KETHA – nie lubię technicznych zespołów

Zespołu Ketha nie trzeba specjalnie przedstawiać – każdy maniak ambitnego i połamanego, gitarowego łojenia zna ich dwie dotychczasowe płyty na wylot. Od premiery ostatniej – 2nd Sight – minęło już sporo czasu, więc chyba nikogo nie dziwi, że przypominamy o istnieniu tej zacnej formacji. Moment jest idealny, bo zespół przygotowuje się do premiery kolejnego wydawnictwa – ep – ki o jak zwykle tajemniczym tytule „#!% 16.7”. O podsumowanie minionych, dwóch lat a także kilka słów na temat nadchodzącego materiału, który ujrzy światło dzienne już jesienią, poprosiłem gitarzystę zespołu…

Od wydania „2nd Sight” minęło już trochę czasu – przedstaw swoje wnioski, uwagi i refleksje. Co się udało, a co okazało się być ponad Wasze siły?

Na pewno sama płyta była według mnie udana. Jestem do tej pory zadowolony z zawartości muzycznej jak i warstwy brzmieniowej. Słuchałem jej nie tak dawno dla porównania z nowym materiałem i nic szczególnego nie rzuciło mi się do poprawy. To też opinia innych członków zespołu, co jest dla mnie o tyle ważne, że sam nie do końca mogę mieć zdrowy dystans do tych dźwięków. Co się nie udało – nie wiem, pewnie można było liczyć na więcej koncertów, ale nie jest łatwo porwać się na trasę, mając obowiązki rodzinne czy zawodowe.

Ile koncertów udało się zagrać po wydaniu płyty?

Myślę, że nie więcej jak wszystkich palców u obu rąk. Granie gigów nie jest tanie. Spróbuj zaproponować organizatorom stawkę 500zł – w tym dojazd – i robi się problem. A to i tak stawka z założeniem, że przyjdą ludzie. Nie jesteśmy super znanym składem, w dodatku gramy dość trudną mieszankę, zatem wyjazdy na koncerty wiążą się z ryzykiem dokładania do nich. Średnio mnie na to stać, wolę inwestować w porządne studio, sprzęt czy wysokich lotów realizatorów dźwięku. Ale kilka strzałów się udało – każdorazowo krakowska Alchemia, gdzie o dziwo zapełniamy całkiem nieźle klub czy występ przed Gojira. Inna sprawa, że nie bardzo mamy się pod kogoś większego podpiąć – a zrobilibyśmy to więcej niż chętnie, nawet za cenę dołożenia do biznesu. Próbowaliśmy rozmawiać z kilkoma organizatorami czy zespołami, ale nic z tego nigdy nie wyszło.K

Czyli nadal ambitna muzyka ma „pod górkę”? Myślisz, że jest jakiś sposób, żeby to przełamać, zmienić?

Przede wszystkim robić swoje. Jak czujesz, że musisz z siebie wypluć dźwięki i naprawdę tego chcesz to nie zatrzyma cię ani wizja koncertów dla garstki ludzi, ani konieczność uszczuplenia swojego portfela o grube tysiące za nagranie i miks. Trzeba wytrwałości, zresztą przykłady mamy u nas bardzo jaskrawe. Czy kiedyś ci tzw. ludzie zwrócą się ku bardziej zakręconym dźwiękom – nie wiem, ale ja nie robię muzyki w odpowiedzi na zapotrzebowanie. Oczywiście, podstawą jest też jakość tego, co nagrywasz…

Cały czas wydaje mi się, że z taką, ambitną i oryginalną muzyką mielibyście większe szanse poza Polską – czyniliście jakieś próby? W sumie Instant ma dobre pomysły na dystrybucję elektroniczną…

Przy obu płytach czyniliśmy – przy pierwszej udało się wydać krążek w Stanach z Debello. Niestety, niewiele wydarzyło się w kwestii promocyjnej, więc trudno zaliczyć ten epizod do udanych. Zresztą, niedługo później Debello zakończyło żywot. Udało się też w tamtym okresie zagrać z Minsk, bardzo fajną trasę po Europie, mimo tego, że w paru miejscach kluby okazywały się mniejsze niż nasza ówczesna sala prób – za to ile ludzi się do nich mieściło! Odzew był bardzo dobry, trzeba było iść za ciosem, ale w tzw. międzyczasie Tomek Jurek, który to wszystko zorganizował, przestał się zajmować w ogóle tą gałęzią swojej działalności. Po „2nd Sight” walczyliśmy o parę fajnych opcji. Jak wspominałem wcześniej, byliśmy gotowi jechać za przysłowiową miskę ryżu. No, ale i to się nie udało. A później skład się rozpadł i granie koncertów stało się drugorzędnym problemem.

Myślisz, że takie wydarzenia, jak nominacja Maćka Dzika (bębny) jako „nadziei” w plebiscycie Magazynu Perkusista, może coś zmienić? 

Pamiętaj, że Maciej nie dostaje tej nominacji za grę u nas, tylko za swoją aktywność w ogóle. On gra chyba w 4 składach, z których głównym jest oczywiście Disperse. Udziela lekcji, zdarza mu się grać pojedyncze koncerty czy sesje, staje się powoli rozchwytywanym muzykiem. I ta nominacja tego dowodzi. Tego typu „zawody” są fajne, podobnie jak płyty roku czy wszelkie nagrody muzyczne, pod warunkiem, że twoja działalność jest nastawiona przede wszystkim na tworzenie dobrej muzyki, a nie na obliczanie co w danym momencie zaowocuje statuetką.

nie lubię technicznych zespołów

nie lubię technicznych zespołów

W sumie, granie technicznej muzyki zawsze było w pewnym sensie czymś w rodzaju zawodów…

Ja nie postrzegam Ketha jako technicznej muzyki. Nigdy nie tworzyłem numerów z nastawieniem na zaimponowanie tą czy inną zagrywką. Żaden ze mnie mistrz gitary. Nie potrafię i nigdy nie chciałem grać zawrotnych solówek czy wymyślnych, „kondycyjnych” riffów. Zawsze bliżej mi było mentalnie do Frippa niż do Steve’a Vaia chociażby. Wszystkie numery wymyślam na sucho, tj. gram na kanapie na niepodłączonej gitarze. Jak w takich warunkach riff siedzi to znaczy, że z całym bandem kopnie poczwórnie. Poza tym bardzo nie lubię wszystkich tych stricte technicznych zespołów. Animals As Leaders nie rozumiem, Tesseract mnie nuży niezmiernie. Pewnie się teraz narażam, no ale…

Czas przejść do nowej ep – ki. Kiedy pojawił się pomysł nagrań, co Was zainspirowało?

Ep-kę miałem gotową już na etapie kończenia „2nd Sight”. To w zasadzie norma, że nagrywając album, kolejny jest prawie gotowy. Sklejałem wszystko do kupy na malutkim Macbooku w Garageband, czyli takiej bieda-wersji Logic, dostępnej od razu z systemem. Złego słowa na ten program nie powiem, bo jest przede wszystkim banalny w obsłudze i do zapisywania pomysłów idealny. Ma też masę dodatkowych instrumentów, wiadomo, klawisze, syntezatory, smyki czy dęciaki. Mając taki arsenał, zacząłem kombinować i te instrumenty dęte tak mi się spodobały – mimo ich arcypaskudnego brzmienia na komputerze – że postanowiłem na nich oprzeć sporą część nowego materiału. Także prawdziwą inspiracją było brzmienie instrumentów innych niż gitara.

Instrumenty dęte nadają faktycznie jakiś jazzowo – industrialny charakter muzyce, ale trailer jest cokolwiek kosmiczny. Skąd taki kierunek? No i ten tytuł, znowu nawiązanie do fizyki, jak mniemam… Krok do przodu? Naturalny rozwój? Nowa furtka?

Szukałem tytułu na ep-kę, a ponieważ chciałem kontynuować pewien ciąg nazywania płyt od 3 do 0, potrzebowałem czegoś z jedynką z przodu. Drążyłem temat i trafiłem na trzecią prędkość kosmiczną, która nie dość, że ma jedynkę z przodu, to jeszcze praktycznie idealnie daje się przełożyć na czas trwania materiału. W tamtym okresie pochłaniałem książki Lema w ilościach hurtowych, więc i wszystkie teksty poszły w kierunkach pozaziemskich. Ep-ka otwiera pewnie jakąś furtkę, bo takich rzeczy nigdy nie graliśmy, ale nie będzie wyznacznikiem tego, czego można się po nas spodziewać w przyszłości. Bardzo bym chciał każdą płytą zaskakiwać i nigdy nie zamknąć się w przewidywalnych ramach.

Czy te wszystkie trąbki pojawią się na koncercie? Jakiś gościnny udział muzyków przewidujesz, czy to tylko taka studyjna atrakcja?

Gramy na tyle rzadko, że jest spora szansa na odegranie całej ep-ki, w pełnym, żywym składzie. Na pewno będziemy organizowali taki koncert w Krakowie po premierze materiału.

Ponownie kolaborujecie z Instant – to najlepsza stajnia dla takich wykolejeńców?

Podziwiam ich determinację w wydawaniu naprawdę przedziwnych rzeczy, ale widzę też jak na przestrzeni tych kilku lat ta strategia zaczyna przynosić efekty. Płyty z ich logiem nie są anonimowe. Pojawiają się wśród różnych podsumowań czy recenzji i nie mówię tu o opiniach w mediach o małym zasięgu, ale o prestiżowych tytułach, dziennikarzach, których zdanie coś znaczy. Spora część zespołów radzi też sobie świetnie na rynku koncertowym. Mogę się tylko cieszyć, że nasza nazwa pojawi się wśród tak ambitnych artystów.K1

Instant mocno wchodzi w sprzedaż mp3 – myślisz, że to przyszłość muzycznego biznesu? Przyznam, że często się nad tym zastanawiam i nie wiem, kiedy nastąpi jakiś przełom…

Też się zastanawiam i wydaje mi się, że ten przełom już jest za nami, tyle że odbył się bez fajerwerków, po cichutku. Mamy ludzi, którzy ściągają (i nie płacą, bo w Polsce dalej nie ma skąd sensownie tego robić) i takich, którzy kupują płyty. Ja cały czas nie przyjmuję do wiadomości, że fizycznych CD mogłoby nie być w ogóle i ten moment pewnie nigdy nie nastąpi. Skoro wróciły winyle, cedeki też będą, ale ich nakłady nie wrócą już do poziomów sprzed kilkunastu lat.

Zdradź jeszcze kiedy premiera i co w związku z tym planujecie?

Premiera jesienią, nie znam jeszcze dokładnej daty. Będzie ciekawa, nietypowa okładka i jak się wszystko dobrze ułoży – klip do fragmentu materiału. Dzięki Arku za rozmowę!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu