MEDICO PESTE – Groteska i strach

Ni stąd, ni zowąd pojawiła się na polskiej scenie kolejna, blackmetalowa horda, która nie musi się nikomu kłaniać. Debiut wydany w połowie października nakładem Malignant Voices pod tytułem „א: Tremendum et Fascinatio” to spektakularna dawka niepokojących dźwięków. Jeśli w przeciągu jednego roku ukazują się w naszym kraju takie płyty jak „Marzannie, Królowej Polski” Furii, „With Hearts Towards None” Mgły czy najnowsza propozycja Medico Peste to nie ma co zrzędzić. Lepiej zastanowić się czy można oczekiwać więcej? O rodzimą scenę oraz perspektywy na przyszłość zapytałem Silencera, wokalistę Medico Peste.

W 2011 zrobiliście demówkę, minął rok i ukazał się już pełny album z premierowym materiałem. Czy cała piątka była równo zaangażowana w jego powstawanie? Kto jest głównym kompozytorem Medico Peste?

Nie ma głównego kompozytora. W zespole jest czterech gitarzystów, tylko Priest nie robi riffów, ale cała piątka ma wkład w tworzenie finalnej kompozycji, począwszy od gitar, a na perkusji skończywszy. Kolejny materiał pewnie tak prędko nie wyjdzie. Debiut spełnił nasze oczekiwania, ale nie widzę opcji wydania kolejnej płyty, która nie byłaby pod każdym względem lepsza od „א: Tremendum et Fascinatio„.

Medico Peste można tłumaczyć jako Doktor Zaraza, postać spopularyzowaną przez charakterystyczną karnawałową maskę. Czyżby ktoś z Was podczas urlopu w Wenecji natknął się na jego wizerunek i tak narodził się pomysł na zespół?

Nie, podczas swojego pobytu w Wenecji natknąłem się jedynie na wszechobecny smród i gnój. Idea wyszła za sprawą mojej fascynacji okresem epidemii Czarnej Śmierci, której symbolem byli właśnie dziobaci lekarze. Pierwotnie miał to być jedynie koncept graficzny pod sesję zdjęciową do drugiego albumu Mord’A’Stigmata. Finalnie jednak zdecydowałem wykorzystać go do tego projektu, który z Nefarem zaczęliśmy rozkręcać jeszcze końcem 2009 roku.

Czy określenie awangarda Twoim zdaniem dobrze do Was pasuje? Mam tu na myśli robienie czegoś poza trendem, próbowanie nowych patentów, aranżacji itd.

Na ten moment ciężko określać Medico Peste mianem kapeli awangardowej, gdyż na debiucie nie przecieramy nowych ścieżek. Powiedziałbym raczej, że serwujemy po swojemu patenty, które można było usłyszeć w paru różnych nurtach muzycznych, na czele z francuskim black metalem. Natomiast stale rozwijamy się, robimy postępy i eksperymentujemy. Już teraz mogę powiedzieć, że kolejny materiał będzie bardziej eksperymentalny i odważniejszy pod względem nietypowych dla tego gatunku muzyki rozwiązań.

Groteska i strach

Groteska i strach

Na okładce i w książeczce Waszej płyty można znaleźć mocno niepokojące obrazy. Sama muzyka też w kilku momentach ociera się wyraźnie o nastrój grozy. Lubicie straszyć odbiorcę Waszej twórczości?

Black metal przerażać może co najwyżej dzieci oraz starsze panie. Faktyczna muzyka grozy to dla mnie Penderecki, Lutosławski czy Kilar. Elementy grozy, które mogą się pojawiać w naszej muzyce są efektem ubocznym naszego głównego celu, jakim jest projekcja wewnętrznych stanów emocjonalnych.

Znając MasseMord, Voidhanger czy Enclave, zespoły, w których dotychczas bębnił Priest aż trudno uwierzyć, że to on gra na „א: Tremendum et Fascinatio”. Przecież ten gość nie potrafi grać tak wolno! Jak go przekonaliście, żeby nie grał cały czas blastbeatów?

Potrafi, ale nie bardzo lubi (śmiech). Priest jest zatwardziałym black metalowcem i uwielbia napierdalać, ale jest też człowiekiem lubiącym wyzwania i otwartym na eksperymenty. To jest ta nić porozumienia, dzięki której udało się uzyskać tak różnorodną i doskonale dopasowaną do potrzeb danego utworu perkusję. Zresztą nasz basista jest również garowym i wniósł swoje dwa grosze do aranżacji bębnów na tym albumie (vide break-beaty w tytułowym utworze).

Coraz trudniej w hermetycznych gatunkach jak black czy death metal stworzyć coś zupełnie nowego i odkrywczego. Płyt przełomowych z roku na rok jest mniej. Wy potrafiliście zaproponować coś, co ma swój własny charakter. Czy to tylko dzięki Waszym talentom czy po inspiracje sięgacie daleko poza przysłowiowy Darkthrone i Morbid Angel?

Na death metalu się nie znam, ale poza czerpiącym z black metalu Ulcerate i wybornym Portal nie słyszałem od chyba dekady żadnej, odkrywczej kapeli death metalowej. Ten gatunek nie oferuje dla mnie kompletnie nic ciekawego. Black metal pod tym względem prezentuje się znacznie lepiej i daleki jestem od określania black metalu hermetycznym gatunkiem, choć zespoły z serii „niepotrzebny black metal” zalewają scenę nie tylko rodzimą, ale i zagraniczną od wielu lat. Osobiście nie widzę celu zakładania kapeli tylko po to, by grać to samo, co zostało już zagrane przez dziesiątki innych kapel. Nasza płyta owszem, charakter posiada, jednak do przełomu nam jeszcze daleko. Tworzymy specyficzny kolektyw muzyków, gdzie każdy lubuje się w innych gatunkach muzyki, które jednak mają pewne wspólne cechy. Poza metalowe fascynacje moje oraz naszego basisty ścieramy się z pomysłami pozostałych, bardziej tradycyjnie metalowych członków zespołu. Mam nadzieję w niedalekiej przyszłości wprowadzić w życie koncept łączenia black metalu z kompletnie obcymi dla przeciętnego metalucha formami muzycznymi, co powinno pokazać nasz indywidualny charakter i wizję schizofrenicznego, groteskowego black metalu w pełnej krasie.

Kilka ostatnich lat to złoty okres polskiego black metalu, jeśli brać pod uwagę częstotliwość ukazywania się bardzo dobrych i wybitnych płyt. Masz poczucie, że ta scena wykazuje tendencję wznoszącą?

Niestety nie podzielam entuzjazmu, bo „With Hearts Towards None” Mgły to jedyny rodzimy produkt, jaki zagościł na dłużej w moim odtwarzaczu od dłuższego czasu. Dwa pierwsze albumy MasseMord, jedynka Kriegsmaschine, Furii, Infernal War to wszystko świetne albumy, ale nie wiem czy liczyłeś je w swoim zestawieniu. Pomijając te wydawnictwa, nic mnie nie ujęło na naszej scenie w ostatnich latach i niecierpliwie czekam na drugi album Kriegsmaschine, który pozamiata ostatnią dekadę tego gatunku w naszym kraju.

W swoim głównym zespole Mord’A’Stigmata grasz na gitarze, w Medico Peste trzymasz mikrofon. W której sytuacji czujesz się bardziej naturalnie?

Nie pełnię już roli gitarzysty w Mord’A’Stigmata. Czuję się tak samo naturalnie zarówno z gitarą jak i mikrofonem, mimo tego, że z tym drugim mam styczność dopiero od 2009 roku.

Zdradź, co będzie działo się w obozie Medico Peste a także innych Waszych kapel na przestrzeni kolejnych miesięcy?

Wyszła płyta, więc odpowiadam na wywiady i planujemy koncerty. Propozycje są, ale ograniczamy się tylko do tych, które nie są kompletną stratą czasu. To zresztą kolejny problem naszej sceny – zalew koncertów zrzeszających nikomu niepotrzebne kapele. Poza Medico Peste: Enclave chyba już nie istnieje, MasseMord szykuje bodajże na przyszły rok jakieś koncerty, Mord’A’Stigmata kończy powoli pracę na trzecim albumem, a Mgła jak to Mgła – zalicza co ciekawsze imprezy na Starym Lądzie.

Rozmawiał Adam Drzewucki

Część zdjęć koncertowych: Maciej Mutwil