MECHANISM – Ponosi nas wyobraźnia…

Muzyka progresywna w dzisiejszych czasach przeżywa swój renesans. Niczym grzyby po deszczu wyrasta masa nowych grup próbujących zawojować scenę. Niektóre jednak odcinają się od towarzystwa i robią zwyczajnie swoje. Jedną z takich ekip jest trójmiejski Mechanism, a o tym, dlaczego matematyczne popisy w muzyce to nie wszystko, rozmawiałem z gitarzystą – Michałem Cywińskim oraz wokalistą, Rafałem Stefanowskim.

Co jest dla was najważniejszą rzeczą w muzyce?

MC: Najważniejsza jest prawdziwość tej muzyki. Powinna być robiona z serca, z powołania, a nie w wyniku podążania za sezonowymi trendami. RS: Najbardziej cenię w niej to, że można przenieść się w zupełnie inny wymiar. Odkryć nowe pokłady własnej świadomości. Wyrazić siebie poprzez tworzone dźwięki.

Wasz debiutancki krążek to koncept-album, aczkolwiek mówicie, że to słuchacz ma rozgryźć fabułę i układać kolejne jej elementy. Between the Words nie opiera się na wyraźnie zarysowanej historii?

MC: Kiedy tworzyliśmy liryki na tę płytę, od razu dostrzegliśmy, że tworzymy je w nietypowy sposób. Zupełnie jak wiersze! Daliśmy popłynąć własnym myślom i jesteśmy wyjątkowo zadowoleni z efektu końcowego. Na koncertach coraz częściej podchodzą do nas słuchacze, pytają o genezę tych tekstów, zastanawiają się nad całym konceptem płyty. RS: Zawsze, kiedy tworzysz warstwę liryczną na płytę, masz z góry opracowane, co chcesz w niej zawrzeć, jak umiejscowić pośród całego materiału. Tak, jak wspominał Michał – cieszy nas, że ludzie próbują opracować to po swojemu. Cała historia ma swój sens i zamierzamy to odpowiednio zaakcentować, robiąc klipy do kilku kawałków.

Od początku planowaliście, by „Between the Words” było koncept-albumem?

RS: Nie, aczkolwiek taki plan zawarliśmy na bardzo wczesnym etapie nagrań. Kiedy dostrzegliśmy, że wszystkie teksty są niewiarygodnie spójne i układające się w jedną całość.

Nie uważacie, że typowanie utworów z albumu koncepcyjnego na single/teledyski, to błąd? Zupełnie, jakby oglądać film fragmentami…

MC: Trochę tak. Nie ukrywam, że naszym marzeniem byłoby zrobienie 46-minutowego klipu (bowiem taki jest czas trwania płyty), ale wiadomo, że zarówno z finansowego, jak i artystycznego punktu widzenia, takie przedsięwzięcie jest niezwykle trudne. Póki co rozmawiamy z agencjami parającymi się produkcją klipów. Plan jest taki, by puścić na klipy dwa kawałki. Jeden po drugim. Dwadzieścia minut muzyki powinno dać solidny obraz treści zawartych na albumie. RS: Mimo wszystko każdy z tych kawałków opowiada nieco odrębną historię. Wszystko mamy już opracowane, a teledyski z pewnością będą miały sens.

Ponosi nas wyobraźnia...

Ponosi nas wyobraźnia…

Mówiliście o filmie ilustrującym zawartość całego krążka. A może by tak wydać album koncertowy, na którym w całości odegracie „Between the Words”?

MC: Szczerze mówiąc… nigdy nie myśleliśmy o takim wyjściu z sytuacji. Przez pierwszy rok koncertowania (po wydaniu płyty oczywiście) graliśmy ją w całości, teraz od tego odeszliśmy, ale sam pomysł jest wyjątkowo ciekawy.  RS: Moim najskrytszym marzeniem jest zrobienie koncertu połączonego ze spektaklem teatralnym. Niestety, jest to wyjątkowo kosztowne przedsięwzięcie.

Łatwo popaść w kicz przy takich akcjach.

RS: To prawda. Jak mówiłem – potrzeba naprawdę sporych pieniędzy i wykwalifikowanych ludzi, którzy podołają takiemu wyzwaniu.

Posunęlibyście się do bardzo modnego w dzisiejszych czasach crowdfundingu?

RS: Nie próbowaliśmy nigdy rozwiązywać rzeczy w taki sposób, ale nie widzę najmniejszych przeszkód. Zwłaszcza, gdybyśmy faktycznie mieli zrobić ten teatralny spektakl. Crowdfunding to w dzisiejszych czasach bardzo fajna metoda na finansowanie wielu ciekawych przedsięwzięć, więc dlaczego nie?

Ostatnio można zauważyć pewnego sensu renesans progresywnego grania, jak odnajdujecie się pośród wszystkich tych młodych kapel?

MC: Zacznijmy od tego, że nie gramy stricte progresywnego rocka czy też progresywnego metalu. Kiedy komponujemy muzykę, staramy się unikać prób robienia jej pod szufladki. Wszystko płynie. To raczej samoczynny proces. Dajemy ponosić się naszej wyobraźni twórczej.

A co sądzicie o młodych progresywnych kapelach? Rżną patenty z klasyki czy wnoszą wiele nowego do tej stylistyki?

MC: Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Daleko mi do osoby, która siedzi i uważnie śledzi poczynania nowych zespołów.  RS: Mam podobnie, jednak niezwykle cieszy mnie, że młodzi ludzie robią coś w tym kierunku. Muzyka progresywna nie jest zwykłym kawałkiem chleba. Trzeba mieć naprawdę szerokie horyzonty, by się z nią oswoić. Wymaga znacznie więcej myślenia od słuchacza. Fajne jest to tym bardziej, że w naszym pięknym kraju króluje disco-polo (śmiech). Młodzi artyści z Polski są naprawdę utalentowani. Świetni rzemieślnicy.BTW

Jako wzorowy malkontent pod słówkiem „rzemieślnik” widzę raczej zwyczajnego muzyka. Może utalentowanego, ale w dalszym ciągu jedynie odtwórcę.

RS: No, są właśnie na tyle utalentowani, że potrafią tworzyć własne rzeczy. Jedno drugiego nie wyklucza.

Jaka jest wasza recepta, by wyróżniać się pośród tych wszystkich kapel?

MC: Wszystko robimy z głębi serca. Nie podążamy za żadnymi trendami, modą i tego typu sprawami. Staramy się przekazać słuchaczowi produkt, który jest wart jego cennego czasu, nie zapominając przy tym o szczerości wobec samych siebie.

Czyli nawet przy odniesieniu większego sukcesu dalej kontynuowalibyście obraną przez siebie drogę?

RS: Absolutnie. Chcemy być w zgodzie z sobą, z godnością spojrzeć na swoją twarz w lustrze (śmiech). MC: Od początku mamy jasno nakreśloną wizję tego, co chcemy robić. Nie potrafimy sobie wyobrazić sytuacji, gdzie musielibyśmy grać pod publiczkę. Tworzyć coś wbrew sobie i swoim przekonaniom, bo jaka wtedy frajda z tworzenia, prawda?

Nie sądzicie, że wielu tych muzyków progresywnych za bardzo stara się ukazać swoje wirtuozerskie zdolności, aniżeli zrobić zwyczajnie dobrą piosenkę?

MC: Kilka lat temu był taki trend, faktycznie. Ludzie tego typu to muzyczni onaniści – nie obawiajmy się tego słowa. Za wszelką cenę chcieli pokazać, jacy oni są niesamowici technicznie, ile solówek potrafią zagrać. Nudzi mnie to… Tak samo, jak zespół Dream Theater od kilku ładnych lat. Matematyczne popisy i nieludzka precyzja przesłoniły prawdziwe muzyczne wartości. Na całe szczęście, nigdy się nawet o to nie otarliśmy. Kolesie wychodzą na scenę i grają 150 koncertów, które są takie same. Nuta w nutę. Zero emocji. Któregoś razu graliśmy trzy sztuki dzień po dniu i każda z nich była zupełnie inna. Pod względem klimatu, dynamiki, zawartych emocji. Myślę, że to jest istotą całego tego biznesu.

Czyli lepiej się potknąć na koncercie niż zagrać go z mechaniczną precyzją?

MC: Nie, nie pozwalamy sobie na potknięcia. Cały czas szlifujemy nasze umiejętności, staramy się grać coraz lepiej i sprawniej. Chcemy mieć możliwość kompletnej swobody na scenie. Móc się tymi dźwiękami bawić, cieszyć, delektować. Pokazać swój aktualny nastrój podczas występu. Próbujemy być jak najbardziej naturalni w tym, co robimy i mamy nadzieję, że nam wychodzi.Live1

Bardzo podoba mi się brzmienie waszego materiału. Zamiast czyściutkiej i sterylnej kompresji, jest trochę hard rockowego, nieokiełznanego brudu.

MC: Niezwykle długo i intensywnie walczyliśmy, by takie właśnie brzmienie osiągnąć. Dziękuję ci, że to dostrzegłeś, ponieważ naprawdę mało ludzi to zauważa. Wielokrotnie spotkaliśmy się z zarzutami, iż ten sound nie jest nowoczesny. Już nawet nie mam ochoty ludziom tłumaczyć, o co nam chodziło. Ten album miał brzmieć naturalnie. Z każdym instrumentem mającym odpowiednio dużą ilość miejsca w miksie. Nowoczesna i sterylna do bólu produkcja nie należy do rzeczy, za którymi przepadamy.

Może jest jeszcze zbyt wcześnie, by antycypować takie rzeczy, ale… Planujecie cały czas tworzyć koncept-albumy, zupełnie jak King Diamond?

MC: Pracujemy już nad kolejną płytą. Plan jest taki, by wyszedł z niej koncept muzyczny. Nie liryczny, tak jak teraz. Chcemy, aby w różnych utworach powtarzały się pewne fragmenty, nuty, riffy. Nie wynika to z braku pomysłu, lecz szkicu tej płyty, jaki zarysowaliśmy sobie w głowach.

Wydaliście debiut, pracujecie nad drugim albumem, co dalej?

MC: Plany mamy przede wszystkim koncertowe. Za tydzień (rozmawialiśmy 20 sierpnia) jedziemy na sztukę do Kaliningradu. Za dwa tygodnie zagramy w bardzo fajnym amfiteatrze, w listopadzie planujemy kilka gigów z Art of Illusion. Wszystko fajnie się toczy, jesteśmy z tego niezmiernie zadowoleni.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Marek Emesz Szeremeta (zdj. koncertowe)