LIPALI – tak, to nadal my…

Lipali z chwilowego kaprysu Tomka „Lipy” Lipnickiego zmienił się w bardzo sympatyczny a przede wszystkim nieźle prosperujący zespół, promujący właśnie kolejną – czwartą, nie licząc Li-Pa-Li – płytę, która może okazać się nie gorszym strzałem niż „Trio”. Chociaż nie ma na niej przeboju na miarę „Jeżozwierza”, nadal zawiera sporo chwytliwych fragmentów a przede wszystkim muzykę, która jest coraz bardziej „otwarta” i pełna niuansów, powodujących, że staje się produktem wielokrotnego użytku. Lipa to człowiek zapracowany, jednak znalazł chociaż małą chwilkę, by w żołnierskich, krótkich słowach podzielić się kilkoma uwagami na temat tego, co było i jeszcze zapewne będzie…

 

Czy Lipali to zespół komercyjny?

Komercja – „działalność nastawiona jedynie na osiągnięcie zysku; też: produkty takiej działalności”. Jeżeli rozpatrujemy pytanie w tym tego słowa rozumieniu, to nie, nie jest.

Jeśli zatem ktoś zapyta się Was, czy odnieśliście sukces – jaka będzie Wasza odpowiedź?  

Sukcesem dla mnie jest to, że mogę robić to co lubię i z tego jako tako się utrzymać. Sukcesem w życiu jest niezbyt częste robienie tego, czego się nie chcę robić.

Widzę okładkę nowej płyty – jedność…. Co przez tyle lat trzyma Was razem, bez żadnych zmian? Jaka jest recepta na udany „związek”?

Szczerość w relacjach. To jest podstawą naszego dobrego zrozumienia i wspólnej chęci tworzenia.

Wasza kariera wydaje się być dość równa, bez wybojów. Czy były jakieś wahania nastrojów, formy, czy raczej przez lata wszystko przebiegało bez zgrzytów?

Żaden normalny związek nie obywa się bez zgrzytów, istotne jest podejście do nich. Umiemy ze sobą rozmawiać i rozwiązywać problemy. Po prostu zależy nam na sobie.

Działacie w niepewnych czasach – Internet, mp3, ogromny marazm i przesyt wszystkim. Co trzeba zrobić, żeby dzisiaj funkcjonować jako zespół – jakie macie sposoby na utrzymywanie w tej rzeczywistości równowagi?

Nie mamy sposobu, po prostu robimy swoje i staramy się dostosowywać do czasów w których przyszło nam żyć. Nie chodzi tu o koniunkturalizm ale przystosowanie w sensie ewolucyjnym.

Czym różniły się prace nad „3850” i „Trio” – były jakieś znaczące różnice między tworzeniem tych dwóch materiałów jak i sesjami nagraniowymi?

„3850” powstawała dłużej, to jedyna różnica w tworzeniu, natomiast jeżeli chodzi o różnice między sesjami to „Trio” nagrywaliśmy w jednym studio, a „3850” aż w trzech.

Miało nie być przeboju, a jednak są „Pamiątki z masakry” – jak myślicie – ile jest przypadku w tym, że jakiś kawałek staje się przebojem a ile świadomego działania marketingowego?

Wszystko zależy od ludzi. Jak im piosenka wejdzie w głowę to jest hit, jeśli nie to nie ma. Marketing? Nie znam się na tym.

Na nowej płycie jest więcej smaczków, nietypowych instrumentów, zabawy dźwiękiem – to przychodzi z wiekiem czy celowo chcieliście tym razem pobawić się muzyką?

Celowość zabawy muzyką przyszła z wiekiem.

Pod pewnymi względami „3850” przypomina mi wasz debiut (poza brzmieniem…) – znajdujecie jakiś pomost między „Pi” a „3850”?

 Tak, to nadal my- Lipali…

tak, to nadal my

tak, to nadal my

Na „3850” pojawia się kilka bardzo czytelnych, politycznych uwag, raczej mało wesołych – chciałeś wyrazić swoje zniesmaczenie współczesną Polską, czy to bardziej ogólna metafora?

Zniesmaczenie dotyczy patologicznych kłamstw, którymi karmią wszystkich ludzie wybrani przez nas do realizacji zupełnie innych celów. To wkurwia.

Kolejna płyta i kolejny wydawca – macie problem z utrzymaniem się w jednej wytwórni, czy to wytwórnie mają problem z Wami?

Jakoś tak się złożyło (śmiech…) – to przypadek, nie ma w tym ukrytych intencji.

Płyta jest, koncerty są – co dalej z Lipali? Macie gdzieś tam z tyłu głowy dylematy dotyczące dalszych kroków zespołu czy staracie się nie myśleć co będzie i skupiać na tym co teraz?

Żyjemy teraźniejszością, bo przyszłość w pryzmacie współczesnej szybkości przemian, jest totalnie nie do ogarnięcia.

W związku z tytułem płyty, który jest dość niejasny, może przygotujecie dla fanów jakiś mały konkursik odnośnie tej jakże frapującej tajemnicy?

Nie ma konkursu, nie ma pytania. Jedynie zabawa w anegdoty, czym ten tytuł mógłby być i co oznaczać (śmiech…).

 

 

LIPALI – 3850 (Presscom)


Najnowsza płyta Lipali to dobitny przykład tego, że konsekwencja w działaniu na dłuższą metę bardzo się opłaca. Lipa i koledzy od kilku lat spokojnie, bez specjalnego halo grają, nagrywają kolejne albumy i prowadzą całkiem stateczny, jak na ten biznes żywot.

Można oczywiście założyć, ze Lipa wyszalał się w latach 90-  tych, jednak nie ma to wpływu na jakość muzyki pisanej tu i teraz. Przez ostatnie czasy uporał się też z piętnem Illusion – grając po swojemu i wreszcie – reaktywując ten popularny (swego czasu, ale i dziś…) zespół. Właśnie dlatego „3850” jest tak ważną płytą – bo wbrew obawom, że dawny zespół Lipnickiego może wyssać z niego siły witalne, najnowsze dzieło Lipali jest bodaj najciekawszą i nagraną na większym niż zwykle luzie porcją muzyki. Czego możemy oczekiwać? W zasadzie muzyka niewiele się zmieniła. W najmocniejszych fragmentach atakuje potężnym riffem, w tych delikatniejszych ociera się o rockową psychodelię. Zaskakuje fakt, że tym razem zespół skupił się na detalach, wprowadzając do muzyki sporo fajnych smaczków i brzmień dzięki którym „3850” jest dziełem wielokrotnego użytku. Ok., nie ma tu ewidentnego przeboju na miarę „Upadam” czy „Jeżozwierza”, którego, jeśli już szukać przystępniejszych fragmentów, zastępuje co najwyżej kawałek „Pamiątki z masakry”, traktujący o tym, jaką wodę z mózgów robią nam media. Takich ciężkich przemyśleń jest tu jeszcze kilka, w niektórych monetach ocierają się wręcz o polityczne deklaracje, na szczęście Lipa zna granice i nie musimy się obwiać słabej „agitki”.

Lipali to przede wszystkim muzyka, grana przez ludzi, którzy twardo stąpają po ziemi. Nie możemy też w żadnym razie mówić o rewolucji. Nie możemy nawet przez moment łudzić się, że Lipa zacznie eksperymentować. Tego tu nie znajdziesz, bo Lipali to po prostu rockowy zespół, który nie zaskakuje, dając to, na co każdy czeka. Niby wciąż to samo, ale jednak coś nowego…

 

 

Arek Lerch rozmawiał z Lipą i dzielił się uwagami n/t płyty

Foto: archiwum zespołu