MASACHIST – inspirują mnie stare rzeczy

„Takie kapele powinny szturmować świat”, „rewelacyjne podejście do konwencji, z tradycją w nowoczesność”, „death metal bez skórzanych sukienek – nowa jakość na polskiej scenie!” – te i inne przemyślenia same wskakują do głowy podczas słuchania „Scorned”. Trufel, lider Masachist, nie ma alufelgi na mikrofonie ani taga na „Pudelku”, ale wyraźnie starcza mu nagrywanie raz na jakiś czas płyty, którą śmiało można postawić wśród najlepszych, deathmetalowych wydawnictw ostatnich miesięcy. Słuchajcie i czytajcie.

Czy z punktu widzenia autora „Scorned” realizuje hasło „100 % D.M.K.M.”?

Wydaje mi się, że tak. To cały czas death metal z krwi i kości, który ocieka krwią. Nasza agresja spożytkowana w naszej kakofonii jest jak najbardziej adekwatna do hasła.

W którym momencie stało się jasne, że „Scorned” szarpnie deathmetalową formułę z zupełnie innej flanki? Pisaliście materiał z odgórnie przyjętym założeniem „trochę inaczej” czy była to ścieżka znaczona kłótniami, kompromisami i dojrzewającą potrzebą odświeżenia konwencji?

Niczego nie planowaliśmy i zbytnio nie rozprawialiśmy nad rozwojem naszej muzyki. To przyszło jakoś naturalnie, a może i dlatego, że granice naszej ekstremy zostały osiągnięte na pierwszej płycie. Tam była naprawdę spora dawka ekstremalnego grzańska. Nie chcieliśmy nabierać ludzi (a może i siebie) i zrobić kontynuacji debiutu. Chcieliśmy mimo wszystko zaskoczyć innym spojrzeniem na death metal. Trochę dorośliśmy, okrzepliśmy i tak powstał całkiem dojrzały materiał. Liczę, że następny będzie kolejnym krokiem naprzód mimo, że będzie to cały czas death metal!

„Scorned” jest materiałem boleśnie doskonałym, przemyślanym i dopracowanym pod względem formy, trudno się doszukać jakichkolwiek przypadkowych nut. Wyczuwacie ten moment, w którym trzeba przestać rzeźbić na siłę, żeby ta muzyka nie zatraciła nieodzownego pierwiastka dziczy i spontaniczności?

Przede wszystkim dzięki za te słowa, doceniam to. Już tyle lat gramy, że wiemy co i jak, i żeby przy okazji nie było za dużo. To wszystko wychodzi samo z siebie. Jedni lepiej czują się w pisaniu programów na komputer, inni zaś w piosenkach deathmetalowych.

Domyślam się, że wybór Monroe Sound Studio podyktowany był komfortem i względami finansowymi, co jest absolutnie zrozumiałe, ale czy osoba z zewnątrz, czyli wynajęty inżynier dźwięku, nie oferuje czasem świeżego spojrzenia i cennego głosu rozsądku?

Pytanie czy wcześniejsi inżynierowie z którymi współpracowałem dawali coś od siebie? Nie zawsze tak wyglądało, niestety. Wielu z nich jest po prostu i aż realizatorami dźwięku. Niewielu jest takich, którzy pozwolą sobie coś od siebie zasugerować. Myślę, że taką osobą jest Aro i nieprzypadkowo wybrałem jego i studio Monroe Sound. Uwierz mi, ale na początku nie wierzyłem w możliwości tego studia dopóki tam się nie przejechałem i nie zobaczyłem co jest grane. To, że Aro orientuje się w temacie recordingu wiem od dawien dawna, ale realizacja, uchwycenie myśli i konceptu zespołu to już zupełnie inna sprawa. Aro czuje muzykę Masachist w 100%, poza tym zna mnie o wielu lat i orientuje się po naszych rozmowach co lubię w muzyce a czego nie. W przypadku zdrowego rozsądku to właśnie był nim Aro, ponieważ ja zaplanowałem sobie tą płytę od początku do końca. Mamy zupełnie inny tryb pracy, nie do końca wygląda to jak zespół, ale to tylko w początkowej fazie tworzenia. Póki co to się sprawdza i nie widzę powodu by to zmieniać. Już po skończeniu płyty omawialiśmy temat następnej. Nie obyło się bez błędów, także pewne rzeczy zrobimy inaczej. Myślę, że w tym samym miejscu i z Arkiem za gałkami nagramy następną płytę Masachist.

Przy całej złożoności technicznej i aranżacyjnej „Scorned”, jesteście absolutnie pewni, że uda się odtworzyć ten materiał na żywo? Pytam szczególnie w kontekście takiego np. „Inner Void”…

Problem w tym, że numery z pierwszej płyty są o wiele trudniejsze z racji gęstości dosłownie wszystkiego. Nowe numery są dość zawiłe, ale zdecydowanie prościej się je gra. Poza tym my umiemy grać, i to całkiem nieźle. Organiczny, oldschoolowy sound nie jest wynikiem klejenia dźwięków, a po prostu potężną dawką feelingu. „Inner Void” to jeden z najprostszych numerów na płycie. Klawisze, które słyszysz w tle będą odtwarzane – to całkiem normalna sprawa. Natomiast operowy głos to backing vocal Ara. Mam już pomysł, żeby jego potencjał wokalny został wykorzystany na następnej płycie na zasadzie kontrastu. Będzie dobrze, bez obaw.

„Death March Fury” przesiąknięty był klimatem amerykańskiego death metalu, zwłaszcza zespołów z końcówką nazwy „-tion”. Na „Scorned” inspiracje przesunęły się, na moje ucho, w kierunku drugiej/trzeciej płyty Hate Eternal, przynajmniej w zakresie deathmetalowego brzmienia. Czy zaoceaniczny metal śmierci faktycznie jest waszym wyśnionym ideałem takiego grania?

nowa płyta i stary, dobry skład

nowa płyta i stary, dobry skład

Inspiracje są cały czas te same, czyli amerykański death metal. Zgadłeś, jeżeli chodzi o Hate Eternal. Podobają mi się tylko te ich płyty, które wymieniłeś, zrobiły na mnie spore wrażenie i w jakimś na pewno stopniu zainspirowały, szczególnie „I, Monarch”. Chociaż z drugiej strony, ja już w czasach Yattering sporo riffów tworzyłem na tzw. dysonansach. Podobają mi się takie akordy, szczególnie w szybszych partiach i jest to nasza cecha wspólna. Ale nie tylko Hate Eternal, jest jeszcze szereg kapel, którymi się inspirujemy i jest to głównie US death metal. Moim wyśnionym kierunkiem jest inspirowanie się najlepszymi i wrzucenie tego do jednego wora tak, żeby był to Masachist.

Czy był taki album/zespół, który w ostatnim czasie wywarł na tobie takie wrażenie, że jego echa zaczęły odbijać się w dźwiękach generowanych przez Masachist?

Tak, na pewno było wiele takich albumów, nie tylko deathmetalowych, np. Gojira – „The Way of all Flesh”, a inspiracji tym bandem raczej nie usłyszysz w naszych dźwiękach. Generalnie nie ma zbyt dużo nowych rzeczy, które mnie zmiotły. Ja słucham starych rzeczy, na których się wychowałem, tj. Morbid Angel, Deicide, Immolation itd. To jeżeli chodzi o death metal. Z nowych rzeczy to różnie, ale death metalem bym tego nie nazwał. Ostatnio White Lies, David Bowie, Turbonegro itd.

Pod pewnymi względami wasz materiał kojarzy mi się z kierunkiem, jaki dwie płyty temu obrał Decapitated, który – jeśli mielibyśmy bawić się w upychanie kapel po szufladkach – moim zdaniem death metalu już nie gra. „Scorned” również nie brzmi jak „Scream Bloody Gore”, ale z całym bagażem pomysłów aranżacyjnych i gitarowych rozjazdów jest to płyta deathmetalowa jak trza. Czy pisząc materiał macie z tyłu głowy te wewnętrzne ograniczenia gatunkowe, które czasem rykną, że „stop, idziemy za daleko, to nie pasuje, tak się nie godzi”?

Jak już wcześniej mówiłem, to wychodzi samo z siebie. Mamy na tyle świadomość tego co robimy, że doskonale wiemy, która rzecz jest dobra, a która nie. Pamiętam, że tylko raz zagraliśmy jeden riff, który był odmienny od tego co robimy. Od razu parsknęliśmy śmiechem, że fajne ale to nie my. Death metal jest bardzo rozległym gatunkiem muzycznym, tutaj masz o wiele większe miejsce do popisów niż np. w thrashu. Immolation, Morbid, Cannibal, Death, Deicide, Suffo… to tylko parę nazw i tylko amerykańskich. Każdy z nich gra inaczej. Dziedzictwo death metalu jest przebogate, także nie będzie nam brakowało inspiracji do tworzenia kolejnych płyt.

Bodajże Nergal powiedział gdzieś tam, że death metal opiera się przede wszystkim na perkusji. Ja przekornie powiedziałbym, że raczej na dobrym riffie gitarowym. A co według ciebie jest fundamentem tej muzyki?

Można się sprzeczać, ale jeśli nie ma dobrych gitar to nie ma dobrej piosenki, a jeśli perkusista jest słaby to trochę jakby twój band był z grupą inwalidzką. Wiele czynników składa się na dobra muzykę. Ja jednak skłaniam się ku temu, że bębny i dobre gitary to podstawa death metalu.

Czy szalejąca obecnie moda na oldschool ma w ogóle jakiś wpływ na funkcjonowanie i metodę twórczą Masachist?

Ja wychowałem się na death metalu lat `90 i to jest dla mnie inspiracją. Nie siedzę i nie słucham każdej kapeli jak kiedyś, bo mi się nie chce. To w większości są i tak kopie Mistrzów. Jeśli jakiś zespól naprawdę byłby wyjątkowy, to by to prędzej czy później do mnie dotarło. Teraz nie wymienię ci żadnej nazwy. Inspirują mnie stare rzeczy.

inspirują mnie stare rzeczy

inspirują mnie stare rzeczy

Jak przetrwaliście dyskomfort związany ze zmianą wydawcy, poszukiwaniem nowego i kilkumiesięcznym leżakowaniem gotowego materiału?

Szczerze mówiąc, to słabo. Do dzisiaj kwestia tego, że nie jesteśmy w naszej pierwszej wytwórni pozostaje dla mnie niewyjaśnioną zagadką. Debiut świetnie się sprzedawał, był powiedzmy „bestsellerem” wytwórni, zbierał naprawdę przyzwoite recenzje. Nic tylko łapać wiatr w żagle i iść za ciosem. Stało się inaczej. Na początku obie strony były zainteresowane, a potem rozeszło się po kościach. My też jesteśmy w sumie trochę winni, bo pierwsza wersja materiału była gotowa w grudniu 2011, jednak ten miks poszedł do kosza, bo stwierdziliśmy, że można to zrobić jeszcze lepiej. Wolny termin mieliśmy w marcu, i wtedy go skończyliśmy. Wydawnictwo było gotowe, ale Bart powiedział nam jednak, że ma zapełniony grafik, a my na to, że szukamy w takim razie kogoś innego. Dziwne w sumie, bo nawet nie gadaliśmy o warunkach współpracy. Dosłownie nic. Z drugiej strony, Witching trochę przygasł i ja nie widzę tego napiętego grafiku. Zagadka. Szkoda w sumie, bo Bartek zrobił masę dobrej roboty dla nas i fajnie się to układało. Zainwestował w nas i w tak łatwy sposób to stracił. Wydaje mi się, że Bart w swoich wydawnictwach zabrnął za daleko. Nie ukrywajmy, to wszystko nie jest znakomite. Powinien się skupić na swoich najważniejszych zespołach i byłoby dobrze. Ale to już nie nasza sprawa. Dla nas to był dość ciężki okres trzeba przyznać. Prawda jest taka, że nikt dosłownie nie był nami zainteresowany. Tym bardziej dziwne, że byłem przekonany o mocy naszej muzyki. W międzyczasie nawiązaliśmy współpracę z Godz ov War promotion. Współpracujemy dosłownie chwilę, a Grzechu odwalił kawał świetnej roboty dla nas. Po prostu Mistrz. Zerknijcie na naszego facebooka. Po prostu mega promocyjny spam Masachist. Myślicie, że to ja? Ja za leniwy jestem na takie rzeczy he, he. Dzięki Gregowi zainteresował się nami Karol z Selfmadegod. To wszystko jego sprawka. Z Karolem dogadywaliśmy się naprawdę długo, ale same konkrety, wiem, na czym stoję. Selfmadegod ma przetarty szlak w światowym undergroundzie, dlatego wierzę, że dotrzemy naszą muzyką do nowych fanów. Z pewnością skorzystamy na tym, Karol również, bo w sumie złapał dość znany zespół. Oby nam się współpraca układała tak jak teraz, bo nie chcę by co płytę był inny wydawca.

Podobno wasza poprzednia wytwórnia sama sobie wymyśliła okładkę do limitowanego wydania waszej pierwszej płyty – ile w tym prawdy a ile złośliwych plotek?

Hmmm…skąd o tym wiesz? Niestety tak było i to jest jeden z minusów tej współpracy. Nie obchodzi mnie to, że Bartowi nie podobała się nasza pierwsza okładka. To jest sprawa zespołu. Przełknąłem to, by to nie przyćmiło dobrych rzeczy, które dla nas robił. Mimo paru minusów jestem zadowolony ze współpracy z WHP. Przy okazji rozmów nad wydaniem drugiej płyty zastrzegłem Karolowi, że jeśli będzie taki numer jak ze zmianą okładki to… kaplica, ha, ha.

Biorąc pod uwagę wieloletnie doświadczenia z różnymi wydawcami i ogólną sytuację na rynku, czego Twoim zdaniem może dziś oczekiwać taki zespół jak Masachist?

My nie możemy narzekać na nic. Były chwile zwątpienia gdy szukaliśmy wydawcy, ale udało się. Sytuacja na rynku jest dość słaba, coraz mniej ludzi kupuje płyty. Jedyne co dobre to to, że zespoły wzięły sprawy w swoje ręce i wydają materiały własnym sumptem. Szkoda mi trochę tych młodych zespołów, bo jest ciężko. Ale trzeba przetrwać, dobra muzyka nigdy nie zginie. O underground i naszą niszę nie martwię się. Nie jesteśmy raczej typem mptrójkowców i cały czas fani kupują płyty. Death Metal cały czas żyje, to nie jest muzyka starych dziadów. Zdobywa cały czas nowych fanów. Historia zatoczy koło i będzie jeszcze lepiej. Wszystko jest falowe i nie ma co narzekać tylko grać, pisać, chodzić na koncerty.

Określenie „supergrupa” stało się już na pewno piekącym wrzodem na tyłku Masachist. Czy zauważyliście, by lista zespołów, w których graliście/gracie otwierała jakieś drzwi, ewentualnie – paradoksalnie – przeszkadzała?

Myślę, że takie określenia to kiedyś przyciągały ludzi. Poza tym wiele takich grup było najzwyczajniej w świecie przeciętne i fani już się na tym poznali. Grunt to dobrze i ciekawie grać, a wtedy na pewno uda ci się przebić do świadomości fana. Nasze nazwiska bardziej pomagały niż przeszkadzały i może faktycznie ludzie dzięki temu zwrócili na nas uwagę.

Specyfika Masachist wymusza pisanie materiału na odległość, nieregularne próby i koncertowanie od wielkiego dzwonu. Pasuje wam taki układ?

Zdecydowanie, ponieważ nigdy nie planowaliśmy podboju świata. Ja nie narzekam, bo próby Masachist gram regularnie tylko z zastępczym perkusistą, który pomagał mi przy okazji ogrywania riffów. Myślę, że ten pomysł, żeby kumpel (Michał „Młody” Łysejko z Pleroms Gate) podegrał mi parę bitów o które poprosiłem były kluczowym momentem w tworzeniu materiału. Żadnych komputerów i sztucznie wygenerowanych automatów, a weryfikowanie na odkręconej na maksa gitarze i walących bębnach. Tak się robi Metal.

Skład Masachist nie zmienia się od lat – „mimo” czy „dzięki” odległościom, jakie dzielą członków zespołu? 

Cóż, wszyscy są zaangażowani, muzyka Masachist do nich trafia, dlatego skład się nie zmienia. Cieszy mnie to, że chcą cały czas ze mną grać. Nie obiecałem im dolarów za granie, bo wszystko jest dla idei grania świetnego death metalu.

 Czy to prawda, że każdy muzyk marzy o tym, aby żyć z muzyki?

Pewnie coś w tym jest i wielu z nich żyje z muzyki. Nie mam tu na myśli oczywiście życia z grania z samych koncertów, a dzielenie się, powiedzmy, swoim talentem, czyli np. nauką gry na instrumencie. To też jest spoko. Małe są szanse na zaistnienie na scenie i wyżycie z tego. To udaje się tylko nielicznym, a może i dla nielicznych jest tylko miejsce w tej „pracy”. Osobiście sobie nie wyobrażam życia z muzyki. Miałem szansę, gdy graliśmy z Yattering, ale całe szczęście nie udało się. Ten zespół by tego nie udźwignął. Życie z grania to ciężki kawałek chleba, jazda z miejsca na miejsce, często w niekomfortowych warunkach, gówniane żarcie itd. Często te niedogodności trzeba przyćmić alkoholem. To nie dla mnie. Kiedyś pewnie nie uwierzyłbym, że ja to mówię, bo byłem pierwszym, który pakuje plecak, gitarę i jedzie w trasę. Te czasy minęły dla mnie bezpowrotnie i nie mam już marzeń o byciu gwiazdą rocka. Jednak mimo tego, całkiem dobrze sobie radzę i nie narzekam. W końcu cały czas jestem na scenie, ale nie tak intensywnie jak kiedyś.

Dzięki za wywiad, gratuluję świetnej płyty! Ostatnie słowo pozostawiam tobie.

Wielkie dzięki za ciekawy wywiad – wymęczyłeś mnie tym zaangażowaniem. Fajnie, że znowu ludziom dajemy muzykę i ktoś się tym interesuje, a dodatkowo chce przeprowadzić ze mną wywiad, he, he. Pozdrawiam i zachęcam do kupna płyty Masachist, bo mp3 jest dla pedałów i w ogóle nie brzmi jak muzyka.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

 

KONKURS!!

Chcecie nową płytę Masachist?? Oczywiście! Wydawca, Selfmadegod ufundował dwie sztuki specjalnego wydania krążka. Jak go zdobyć? Wystarczy odpowiedzieć na jedno, proste pytanie Thrufla. Brzmi ono:

Rozszyfruj skrót 100% D.M.K.M – ma być inny niż ten powszechnie znany. Najśmieszniejszy wygrywa

Dwie naszym zdaniem najfajniejsze odpowiedzi zostaną nagrodzone płytą.

Piszcie na adres:  arek@violence-online.pl