MAGNIFICENT MUTTLEY – Trudna muzyka

Rock niejedno ma imię – niby wymyślić niczego się nie da a jednak ciągle pojawiają się gracze, co potrafią wyświechtane klocki ułożyć w coś intrygującego. Kolejnym przykładem takiej zabawy jest Magnificent Muttley, który na Rear Window dokonał swoistego podsumowania ostatnich dekad rockowego hałasu: wyciągnął z nich znane wątki i zbudował spójną, interesującą opowieść. O samej płycie pisaliśmy już na naszych łamach a teraz bierzemy na spytki jednego ze sprawców zamieszania, czyli gitarzystę Jakuba Jusińskiego…

…oczywiście gramy mocno i w chuj głośno, ale to są po prostu nasze i trochę dziwne, ale po prostu piosenki…

Najpierw może dość standardowo, ale dawno takiego pytania nie zadawałem – jaka jest Wasza historia? Pytanie o tyle zasadne, bo mam wrażenie, że trzymacie się trochę z boku jako zespół…

Generalnie jesteśmy – pomijając granie razem – przyjaciółmi. Spędzamy razem dość dużo czasu poza próbami i graniem. Co masz na myśli ze trzymamy się z boku?

Mam wrażenie, że grając ciekawą muzykę, która powinna być nagłaśniania i mocno promowana, pozostajecie raczej na uboczu głównego nurtu. Po prostu macie wszystkie atuty, żeby było o was dużo głośniej… Pewnie z wrodzonej skromności się nie zgodzisz.

Podchwytliwe pytanie (śmiech). Może to będzie zaskakujące ale w pewnym sensie się z Tobą zgadzam. Nie jest tajemnicą, że nasze obie płyty zebrały bardzo dobre recenzje, że jesteśmy określani mianem jednego z najlepszych, polskich zespołów rockowych młodego pokolenia itd. Z drugiej strony mamy świadomość, że gramy dość trudną muzykę i nie jesteśmy zespołem, który zagra kiedyś na festiwalu piosenki w Opolu…

Kolega po piórze napisał w recenzji, że gracie „rock dla dojrzałych ludzi” (to tak a propos szufladek…). Co to dla Ciebie znaczy? Czujesz się wyróżniony, obrażony czy jeszcze coś innego? Bo tym określeniem, owszem, wytarł z tej wizji tzw. „mentalnego wąsa”, ale jednocześnie postawił was w opozycji do młodych, jurnych rockmenów…

Ciężko odebrać te słowa inaczej niż super komplement. Ja to odbieram tak, że gramy muzykę ciekawą a nie kalifornijski punk. Nie wiem, na ile była to ucieczka od określenia gatunku jaki gramy, ale ja te słowa traktuję tylko i wyłącznie jako bardzo miły komplement.

Podoba mi się to, że wspomniana „trudna muzyka” zagrana jest z takim flow, że słucha się jej, że tak to ujmę, milutko a aranżacje czy niemal noise’owe gitary wcale nie przeszkadzają. I to jest pewnie podchwytliwe…

Trudne piosenki

Trudne piosenki

Dzięki, fajnie, że to zauważyłeś bo właściwie to chyba jedna z najważniejszych cech MM. Nie chodzi o to, że dokładnie tak o sobie myślimy i w ogóle – „ale sobie to sprytnie wszystko połączyliśmy„, tylko zawsze było dla nas najważniejsze żeby mieć właśnie flow. No i oczywiście gramy mocno i w chuj głośno, ale to są po prostu nasze i trochę dziwne, ale po prostu piosenki.

No właśnie – mówią o was „zespół rockowy” a przecież ja w tym słyszę sporo noise rocka, trochę pomysłów rodem z Touch&Go i… stary Danzig. Ale miszung, nie uważasz?

Myślę, że określenie „zespół rockowy” może teraz oznaczać absolutnie wszystko. Prawie każdy zespół twierdzi, że gra rocka. Z drugiej strony jest jeszcze popularne „alternative” co mi się źle kojarzy i też oznacza wszystko i nic. Wiadomo, że w naszej muzyce przewija się dużo, sam nie wiem, hard rocka ? Grunge’u? Popularne pytanie to oczywiście „jaki rodzaj muzyki gracie„? Zawsze mamy z tym problem (śmiech). Ale podczas trasy promującej „Rear Window”, chyba na koncercie w Mijazzdze w Elblągu, ktoś nam powiedział, że nasz gatunek powinien się nazywać Grungecore. I absolutnie się z tym zgadzamy, brzmi dobrze i chyba w dużym stopniu określa faktycznie MM. No i wreszcie wiemy co odpowiadać!

Tu się nie zgadzam. Grunge/core’owa muzyka w wydaniu polskim zostawiła po sobie sporo albumów z absolutnie niesłuchalną sieczką a wy brzmicie niesamowicie świeżo, energetycznie a jednocześnie, hmmm, dysonansowo (zgrzytliwie?). No i te odniesienia do Queens of the Stone Age… Przyznaj się – lubicie Homme’a??

Ok (śmiech), widać kto tu jest od pisania o muzyce. My na nazywaniu gatunków się raczej nie znamy bo nas to po prostu mało interesuje, serio. Może Ty w takim razie dobrze nazwiesz ten nasz pierdolnik? Prawdą jest, że bardzo lubimy mieszać energetyczne elementy z brudnym, zgrzytliwym brzmieniem. A co do QOTSA to oczywiście, uwielbiamy i zespół i Josha, to nie jest tajemnica. U mnie to trwa już stosunkowo długo i się nie zmienia.

Jak oceniasz ostatnią płytę? Trochę ludzi się krzywiło…

Z tą płytą to jest ciekawa sprawa, ja osobiście bardzo ją lubię i można powiedzieć, że czekałem na coś takiego. Zmieniłbym trochę produkcję itd., ale generalnie dla mnie bomba. Ale nie przepadam z „Era Vulgaris” i wydaje mi się, że jak ktoś uwielbia właśnie tę płytę to nie przepada za Like Clockwork

W takich kawałkach jak „Hole” czy „KS Excerpt” czuć bluesowego ducha. Czy taka muzyka była dla Was inspiracją, tym bardziej, że nad płytą, tu i ówdzie unosi się także duch Hendrixa z całym jego, bardzo luźnym, improwizowanym flow…

Nie słuchamy klasycznego bluesa, nie jest to mój ulubiony gatunek, ale prawda jest taka, że w rocku zawsze są elementy bluesowe i rock wziął się od takiej muzy. W MM lubimy improwizowane elementy i często się one pojawiają albo na ich podstawie tworzymy części utworów. No a Hendrix, wiadomo, dla mnie szczególnie jako gitarzysty, jego podejście do muzyki, brzmienia, flow – to jest na zawsze bardzo ważne.

Które Twoim zdaniem – i z doświadczenia – numery z płyty nadają się najbardziej do takiego „rozciągania koncertowego”?

Utwory, które lubimy wydłużać na koncertach albo zostawiamy w nich miejsce na improwizację to np. „Why Bother ?” z najnowszej płyty, nawet na nagraniu ma taką „otwartą formę” zakończenia. Ze starszych kawałków „Stains”, „One Drop” gdzie końcówkę praktycznie zawsze kończymy długim jamem.

Dobra – wracamy do tematu. I tu rzecz bardzo mnie interesująca czyli cała ta akcja crowdfoundingowa itp., czyli zbieranie szmalu na nagranie. Przyznam się, że nie wiem do końca co o tym sądzić, a i mocno spolaryzowana opinia wśród muzyków o tym świadczy. Przekonaj mnie, że to najlepsze rozwiązanie.

Nie wiem, czy Cię przekonam; taki sposób niech każdy ocenia jak chce. My długo się zastanawialiśmy jak wydać płytę, po jakimś czasie stwierdziliśmy, że olewamy dystrybucję i płacenie za nią i wydajemy wszystko w własnym zakresie. Dodatkowo sami zaczęliśmy ogarniać management, promocję itd. Potem stwierdziliśmy, że zdobycie kasy na własne wydawnictwo przez crowdfunding byłoby idealnym zamknięciem tematu. Układ był prosty – dajesz ile chcesz i za każdą kwotę dostajesz coś w zamian, płytę z podpisami, torbę itd. Okazało się, że zebraliśmy pełną pulę i nie wspierał nas w tym przelewami bogaty wujek albo babcia z Londynu. Ja to odbieram tak, że dostaliśmy możliwość wydania „Rear Window” dzięki fanom i ludziom, którym zależało na MM czy nowej płycie.

To takie biznesowe podejście do idei DIY (śmiech)… Żyjemy w takiej a nie innej rzeczywistości – myślisz, że poza paroma koncertami w klubach, może się wydarzyć w przypadku Waszej płyty coś więcej? Widzicie takie furtki?

Trochę tak. Dla mnie to było zajebiste poczucie, że ludzie po prostu chcą nowej płyty i, że w jakimś sensie tworzymy ją razem. Mieliśmy trochę wiadomości, że to ekstra być wymienionym z imienia i nazwiska na płycie do której się przyczyniło. No tak jak mówiłem, wiem, że na festiwalu w Opolu nie zagramy (śmiech). A na serio, nie będę ściemniał, że każdy koncert to komercyjny sukces a ludzie się zabijają o bilety. Ale cała trasa po wydaniu „Rear Window” wyszła najlepiej z naszych wszystkich, zagraliśmy sporo koncertów i jest progres.

Z drugiej strony – czy to nie jest trochę takie obezwładniające: świadomość, że nagrywacie płytę za kasę ludzi, którzy z góry ją opłacili, mogła blokować poczucie wolności artystycznej, bo to trochę jak realizacja umowy – zlecenia. Na zasadzie myślenia o ew. oczekiwaniach…

Jeśli chodzi o presję to trochę ją odczuwaliśmy, mieliśmy też wyznaczony termin, chcieliśmy wydać płytę jak najszybciej po uzbieraniu pieniędzy. Jeśli chodzi o wolność artystyczną to jakieś 85 % materiału mieliśmy już na samym początku akcji crowdfundingowej, więc o to się nie musieliśmy martwić.

Czy taka akcja musi być prawnie usankcjonowana, w sensie czy np. US może się tego przyczepić?

Pewnie może, dla tego zbieraliśmy przez portal i normalnie musieliśmy zapłacić podatek.

Jak długo/ile czasu zajmuje przygotowanie takiej formy – materiały, reklama, zbieranie datków itp., itd? Chodzi o to, ile pracy trzeba w to włożyć?

Akcja crowdfundingowa trwała miesiąc, musieliśmy przygotować do niej filmik reklamujący, podpisać umowę z portalem, zaplanować prezenty za wpłaty itd. Podejrzewam, że ok. miesiąc przed startem kampanii zaczęliśmy działać, montować filmik i wszystko, no i rozpoczynać inne czynności.MM Live

W temacie koncertów – jak wygląda to z Waszej strony – gdzie się łapiecie na sztuki, z kim najlepiej się grało? Staracie się unikać „scenowania” typu „gramy na imprezach punkowych” itp?

Są takie miasta, kluby, że można się spodziewać dobrego koncertu, a czasem jest tak, że nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Staramy się nie grać na tam gdzie ewidentnie nie pasujemy. Ja bardzo dobrze wspominam naszą mini trasę z kolegami z The Stubs, bardzo fajnie było grać w wypełnionej Stodole przed T- Love, ale dla mnie specjalnym koncertem było to jak zostaliśmy zaproszeni do zagrania przed Pogodno tuż po wydaniu pierwszej płyty.

Wywołujesz wilka z lasu – powróciło Pogodno, a jakie jeszcze inne, starsze zespoły wywołują Twoje emocje. Co zniosło próbę czasu a co nie? Dla mnie np. na dzień dzisiejszy płytą, która ABSOLUTNIE nie zniosła tej próby jest „Pan Planeta” Ścianki. Wróciłem do niej po latach i uważam, że to pomyłka…

O reeety… ciężkie pytanie. Na pewno jest tego dużo, ale ciężko mi teraz wymienić kilka najgorszych. W Polsce, na pewno ze względu na sposób nagrywania, niektórych kawałków po prostu praktycznie nie da się słuchać. Czasem mnie zadziwia jakim cudem kiedyś mi nie przeszkadzało brzmienie np. gitary, a teraz słucham tego po wielu latach i nie wierzę…

A w drugą stronę – płyta, która zostanie zapamiętana np. z tego roku?

Muszę przyznać, że nie śledzę każdej, rockowej premiery, ale dla mnie bardzo ważną płytą tego roku będzie drugi album METZ. To jest wreszcie zespół, który mnie i zaskoczył i od razu zainteresował.

Ok, to na koniec, zamiast planów na przyszłość, powiedz – co może spowodować, że kariera MM ruszy z kopyta? Bo ja to wiem…

U nas na pewno kariery nie ruszy występ w talent show, bo się po prostu na to nie zgodzimy. Wszystkie te programy są chujowe i chyba nawet nie warto się nad tym rozwodzić. Wydaje mi się, że sporo koncertów za granicą może zmienić „poziom” zespołu w odczuciu ludzi z zewnątrz czy z tak zwanej „branży”. Nie wiem sam co może być jeszcze takim czynnikiem, trasa z gwiazdą? Piosenka w reklamie najnowszej FIF-y? Nigdy nie wiadomo…

Odpowiedź na powyższe pytanie powinna brzmieć: język polski!!

Oho, następny!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Eventpack