K-ESSENCE – Kronika dwóch lat życia…

Muzyka w gustownym fraku. Dojrzała, czy może poważna? Rockowa, czy raczej gotycka? A jeśli nie gotycka, to na pewno klimatyczna. Gdzieś między cave’owską manierą budowania aranżu a motoryką dobrego indie. Choć w zasadzie nie wiadomo co ten termin w 2016 roku oznacza. Więc może tak – „gotycki avant pop”? Jest w We Prefer The Night jakaś przekora, zwinne umykanie jednoznacznej klasyfikacji. Jest sprawna songwriterka, tajemnica i niepokój, czające się między nutami. Druga płyta katowickiego K-essence wciąga niezwykłą atmosferą, wyczarowaną przez pozornie tradycyjne kompozycje, które posiadają jednak specyficzną, mroczną skazę.  Preferujemy noc razem z naszym rozmówcą, szefem K-Essence, Bartkiem Czarno-Księżykiem.

 

 

To jest to, co myśli budynek widząc zbliżającą się kulę do burzenia. To jest to, co myśli skoczek z dachu. Czy można zmienić jeszcze decyzję? Hmmm. No nie bardzo.  Zatem, tu upatruję „gotyckość” K-essence. 

 

Noc jest dla Ciebie najlepszym miejscem do życia? Czy dlatego, że można w niej ukryć nasze prawdziwe oblicze?

Ha! Dobrze się czuję w nocy. Zwłaszcza, jeśli nie muszę spać. Wokół lata mniej myśli, czasem jest nawet spokój. Noc od zawsze była postrzegana za coś mistycznego. Już tyle o tym napisano, że obawiam się, by kolejne zdanie nie było frazesem. I bum, mamy frazes!

Noc to pora nietoperzy. Lubisz horrory?

Musisz tylko w to uwierzyć… Nie przepadam. Uwielbiam Hitchcocka, ale czy to horrory? Nie odczuwam dzikiej przyjemności z bycia wystraszonym przez dziecko z czarnymi oczami, które wyskakuje z szafy. Tak się często sam wystraszam jak śpię. A jak już się decydować na świadomy strach, to z jakimś decorum. Nie wiem… może jakieś napięcie. „Akcja wzrasta, wzrasta… Klamka, klamka i opada. Chodźmy na kawę„.

Ale przecież muzyka K-essence ma coś z filmu grozy. Łapie za gardło i nie puszcza…

Dziękuję. Zacząłem sobie zdawać sprawę jak bardzo ta muzyka nawiązuje do pierwotnego gotyku. I cieszę się, jeśli faktycznie nie puszcza. Ale i tak najważniejsze jest napięcie. To ono ma nie puszczać. To ono tworzy atmosferę. Czy to w horrorze czy filmie porno.K1

Mam wrażenie, że jest to trochę upublicznienie naszych skrywanych pragnień – bycia kimś innym, pojawienia się z nową osobowością… Gotyk czyli przejście do trochę innego świata…  Czy tak to należy interpretować?

Wiele gatunków sztuki ma na celu pokazanie czegoś wyjątkowego. Stara tancerka w piórach z nałożonym makijażem, który z bliska wygląda kuriozalnie, w oprawie świateł i sceny będzie wyglądać tak, jak należy. Muzykę K-essence nazywam gruz-rockiem. To jest próba uchwycenia momentów zmiany, przejścia, stawania pod ścianą, w obliczu sytuacji, które o 180 stopni obracają stół, przy którym gramy w szachy i do tej wygrywaliśmy. To jest to, co myśli budynek widząc zbliżającą się kulę do burzenia. To jest to, co myśli skoczek z dachu. Czy można zmienić jeszcze decyzję? Hmmm. No nie bardzo.  Zatem, tu upatruję „gotyckość” K-essence. I tu znajduję to przejście do innego świata, o którym wspomniałeś.

Skoro o gotyku i jego interpretacji rozmawiamy – kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z tymi klimatami – raczej w powieściach grozy czy w muzyce? Nie uważasz, że esencją gotyku na zawsze pozostanie jednak – mało gitarowy – Alien Sex Fiend?

Podobno Velvet Underground i Bowie byli gotyccy. Podobno Jim Morrison też. Alice Cooper również. I mianownikiem wspólnym zdaje się być teatralność i zamiłowanie do Brechta, Weila i Berlina. Jeśli tak, to jestem gotem. Sign me in! W liceum miałem straszną jazdę na  fin de siecle, kruki, Edgary i inne takie. Trochę mi z tego zostało, ale bardziej mnie teraz ciągnie do Roberto Rodrigueza.

No dobra, to czemu nie chcecie pokusić się o jakiś sceniczny sztafaż? Smokingi? Pajęczyny i teatrum?

Bo to nie jestem ja. Ja nie potrzebuję się owinąć w pajęczynę i pluć nietoperzem, żeby straszyć. Te straszydła jako rekwizyty są śmieszne. Są jak wspomniane dziecko z czarnymi oczkami wyskakujące z szafy. Więcej strachu we mnie wzbudza Maciej Zembaty śpiewający jak mu wygodnie w trumnie w pozycji horyzon-tal-nej i niby to troszczący, że żona się przeziębi.

Ustalmy teraz jakieś relacje między zespołem NeLL i K-Essence – czego brakowało w NeLL, że postanowiłeś powołać nowy projekt? Szukasz dodatkowej adrenaliny? Testujesz możliwości?

Druga płyta NeLL „Dogs and Horses” została napisana, zagrana, nagrana. Wydawca, z którym byliśmy umówieni (przez szacunek do instytucji państwowych pominę nazwę), pokazał nam środkowy palec i zostaliśmy (parafrazując Jana Himilsbacha), jak ten chuj z tą płytą. Cóż było robić? Zacząłem pisać kolejne utwory, które częściowo miały wejść na jakieś kolejne wydawnictwo NeLL albo i nie. Utworów nagle stało się 12 i nie bardzo pasowały do indie stuffu NeLL. Wysłałem kilka piosenek demo Maciejowi Stanieckiemu i Krzysztofowi Tonnowi, z którymi pracowaliśmy nad obiema płytami NeLL. Maciek do mnie zadzwonił i mówi: „Bartek, tok_essence jest świetne, przyjeżdżaj, robimy płytę!” przez co ich wkład w powstanie K-essence oraz kształt i brzmienie „Prince of Pawns” jest ogromny. Potem płytę usłyszał Łukasz Pawlak, założyciel legendarnego już Requiem Records, któremu całość przypadła do gustu, mimo, że na co dzień wytwórnia zajmuje się nieco inną muzyką. I rzecz jasna Megatotal czyli społeczność fanów, która częściowo zasponsorowała wydanie albumu. Z czasem drogi NeLL i K-essence zaczęły się rozjeżdżać coraz bardziej. Do tego weszły komplikacje personalne. Bez wdawania się w szczegóły, okazało się, że oba te ciała nie mogły istnieć równolegle.

No tak…. Życie muzyka jest pełne niespodzianek, wyzwań  i pułapek. Jaki zestaw cech musi posiadać ktoś, kto nie chce skończyć w osiedlowym MDK-u?

Zabawne, że o tym mówisz, bo tak naprawdę tam to się wszystko zaczęło i MDK Batory (bo o nim mowa) jest kolebką kilku co najmniej artystów. Ba! Mistrz Naliwajko ma tam swoją pracownię tuż obok naszej byłej salki prób. Ale „cyk Walenty, na bok sentymenty”. Trzeba mieć twardą dupę, nie zrażać się pleśnią, grzybem i zbyt głośnymi próbami kolegów z sąsiedniej kapeli doom-metalowej, mieć stały dochód ze źródła innego niż muzyka, nie pić za dużo, z przymrużeniem oka traktować każdego, kto przychodzi po koncercie i mówi jak bardzo chce być twoim menagerem, grać dobrą muzykę, regularnie ćwiczyć oraz przede wszystkim nie być chujem dla bliźnich.

Wychodzimy z MDK-u. Katowice kojarzą się z jednej strony z metalem, z drugiej odbywa się tu najbarwniejszy festiwal alternatywny – OFF. Czujesz, że te dwie siły ze sobą się ścierają? A może w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej?

Katowice  ogromnie się zmieniły na przestrzeni ostatnich kilku lat. Ktoś chyba zrozumiał to, co robią Niemcy. Budować rzeczy, ale nigdy nie zapominać o drodze, która ma do nich prowadzić. Najlepiej autostradzie. Mamy takie dwie A1 i A4, oraz Drogową Trasę Średnicową czyli taką wewnętrzną, śląską autostradę prowadzącą przez największe miasta konurbacji, od Gliwic po Katowice. Katowice stoją metalem (Furia), to prawda. Ale dużo tu też bluesa, (Janek Gałach, ŚGB) i rapu (Miuosh, Kaliber, Kopruch). Są też The Dumplings. Taki sztos! Nie odczuwam ścierania się jakichś sił. Mam nadzieję, że bardziej jestem świadkiem powstawania jakiegoś środowiska muzycznego. Katowice są przecież w tym roku Miastem Muzyki Unesco.

Kronika dwóch lat życia...

Kronika dwóch lat życia…

Skąd wzięła się Twoja fascynacja klimatami około – Cave’owskimi? To ciekawe, bo w gruncie rzeczy jedynie Los Loveros czy Serpent Beat – składy sprzed wielu, wielu lat dość umiejętnie do takiego grania nawiązywały.

Pacholęciem będąc, bardzo mi się podobał utwór „Where the Wild Roses Grow”. A już jako świadomy młody człowiek kupiłem płytę „No More Shall We Part” i przepadłem. Na początku nie podobało mi się jak Cave śpiewa pod dźwiękiem i dziwiłem jak ktoś coś takiego mógł przepuścić. Ale po dwusetnym przesłuchaniu „Love Letter” i „Halleluja” zrozumiałem już o co w tym chodzi. Ta płyta pozostaje chyba najważniejszym dla mnie w katalogu pana Cave’a. „Halleluja” to tak niesamowita historia i tak malowniczo podana, że też tak chciałem.

Dla mnie „Henry’s Dream” na zawsze. Ale – w kontekście K-Essence pojawia się też nazwisko Petera Murphy’ego, bauhausowskiego wampira. Masz jakieś swoje typy z jego bogatej w sumie dyskografii?

Pojawia się, to prawda, ale to bardziej w kontekście „Prince of Pawns”. Najbardziej Murphy mi się podoba jak śpiewa „Nightclubbing” z Reznorem.

Z muzyką K-Essence kojarzone jest często hasło „indie”, tyle, że… tak po prawdzie nikt już nie wie co to znaczy. Może Ty masz wyjaśnienie? Czym jest „indie rock” w 2016 roku?

K3Nigdy nie miałem na to żadnej, konkretnej definicji. Kojarzyło mi się to z muzyką w stylu The Kooks, Interpol, Kasabian, a także z imprezami Indie-disco w krakowskim B-sidzie, gdzie pod wodzą Jarka „Fazy” Daniela trudna, post-emo młodzież tańczyła do remiksów Joy Division, szukając miłości na parkiecie o 3 nad ranem. A dziś? Chyba już nic nie znaczy. Teraz większość musi być niezależna, czyli nie stanowi alternatywy. Teraz alternatywą jest bycie w majorsie.

No i wreszcie płyta. Ciemna. Dystyngowana. Emocjonalna. Ale i chłodna. Kiedy poczułeś, że z tych pomysłów będzie chleb? Kiedy „zaskoczyło”?

Od wydania „Prince of Pawns” działo się dużo. Wiele zmian osobistych, muzycznych, w tym rozpad NeLL, który zabolał, bo to przecież moje dziecko. A numery na kolejną powstawały przy okazji tych wszystkich zmian, rozstań, połączeń. To w dużej mierze kronika ostatnich dwóch lat mojego życia. Nie zakładałem nigdy, że z tego nie będzie przysłowiowego chleba. Od zawsze wiedziałem, że te utwory ujrzą światło dzienne tak czy inaczej, prędzej czy później. Ani przez chwilę nie zwątpiłem.

Duży ładunek emocjonalny… Ale z kolei teledysk do Dangerous Man utrzymany jest w klimatach „tarantinowskich”. Nagromadzenie przemocy, seksu jest tu dość wysokie, zresztą, ogólnie Wasze obrazy powinny mieć raczej nalepkę „dozwolone od lat 18”. Skąd ta gruba kreska, którą zaznaczacie kontury? Chęć zwrócenia uwagi, prowokacja?

Bo to dobra zabawa. W każdym teledysku jest jakaś historia. Jest policjantka, która nie wytrzymuje tego, że ludzie trąbią i rozwala w perzynę całe towarzystwo, a na końcu przychodzi ksiądz z morgensternem, który jest też kadzidłem, w „Prince of Pawns”, śpiewający samobójcy tuż po fakcie w „Suicide” i cała saga „Dangerous Man”, bo przecież to nie sam teledysk, ale interaktywna historia. Za każdym razem bierzemy na tapetę inny gatunek i bawimy się przy tym przednio. Nie chcemy kręcić teledysku o zespole, który znudzony gra w znudzonej knajpie, dla znudzonej, pustej sali. Chociaż może, tak dla odmiany…? Moja dziewczyna się ze mnie śmieje, kiedy biegamy jak w ukropie załatwiając jakieś dziwne rekwizyty (patrz: kowadło, kaloryfer, auto do rozbicia, itp.) i mówi: „Tak, Bartek, bo nie można nakręcić normalnego teledysku, tylko trzeba nawymyślać i nawydziwiać„.K4

Jest 21:00. Golisz się, ubierasz najlepszą marynarkę i spryskujesz ulubionymi perfumami. Wchodzisz do zapuszczonego hotelu. Opuszczasz go nad ranem z popołudniowym zarostem. To co dzieje się pomiędzy jest błękitne i brutalne jak królewska krew. Ale nie mówmy o tym, bo jeszcze się spłoszy i nigdy więcej nie zdarzy, a my przecież wolimy noc.” Czuję w tym wszystkim z jednej strony przymrużenie oka…  Gdzie kończy się zabawa a zaczyna coś w rodzaju opisywania rzeczywistości?

Tu jest bardzo dużo opisywania rzeczywistości. A przymrużenie oka jest wsadzone w różnych momentach. Do znalezienia. Nie jestem w stanie określić jasno jakiejkolwiek granicy między jednym, a drugim, ale też nie chcę tego robić. Czyli znów: ubieranie pajęczyn vs. garnitur i uśmiech na pogrzebie.

W jakim miejscu znajduje się dzisiaj Bartek Czarno-Księżyk? Czy to dokładnie to, gdzie chciałeś się znaleźć, czy ciągle szukasz furtki? Pytanie o tyle zasadne, że grana przez Ciebie muzyka hipnotyzuje i zniewala, ale raczej na radiowe hity nie możesz liczyć…

Cholera… Martwi mnie to, że nie mogę liczyć na radiowe hity… Poszukuję cały czas. Podoba mi się ta płyta, choć jeszcze nie mam do niej dystansu. Uważam, że to najlepsze, co do tej pory zrobiłem. Dojrzałe i przemyślane. Cieszę się, że miałem okazję zrobić z tak wspaniałymi muzykami jak Iwo Nowak, Bartosz Pokrywka i Krzysztof Kot. Bartek Czarno-Księżyk, K-essence definiuje się na każdej płycie. Teraz już wiem więcej o sobie niż przed 29. kwietnia.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/HotHouse Concert Photography (foto koncertowe)