IMPERIAL STATE ELECTRIC – jesteśmy zespołem

Prawdę powiedziawszy, taki pan jak Nicke ma troszkę przechlapane. Rozpoczął wojnę od Nihilist, który do dzisiaj w pewnych kręgach darzony jest uwielbieniem, potem był nie mniej utytułowany Entombed, z którym stworzył podwaliny death’n’rolla, przewracając death metal do góry nogami, po czym… zdezerterował na klasycznie rock’n’rollową niwę, oraną pługiem Hellacopters. Tak, wiem, jest Death Breath. Ale i tak Nicke deklaruje wszem i wobec, że miłością dozgonną darzy KISS, starego jak świat r’n’r i dobrze mu z tym bez dwóch zdań. Ma prawo? A jakże i to, że świat cały czas wspomina jego bardziej śmiertelną twarz ma głęboko w tyle. Z legendą się nie dyskutuje, a kiedy jeszcze nagrywa tak sympatyczne płyty jak Reptile Brain Music ze swoim zespołem Imperial State Electric, nie mam pytań. Miła pani, która ustawiała wywiad z mr. Anderssonem od razu zaznaczyła, żeby nie pytać o przeszłość i skupić się na najnowszym dziele Szweda; cóż, widać musiałem być na podsłuchu, bo kiedy zdecydowałem się troszkę w prehistorię uderzyć… połączenie zostało przerwane, tym samym poniższy wywiadzik jest  w pewnym sensie niekompletny, choć i tak było miło…

Witaj! Nie będziemy zaczynać od górnolotnych spraw – po prostu powiedz, czy Nicke równa się rock’n’roll?Nicke LIve

Nie wiem… Być może tak jest. Rock to dla mnie coś wspaniałego. Może nazwę to inaczej – wolność.

A może – Kiss?

Ha, ha… No tak, Kiss może być uznany za uosobienie rock’n’rolla.

Co takiego wyjątkowego jest w tym zespole, że budzi w Tobie aż takie emocje?

Bo połączyli prawdziwie rockowego ducha z czymś co nazwałbym widowiskiem. Byli korzenni od strony muzyki i mieli rozmach prawdziwych królów sceny. A jednocześnie wiedzieli, co to znaczy dobrze się bawić. Ikony. Przyznam, że są moją wielką inspiracją, ciągle zdarza mi się jeszcze coś ciekawego znaleźć w ich historii i muzyce.

Czy to prawda, że korzenie Imperial State Electric tkwią właśnie w takim niezobowiązującym pogrywaniu ku chwale Kiss?

Wszystko zaczęło się niedługo po zakończeniu działalności Hellacopters. Wiesz, ja nie lubię pustki, zawsze muszę gdzieś grać, coś dłubać. W tym przypadku miałem pomysł, żeby pograć głównie muzykę z lat 70 – tych, stare rzeczy, dobrze się zabawić. Kumplowałem się z Tobiasem i wiedziałem, że on też uwielbia Kiss i stary rockowy stuff, no i zaproponowałem mu rzępolenie. Muszę tu podkreślić, że mieliśmy pomysł, żeby wyciągać utwory mało znane, nie takie, które były już skowerowane tysiąc razy. Muzyczna skarbnica nie ma dna i po cholerę odtwarzać to co już zostało przetrawione tyle razy? Mieliśmy coś fajnego pokazać i zajebiście się bawić. Z grania zasadniczo do kotleta zrobiło się coś więcej. Myślę, że duże znaczenie miał fakt, że trochę pojeździliśmy po różnych miejscach a nic tak nie cementuje zespołu jak wąchanie własnego smrodu na trasie i w pokojach hotelowych. Kiedy czuliśmy, że jesteśmy gotowi, zaczęło się tworzenie własnych utworów. To wszystko.

Jeśli miałbyś porównać Imperial do któregoś ze swoich poprzednich zespołów, na który padłoby?

Nie wiem, czy takie porównania mają sens, bo w zasadzie każdy zespół jest inny i nie wiem jaki punkt odniesienia obrać…

Zawsze zastanawiałem się, czy miało sens rozwiązanie Hellacopters, skoro w zasadzie Imperial kontynuuje tą ścieżkę…

Miało. Z Hellacopters doszliśmy do końca drogi jako kumple i muzycy. Czułem, że oni chcieli robić coś nowocześniejszego, nie byliśmy jednomyślni jeśli chodzi o muzyczny kierunek. Zrobiliśmy sporo fajnej muzyki, ale ja chciałem kontynuować moje poszukiwania rockowego ideału, który dzisiaj upatruję w latach 70 – tych i 60 – tych. Zrobiliśmy wszystko, co było trzeba. Warto czasami zamknąć jakiś rozdział niż czekać aż wszystko się spieprzy.

Nazwa zespołu jest dla mnie takim ukłonem w stronę klasyków trójczłonowego nazewnictwa, wiesz, coś w tylu Emerson Lake And Palmer, Electric Light Orchestra… może Rage Against The Machine, ha, ha…

Nie, ta ostatnia nazwa nie pasuje mi tutaj. Nie traktuję nazwy jako hołdu dla takich zespołów, nie myślałem w ten sposób. Po prostu te wyrazy dobrze opisują to, co gra mój zespół.

Jednowyrazowe nazwy są złe? Hellacopters, Entombed?

Ha, ha… Nie podejdziesz mnie w ten sposób. To dobre nazwy. Dla dobrych zespołów (śmiech…). Ale to przeszłość, przynajmniej dla mnie, dzisiaj skupiam się na Imperial State Electric.

 jesteśmy zespołem

jesteśmy zespołem

Nowa płyta to prawdziwy hołd złożony klasykom – słyszę tu i Chucka Berry’ego i starych Rolling Stones. Czy to były Twoje inspiracje?

Wiesz, takich zespołów można wymienić sto a może i więcej. Ale powiem ci, że Chuck Berry jest dla mnie kimś bardzo ważnym, nawet poznałem go osobiście… Był przełomem, stworzył coś co nazwałbym symbolem rock’n’rollowego riffu, wzorca. Dla mnie to jeden z filarów i nieustająca inspiracja…

Mam znajomego, który, kiedy tworzy muzykę dla swojego zespołu, najpierw słucha „Uprising” i „DCLXVI: To Ride…” Entombed, żeby wprawić się w odpowiedni nastrój. Czy Ty, kiedy szykujesz się to komponowania nowych kawałków masz jakieś takie rytuały, muzykę, która w jakiś sposób Cię otwiera?

Ha, ha, twój kolega powinien płacić tantiemy Entombed… Nie, absolutnie w ten sposób to u mnie nie działa. Muzyki słucham w innych okolicznościach, to coś co jest dla mnie ważne, jednak kiedy tworzę, staram się myśleć o gitarze, o muzyce jaką chcę usłyszeć. Nie szukam pomysłów i inspiracji na innych płytach, bo to byłoby dla mnie zbyt blisko plagiatowania. Coś takiego powoduje, że mimowolnie grasz w jakiś określony sposób, więc gdzie w tym oryginalność? Z drugiej strony, to czego słuchamy i czym przesiąkamy, ma wpływ na nasze działania, więc jeśli są jakieś podobieństwa to bardzo dobrze, choć są one raczej intuicyjne a nie założone z góry. Premedytacja jest ostatnią rzeczą o jaką można mnie posądzić (śmiech…).

Tworzysz sam, czy robicie muzykę wspólnie na próbach?

Przyznam, że wolę pisać w samotności, same riffy, jakieś pomysły szkielety przygotowuję w domu, ale aranże i szczegóły powstają już na próbach.

Jesteś gitarzystą ale też i świetnym pałkerem i wokalistą. Zdarza Ci się sugerować coś swoim muzykom, na zasadzie – taki rytm jest zły, zagrałbym go inaczej?

Wiesz, jakieś rozmowy są, ale jest w tym dużo dyplomacji. Nie narzucam niczego, zresztą koledzy mają bardzo podobne myślenie o muzyce i dzięki temu dobrze się podczas pracy nad muzyką rozumiemy. Ja mam taką ideę, żeby ten zespół zmieniał się cały czas, dlatego ważne jest, by dobrze wykorzystać swoje wspólne możliwości. Chcę, żeby każda kolejna płyta była inna, dlatego nie wiem, dokąd dojdziemy i jako to się rozwinie. Jednocześnie nie chcę, by traktowano Imperial State Electric jako mój projekt. Jesteśmy zespołem i to jest najważniejsze…

 poszukiwania rockowego ideału

poszukiwania rockowego ideału

Współcześnie odnotowujemy straszny ciąg w stronę klasyki, starego rocka, analogowego brzmienia. Słuchasz jakichś działających dzisiaj zespołów?

Raczej nie, owszem, znam The Hives itp. grupy, ale i tak zawsze wracam do Beatles, Ramones czy Ironów. O Kiss nawet nie wspominam. W sumie nie mam czasu, żeby szukać czegoś nowego, ale nie wątpię, że jest trochę fajnej muzyki wokół mnie.

Myślisz, że nowa płyta ISE może spodobać się współczesnej młodzieży? Takiej, która już nie pamięta Twojego bębnienia w Entombed a jednocześnie szuka czegoś świeżego w rocku?

Myślę, że tak… Widziałem na koncertach wielu młodych ludzi, którzy być może dzięki naszemu rzępoleniu poznają klasyków. Zawsze jest czas by powrócić do korzeni.

Pani z wytwórni, organizująca wywiady, zastrzegła, żeby nie pytać Cię o przeszłość, tylko skupić się na „Reptile Brain Music”. Nie lubisz tego co robiłeś wcześniej?

To nie tak… Po prostu dzisiaj promuję moją płytę i to jest dla mnie najważniejsze. Lubię to co zrobiłem, ale nie jest w tym momencie istotne. Ha, w zasadzie powinienem stworzyć taki kanon pytań, których nie powinno mi się zadawać (śmiech…).

Zastanawiam się, czy to co grasz dzisiaj jest rozwinięciem tych eksperymentów, które zmieniły Entombed z death metalowego potwora w death’n’rollowego wymiatacza?

Wtedy słuchaliśmy wielu rzeczy, często nie mających nic wspólnego z naszym graniem, jakiś Helmet, nawet hałasy z Amphetamine Reptile, dziwactwa… Ale Sabbath i rock’n’roll to była infekcja, która zmieniła Entombed. I bardzo dobrze, ale to dzisiaj dla mnie nieistotna kwestia.

A co z Death Breath?

Robimy nową płytę, ale o tym innym razem (śmiech…)

KLIK!!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Archiwum zespołu