LEASH EYE – zabawa dla wytrwałych

Krótko i węzłowato – stołeczny Leash Eye powrócił z nową, trzecią płytą „Hard Truckin’ Rock”, którą nie uczynił w swoim wizerunku wyłomu a jedynie podkreślił te cechy, które zawsze były dla stylu warszawiaków reprezentatywne. Czyli jest bardziej melodyjnie, bardziej klasycznie i maksymalnie rockowo, z lekkim, „hard” dociążeniem, powodującym, że kompozycje nabierają odpowiedniego mięsa. Klawisze pięknie, po staremu zaciągają, jest rasowo i luzacko, czyli wręcz idealnie. Nie powiem, że to materiał odkrywczy, jednak nie może się ode mnie odczepić i ciągle do niego wracam, bo w jakiś sposób poprawia mi humor, czyli spełnia tak bardzo żywotne potrzeby, szczególnie że za oknem coraz smutniej. Ach, chciałoby się wsiąść do tytułowego traka i pomknąć autostradą 666…  Na kilka moich refleksyjnie smutnych pytań skusił się niejaki Arkadiusz Gruszka, szerzej znany jako Opath, gitarowa podpora załogi.

Zespołów grających starego rocka/stoner/southern’ narobiło się ostatnio bez liku. Prowokacyjnie zatem zapytam – co Was z tej bandy wyróżnia, jak zachęcicie, by sięgnąć akurat po waszą płytę?

Wyróżnia nas przede wszystkim to, że nie gramy ani stonera ani southernu Tak jesteśmy często wrzucani do tej szuflady, ale my jedynie dobarwiamy nasze utwory elementami wymienionych gatunków. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z naszą muzyką, bo to po prostu fajne piosenki ubrane w ciężkie, rockowe brzmienie.

Ok, to wszystko fajnie brzmi, ale w dzisiejszych czasach, kiedy z każdego kibla wyskakują całkiem spoko zespoły, trzeba czegoś więcej – siły, często kontrowersji,Arek - Opath skandali, czegoś, co zwróci uwagę na zasadzie – lepiej mówią źle, niż wcale. Czy uważasz, że sama muzyka nadal wystarczy do tego, żeby BYĆ?

Pewnie, że skandale pomagają, ale muzyka jest najważniejsza. Skandal ma krótkie nogi i zaraz potrzebny jest następny, a my jesteśmy zwykłymi chłopami z bloku. Nie chcemy robić z siebie „pudelkowców” czy innych tego typu dziwaków…

No tak, ale taki surowy, mocny r’n’r zawsze kojarzył mi się z facetami, co grają a potem jest melanż i budzą się po tygodniu w stodole z obcą lalą u boku. Nie uważasz, że to trochę schizofreniczne – za dnia jesteś poważnym informatykiem w firmie a po godzinach rednekiem z gitarą? Zawsze miałem z tym problem, szczególnie u nas w kraju, gdzie jest sporo takich fajnych zespołów, ale nie ma tego background’u…

Tak się ułożyło moje i nie tylko moje życie. Sam wiesz jak tu jest. Można przyjąć, że inaczej się nie da, bo się umrze z głodu. Pewnie, że wolałbym być zawodowym muzykiem i spełniać się kompletnie w roli rockmana. Niestety, realia są inne i pozostaje nam łączenie życia rodzinnego ze sceną. Ale nie uważam, że to specjalnie duży problem AGi nie ma w tym schizofrenii, bo mamy rocka w sercach i żyjemy z nim na co dzień.

Możesz zatem wymienić, co jest Twoim zdaniem największą przeszkodą w graniu rock w Polsce?

Nie ma przeszkód… Oczywiście, że są jakieś ograniczenia np. finansowe bądź czasowe, ale ogólnie drzwi do rocka są otwarte, przy czym jest to zabawa dla wytrwałych i mega zdeterminowanych….

Kiedy poczuliście, że czas na nową płytę? Czy w waszym przypadku to jeszcze nieskrępowany, naturalny odruch, czy już lekka premedytacja i marketingowe wyliczanie?

Uważamy, że należy zachować pewien rygor i wydawać płyty w miarę często. U nas wygląda to tak, że robimy jedną płytę na dwa lata i pewnie tego będziemy się chcieli trzymać. Tym razem dodatkowym impulsem była mega promocja w Sound Division Studio.

Na czym ta promocja polegała? Nagrywka za darmo w zamian za sprzątanie?

He, he. Nie. Chodziło o bardzo dobra ofertę cenową.

Leash Eye zawsze był dla mnie takim zespołem „środka”. Nie jesteście ani tak zdecydowanie stoner metalowi jak Corruption, nie macie tego piekielnego sznytu Vagitarians i syfu O.D.R.Y. W zasadzie liczy się tylko dobra rozrywka, melodyjny (hard) rock z amerykańskim wozem w tle – czy to Wam wystarcza na dzień dzisiejszy?

Tak, dlatego, że jak widać po „Hard Truckin’ Rock”, było w naszym graniu jeszcze kilka opcji do zrobienia. Ale jestem pewien, że jeszcze wiele można zrobić. Szybko swojego ogona zjadać nie zaczniemy.

Wiele – czyli co? Sorki za drążenie, ale Wasza nowa płyta jest doskonale wyważonym produktem, więc musielibyście albo nagrać podobnie dobry materiał, albo radykalnie zmienić styl? Może to za wcześnie pytać o przyszłość, ale sam zacząłeś…

Chodziło mi o to, że nie musimy zmieniać stylu, żeby wzbogacać nasze brzmienie czy melodie o nowe elementy. Ten temat nie jest jeszcze wyczerpany. Uważam, że spokojnie stać nas na kolejną, dobrą płytę.

Nie uważasz, że nasza scena powoli zaczyna się nasycać takim graniem? Zespołów jest coraz więcej a klubów jakby tyle samo…

Chyba trochę tak jest, choć pewnie w tym garze jest jeszcze nieco miejsca.

 zabawa dla wytrwałych

zabawa dla wytrwałych

Najlepiej waszą płytę opisują dwa słowa – „prostota” i „melodia”. Możesz do tego obrazu coś dorzucić, żeby potencjalny nabywca wiedział, na co może liczyć?

Bardzo dobrze to opisałeś. Tak ma być, bo wbrew pewnym przesłankom uważamy, że rock czy metal też powinien dać się zanucić przy goleniu.

Może trochę od czapy ale – jako były gitarowy Corruption – czujesz między Twoją i tamą kapelą jakiś rodzaj rywalizacji? Jak oceniasz dzisiejszy skład tego zespołu?

Do zespołu wskoczyli znajomi, więc rywalizacji nie ma, przynajmniej z mojej strony. Jestem bardzo ciekaw, co tam chłopaki wymodzą. Natomiast, jeśli miałbym ocenić skład, to ciężko mi sobie to wyobrazić, bo mam wrażenie, że to już kompletnie inny zespół. Mało tego, że wszyscy odeszli to dodatkowo kapela będzie teraz kwartetem. Oczekuję dobrej płyty, ale w zupełnie innym klimacie.

Trochę na temat pracy nad płytą – jaki macie przepis na dobry kawałek – czy rasowa kompozycja powstaje w oderwaniu od kontekstu i zainteresowań, czy wpływ na to, co wymyślacie mają jakieś czynniki zewnętrzne, coś na zasadzie – posłuchałem Black Label Society i złapałem wenę?

Kiedyś miałem tak, że próbując robić ze słuchu znane numery, łapałem kilka nut, ale kończyło się na tym, że powstawał zupełnie inny riff. Teraz po prostu biorę gitarę i zaczynam brzdąkać i nagle pojawia się z tego jakaś forma. Inna opcja to ułożenie riffu w głowie np. w tramwaju. Żeby nie zapomnieć nagrywam tę melodyjkę na komórkę. Problemem jest to, że trzeba ją zanucić przy współpodróżnych, co czasem dziwnie wygląda. Oczywiście, że inspiracje innymi kapelami są obecne, ale reasumując, robimy tak, żeby pozostać w stylu, jaki reprezentujemy. To przychodzi samo.

Jak wygląda kwestia zespołowej logistyki – próby, regularne spotkania, czy raczej tzw. spędy robocze od czasu do czasu – macie jakiś swój wypracowany system, czy raczej działacie spontanicznie?

Staramy się grać regularnie i dodawać do tego spotkania robocze raz na jakiś czas. Ten system się sprawdza od lat.

 mamy rocka w sercach

mamy rocka w sercach

Leash Eye to kult samochodu, spalonej autostrady i ogólnie rzecz ujmując – Ameryki. Dla jednych będzie to infantylne, dla innych wręcz przeciwnie – co Was tak na prawdę zauroczyło w tym kontynencie i samochodach? Czy chodzi o mityczną niedostępność tych rzeczy, czy macie jakieś inne, dosadniejsze doświadczenia?

Odpowiem za siebie… Od bardzo dawna jestem zafascynowany USA. Na początku to były westerny i rewolwerowcy, potem kino, a samochody i bardzo długie autostrady pojawiły się całkiem niedawno. Ale oczywiście, w tym wszystkim bardzo ważna jest muzyka, która powstała w Stanach. To ona była inspiracją do tego, żeby zacząć grać na gitarze i założyć zespół. No a potem pojawił się stoner i to już było to, co doprowadziło do amerykanizacji mnie samego. Muzyka, samochody, motocykle, ciężąrówy oraz klimat kina samochodowego… To wszystko jest niesamowite. No i westerny… teraz wracam do nich po latach.

Uważasz, że z Waszą muzyką mielibyście szanse w USA, czy takie wożenie drewna do lasu jest skazane z góry na porażkę?

No pewnie, że nie jest… Przecież tam tak grają i im to działa. Natomiast myślę, że nie jesteśmy aż tak strasznie amerykańscy, żeby nie być w pewnym sensie ciekawostką z EuropyHTR wschodniej. No, ale to dywagacje przecież i mamy świadomość jak trudno jest tam się przebić. Jestem zdania, że wiele kapel ma szansę znaleźć tam swoje miejsce. Co ciekawe, uważam, że żeby się przebić, wcale nie trzeba nagrywać jakiejś mega muzyki. To bardziej kwestia szczęścia, kontaktów i dążenia do celu. Masę świetnych kapel przepada, bo akurat nie trafiły na dobry moment. Ale ta zasada obowiązuje na całym świecie.

Dążenie do celu… Ile jesteście w stanie poświęcić dla muzyki i gdzie przebiega granica, której nie przekroczycie? Są jakieś formy promocji, których nigdy byście nie wykorzystali?

Sprawa jest prosta… dopóki muzykowanie nie zapewni nam bytu, nie rzucimy się w wir showbusiness’u na oślep. Na pewno nie zastawię mieszkania i nie właduję tej kasy w promocję zespołu z nadzieją, że się uda. A inne formy promocji, których nie lubimy? Wspomniane skandale chociażby. Do tego dorzuciłbym jeszcze talent show, choć daleki jestem od krytykowania zespołów rockowo – metalowych, które tam wystąpiły. Powiem więcej, dobrze, że wystąpiły, bo pokazały klasycznemu widzowi, że ciężkie granie też jest fajne. To chyba jednak nie miejsce dla Leash Eye. Ale kto wie, co nam w przyszłości do łbów strzeli…

Skoro o przyszłości mowa – co planujecie w najbliższym czasie – jak będzie wyglądać promocja płyty – czego mamy się spodziewać?

Tej jesieni i zimy zagramy tylko kilka koncertów. Właściwa promocja HTR rozpocznie się na początku 2014.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Jasio Iwanow/Rafał Kudyba