MASSEMORD – to nie nasz cyrk

Można złośliwie wsadzić kij w przysłowiowe mrowisko, nazywając MasseMord najlepszym, polskim zespołem black metalowym, co zapewne uruchomi całą masę hejterów. Można zachłystywać się kręgiem „Let The World Burn” a oni i tak będą to mieli w dupie, jednak, jakkolwiek by nie podejść do tego zespołu, obojętnym pozostać nie można. Wyrwę w głowie zrobili za pomocą poprzedniego krążka The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope, całkiem niedawno wrócili z płytą A Life – giving Power of Devastation, która nadal puentuje wysoką formę zespołu i fakt, że ponownie wszystko i wszystkich mają w tyle, robiąc dokładnie to, co się im podoba. Resztę poglądów na temat otaczającej rzeczywistości przedstawi imć Namtar, odpowiedzialny w MasseMord za kwestie wokalno – ideologiczne.

Nienawidzę słowa „sztuka”, tym bardziej w kontekście metalu, bo na kilometr wieje homoseksualizmem.

Na początek złośliwie – czy nie boicie się, że wasz imiennik, Massemord z Bergen, też blackmetalowy, z racji tego, że na koncie FB ma już ponad 600 lajków, będzie bardziej popularny??

Kurwa, już tyle? Trzeba będzie zacząć ubierać się na scenę w lateksowe spódniczki albo nazywać swoje koncerty mszami by krzywa popularności dostała erekcji. Z drugiej strony dziwi mnie, że lokalizujesz ten twór jeszcze w Bergen, skoro od dłuższego czasu członkowie niepolskiego Massemord buszują po oliwkowych zagajnikach Półwyspu Apenińskiego.

Powyższe pytanie jest o tyle uzasadnione, że właśnie założyliście sobie facebooka. Zawsze zastanawiało mnie to, czy ów fejsbukowy ekshibicjonizm licuje zMass obrazem mizantropijnych black metalowców, czy dzisiaj wszystko już się zupełnie zatarło?

Za dyskredytujące pomówienia można trafić do mamra, wiedziałeś o tym? Arcyhipokryzją byłoby dla nas nadanie zespołowi społecznościowego życia. Pewne rzeczy zatrzeć się nie mają prawa. Innymi słowy: to nie nasz cyrk.

Nowa płyta MasseMord ukazała się po dewastacji, spowodowanej przez „The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope” – czy czuliście, że po tym krążku z jedną, monstrualną kompozycją, będzie trudno stworzyć coś równie zaskakującego?

Nigdy nie sugerowaliśmy się kryterium zaskoczenia w tworzeniu nowych dźwięków. Brak gotowości świata na nasze pomysły nie jest naszym problemem. Tworzymy pod dyktando kaprysu i odpowiada nam ten stan rzeczy. Jeśli nagramy coś wtórnego i absolutnie przewidywalnego, nie będziemy czuli z tego powodu żadnego zażenowania, o ile będzie to hałas, który chcieliśmy popełnić.

Nowa płyta jawi mi się trochę – nie chcę, żebyś odebrał to jako przytyk – niczym próba pogodzenia fanatyków poprzedniej, wspomnianej produkcji i tych, co wolą jednak szybsze oblicze MasseMord – mieliście taki zamiar, czy po prostu, zrobiliście, to co leżało Wam na duszy, bez oglądania się na Waszych słuchaczy?

Przed chwilą ci odpowiedziałem. Nie sądzę, by w przyszłości miało nam się przytrafić zmienianie sposobu konstruowania dźwięków i uwzględnienie sugestii, oczekiwań czy presji potencjalnych odbiorców. Nie żyjemy z muzyki, więc nie musimy realizować planu sprzedażowego naszych zachcianek, ważne by wtłoczyć w nie maksymalną ilość autentycznych emocji. Nawet jeśli nie po drodze im z trendami, które aktualnie dominują w ekstremalnym metalu.

MasseTrudno porównywać nową płytę z jej poprzedniczką, jednak warto zastanowić się, czy mieliście jakieś założenia podczas przygotowywania muzyki? Czy przygotowujecie sobie jakiś plan czy raczej idziecie na „żywioł”?

Mówiąc o kaprysach i podporządkowaniu im naszej działalności w pewnym sensie potwierdzam, że żywiołowość jest nieodłącznym atrybutem LTWB. Z drugiej jednak strony absolutnie zaprzeczam, byśmy nie znali celu naszej podróży. Podobnie sprawa ma się z tak umiłowanym przez nas ogniem: nie jesteś w stanie przewidzieć, jaką formę przybierze płomień, ale masz świadomość jaki jest jego cel.

Black metalowa sztuka jest dzisiaj chyba jednym z najbardziej progresywnych odłamów muzyki – czy jeśli mielibyście ustawić się w jakimś miejscu, bylibyście bliżej klasyki czy awangardy gatunku?

Nienawidzę słowa „sztuka”, tym bardziej w kontekście metalu, bo na kilometr wieje homoseksualizmem. Nienawidzę słowa „progresja”, bo to niedefiniowalny termin i w dodatku nadużywany. Nie potrafię też zdzierżyć słowa „awangarda”, bo pomijając przebrzmiewające echa wspomnianego homoseksualizmu, to dodatkowo kojarzy mi się z reperowaniem kompleksów poprzez pretensjonalne lokalizowanie się powyżej przeciętności. A to dopiero jest słabe. Ustawiłbym nas koło naszych projektów i powiedział: „oto my”.

MasseMord zawsze kluczył i poszukiwał. Wydajecie się odważni jako muzycy i nie macie zahamowań – czy jest jakiś rodzaj muzyki, czy rozwiązanie, którego balibyście się zastosować w MasseMord?

Człowiek kluczy i poszukuje, to absolutnie naturalne. Nie boimy się implementować do któregokolwiek z projektów spektakularnych rozwiązań z zupełnie innych bajek, ale nie zawsze ma to wyższy sens. Bo kontrowersje dla samej idei bulwersowania nie są, wbrew pozorom, dla nas zabawne.

Jak wyglądały prace nad nową muzyką – czy po nagraniu kilku płyt jest łatwiej czy trudniej tworzyć, by nie otrzeć się o autoplagiat? Jak od kuchni wygląda komponowanie i aranżowanie muzyki?

Nie wiem, co to jest autoplagiat, więc nie potrafię sensownie odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli rozumiesz go jako powtarzanie własnych pomysłów, to chyba najlepszą odpowiedzią będzie kategoryczne polecenie zapoznania się z muzycznymi dokonaniami na przestrzeni minionej dekady naszego istnienia. Komponowanie i aranżowanie muzyki od kuchni wygląda całkiem dobrze. Od strony toalety też.

Jak zwykle, obok siarczystego wypierdolu, na płycie pojawiają się niemal transowe fragmenty, których charakter świadczy o improwizowanym pochodzeniu – czy takie elementy jak trans czy właśnie improwizacja, pojawiły się w trakcie tworzenia płyty?

Tak. Dlatego zostały nagrane.

 to nie nasz cyrk!

to nie nasz cyrk!

Tytuł płyty ma mocno filozoficzny a jednoczenie autodestrukcyjny wydźwięk – o czym są teksty, co dla was znaczy owa życiodajna moc zniszczenia? Czy za tekstami kryje się jakieś uniwersalne przesłanie?

Przesłanie się nie zmieniło, nadal go nie ma. Jest może trochę więcej lirycznego ekshibicjonizmu, ale również zimnych, niczym stopy ladacznicy dobrej w wiadome klocki, konstatacji. O życiodajnej mocy niszczenia powiem tutaj niewiele, bo nie po to spędziłem miliard godzin nad rzeźbieniem perfidnych gier słownych, by jednym zdaniem pozbawić osoby postronne własnych interpretacji.

Muzyka, wizerunek MasseMord od jakiegoś czasu najlepiej opisuje słowo „niedopowiedzenie”. Okładki, grafiki, sama muzyka są niejednoznaczne, interpretowanie ich jest dość trudne a jednocześnie nadal zachowujecie bagaż typowo black metalowego oręża. Czy takie balansowanie jest trudne czy przychodzi Wam w naturalny sposób?

Nie posunąłbym się do definiowania tej niejednoznaczności poprzez „niedopowiedzenie”. Co więcej, nie sądzę by owa niejednoznaczność była motywem dominującym w żywocie MasseMord. Jest tam sporo miejsca na własne interpretacje, ale fakt ten wynika z istoty emocji: nigdy nie będzie ona odczuwana w ten sam sposób przez dwa podmioty. Sugerowanie kształtu subiektywnych impresji mija się zatem z celem. Poza tym nie widzę niedopowiedzeń w naszych dźwiękach czy wizerunku. Pewne kwestie porażają jednoznacznością.

Skupmy się na chwilę na sesji nagraniowej, bo uzyskane brzmienie jest dość, hmmm, kontrowersyjne. Trzeba się do niego przyzwyczaić. Jego „analogowość” jest bardzo dosłowna jednocześnie jest bardzo ziemiste, prawdziwe. Dużo było kręcenia gałami, żeby taki efekt osiągnąć? Jakieś specjalne warunki i nietypowe pomysły podczas sesji się wydarzyły?

Nie przypominam sobie. Zawsze jarały nas analogi i robiliśmy wszystko, co tylko możliwe by płyta brzmiała autentycznie, a nie jak spod pędzla dobrego rysownika. Swoją drogą na studyjnej mapie Polski naprawdę ich nie brakuje. Elektronika osłabia cios w twarz boga.M Okładka

Jesteście po części trasy koncertowej – jak ją oceniacie, dlaczego nikt już Was nie lubi i czy ma sens granie koncertów w Polsce?

Trasa wypadła lepiej niż poprawnie. Bezcenne okazały się miny uczestników tych sześciu niecodziennych ceremonii (ponoć nazywanie koncertów w ten sposób ma niedługo zrobić furorę w świecie metalu dedykowanemu antykreatorowi) nieprzygotowanych na dźwięki generowane przez urządzenia bez strun. Polskie kluby oczywiście porażają amatorką i warunkami sanitarnymi, ale to w końcu metal, więc musi być syf. Syf intelektualny też się przytrafił, ale tam już raczej się nie pojawimy. Czemu pytasz dlaczego nikt nas JUŻ nie lubi? Przecież od zawsze płynęliśmy pod prąd i już lata temu dostawaliśmy wpierdol w opisach GG.

Kiedyś metal był muzyką kontrowersyjną, dzisiaj jest tworzywem i produktem. Czy MasseMord jest produktem, czy raczej nadal macie siłę rażenia, zdolną poruszyć ten biznes? A może wcale Wam na tym nie zależy?

Po to są koncerty byś mógł zweryfikować kto ma siłę rażenia, a kto hoduje dźwięki w edytorach graficznych. Nie mnie zatem oceniać potencjał uderzeniowy MasseMord. Zapewnić cię tylko mogę, że każdy z nas ładuje w niego horrendalne ilości prochu, odłamków szkła i gwoździ. A biznesu poruszać nie chcemy, dobrze nam z tym, że płynie sobie gdzieś obok nas, dostarczając co chwilę coraz większe ilości absurdów i zażenowania. Dzięki temu mogą powstawać kolejne teksty, bo o religii i zakłamanej chrześcijańskiej mentalności napisano już wystarczająco dużo.

Na koniec kilka słów o przyszłości – co planujecie jeszcze na ten rok?

Aura sprzyja melancholii i jednocześnie zapowiada nieuchronny okres przekwitania i obumierania. To chyba dobry moment na składanie nowych dźwięków do kolejnego z płomieni naszego ogniska spod znaku LTWB. Być może w międzyczasie zaktywizuje się jeszcze kilka wulkanów, w których maczamy palce.

Rozmawiał Arek Lerch

Foto koncertowe: Maciej Mutwil