INKWIZYCJA – nie gadam z krasnoludkami

Być może kogoś to zdziwi albo zdenerwuje, ale w mijającym roku półeczka z napisem „hardcore/punk” była pusta i hulał na niej zimny wiatr. Oczywiście, tylko z mojego punktu widzenia. Jeśli dobrze poszukać, wytrząśniemy z niej Tension Government Flu i nową płytę krakowskiej Inkwizycji. Ten ostatni zespół, utrwalony w pamięci załogantów świetnym, niedawno wznowionym krążkiem …na własne podobieństwo… dwanaście latach po wydaniu „Starych Fotografii” wszedł do studia i nagrał najlepszy – piszę to z pełną świadomością – album w swojej historii. Odwołujący się do korzeni, ale także bardzo nowoczesny, na czasie. Ciężki, ale z wycieczkami w stronę noise czy transu. Integralnie związany z niszczącymi mózg tekstami Dariusza „Ex Perta” Eckerta. I to z nim właśnie uciąłem sobie pogawędkę  o tym i owym. 

Ostatni wywiad, jaki miałem przyjemność z Tobą przeprowadzić, zamknąłeś słowami wojna już jest. A teraz słyszę, że wojny nie będzie, nie zdąży przyjść… Cóż to za zmiana?

Dzisiejsza forma wojny jest inna niż jej XIX – wieczne rozumienie. Tak jak definicja lewicy i prawicy w polityce. Spójrz na to tak – NATO ma odpowiednie procedury i gotowe programy do natychmiastowego wdrożenia na wypadek A. agresji nagaleria42 któregoś z członków. B. manewrów obok granicy. C. naruszenia itd itd. Rosja wymyśliła nową formułę po której generalicja NATO się zagotowała. Nie wiedzą jak to ugryźć. Wojna rozwodniona, rozpuszczona w propagandowym sosie pełnym zaprzeczeń i zapewnień. Nieoznakowanych i nierozpoznawalnych wojsk działających w nie wiadomo czyim imieniu. Pełna niejednoznaczności i męczenia sprzecznymi argumentami opinii społecznej zachodnich państw. Bo u siebie – „kak car skazał – tak budiet”. Nie mówiąc o wojnie na płaszczyźnie gospodarczej czy elektronicznej. Taka wojna trwa. Natomiast w tekście „Ballady na koniec świata” … nie – naprawdę mam tłumaczyć ten tekst?

Nie, nie musisz… Za to musisz się wytłumaczyć z faktu, że płytę wydaliście własnym sumptem, rozbijając świnki – skarbonki. Myślałem, że będziecie kontynuować współpracę z NNNW. Co się stało? Zwiększona potrzeba niezależności absolutnej czy inne, nieznane mi względy?

To jest kwestia uproszczenia pewnych procesów. Z Uszatym (NNNW) cały czas mamy dobry kontakt i różne przedsięwzięcia wspólne się dzieją lub staną. Natomiast kwota, którą potrzebowaliśmy na samym etapie fizycznej produkcji płyty była już taką, którą w całości przedsięwzięcia, jeśli zdecydowaliśmy się sami – byliśmy w stanie udźwignąć. Zresztą z tego co wiem – NNNW też nie miało znienacka takiej kwoty. Nie udała się zbiórka – trzeba było działać inaczej. Poza tym, w dobie wszechobecnego netu i różnych, elektronicznych komunikatorów, wiele z tego co robiło (powinno robić) wydawnictwo – kapela decydująca się na wydawanie własnym sumptem może robić sama. I to tym lepiej, że jest skupiona tylko na tym jednym kierunku.

Muszę Ci powiedzieć, że płyta mnie bardzo miło zaskoczyła. Przede wszystkim wysokim poziomem agresji, poza tym – bardzo rozbudowaną warstwą instrumentalną. Gitarowe partie są strasznie zróżnicowane, od noise, przez eksperymentalny trasz aż do elementów niemal nu metalu (Głupie Pytania). W jaki sposób udało się uzyskać taki efekt – czy to przemyślana akcja czy po prostu zdecydował styl muzyków. Pytam w kontekście singla, który brzmiał dość zachowawczo…

To jest dość złożona sprawa, na którą można również odpowiedzieć prosto – tak nam w duszy gra! Po to są dwie gitary, by prócz ściany dźwięku robiły też różne sztuczki – spacery, mijanki, harmonie i takie tam… Na ogół słuchamy wszyscy bardzo zróżnicowanej muzyki i doszukiwanie się gdzieś tam śladów inspiracji jest o tyle sensowne co szukanie kolorów na tęczy. Wszystko to, co wymieniłeś i wiele więcej… Ciężko powiedzieć, że to przemyślana akcja, bo nie ma tak, że siadamy i mówimy „a teraz zrobimy numer który będzie brzmiał jak…”. Po prostu Marek przynosi jakiś motyw a później wszyscy go odbijamy w kółku dodając, odejmując przykrawając i to, co słychać to zbiorowy wektor naszych gustów i dążeń. Nie jest to też nieświadome, bo proces twórczy jest przytomny, ale nie ma założeń. Ale może to teraz budzi zaskoczenie, bo wreszcie wszystko słychać? Gdyby nasza poprzednia płyta była dobrze zrealizowana – mogłaby brzmieć podobnie. To że teraz brzmi tak jak powinna to zasługa głównie dwóch ludzi – Druta (gitara) który podjął się roli producenta i Piotrka Gruenpetera z Satanic Audio, który to realizował. A o singlu mówiłem – to była próba…

Ciekawe jest to, że teraz to młode zespoły często nawiązują do klasyki punk rocka, a grupy z dużo większym stażem, które z takiego grania się wywodzą, skłaniają się raczej w stronę szeroko pojętego eksperymentu. Bo śmiem twierdzić, że ta płyta Inkwizycji jest w pewnym sensie eksperymentalna. dsc_0199_1Zgodzisz się z tym?

Nie. Nie zgodzę się. Chyba, że przyjmiemy eksperyment na gustach słuchaczy. Eksperyment to jest coś zupełnie nowego – drastycznie inne podejście do materii muzycznej, formy przekazu, sposobu konstruowania. Poza tym eksperyment w swojej istocie zakłada niewiadomą – oto robimy coś i pojęcia nie mamy co nam wyjdzie. My wprawdzie staramy się robić rzeczy w miarę świeże, ale też i nie gonimy za wszelką cenę za nowością. W ogóle nie stawiamy założeń, że to ma być takie a to inne. A to jak wychodzi jest wypadkową nas wszystkich – naszych gustów, dążeń i marzeń muzycznych. Nie wiem, w jaką stronę skłaniają się „stare” kapele a w którą „młode”. Skoro tak twierdzisz to widać tak jest. Być może to kwestia nabrania szerszego oddechu i braku potrzeby udowadniania komukolwiek czegokolwiek, a może nabywanie z czasem umiejętności stricte muzycznych?

Brak potrzeby udowadniania=granie dla siebie. Taki potoczny, często nadużywany zwrot. Ja jednak zapytam dość brutalnie: do kogo jest adresowana płyta „Wojny nie będzie”, szczególnie w kontekście tekstowym, bo Twoje słowa bolą, i raczej nie pasują do ideałów – jeśli o takich możemy mówić – współczesnej sceny hc/punk?

No to Ci brutalnie odpowiadam – mam gdzieś czy ów zwrot jest używany czy nadużywany. W naszym przypadku po prostu tak jest. A płyta jest adresowana do słuchaczy. Nie wybieramy targetu (modne słowo w firmach fonograficznych) tylko gramy! Mamy ten luksus, że żyjemy z czego innego i nie musimy schlebiać gustom i grać dla inżyniera. Mamonia. Pokaz mi miejsce, w którym moje teksty nie pasują do ideałów (nie tylko współczesnej) sceny hc/ punk.

Chodzi mi o to, że łatwiej jest pisać o niejedzeniu mięsa, prawach zwierząt czy o wykorzystywaniu robotników w Chinach. Tymczasem Ty – to moje odczucie – uderzasz swoimi metaforami w naszą codzienną, religijną przaśność i czynisz to w taki sposób, że nie obrażając bezpośrednio nikogo, kopiesz tam gdzie boli najbardziej…

Dlaczego uważasz, że pisanie o niejedzeniu itd. jest łatwiejsze? Bo nie niesie konsekwencji? Bo jest od razu zrozumiałe? Nie chcę się tu stroić w nieswoje ordery, ale nie uważam by było łatwiej lub trudniej. Może gdybym pisał w ten sposób o islamie w Pakistanie to szybko bym przestał… Ale jak się znam to pewnie bym pisał. Każdy (na tej scenie) pisze o tym co go boli i co jest nie w porządku i do naprawy. Może czasem sugeruje jak powinno być. Myślę, że bardziej chodzi ci o formę przekazu – jeżeli tekst jest dosłowny i nawiązujący do konkretów albo wręcz napisany pod konkretne wydarzenie to tym prędzej wraz z nim przemija. Jeżeli jest skonstruowany tak, by poruszać inne struny, zmusza do myślenia czy wybucha zrozumieniem po czasie – bije mocniej i żyje dłużej.

Ok, a co byś powiedział np. na zarzut, że teksty z tej płyty są antyreligijne? Bo pewnie ktoś tak część z nich może odebrać? Bo zadajesz niewygodne pytania panu Bogu…

I bardzo dobrze! Niech tak odbiera! A pytania zadaję pragmatycznemu katolikowi w Polsce. Zresztą, hipokryzja i fanatyzm wszędzie jest taka sama. Islam – religia pokoju, miłości i tolerancji, na co jest mnóstwo dowodów w przez stulecia trwających państw o tym wyznaniu. To dopiero fanatycy zrobili z niego takiego potwora. A czymże cała ta jatka różni się od naszych wojen krzyżowych? Oczywiście, są to uproszczenia, bo wchodziło i wchodzi w to mnóstwo zmiennych i bieżących uwarunkowań i kontekstów historycznych. Zawsze to powtarzałem i po raz kolejny głośno mówię – szanuję w człowieku wiarę jeśli prawdziwa – jeżeli żyje wedle jej zasad choć to nielekkie. Wyjątkiem jest jeżeli wyznawana przez niego wiara zamierza mnie na siłę nawrócić albo zabić. A ja stale mówię o skurwiałym pragmatyzmie czyli HIPOKRYZJI. Nie mogę zadawać pytań Bogu. Na tej samej zasadzie, na której nie gadam z krasnoludkami.

nie gadam z krasnoludkami

nie gadam z krasnoludkami

Często myli się wiarę z religią i chcąc dokopać religii jako durnej obrzędowości, krzywdzi się tych, co wierzą, poza całym tym religijnym systemem. I tu szacun za słowa „Złoto”, bo one puentują ten punkt widzenia.

Ja to zawsze oddzielałem. Wiara to płomień w człowieku a religia to kodeks, którego ktoś tam pilnuje i opracował za przestrzeganie system kar i nagród. Natomiast „Złoto”… to mimo naszej, noszonej od początku etykietki, pierwszy jawnie i wprost antyklerykalny kawałek. Odnoszący się do pazerności kościoła mającego w pogardzie wszelkie a zwłaszcza „swoje” prawdy i idee.

Zaintrygował mnie pomysł na „List…”. Z początku nie byłem pewien czy to dobre rozwiązanie, ale kiedy wgryzłem się w tekst, doszedłem do wniosku, że ta osamotniona, piłująca gitara dodaje dramatyzmu. Faktycznie chodziło Wam o podkreślenie, czy podbicie tych słów w taki właśnie sposób?

Ten numer to w ogóle cała historia… Mój ówczesny przyjaciel, usiłując odbudować się po przejściach, schował się w malutkim miasteczku na końcu dupy. Co jakiś czas do niego przyjeżdżałem by wyciszyć w sobie zgiełk. Z perspektywy anus mundi świat się prostował i nabierał właściwych proporcji. Kolega pracował tam jako listonosz. Mieli tam również sortownię listów. Pokazał mi list zaadresowany dziecinnym starannym pismem „do Pana Boga”. I w porażających, prostych słowach prosił Boga by ten go wziął do siebie bo on już nie może tu wytrzymać. I również po dziecinnemu opisuje swoją gehennę. Błędy tylko dodawały temu nokautującej mocy. Najgorsza była bezradność – nie wiadomo kto to, bo podpisał się tylko imieniem, nie wiadomo co robić jeśli nawet by się znalazło… Napisałem ten tekst a Marek miał już tego przeraźliwego walczyka. Skleiliśmy to i działało. Jakiś czas temu wykonywaliśmy go nawet na koncertach ale później zrezygnowałem – za dużo mnie to zawsze emocjonalnie kosztowało. Często pod koniec po prostu ryczałem i nie mogłem się dłuższą chwilę ogarnąć. U mnie emocje bardzo płytko mieszkają… Byłem niechętny by go robić, ale Drut się naparł. I w sumie miał rację. I oczywiście, że samotna gitara jest tu świadomym zabiegiem – nie chcieliśmy by to był kolejny, „zwykły” numer.

Kończąc temat tekstów – dlaczego zdecydowałeś się sięgnąć po „Dziady”? Szczególna słabość do pana Mickiewicza, czy chęć pokazania maluczkim, że nie takie straszne „Dziady”, jak je malują?

Wiesz co? Być może ja ci burzę jakiś mit, ale zbyt często, przynajmniej w stosunku do nas (do mnie) zakładasz jakąś przemyślność i chitry plan. To było tak, że Marek skomponował numer monumentalny i potężny jak katedra. Przymierzałem do niego kilka swoich tekstów, ale za każdym razem miałem wrażenie, że mi się to nie klei. Że jest za „mały”, że trywialny naprzeciw brzmień i dźwięków. I tak sobie leżał biedaczek. Aż któregoś razu czytam sobie Mickiewicza (którego uwielbiam!) i nagle olśnienie – to jest ten tekst! Ten tekst załatwia wszystko w temacie! A jeszcze z tą lekko archaiczną składnią, z rytmem słowa, rymem… Wziąłem ten fragment i odwróciłem kolejność zwrotek, bo wyjęty z kontekstu wyglądał dziwnie, a tu miał stanowić zamkniętą całość. Ot, i cała historia…

Mamy zatem świetną, przemyślaną (!) płytę, widać, dużo się dzieje i Wy wydajecie się mocno nakręceni (znowu coś sugeruję…). Co zatem pójdzie za tym krążkiem – jakieś niestandardowe działania, czy też, jak to, niestety, w przypadku krajowych kapel często bywa – kilka koncertów i cisza do następnej płyty?

To jest płyta intuicyjna, nie przemyślana. Ten chaos jest pozorny i zawiera się w okolonej przemyślanymi ramamidsc_0182_1 improwizacji. Ale jeżeli tak wolisz… Oczywiście, że jesteśmy nakręceni – wreszcie po tylu latach nagraliśmy płytę, która nas nie boli gdy słuchamy. Planów i pomysłów, w tym twoich ulubionych „niestandardowych” jest mnóstwo! Kwestia tylko czy nas proza życia nie zeżre. Czy będziemy na to mieli czas czyli kasę. Prócz tego nie widzę nic złego w dobrych koncertach pomiędzy płytami. Nic na siłę. I dlaczego akurat krajowych? Rozumiem, że na przykład czeskie albo łotewskie kapele są od tej przywary wolne?

Na koniec miłej pogawędki jeszcze kilka słów na temat Twoich, że tak to ujmę, solowych planów. Jest na horyzoncie kolejna książka albo tomik poetycki? Czy w tym momencie całą energię kierujesz na zespół?

Wiesz, materiału jest sporo; wykroiło by się z tego pewnie kilka tomików czy zbiorów opowiadań. Ale jak sobie wyobrażę jeszcze raz całą tą drogę przedwydawczą… Nie mam po prostu siły. Rynek czytelniczy, a co za tym idzie i wydawniczy w Polsce jest bardzo ubogi. Ludzie po prostu nie czytają książek. Już to z braku pieniędzy, już to z powodu poziomu i jakości powziętej edukacji. Przemyśliwam i zbieram się powoli jak don Kichot przed kolejnym wiatrakiem. Myślę nad wydaniem zbioru haiku i zbioru bardzo krótkich opowiadań. Takie haiku prozą. Jestem też w trakcie pisania, w środku rozgrzebanej powieści współczesnego fantasy. Co z tego wyjdzie i kiedy – pojęcia nie mam. Niby coś robię, ale faktycznie – całą energię i czas odessała kapela. Bo planów i nawet możliwości co i rusz otwiera się sporo i wtedy apetyt rośnie – może uda się zmontować całkiem ciekawy klip? Cały czas nam się gotuje w garach!

Dziękuję bardzo za wywiadzik. Ostatnie słowo na koniec należy do Ciebie…

Szczerze mówiąc, nie wiem co mam powiedzieć w ramach oczekiwanego przez ciebie ostatniego słowa… O! Już wiem – To nie jest nasze ostatnie słowo!!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Sesja Muzeum Narodowe