JOE 4 – koncert na stole bilardowym

Chorwacja tym razem nie z perspektywy turysty, ale fana hałasu. Jeśli ktoś myśli, że w tak egzotycznym miejscu słucha się i gra jeno ludowe melodie, ten głupi. „Njegov Sin”, płyta pochodzącego z Zagrzebia zespołu Joe 4, dotknięta ręką guru Steva Albiniego, to znakomita porcja, wzorowanego na Shellac i The Jesus Lizard noise rocka, okraszonego wokalizami w języku Chorwackim. Całkiem oryginalna rzecz. Udało mi się skontaktować z gitarzystą zespołu, który pomimo zaabsorbowania faktem nadchodzących narodzin córki, odpowiedział mi na kilka mniej lub bardziej istotnych pytań…

 

Rozpocznijmy banalnym pytaniem o waszą historię i sprawy związane z kształtowaniem się zespołu –  kto, kiedy i dlaczego, czyli streszczenie Waszego dotychczasowego życia?

Przede wszystkim, dzięki za możliwość udzielenia tego wywiadu! Wystartowaliśmy w 2008 roku jako kwartecik. Przyjechałem do Zagrzebia w poszukiwaniu pracy i znalazłem ofertę zespołu, który poszukiwał w miarę sprawnego gitarzysty, który mógłby zagrać kilka noise’owych riffów. Postanowiłem spróbować, żeby  przekonać się, czy to będzie działać. W 2009 nagraliśmy pierwszy materiał demo składający się z czterech kawałków. W 2010 pojawiła się pierwsza ep – ka „Enola Gay”, wydawcą była firma Whosbrain Records. A potem było już nagrywanie debiutanckiej płyty od okiem Albiniego, nazwanej „Njegov Sin”, czyli „Jego Syn”…

Możecie wytłumaczyć nazwę zespołu – przyznam, że jest dość tajemnicza…

Dla nas? To tylko nazwa, która nie została wykorzystana w tym czasie przez żaden inny zespół. My pierwotnie chcieliśmy nazwać się Gulag, ale ta nazwa była już wykorzystana przez hiszpański band grający tanecznego rocka. W prawdziwym świecie Joe 4 oznacza TO.

Jak wygląda Wasze życie – macie jakieś inne zespoły, w których sie realizujecie?

Damir (bębny) i ja mamy już 30 – tke na karku, a Tuna (bas) powoli dobiega trzydziestki. Nie gramy w innych zespołach, wystarcza nam Joe 4…

Moje pierwsze wrażenie po przesłuchaniu „Njegov Sin” jest bardzo konkretne – Shellac i The Jesus Lizard. Jesteście maniakami noise z lat 90-  tych?

Oh, na pewno.  Lata 90 – te to dla nas przede wszystkim noise. Tak samo jak dance z lat 80 – tych, pop z lat 70 – tych czy Lady Gaga z ostatniej dekady. Cokolwiek nam wrzucisz, strawimy to. Tak samo jak to najnowsze odkrycie, naprawdę popularna rzecz – Gangnam Syle. Kochamy to…

Jeśli mielibyście opisać Wasza muzykę w trzech słowach?

Brzmiałyby one: „nie dla wszystkich”…

Koncert na stole bilardowym

Koncert na stole bilardowym

Skupmy się na chwilę na muzyce noise – co spowodowało, że zainteresowaliście się właśnie tym gatunkiem? Co myślicie o współczesnych zespołach (KEN mode, MeNfolk, reanimujących z powodzeniem taką muzykę?

Dzisiejsza muzyka nie zna granic, nie ma kierunku rozwoju i ustalonego brzmienia. Wszystko się zmienia. Muzyka noise rockowa współcześnie jest określana przez zespoły które dociążają swoje brzmienie i to jest bardzo w porządku. Nie słyszałem zbyt wiele o KEN mode, by być szczerym, ale moi znajomi, zakochani w bardziej nowoczesnych dźwiękach bardzo lubią ten zespół. Znam podobny do nas zespół Kawloon Walle City, ich gitarzysta i wokalista Scott produkował naszą ep-kę. Sprawdźcie ich koniecznie, bo warto. Wydal iw tym roku swój nowy album. Jako, że ja mam bardziej ortodoksyjne podejście do tematu noise, lubię MeNfolk. To moja filiżanka herbaty, jak mawiają Brytyjczycy. Albo Amerykanie…  Co do polskiej sceny noise, to nie mam zbyt dużej wiedzy, ale jestem chętny do nauki…

Opowiedz mi troszkę o Twoich inspiracjach i wpływach, które ukształtowały Ciebie jako muzyka – jakie zespoły z magicznych lat 90 – tych zmieniły Twoje życie?

Płyta, która zmieniła moje życie to „Liar” The Jesus Lizard. Miałem 13 lub 14 lat i słuchałem klasycznego stuffu dla młodych – NOFX, Rancid czy Bad Religion. Mam wiernego przyjaciela, gramy razem w piłkę i spędzamy razem czas. Kiedyś poprosiłem go, żeby dał mi do posłuchania parę kaset z jakąś  muzyką, której do tej pory nie słuchałem. Pierwsza rzecz, na jaką się natknąłem, to był właśnie „Liar”. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Potem szukałem już takiej gwałtownej muzyki, szczególnie z końca lat 80 – tych i 90 – tych na własną rękę.

Pochodzicie z Chorwacji, żyjecie w Zagrzebiu – opowiedzcie trochę o swoich rodzinnych stronach, o ekstremalnej scenie w Chorwacji, bo znam na razie tylko Joe 4. Jak dzisiaj wygląda scena hc/metal  w Twoim kraju?

Chorwacja jako terytorium jest niesamowicie pięknym krajem, jak tylko to sobie można wyobrazić.  Dużo morskiej przestrzeni, ludzie ogólnie bardzo pozytywnie i przyjacielsko nastawieni do otoczenia no i  bogata spuścizna kulturalna i kulinarna. Muzyka ekstremalna w Chorwacji ma wbrew pozorom bardzo długą historię jak na tak mały kraj. Osobiście nie słucham zbyt wielu naszych zespołów, ale jeśli miałbym o kimś wspomnieć, to o tych najlepszych, proszę bardzo  – Pit Peach, Umor i Cog. Nie mamy zbyt wielu zespołów, które przesunęły się w stronę noise rocka tak jak my, kochamy za to grać stare, hardrockowe dźwięki. Dzisiejsza scena jest całkiem silna, zróżnicowana i niezależna.

„Njegov Sin” to zaskakująco dobre brzmienie, co nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę, kto kręcił gałami. To Steve Albini skontaktował się z Wami, czy raczej Wam udało się go jakoś usidlić?

Dzięki za takie słowa. Nie sądzę, by Albini zrobił dla naszych nagrań coś wyjątkowego, innego niż to, co robi z płytami innych zespołów, z którymi pracuje. Ze swojej strony staraliśmy się nie ingerować specjalnie w jego działania, szanowaliśmy też jego prywatność – szczególnie po „godzinach pracy”. Zależało nam, po prostu, by zrobić „profesjonalne wrażenie” . Co nie zmienia faktu, że byliśmy strasznie podekscytowani możliwością pracy z takim legendarnym producentem.

Skoro jesteśmy przy sesji nagraniowej – opowiedzcie, jak pracowało się z Albinim, jak to wszystko wyglądało z Waszej perspektywy?

Ta podróż była dla nas bardzo stresująca . Wiesz  – inny kraj, taki producent. Byliśmy dobrze przygotowani do nagrań, mieliśmy numery odpowiednio przećwiczone, więc w sensie technicznym nie mieliśmy jakichś specjalnych problemów podczas nagrywania. Bardziej stresowaliśmy się ze względu na to, jak będzie wyglądać nasza muzyka po nagraniu, jaki będzie efekt tej sesji. Ważne jest to, że my kochamy naszą muzykę i to jest dla nas bardzo naturalne. Chcieliśmy zachować taki klimat. Cały materiał nagraliśmy w dwa dni, zaś miksowanie odbyło się trzeciego dnia. Co zapamiętaliśmy? Pomiędzy nagrywaniem zjedliśmy całe mnóstwo sera, makaronu i trochę alkoholu. Ale te ostatnie uciechy to tylko my – Steve nie pije. Dużym wyzwaniem dla mojego „wewnętrznego” Henry Rollinsa było nagrywanie wokali – robiłem między poszczególnymi wersami pompki (śmiech…).

Njegov Sin

Njegov Sin

W zasadzie nic się nie zmieniło. Steve bardzo szanuje zespoły, z którymi pracuje, dlatego z jego strony nie ma jakichś autorytarnych ingerencji w kompozycje czy aranżacje.

Jakie muzyczne różnice można wychwycić między Waszą debiutancką ep – ką „Enola Gay” a nową płytą, poza oczywiście produkcją….

Główną różnicą jest fakt, że nasza nowa muzyka zaśpiewana jest po chorwacku. Poza tym, nie sądzę, by nasza starsza i nowa muzyka jakoś specjalnie się różniła, no może różnicą jest to, że na nowej płycie zrobiliśmy niektóre kawałki   w tonacji „obniżonego D”.

Właśnie –wspomniałeś o języku – dlaczego zdecydowaliście się używać  swojego języka, co wypada wg mnie całkiem intrygująco? O czym są te teksty?

Część słów napisałem jeszcze kiedy byłem mały, mam takich poezji całkiem sporo. Postanowiłem włączyć niektóre z tych tekstów do naszych piosenek. Myślę, że wyszło to całkiem fajnie. A język? Chorwacki jest bardzo chropowatym językiem. Jest trudny, szybki i bolesny i jako taki doskonale pasuje do noise rocka. Jeśli miałbym opisać teksty, to najlepiej brzmi tak: „kroniki ludzkiej głupoty w czasie przeszłym i teraźniejszym”.

Jak wygląda historia waszej działalności secnicznej – dużo gracie koncertów, gdzie można było Was zobaczyć i jak wspominacie te przeszłe wojaże

Trochę graliśmy w różnych miejscach. Wspomnienia też są różne. Dla mnie traumatyczny na zawsze pozostanie koncert w miejscowości Kamnik na Słowenii. Koncert organizował nasz znajomy Piotr z zespołu Louder Nikki (sprawdźcie ich!). Dojechaliśmy na miejsce bardzo wcześnie i rozpoczęła się integracja. Zacząłem pić wódkę i  kiedy miałem wejść na scenę byłem już kompletnie pijany. Nie byłem w stanie zagrać ani jednej, poprawnej nuty! Frustracja była straszna, wściekły porwałem chyba wszystkie kable w połowie koncertu i poszedłem ze sceny prosto do łóżka, żeby zapomnieć o tym wydarzeniu…. Odwrotnie było na release party „Njegov Sin”. Tłum ludzi, dobre nagłośnienie, przyzwoity koncert, wszyscy byli zadowoleni..

Na ile ważny jest dla Was tzw. rozrywkowy aspekt grania koncertów? Czy może traktujecie występy śmiertelnie poważnie, jak np. Neurosis?

Koncerty pokazują tak naprawdę czym jest zespół, definiują go.  Zabawą jest pisanie muzyki i nagrywanie jej, a koncerty są nagrodą. Koncert to przede wszystkim miejsce, gdzie zachodzi tak potrzebna interakcja z publicznością w rzeczywistym czasie, bezpośrednio można wtedy przetestować każdy utwór, od razu wiadomo, czy jest dobry czy zły…

Najdziwniejsze miejsce, w jakim graliście?

Na stole bilardowym. Czy jest wystarczająco dziwnie?

 A oprócz zespołu czym sie zajmujecie? Jak wygląda Wasze życie?

Jesteśmy żonaci i prowadzimy normalne, rodzinne życie, jak każdy w tym czasie i wieku. Moja żona jest w ciąży i wkrótce urodzi córkę.  Wracam też na studia ekonomiczne a nasz basista wkrótce będzie dyplomowanym dziennikarzem. A perkusista – ten zna nazwy wszystkich rzek w naszym kraju…

Na koniec zdradź nam plany zespołu  na nadchodzący, 2013 rok? Koncerty w USA czy Europa?

Nie wiem, czy kiedykolwiek zagramy w USA… Na pewno za to chcemy grać więcej koncertów w Europie. Myślę, że w nowym roku zagramy jakieś małe trasy i odwiedzimy Słowenię, Czechy, Austrię Francję i  Niemcy. A Polska? Bardzo byśmy chcieli u was zagrać, nawet próbowaliśmy coś załatwić, kontaktować się z organizatorami, ale nie było żadnej odpowiedzi. Czy możesz nas zatem komuś polecić?

Z pewnością, dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Arek Lerch