MASSEMORD – Kpina i niezdrowy śmiech towarzyszą nam nieustannie

Nigdy nie chcieliśmy ograniczać się do jednej, jedynej i słusznej koncepcji siebie i świata. Chcemy te utarte schematy wprost rozpierdolić – mówią w rozmowie o nowej płycie, ideologii Płonącego Globu i całokształcie swoich działań Namtar (wokal) i Nihil (gitara, efekty) z katowickiego MasseMord.

Nie lubisz pytań o powstawanie materiału na płyty swoich zespołów. Powiedziałeś mi niedawno: „w studio siadam z gitarą i napierdalam ile wlezie, a od uchwycenia i odpowiedniego złożenia tego w całość są ci, co nagranie realizują”. Czego by jednak nie mówić, parę ostatnich wydawnictw Let The World Burn nagrywałeś samodzielnie, a w przypadku „The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope” część partii uwieczniona została w twoim nowym studio. Jak zatem przebiega w twoim wykonaniu robota producenta? Obliczasz wszystko co do sekundy, czy też załamujesz czasoprzestrzeń?

Nihil: Przecież dobrze znasz odpowiedź na to pytanie he, he…

Po całkiem długim okresie pracy w S-Tracks Studio w końcu poszedłeś na swoje i zainstalowałeś graty w dość osobliwym miejscu. Park, stare taśmy z nagraniami Skrzeka – to wszystko brzmi dość abstrakcyjnie. Jakim miejscem jest Czyściec? Jak odmiennym od typowego studia nagrań?

Jest jak przeważnie w naszym przypadku – na odwrót, absurdalnie i abstrakcyjnie właśnie. Ale czy jest aż tak inaczej? Wydaje mi się, że to różnice niewyczuwalne dla ludzi z zewnątrz i może wyglądać jak każde inne studio (szyba jest…). Generalnie prawie wszystkie przesłanki mówiły, że tworzenie tam swojego miejsca do muzyki mija się zasadami zdrowego rozsądku, więc moja pierwsza reakcja była olewcza. Po iluś tam dniach trafiło do mnie, że to przecież najlepszy argument ku temu, żeby się tam „zamelinować”.

Wiesz, słucham już od jakiegoś czasu „The Madness Tongue…” i próbowałem w jakiś sposób usystematyzować sobie dorobek wydawnictw spod znaku Let The World Burn. Po konfrontacji z tą płytą stwierdziłem, że muzyka MasseMord zawiera w sobie sporo pierwiastków mogących odzwierciedlać miejską rzeczywistość, z całym swoim mechanicznym, bezwładnym i chłodnym charakterem. W jakiś sposób równoważy to materiały Furii, które z kolei bliższe są naturze, zdystansowane i bardziej zadumane. Jaki wpływ ma na was i na to, co reprezentuje wasza muzyka, życie w miejskiej przestrzeni Katowic?

Tak jest, MM zawsze był zdecydowanie strzałem w pysk bliźniego mijanego na ulicy (choć ostatni jest bardziej przejechaniem go walcem…), Furia natomiast to efekt chowania się po krzakach. I stąd to wszystko wychodzi naturalnie – MM jest syfiasty, obskurny, ordynarny i „bez pitolenia”, szczególnie jeśli dodasz do tego specyficzny urok brudnego Śląska, którego wytworem jesteśmy. Umazanych węglem ludzi na ulicach i wieczną dzięki dymom hut noc.

The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope” to muzyczny monolit, a jednocześnie rzecz w jakiś sposób nieuchwytna, nieoczywista. Myślisz, że mająca jakiekolwiek cechy wspólne – poza nazwą zespołu, którą jest sygnowana – z poprzednimi albumami? Czy raczej postrzegasz ją jako coś w rodzaju oddzielenia się od poprzednich płyt grubą krechą?

Namtar: Musielibyśmy być naprawdę po grubej kresce, żeby odciąć się od przeszłości – bez względu, czy chodziłoby o dźwięki czy ideowy fundament. Dzisiaj istnieje dzięki wczoraj i naprawdę nie widzę sensu, byśmy pod tym samym zespołowym szyldem mogli uprawiać dwie różne wykładnie. To, że w 2010 roku zmieniła się muzyka nie znaczy, że gniew uległ złagodzeniu. Wręcz przeciwnie – aktualne muzyczne oblicze wynika z próby odzwierciedlenia stęchlizny naszych umysłów, kiszących się ciągle w tym samym sosie, dzięki któremu postrzegamy świat przez pryzmat zderzenia wektorów absurdu i negatywizmu. Oczywiście nie jest też tak, że chodzimy i umartwiamy się beznadzieją żywota, bo daleko nam od życiowej apatii i ci, którzy nas znają wiedzą, że kpina i niezdrowy śmiech towarzyszą nam nieustannie. Pod tym względem wszystkie materiały MM jak i innych projektów LTWB można sprowadzić do wspólnego mianownika. Innej drogi życia brak.

Negatywizm wylewa się z tego materiału strumieniami – negacja wartości, przygnębienie, izolacja i wyzbycie się jakichkolwiek odruchów, podyktowanych przez życie w społeczeństwie. Czy kwestionując taki a nie inny porządek świata, wyznajecie zarazem jakąś własną moralność, albo właściwiej – anty-moralność?

I tak, i nie. Wyznajemy wybitnie wygodną, egocentryczną wizję wszechświata, w której nic nie jest pewne, stałe i zorganizowane. Absurd i chaos nadają temu układowi ruch, natomiast różne konstelacje wartości czynią z tej całej wizji coś niedefiniowalnego i niepodważalnego, relatywizm-alfa. Wszystkie inne filozofie i ideologie tego wszechświata nie mają do niej startu. Nie jest to jednak żadna doktryna uwielbienia dla relatywizmu jako takiego, gdyż nie zależy nam na tym, by bliźni podzielali naszą fantastyczną religię kaprysu. Chyba że chodziłoby o podążanie za naszą wizją świata tzn. taką, w której to my jesteśmy jego główną gwiazdą – najlepiej jeśli będą to urodziwe panie – dla nich ułożyliśmy już kilka przykazań.

We wrześniu wzięliście udział w burzliwie oprotestowanej przez środowiska antyfaszystowskie mini-trasie Anti-Human Anti-Life, u boku m.in. Ad Hominem. Mimo iż odcinacie się od poglądów, o które posądza się np. właśnie załogę Kaisera, istnieją i tacy, dla których sam fakt pojawienia się na tamtych koncertach, czyni z MasseMord zespół przychylny ich głoszeniu. Co sądzisz o takim wnioskowaniu?

Początkowo chciałem odpowiedzieć, że pojawiamy się tam, gdzie mamy ochotę i propagujemy poglądy zależnie od kaprysu. Ale zreflektowałem się w porę i przyznam, że z pewnymi zespołami raczej nigdy nie zagramy i pewnych inicjatyw z pewnością nigdy nie będziemy promować naszymi zniszczonymi pyłem zawieszonym klatami. Kaiser to fajny typ, lubimy podobne ziemskie uciechy, tyle tylko że my działamy na trochę innym poziomie abstrakcji. Mam głęboko w dupie domysły i insynuacje innych ludzi dotyczące naszego zaangażowania w ruch twardniejących prawic, szczerze mówiąc, bawią mnie te wszystkie internetowe wojny dotyczące naszej działalności – od wspomnianego zaangażowania się w pewne polityczne kwestie (kurwa, to jest dopiero patologia – grać metal i pierdolić o polityce…) po subiektywne impresje dotyczące wydawanych przez nas dźwięków. Ludziom się ewidentnie nudzi.

Po chwilowym wyczerpaniu tematu Furii serią osobliwych wydawnictw, zdajecie się konkretnie podejmować temat MasseMord. Co dzieje się z innym projektem, zamieszanym w agendę LTWB – F.D.S.? Doczekamy się czegoś więcej niż „XII.07”?

Oczywiście. Nie wiemy jeszcze kiedy dokładnie, ale skoro materiał z 2007 roku ukazał się w 2009, to podtrzymując tradycję materiał zarejestrowany w 2009 musi ukazać się w 2011. Już niedługo, jednym słowem.

Wasze poczynania, zjednoczone pod banderą płonącego globu stały się swego rodzaju fenomenem, mimo iż wciąż niewiele wiadomo na temat tego, czym w zasadzie jest LTWB. Jaki cel przyświeca temu tworowi? A może takiego celu po prostu nie ma?

Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Jakoś tak po prostu wyszło, że pewna hermetyczna grupa osób postanowiła poszaleć trochę na tym padole, póki jeszcze żaden rak się do nas nie doczłapał i w oparach alkoholu, nocy i mgły zabawiliśmy się w architektów, tworząc w naszych głowach karykaturalne odbicie świata, który nas otacza. Zaangażowaliśmy się w to tak bardzo, że obecnie jesteśmy niewolnikami tej iluzji i chyba już nigdy nie będziemy w stanie normalnie funkcjonować, choć nie jest też tak, że jesteśmy jakimiś nieudacznikami życiowymi rozdartymi wiecznie w tej specyficznej schizofrenii. W każdym razie świat, który stworzyliśmy, rozrastał się coraz bardziej aż zaczął pochłaniać kolejne aspekty życia. Pewne konkretnie pokaleczył. Instrumenty i chęć wyrażania emocji przyszła niewiele później. Od tamtego czasu nic nie jest takie samo. Płonący świat to oczywiście pewna metafora która bardzo niejednoznacznie wyraża to, co gnije w naszych głowach – ogień, jak każdy żywioł, postrzegany jest zależnie od kontekstu, tak samo my nigdy nie chcieliśmy ograniczać się do jednej, jedynej i słusznej koncepcji siebie i świata. Chcemy te utarte schematy wprost rozpierdolić. I nie ma znaczenia jak bardzo sformalizowane są struktury LTWB – jesteśmy ultra-hermetyczni, ultra-niepoukładani i do tego i tak nikt nigdy nie będzie w stanie za nami nadążyć.

Dzięki.

Proszę.

Rozmawiał Cyprian Łakomy