KRISTEN – muzyka to ogromna przestrzeń

Czy Kristen zakończył swoją drogę, czy nadal szuka – oto jest pytanie. Znam nawet na nie odpowiedź, jednak nie będę uprzedzał wypadków, bo wszystko znajdziecie gdzieś w poniższym wywiadzie, którego łaskawie udzielił mi jeden z braci, czyli mr. Łukasz Rychlicki, odpowiedzialny w zespole za gitarowe hałasy. Zapraszam do lektury, na dokładkę dorzucając jeszcze kilka słów o najnowszej płycie grupy – The Secret Map.

Zaczynaliście działalność w mitycznych już dzisiaj latach 90 – tych. Czy kultywujesz w sobie coś w rodzaju sentymentu za tym okresem? Pytam, bo dla mnie lata 90-te nadal pozostają jednym z najbardziej twórczych okresów w muzyce alternatywnej…

Nie, raczej nie mam sentymentu za tamtymi czasami. Zdaję sobie sprawę z tego, że działo się wtedy wiele, ukazywało się dużo ciekawych płyt, jednak pozostawanie mentalnie w tamtej rzeczywistości nie przynosi moim zdaniem nic dobrego. Muzyka to ogromna przestrzeń, trudna do ogarnięcia, zawsze wiele się dzieje, ciągle można dla siebie coś znajdować. Nie wiem też czy część tego sentymentu nie wynika z tego, że wtedy po prostu byliśmy młodzi.

Z tą przestrzenią masz zupełną rację – słuchając płyt Kristen, czuję, że „poszukiwanie” to wasza główna i nadrzędna dewiza. Tym bardziej słuchając nowej płyty – mam wrażenie, że tym krążkiem otwieracie kilka nowych furtek. Czy nadejdzie kiedyś moment, kiedy uznasz, że ewolucja Kristen jest zakończona?

Trudno powiedzieć, nie zastanawiam się nad tym na codzień. Na pewno nic na siłę nie będziemy robić. Mieliśmy już taki jeden moment, kiedy za bardzo nie wiedzieliśmy co dalej i bez żalu zrobiliśmy sobie długą przerwę, wiedząc, że nic dobrego nie wyniknie z tego, że do czegoś będziemy siebie zmuszać. Nam pomaga to, że każdy z nas w obecnej sytuacji robi też inne rzeczy w muzyce. To pozwala nam zbierać nowe doświadczenia, które później możemy wykorzystywać do gry w zespole. Nigdy też nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w którą stronę podąży nasza muzyka, dla nas samych jest to zagadką.

No właśnie, tę zagadkę słychać na „The Secret Map”. A w zasadzie pytanie o to, co dalej. Bo są tu i piosenki, jest post rock i totalne, nazwijmy to „ambiento – odjazdy”, gdzieś muzyka konkretna się przewija. Zdradź mi – gdzie na dzień dzisiejszy jest Wam bliżej – właśnie do piosenek czy improwizacji?

Trudno oddzielić te dwie rzeczy od siebie. Dlatego staramy się je łączyć. Nawet jak jednemu z nas bliżej będzie do piosenek, to drugiemu bliżej może być do improwizacji. I te rzeczy się spotykają i konfrontują podczas powstawania utworów. Tak wygląda praca u nas w zespole. Myślę, że te dwa elementy, improwizacji i ustalonych struktur będą u nas obecne.

muzyka to ogromna przestrzeń

muzyka to ogromna przestrzeń

Zatem jak wygląda podział pracy, bo przecież inaczej tworzy się te bardziej zwarte formalnie struktury, inaczej owe ambientowe przestrzenie…

Podział pracy zawsze wygląda tak samo. Po prostu wszystko robimy wspólnie. Jesteśmy zespołem w pełnym tego słowa znaczeniu. Pracujemy kolektywnie. Niezależnie, czy ktoś przynosi jakiś pomysł, czy całość jest wynikiem improwizacji. Jeżeli jest jakiś pomysł z czyjejś strony i tak spotyka się on z nieskrępowaną interpretacją reszty. Można też się spierać, kierować idee na inne tory, gdy coś komuś nie leży. Próbujemy różnych rozwiązań. Tak to mniej więcej wygląda.

Odbywa się no na poziomie drążenia konkretnych, zbudowanych tematów, czy też fundamentem jest improwizacja, z której wyłaniają się poszczególne pomysły, zarówno kompozycyjne jak i aranżacyjne?

No, tu masz z nami problem, bo nie da się tego jednoznacznie wskazać. Po prostu najkrócej mówiąc, dzieje się tak i tak.

Więcej intuicji niż matematyki?

Myślę, że zecydowanie więcej intuicji niż matematyki.

W pewnym sensie Kristen łączy dwa światy – ten mityczny z lat 90 – tych (czyli matematyczno – noise’owy) z tym współczesnym, który wyeksploatował już post rockowe rejony i ruszyłw nieznane. Możesz zatem sprecyzować – czy jest coś takiego, jak kierunek, w jakim zmierzacie? Stawiacie na łączenie starego z nowym, czy raczej wybieracie niepewną przyszłość?

Tak jak już mówiłem wcześniej, nie wiemy do końca, w jakim kierunku to pójdzie. Nie kalkulujemy tego i zdajemy się na intuicję. Stare z nowym na pewno będziemy łączyć, bo nie da się od tego uciec. Inspirują nas rzeczy stare i nowe. Myślę, że jest to też tożsame z tym iż wybieramy niepewną przyszłość. Jest to o wiele bardziej ekscytujące, ciekawe i ryzykowne, niż trzymanie się starych wypróbowanych schematów.

KRISTEN The Secret Map (Endless Happiness) Zauważyłem, że ulubionym słówkiem, używanym do opisywania nowej muzyki Kristen jest „dojrzałość”. Oczywiście, zespołowi musi być z tego powodu miło, choć mam wrażenie, że jest to wytrych, który ma sprawić radochę obydwu stronom barykady. Rzecz jasna – w stosunku do pamiętnych, pierwszych wydawnictw, gdzie zespół mógł konkurować z Ewą Braun i innymi tuzami noise rocka, dzisiejsza pozycja nie jest już w żadnej mierze tak oczywista. Choć nadal uważam, że pierwszy okres działalności także można określić mianem dojrzałości. Choć w zupełnie innym kontekście i skali. Dzisiaj Kristen to zespół, który swój bagaż doświadczeń przekuwa na artystycznąThe Secret Map swobodę i to ostatnie słowo zdecydowanie lepiej opisuje zawartość „The Secret Map”. Muzycy dają do zrozumienia, że nie interesuje ich przynależność stylistyczna i robią dokładnie to, na co mają w danym momencie ochotę. Stąd też nowe utwory prezentują zaskakujące a chwilami może i trudne do przyjęcia spektrum możliwości. Kto jednak powiedział, że ma być łatwo. Na pewno nie jest to album, który można określić mianem rozrywki. To raczej muzyka dla wyrobionego i co najważniejsze, otwartego słuchacza. Grupa gra kontrastami. Z jednej strony pokazuje, że nadal wie, co to dobry groove i potrafi docisnąć gitarowy pedał („Music Will Shoote Me”, mimo lekko funkowego zacięcia, nie powstydziliby się odjazdowcy z Sonic Youth), pretenduje nawet do miana zdobywców eteru w piosence tytułowej (której i tak nikt w radiu nie puści, bo i z jakiej racji…). Jednocześnie owa, wspomniana dojrzałość uwypukla się w tych utworach za sprawą bardzo rozsądnego (żeby nie powiedzieć – inteligentnego) operowania instrumentami z ominięciem mielizn interpretacyjnych. Słowem – klasa i mnóstwo ciekawych, często zaskakujących brzmień. Z drugiej strony na płycie znalazło się miejsce dla minorowego ambientu, naszpikowanego dziwnymi odgłosami („Upward Beyond the Nnstreaming, it Mooned”) czy całkiem przyjemnego, improwizowanego (tak sądzę…) lotu w postaci zamykającego krążek „Endless Happiness”, który najbardziej przypadł mi do gustu – za improwizację i wyobraźnię; to w sumie 11 minut „lotu”. Wymienione uwagi to jedynie drogowskazy, bo „The Secret Map” to faktycznie tajemniczy teren, gdzie można znaleźć mnóstwo brzmień, barw i pomysłów, zresztą sam pewnie jeszcze do całego dobra tego krążka nie dotarłem. Na razie ujmuje mnie za to swego rodzaju powaga tej płyty. Zamierzona? Nie wiem… Jak twierdzi mój rozmówca, muzyka to ogromna przestrzeń i Kristen zamierzają z niej wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. A że poruszają się w tej przestrzeni z równą gracją co Robotobibok (Maciek Bączyk z tegoż uczestniczył w nagraniach „The Secret Map”) i sięgają tak samo głęboko co Ścianka na „Dniach wiatru”, spodziewać się mogę w przyszłości samych dobrych rzeczy.

Pewnie gracie już nowe numery na koncertach – jak są przyjmowane? Staracie się odtwarzać dokładnie aranże z płyty, czy w przypadku tych improwizowanych elementów nie ma takiej potrzeby?

Wydaje mi się że są dobrze przyjmowane, choć lepiej byłoby się zapytać tych z publiczności. Jeżeli chodzi o formy piosenkowe to jest pewien trzon, który jest stały a w ramach tego zostawiamy sobie trochę swobody na luźniejszą interpretację. A te utwory, które wyszły z improwizacji, nigdy nie są zagrane tak samo. Myślę, że nauczenie się ich i odegranie identycznie tak jak na płycie byłoby trudne i mijałoby się z celem. Także jest pewne założenie co do utworu, ale co tam się dokładnie wydarzy z jakim nasileniem to już zależy od naszej wyobraźni, nastroju, etc.

Pozostając przy koncertach – obserwuję w ostatnim czasie straszny natłok imprez co powoduje, że coraz trudniej nakłonić ludzi, by przychodzili na koncerty. Jak jest z Kristen – ile koncertów gracie, gdzie było ciekawie, gdzie nie udało się zaliczyć sukcesu? Myślisz, że można wymyślić jakąś teorię odnośnie tego aspektu działalności zespołu?

Obecnie mamy podobną, stałą frekwencję w granicach 100-150 osób. Przynajmniej tak było w tych miejscach, gdzie graliśmy w tym roku. Oczywiście, w przeszłości wielokrotnie graliśmy dla paru osób, ale teraz jest znacznie lepiej. Poprzez doświadczenia z przeszłości mamy twardy kręgosłup, nie mamy dużych oczekiwań. Choć oczywiście przyjemniej i łatwiej gra się gdy ludzi na sali jest trochę więcej.

W waszej muzyce, obok całkiem nowoczesnych elementów, można zauważyć (a może to moje majaki…) wpływy kraut rocka („Upward…”). W dodatku okładka cały czas z takimi klimatami mi się kojarzy. Czy ten trop można uznać za trafiony, czy nie zgadzasz się ze mną?

To wszystko w jakiś sposób się ze sobą miesza i pewnie elementy krautrocka też się w tym znalazły, skoro takiej muzyki słuchamy. Ale raczej było to podświadome, nie było w nas założenia na zasadzie, „ok, teraz zabrzmijmy jak krautrockowy zespół”. Co do okładki (ja ją projektowałem…) to już w ogóle nie miałem w głowie żadnych konkretnych stylistyk, po prostu tak mi się ta muzyka wyobraziła w głowie.Kristen band 2

Należycie do grupy zespołów, współtworzonych przez braci. To fajny układ, ale niosący też pewne niebezpieczeństwa – jak Wam udaje się omijać konflikty i co jest potrzebne, żeby tyle lat razem współpracować?

Mogę powiedzieć tylko tyle że nie widzę tu niebezpieczeństwa, bardzo dobrze się z bratem rozumiemy, nie mamy konfliktów. Jesteśmy normalnym rodzeństwem, które w dzieciństwie się ostro tłukło, przez środek pokoju przechodziła niewidzialna, umowna granica oddzielająca strefy wpływów, takie typowe klimaty. Jednak zawsze byliśmy blisko siebie, wiele rzeczy robiliśmy razem. I muzyczne fascynacje mieliśmy podobne, a od pewnego momentu wiedzieliśmy, że razem założymy zespół. Zaczynaliśmy oczywiście od grania w pokoju, potem w garażu i tak dalej… Pochodzimy z typowego, metalowego osiedla, do czasu liceum nie widziałem na oczy punka. Jednak my w ten metal weszliśmy wyjątkowo mocno, zgłębialiśmy głównie muzykę, pomijając aspekty subkulturowe. Szukaliśmy granicy extremum, które wtedy symbolizował Carcass i jego „Reek of Putrefaction”, a wcześniej Napalm Death. Jak już doszliśmy do tego punktu, zaczęliśmy szukać w muzyce innych rzeczy. I tak na przełomie podstawówki i liceum, te typowe, braterskie konflikty u nas wygasły. I tak jest w zasadzie do dzisiaj. Trudno mi znaleźć na to jakąś specjalną receptę. Po prostu się lubimy i lubimy ze sobą grać. Podobnie zresztą jest z Michałem.

W dzisiejszych czasach muzyka to głównie mp3. Czy w przypadku Kristen będzie inaczej? Jakie nośniki i niespodzianki czekają na tych, którzy wolą mieć fizyczny gadżet w domu?

Akurat w przypadku Sercret Map można wybierać. Kompakt i kaseta już są, winyl jest w trakcie produkcji, mam nadzieję, że niebawem będzie gotowy. Ze strony Bandcamp sobie kupić wersję elektroniczną. Także płyta będzie dostępna na praktycznie każdym nośniku. Oczywiście, najlepiej słuchać jej w dobrej jakości, mp3 nie jest tu najlepszym wyjściem. Ale to już nie od nas zależy.

Myślę, że na koniec trzeba tradycyjnie zapytać o plany Kristen – co ciekawego czeka nas z Waszej strony?

Nie mamy konkretnie sprecyzowanych planów. Na pewno będziemy grać koncerty, a nowe rzeczy będą pojawiały się przy okazji. A jak pojawi się impuls to je nagramy. Kiedy to jednak będzie, ciężko powiedzieć.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Dominik Staniszewski