo. Niestety, na potrzebę nagrań musieliśmy te improwizowane partie nieco „okiełznać”, choć nadal było parę niespodzianek, ale chyba nic spektakularnego.

Jedynym elementem, którego się trochę boję, jest wkładka do płyty. Oczywiście, szacun, bo jest gruba tak jak lubię, ale te obrazki są… niepokojące i dezorientujące – jak wyglądało komponowanie tej strony „Molocha”?

K Książeczka jest autorstwa Gaba i jest to jego interpretacja tematu Molocha. Gab starał się zilustrować jak rysowała się koncepcja Molocha na przestrzeni historii, od pierwotnych „leśnych” kultów, po współczesne, symboliczne utożsamianie Molocha z tzw. „systemem”, cywilizacją, itd.

G Wyszliśmy najpierw od warstwy fabularnej, ułożyliśmy tę historię, dobraliśmy tytuły, nadaliśmy jakiś wektor, potem zaczęliśmy się zastanawiać nad symboliką, ikonami, skojarzeniami wizualnymi – od bagien, klasycznych świątyń i fletni pana po rewolucję francuską. Umówiliśmy się na konkretne punkty odniesienia, Kuba stworzył szkic byka z okładki, miał się pojawić róg itd, natomiast książeczka miała być taką trochę drugą stroną medalu – o ile grafika miała budować symbole i nierzeczywiste obrazy, tak booklet miał to troszkę dopełnić „sprowadzając na ziemię” i ukazując pewną wizję tego, że moloch faktycznie gdzieś się tam w ciemności przyczaja. Ślady mitu w rzeczywistości. Forma książkowa trochę narzuca interpretację linearną, początek-koniec, wiadomo, więc chodziło też o pewne wskazówki co do treści.

Wyczuwam w Waszej działalności mocno punkowy etos, szczególnie w kontekście, dość komercyjnych czasów w jakich przyszło nam żyć – sami robicie muzykę, grafiki, sami robicie sobie koszulki itp. Czy w jakimś sensie czujecie się związani z ideałami DIY?

K Zdecydowanie tak. Pod tym względem kultura punkowa/hardcore’owa jest dla nas bardzo inspirująca. Zdecydowanie większą satysfakcję czerpiemy oferując ludziom rzeczy, które uciułaliśmy od początku do końca własnymi rękami. Poza tym, jesteśmy trochę fetyszystami jeśli chodzi o tzw. ręczną robotę, limitowane edycje, etc. Uwielbiamy „fizyczność” płyt, książek, plakatów, itd. i wszystkie niuanse jakie ze sobą niosą. Mam nadzieję, że będziemy dalej się w tym kierunku rozwijać i prezentować coraz to ciekawsze publikacje.

Wasza muzyka jest jak dysmorficzna sztuka współczesnej, żyjącej nocą metropolii… Do kogo w zasadzie adresujecie te dźwięki – jest jakiś „model” słuchacza Merkabah??

K Uła, póki co, na własnej skórze przekonujemy się, że absolutnie nie ma. Kiedyś myśleliśmy, że jest to raczej kierowane do ludzi „osłuchanych”, znających tradycje, do których nawiązujemy, ale okazuje się, że ludzie z najróżniejszych środowisk odnajdują w tym coś dla siebie i odczytują naszą muzykę wg własnego klucza. I super!Grafika Merkabah

Nie ma co ukrywać, że Moloch to raczej trudny kawałek dźwięku. Zastanawiam się zatem, czy macie jakiś świetny pomysł na promocję płyty – coś co wykracza poza schemat „recenzja – koncert”?

G Chyba jakiegoś specjalnie wymyślnego planu nie mamy, uważamy, że nasza muzyka najlepiej broni się przy wykonaniach na żywo i to głównie jednak na koncertach chcielibyśmy oprzeć promocję, tak mi się wydaje. Przynajmniej nie przegadaliśmy jakoś specjalnie tego tematu, nie chcemy się wciskać na siłę w jakieś miejsca, jak komuś się podoba to przekaże dalej, może coś napisze i chyba tyle.

Ok, dzisiaj koncert, rozpoczynający promocję – na koniec tej miłej pogawędki zdradźcie coś na temat planów na najbliższe miesiące, czego możemy się spodziewać z Waszej strony. Może jakaś eskapada na Zachód?

K Co do promocji, to trochę jesteśmy zalatani i ciężko nam w tej chwili przygotować jakąś konkretniejszą trasę. Plany są, ale jeszcze niestety bez konkretów. Póki co, szykuje się jeszcze jeden koncert w Wawie z Drom i Brooks Was Here, a potem mamy wstępne plany na lato/jesień, ale o tym poinformujemy jak już będzie wszystko wiadomo na 100 %…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia i grafiki: archiwum zespołu/Kuba Sokólski/Gabriel Orłowski