MAGNUS – Sport dla twardzieli…

Nie wiem ilu maniaków spodziewało się powrotu Magnus na scenę, ale wydaje mi się, że Rob Bandit i jego załoga nie są tym w najmniejszym stopniu zainteresowani. Ot, robią swoje i podzielili się tym przy okazji wielkiego powrotu w postaci ‘Acceptance of Death’. Przed Wami niepokorny Rob!

Witaj. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek o Was usłyszę, a tu proszę trzymam zaskoczony w rękach nową płytę i jestem ciekaw jak dalej potoczą się Wasze losy. Dobrze jest wrócić z Magnus po tylu latach?

Witaj, witajcie! Jasne, że dobrze. Człowiek jak ma coś do powiedzenia, to nie powinien tego skrywać, tylko dzielić się z innymi

Zdajesz sobie sprawę z tego, że doskonale wpisaliście się w trend powrotów, widoczny na polskiej scenie od pewnego czasu? Myślisz, że dzięki temu coś ruszy się na polskiej scenie?

Nie zdaję sobie z tego sprawy. Metal to nadal sprawa niszowa i tylko wariaci, szaleńcy i zapaleńcy mogą organizacyjnie coś zdziałać, ale Oni (wariaci – szaleńcy – zapaleńcy) są nieprzewidywalni, więc niewiadomo.

Jednym z animatorów wielkiego come-backu jest Witching Hour. Dlaczego właśnie ta wytwórnia? Jaki wpływ na Waszą decyzję miał Bart?

Nie wiedzieliśmy z kim rozmawiać. Nie byliśmy w wydawniczym temacie (zawsze interesowała nas tylko muzyka – tworzenie). Zaufani ludzie powiedzieli nam, że albo Mystic, albo Nuclear Blast. Nuclear zasłonił się nadmiarem zespołów w swoim katalogu, a Michał z Mystic dał nam swoją dystrybucję i polecił współpracującego z nim Barta jako najlepszego partnera dla Magnus.

Personalnie Magnus niewiele różni się dziś od zespołu, który zawiesił swoją działalność kilkanaście lat temu. Nie wierzę jednak, że miniony czas nie wpłynął na Was jako na ludzi i muzyków. Co zmieniło się w porównaniu z połową lat ’90-tych?

Zmieniło się niemal wszystko. Zmieniliśmy się my, zmieniły się technologie studyjne, zmienił się świat. Nie zmienił się nasz szacunek do dźwięków. Muzyka, to ciągle dla nas religia, życie i śmierć.

Nie wydaje Ci się, że starsi fani mogą mieć problem z odświeżonym obliczem Magnus? Wiesz, mam wrażenie, że dziś prezentujecie bardziej brutalną muzykę, pełną testosteronu i buzującej pod powierzchnią agresji, ale przy tym pozbawioną rock n’ rollowego luzu, który bił z Waszej poprzedniej płyty.

Mogą mieć problem, ale tylko po pierwszych kilku przesłuchaniach ‘Acceptance..’. Po bardziej wnikliwym przestudiowaniu nowej księgi bez problemu można odkryć stary Magnus. Zmieniło się znaczenie słowa ‘brutal’. To, co kiedyś nazywaliśmy ekstremą, dzisiaj wydaje się być lekkimi, grzecznymi piosenkami (Metallica, Slayer, Morbid Angel). Dzisiaj Heavy Metalu słuchają dzieci, a kiedyś (przełom lat 70-tych i 80-tych) to był sport dla twardzieli i pogmatwańców. Black Sabbath, Motorhead, Judas Priest to było piekło. Tworząc nasze pierwsze płyty, chcieliśmy być najbrutalniejszym zespołem świata, ale nie pozwalały nam na to zarówno umiejętności posługiwania się instrumentami, jak i możliwości studyjne – zarówno w kwestii realizacji, jak i sprzętu.

Mam wrażenie, że ‘Acceptance of Death’ jest Waszym najbardziej death metalowym krążkiem. Zakładaliście to od samego początku, czy może po prostu tak wyszło?

Niczego nie planowaliśmy. Odkręciliśmy gałki we wzmacniaczach, perkusista nabił tempo, ja otworzyłem paszczę i powstał sound, jaki słyszysz na naszej nowe płycie.

Swego rodzaju novum na ‘Acceptance of Death’ jest kilka fragmentów bardziej „matematycznego” riffowania czy odjechanych, noise’owych klimatów (np. ‘They’ll Bury’). Czy jest to jednorazowy zabieg, czy może zamierzacie dłubać nieco częściej w takich klimatach?

Python, Guzz, Jaras, Rob Bandit razem są niezrównoważeni i niepoczytalni. Nie można przewidzieć naszego kolejnego kroku. ‘They’ll Bury’ to moja kompozycja. Uwielbiam taki klimat i gdyby Magnus składał się tylko z Bandita i muzyków sesyjnych, to podejrzewam, że tak by wyglądała większość kompozycji na płycie.

Nagrania nowej płyty miały miejsce w trzech studiach, a mix i mastering w czwartym. Jak wpłynęło to na kształt ‘Acceptance of Death’. Jak wypadają te miejscówki w porównaniu do bliskiego Wam Izabelin?

Jak już wspomniałem, zmieniły się możliwości technologiczne. Nagrywanie w Izabelin, to była wyprawa. Wszystko grane na taśmę, bez możliwości post-montażu. Wracasz po kilku tygodniach pracy w Puszczy Białowieskiej (bo tam mieści się Izabelin) i to jest koniec, żadnych refleksji, poprawek. Dzisiaj można zmieniać mixy do ostatniej chwili przed oddaniem płyty do tłoczni. Bębny i bas nagraliśmy w Tower Studio, gitary w studio Pythona (jest właścicielem czegoś takiego), wokale w pomieszczeniu przystosowanym do rejestracji stricte akustycznych. Nie wpłynęło to znacząco na ogólny kształt materiału. Poprzednio wszystko nagrywaliśmy w jednym studio, ale i tak każdy swoja partię wgrywał oddzielnie. Teraz jest nam po prostu łatwiej i swobodniej, no i we Wrocławiu, a nie na końcu świata.

Co ze wznowieniami? Wasze płyty osiągają na aukcjach niebotyczne sumy i niejedne młokos cholernie się ucieszy, jeśli będzie mógł wreszcie za rozsądne pieniądze postawić Wasze krążki na półce.

Bart zaproponował nam reedycje wszystkich archiwalnych materiałów, a my jesteśmy mu przychylni w tej materii. Nie stanie się to jednak wcześniej niż w 2011 roku.

Umowa z Witching Hour została podpisana na wydanie dwóch albumów. Pewnie jeszcze za wcześnie mówić o kolejnym krążku, ale być może macie już jakieś plany z tym związane?

Dwa tygodnie temu odizolowaliśmy się od świata wyjeżdżając poza miasto w celu tworzenia zaczynu na nową płytę. Od rana do wieczora i jeszcze w nocy miażdżyliśmy swoje mózgi by zmierzyć się z kosmosem. Poszło nadzwyczaj pięknie. Powstały szkice do 23 utworów, co dało ponad 70 minut materiału. Będzie z czego wybierać na nowy krążek.

Udało Wam się zagrać z legendami światowego metalu – Napalm Death, Deicide, Gorefest, Samael, Morbid Angel, Cannibal Corpse. To nazwy, które zjeżą włos na głowie każdego fana metalu. Który z tych koncertów i którą z legend wspominacie najlepiej?

Koncert Napalm Death czy Morbid Angel, to koncert Napalm Death czy Morbid Angel. Koncert Magnus zaś, to koncert Magnus. Nasze koncerty nie były lepsze czy gorsze, w zależności od tego z kim dzieliliśmy scenę. Pamiętna masakra-afterparty odbyła się z Napalm Death i Samael, więc te chwile są nam najbliższe.

Swego czasu mieliście także pomysł na nagranie czegoś w rodzaju Magnusowego ‘Undisputed Attitude’. Myślicie jeszcze o tym projekcie?

To był tylko chwilowy zator w naszych umysłach. Pogrzebaliśmy ten pomysł jeszcze w fazie przedmiksacyjnej.


Mam nadzieję, że po tylu latach przerwy będziemy mieli także okazję usłyszeć Magnus na żywo. Jak wyglądają Wasze plany koncertowe?

Otrzymujemy zapytania i oferty. Przyglądamy się im. Pewnie coś z tego się wydarzy, ale na to potrzebny jest jeszcze czas.

Dziękuję za wywiad. Zwieńczenie ceremonii należy do Ciebie…

To ja dziękuję za zainteresowanie naszą misją. Pozdrawiam wszystkich, którzy wsłuchali się w sens naszej rozmowy. Jesteśmy kreatorami życia, które zakończy śmierć, więc pożytkujmy je właściwie.

Rozmawiał Dooban