KIM NOWAK – spełniamy swoje marzenia…

Kim Nowak, nowa gwiazda na krajowym, rockowym panteonie z nieokrzesanych acz uroczych debiutantów zmieniła się w świadomy, pewny swego zespół. Zamiast hałasowania i testowania możliwości gitarowego wzmacniacza mamy mocne, często mroczne piosenki. Nadal rockowe i nie pozbawione pazura. Diament został oszlifowany – bracia Waglewscy – niekwestionowani gwiazdorzy sceny hip-hopowej, wraz z gitarzystą Michałem Sobolewskim udowodnili, że na kanonach rocka znają się nie gorzej niż ich utytułowany ojciec. Z muzykami spotkałem się tuż po premierze płyty w siedzibie Uniwersal Music; mimo, że band lizał rany po całodniowym udzielaniu wywiadów, potraktował nasz portal poważnie, dzięki czemu możecie dzięki poniższej rozmowie zajrzeć do zespołowej kuchni.

Czy hip – hop może wkraść się w muzykę Kim Nowak, jakich efektów używa gitarzysta i jak „ukręcić” w polskim studiu garażowe brzmienie – opowiadali Bartek (Fisz), Piotr (Emade) oraz Michał… 

Zastanawiam się, jakie to uczucie, kiedy debiutantami zostają tacy nie – debiutanci jak Wy? Dreszczyk emocji, rutyna, czy może jeszcze inne uczucie?

Fisz: Myślę, że radość przede wszystkim… Po dziesięciu latach naszej działalności na scenie hip-hopowej, Kim Nowak dopiero pracuje na to, żeby być rozpoznawanym. Cały czas jest potrzebna adrenalina i powiew świeżości, nie chcemy się przecież zanudzić tym, co robimy. Spotkaliśmy się w trójkę nieprzypadkowo – okazało się, że tęsknimy za takim graniem, jakiego słuchaliśmy w liceum, czyli rockowym trio, bez upiększania.  To zespół z krwi i kości, więc jesteśmy zadowoleni z tej płyty, chcemy grać koncerty i to nas najbardziej interesuje. Poza tym jest to odskocznia od Tworzywa – nie ma tu lidera i wszyscy komponują. Cieszymy się z tej płyty, cieszymy się z brzmienia, jakie uzyskaliśmy i cieszymy się, że spełniamy swoje marzenia.

Emade: Zawsze chcieliśmy mieć prawdziwy zespół. Ja dotychczas byłem producentem płyt Fisza, ale nigdy nie mieliśmy zespołu, gdzie wszyscy mają równe prawa; mamy nazwę i wszystko jest zorganizowane. To spełnienie marzeń.

Zastanawialiście się może, jak wyglądałby Wasz debiut, gdybyście faktycznie byli takimi debiutantami znikąd, personami zupełnie nieznanymi? Byłoby łatwiej czy trudniej?

Emade: Wydaje mi się, że byłoby trudniej – ze względu na nasze doświadczenie, które mieliśmy, poza tym jest ciekawość, jak ludzie kojarzeni ze sceną elektroniczną, hip-hopową poradzą sobie z muzyką garażową i gitarową. Jest też ciekawość mediów, ale z drugiej strony okazuje się, że musimy pracować od początku, bo fani przyzwyczajeni do tego, co robiliśmy z Tworzywem, niekoniecznie muszą akceptować nasze działania pod szyldem Kim Nowak. To zupełnie nowe doświadczenie. Żeby przekonać fanów, zdobyć publiczność, pracujemy od podstaw. Natomiast dzięki temu, że jest zainteresowanie projektem – pojawiają się propozycje wywiadów i promocja.

Jak uważacie – czy łatwiejsze jest zrobienie kawałka hip-hopowego czy hałaśliwego, garażowego utworu rockowego?

Fisz: Myślę, że trudno to porównać…  kiedyś hip hop był dla nas rewolucją – muzyka tworzona na samplerach, na komputerach. W przypadku nagrań z Kim Nowak  Piotrek zawsze miał w głowie wizję  brzmienia i musieliśmy sami dochodzić do tego, jak osiągnąć to, co chcemy. Inny jest też styl pracy nad tekstami, które mają formę piosenki. W porównaniu do zespołów, które już chcieliśmy kiedyś założyć, jest też kwestia nieprzypadkowych  ludzi, którzy wchodzili w te składy.  Nie bez powodu tak brzmimy, bo Piotrek gra na bębnach bardzo mocno, emocjonalnie, ja piszę takie teksty  i układam linie wokalne, zaś Michał jest człowiekiem, którego wcześniej nie spotkaliśmy, czyli gitarzystą z krwi i kości…

W przypadku Kim Nowak podkreślana jest zawsze kwestia brzmienia – bardzo naturalnego, drewnianego, analogowego – czy chodzi tu bardziej o to, co tkwi w głowie czy o sprawność w wyszukiwaniu odpowiedniego, analogowego sprzętu i instrumentów?

Emade: Ja myślę, że trochę to i to – trzeba mieć świadomość, jak ma płyta brzmieć a także jak chcemy brzmieć na koncertach. Dobraliśmy sobie akurat takie a nie inne instrumenty, dzięki którym możemy osiągnąć brzmienie, na jakim nam zależy. Bartek gra na przesterowanym basie, ma też piec, który łatwo można przesterować, odbywa się to troszkę na zasadzie metody prób i błędów czy jakiegoś poszukiwania. Dzisiaj, kiedy jest powszechny dostęp do Internetu, można kupić wszystko i o wszystkim przeczytać, więc jest dużo łatwiej do wielu rzeczy dotrzeć; nie jesteśmy tylko ograniczeni ofertą naszych sklepów muzycznych. Podobnie jest z efektami studyjnymi. My lubimy łączyć nową technologię z „oldskulową”, staramy się wyszukiwać zabawki, pozwalające nam uzyskać brzmienie, które sobie gdzieś tam założyliśmy.

Michał, a jak wygląda kwestia efektów gitarowych – czy używasz wielu zabawek, czy skupiasz się raczej na wydobyciu naturalnych brzmień wzmacniacza?

Michał: To zależy, co się chce osiągnąć. Inaczej sprawa wygląda w studiu a inaczej na koncertach. Na scenie nie można sobie pozwolić na rozkręcenie wzmacniacza tak, żeby się naturalnie przesterowywał, bo ludzie by ogłuchli a my jeszcze szybciej. Tam trzeba używać efektów zewnętrznych, które przesterują sygnał przy mniejszej głośności a w studiu można sobie pozwolić na to, by odizolować wzmacniacz i go „odkręcić”. Jeśli chodzi o wyszukiwanie brzmienia, w nawiązaniu do tego, co Piotrek mówił, jest dużo łatwiej, bo powstają nawet strony internetowe, gdzie ludzie opowiadają na czym grają, jakich efektów używają. Często po prostu podchodzą na koncertach i robią dobrej jakości zdjęcia – można sobie nawet sprawdzić, na jakiej „godzinie” ustawiony jest potencjometr we wzmacniaczu i to samo zastosować.

spełniamy swoje marzenia

spełniamy swoje marzenia

Zauważyłem, że istnieją dwa rodzaje gitarzystów – przedstawiciele pierwszego używają całej masy efektów gitarowych, zaś drudzy preferują jedynie wzmacniacz i gitarę, bez dodatkowych efektów… Do której grupy Ty się zaliczasz?

Michał: No, raczej minimalizm… Mam oczywiście „podłogę” i kilka efektów, to są przestery, tremolo, ale nie ma historii typu delaye, jakieś rewerby elektroniczne; jeśli rewerb, to sprężynowy ze wzmacniacza. Ograniczam się raczej do podstawy.

Nowa płyta „Wilk” jest kontynuacją debiutu czy raczej tzw. nowym rozdziałem w zespołowej historii?

Fisz: Trochę to i to; myślę, że słychać, że gra Kim Nowak, jest za to mniej takiej nieokrzesanej adrenaliny  – debiut rejestrowaliśmy na tzw. setkę, teraz siedzieliśmy w studiu przez dwa tygodnie i nagrywaliśmy poszczególne instrumenty. Zależało nam, by utrzymać ten brud, który będzie gdzieś tam słyszalny, ale utwory mają też taką piosenkową formę. Do tego wydaje mi się, że płyta jest mroczniejsza, miejscami spokojniejsza, ale myślenie o formie rockowej jest bardzo podobne.Nie próbujemy na siłę eksperymentować z formą, trzymamy się klasyki, grzebiemy w skansenie układając jednak bardzo autorska wizje płyty. Poza podstawowym instrumentarium, używanym przez nasze trio, pojawia się  jedynie saksofon. No i naturalne brzmienie, które chyba – tak mi się wydaje – potrafi z tej prostej, rockowej formy wydobyć emocje, które są dla nas najważniejsze.

Emade: Wydaje mi się, że jest to po prostu kontynuacja. Staramy się nie oddzielać nowych nagrań od pierwszej płyty, choć była ona garażowa i trochę mocniej zagrana. Zresztą, może nie do końca, bo  nie uważam, że nowa płyta jest bardzo lekka. Nie chcemy oddzielać tych płyt od siebie i robić jakiegoś nowego rozdziału. Na koncertach mieszamy te utwory i bardzo fajnie nam się playlista układa. Czujemy świeżość, której już potrzebowaliśmy przy okazji koncertów. W tym sensie nie jest to odcięcie od pierwszej płyty.

Na nowej płycie jest sporo miejsc, idealnie nadających się do koncertowych improwizacji. Zamierzacie to wykorzystać i wzorem starych zespołów wypuszczać się w takie bardziej swobodniejsze rejony, czy raczej będziecie trzymać się sztywno studyjnych aranżacji?

Fisz: To zależy od koncertu i publiczności, od tego jak nam się gra. Czasami lubimy bardzo krótkie formy, podobne do płyty, takie piguły, które można zaprezentować publiczności. Często w małych klubach, a z Kim Nowak  – co jest też dla nas takim powrotem do dawnych czasów – gramy w takich miejscach, pozwalamy sobie na  tego typu wariacje. Transowość w naszej muzyce, powtarzalne riffy, często prowadzają nas w różne rejony. Oczywiście, problem zaczyna się wtedy, kiedy nam gra się dobrze a publiczność jest już znudzona takimi rozciągniętymi do np. dziesięciu minut formami. Fajnie jest łączyć, grać aranżacje płytowe a w pewnych momentach pozwalać sobie na fragmenty nieprzygotowane, improwizowane.

nie ma lidera...

nie ma lidera…

Skoro jesteśmy już przy kwestii koncertów – jak wygląda ten target Kim Nowak – jacy ludzie przychodzą na koncerty, z jakich scen i czy np. miłośnicy hip – hopu próbują bawić  się przy takiej, hałaśliwej muzyce?

Fisz: To jest na pewno inna publiczność niż „tworzywowa” – nie wszyscy, którzy słuchają Tworzywa, łapią się na Kim Nowak i odwrotnie; jest bardzo duży eklektyzm, jeśli chodzi o wiek, bo przychodzą np. siwi panowie, którzy stęsknili się za  rockową solówką gitarową .Przychodzą przede wszystkim  ludzie, którzy lubią po prostu ciekawą muzykę  i odpowiada im nasza wrażliwość.. Trudno mówić o środowiskowych podziałach. Pamiętam, że kiedyś było się albo  „depeszowcem”, albo metalowcem albo hip-hopowcem a dzisiaj te środowiska są poważnie przemieszane, nie ma już subkultur. To dobrze…

Emade: W dużej mierze są to ludzie, którzy słuchają muzyki alternatywnej, tak bym ich określił…

Czy istnieje możliwość połączenia tych dwóch światów – by np. na koncertach Kim Nowak wykonać takie rockowe wersje utworów Fisza?

Emade:  Mieliśmy założenie, by tego nie mieszać, bo połączenie rapu i rocka, może poza Rage Against The Machine, wydawało nam się nie do końca trafne, albo przynajmniej nas nie wzruszało, natomiast kiedy poznaliśmy Michała, na koncertach Tworzywa pojawiły się akcenty mocniejsze.  Ostatnio na koncercie Kim Nowak, przy okazji tych improwizowanych rzeczy, pojawiały się fragmenty różnych utworów, min. graliśmy „Piórko” w wersji bluesowej , na zakończenie utworu „Nóż”. Czasami jest to możliwe, aczkolwiek rapu z rockiem w takiej klasycznej formie z DJ – em nie przewidujemy. Lubię muzykę rockową w pierwotnej, czystej postaci…

Jak powstawały numery – czy były to konkretne tematy, kompozycje przynoszone z domu na próbę, czy też muzyka wyłaniała się podczas pracy na próbach? A może jako pierwszy powstaje tekst?

Michał:   Tekst jest zawsze na końcu… Na początku jest riff , basowy lub gitarowy; do tej pory proces wyglądał tak, że muzyka powstawała w całości na próbach, dlatego to, co przynosiłem ograniczało się do riffu, reszta była robiona razem.  Taki system po prostu się sprawdził. Najlepiej przetestować, czy dany utwór działa, grając go razem na próbie.

Emade: Połową sukcesu jest dobry riff i tak jest złożona w moim mniemaniu muzyka rockowa. Jak mamy dobry riff, to wiemy, że to będzie dobry numer, zaś to, jak zagramy kawałek, jak zaaranżujemy, wolniej czy szybciej, to już mniej ważna kwestia…

Fisz: Myślę, że riffy sprawdza się na próbach – czy rozwijają się w dobrym kierunku. Istotne jest dla nas to, że każdy gra w sposób charakterystyczny, wiele riffów nie zabrzmiałoby tak fajnie, gdyby nie sposób gry Piotrka czy moje układanie linii wokalnych. Po to jest próba. Dzisiaj często tworzy się płyty na odległość, coraz częściej drogą „mailową”,  ludzie mieszkają w innych miastach, wchodzą tylko do studia, by dograć swoje partie i wracają do domu.  Kim Nowak nie ma lidera, to trójka ludzi, którzy grają i spotykają się na próbach… być może dlatego przypomina mi to moje ulubione zespoły – Nirvanę czy Morphine…

Emade: Poza tym jeszcze jest coś takiego, że dobre riffy powstają przez przypadek, spontanicznie. Kiedy spotykamy się i chcemy coś wymyślić, nic nie wychodzi a zagrany przez przypadek temat może powstać w ciągu dwóch, trzech sekund – tak było z najlepszymi riffami Kim Nowak…

Wspomniałeś o Morphine – to ciekawe, bo kawałek „Noc”, swoim charakterem, że nie wspomnę już o tytule („Night” – ostatnia płyta Morphine), nawiązuje do tego zespołu, nie tylko za sprawą użycia saksofonu…

Fisz: I przypadek i nie… Ten kawałek zupełnie inaczej brzmiał podczas prób. Kiedy skończyliśmy nad nim pracować, okazało się, że jest tam bardzo mało gitary.  Podczas miksów tego utworu pomyśleliśmy o saksofonie i to skojarzenie się oczywiście gdzieś pojawiło. Bardzo lubiłem Morphine, ich styl gry, skalę bluesową, w której się poruszali. Byliśmy świadomi, że dołożenie saksofonu takie skojarzenia wywoła, zastanawialiśmy się też, czy to dobrze i wszyscy podjęli decyzję, że tak. Utwór ma też coś z klimatu „fever” w wykonaniu Presleya i z bluesa z płyt Nalepy – kolejny, klasyczny rockowy numer – osobiście bardzo go lubię.

Na płycie „Wilk” można łatwo wyłowić różne wpływy i muzyczne stylistyki – od piosenkowych form, skończywszy na stoner rocku w stylu Queens Of The Stone Age w kawałku „Wczoraj” – czy były jakieś płyty czy wykonawcy, którzy wpłynęli na Was jako autorów właśnie płyty „Wilk”?

 Fisz: Tak to jest z muzyką rockową, że nic nowego nie da się wymyślić.  My dzielimy się na dwa obozy – Piotrek i Michał dobrze znają Queens of the Stone Age a ja znam ich muzykę dlatego, że z Piotrkiem jeżdżę samochodem. Moim podwórkiem są bardziej zespoły typu Morphine czy Sonic Youth i melodyka zaczerpnięta trochę z Velvet Underground i z Lou Reeda. Naszym wspólnym pierwiastkiem jest   na pewno rockowa autentyczność, pazur, który moim zdaniem gdzieś tam pod koniec w lat 90 – tych trochę się zatracił.

Emade: Myślę, że nasłuchaliśmy się tej muzyki rockowej i dużo można by wymieniać… Generalnie są to kapele z lat 80 – tych  i 90 – tych. Michał z kolei wniósł tu powiew lat 60 – tych i efektem tych inspiracji jest właśnie nowa płyta. Staramy się też patrzeć na muzykę bardziej ogólnie – zwracamy uwagę na konstrukcję, formę, ale wiadomo, że każdy ma swoje upodobania – ja śledzę partie perkusji, Michał gitary a Bartek na linie basu. Dużo zespołów, których  nie można z nami porównać, miało wpływ np. na moją grę – przykładowo NoMeansNo czy Nirvana.  Zawsze uczyłem się grania ze słuchu, nie jestem wykształconym muzykiem. Po prostu – muzyka nakręciła nas do robienia muzyki. Wydaje mi się, że to jest fajne podejście…

Brzmienie waszej płyty aż prosi się o format winylowy – jest szansa na takie wydanie „Wilka”?

Emade: To byłoby bardzo fajne, ale decyzję zweryfikuje rynek – zobaczymy, jak płyta będzie się sprzedawała. Jeżeli będzie, pomyślimy o wersji winylowej, ale jak będą zwroty… Bardzo byśmy chcieli widzieć płytę na takim nośniku…

Wiem, że sesja nagraniowa „Wilków”, o czym już wspominaliście, różniła się od nagrań debiutanckiego albumu  – możecie opowiedzieć , jak wyglądał ten proces?

Emade: Przy okazji pierwszej płyty mieliśmy pomysł, żeby nagrać płytę nie w studiu, tylko w jakiejś sali, gdzie będzie „duży” pogłos; założyliśmy, że brzmienie, głównie perkusji, powinno mieć naturalny pogłos a nie taki z efektów podczas miksowania. W większości studiów pomieszczenia do nagrywania bębnów są raczej małe, wytłumione i to nas wtedy nie interesowało. Z tą sesją wiązały się też różne problemy techniczne i logistyczne, np.  reżyserka była piętro niżej niż sala, gdzie nagrywaliśmy, nie była dobrze z nią połączona, było przy tym trochę amatorki, więc nie wspominamy tej sesji najlepiej. Stwierdziliśmy, że na razie odpuszczamy metodę nagrywania na własną rękę i przy okazji nowej płyty wejdziemy normalnie do studia, inna sprawa, że nowe utwory nie wymagały już takiego ambiensu i chcieliśmy też uzyskać nieco bliższe brzmienie bębnów.  Głównie metodę pracy wskazywało nam brzmienie bębnów, bo inne instrumenty i tak nagrywaliśmy w małych pomieszczeniach czy w domu. Chcieliśmy też sprawdzić, jak to jest, kiedy będziemy wszystkie instrumenty nagrywać oddzielnie, bo w sumie debiutancka płyta Kim Nowak była jednocześnie pierwszym materiałem nagrywanym na żywych instrumentach – tym razem musieliśmy się przekonać, jak wyjdzie nam rejestracja tradycyjną metodą.   Jedyne, co łączy te nagrania to fakt, że lubimy stary i dobry sprzęt – szukaliśmy takiego studia, gdzie są stare mikrofony, np. takie, na jakich nagrywał Led Zeppelin. Znaleźliśmy takie w studiu Andrzeja Rewaka na Natolinie – jako że blisko mieszkamy, było to rozwiązanie komfortowe dla każdego z nas.

Płyta jest, czas na ruchy promocyjne – co czeka nas ze strony Kim Nowak w najbliższym czasie?

Fisz: Skupiamy się teraz na koncertach. Nie wyobrażamy sobie, by ten zespół mógł zaistnieć inaczej niż koncertowo, szykujemy więc całą trasę. Myślę, że to doskonały dla fanów  punkt sprawdzenia, jak materiał zabrzmi na żywo, bo wydaje mi się, że na deskach płyta dostanie kopa. Będziemy przygotowywać się do teledysku, czego w sumie bardzo nie lubimy – pracując nad muzyką, mamy koncepcję jak wszystko powinno wyglądać, mamy też wizję obrazka, ale do tego trzeba znaleźć człowieka mającego podobny gust… mam nadzieję, że się uda – wszystko na to wskazuje,że tak.

Emade: Czekamy na kogoś, kto zapali nas swoim pomysłem; były scenariusze, które nie bardzo się nam podobają, chcemy być po prostu z klipu zadowoleni. Nie wiemy zatem, kiedy się on ukaże. Bardziej robimy to ze względów estetycznych i pasji do całej otoczki, niż stricte promocji…

 

 Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu