IMMOLATION –  muzyka wielokrotnego użytku

Nie będę ukrywał, że Immolation jest dla mnie jednym z najważniejszych zespołów death metalowych na świecie. Pomijam zaangażowanie, ciągłe trwanie na posterunku wbrew koniunkturze, bo przede wszystkim liczy się to, że w kontekście sceny metalowej, muzyka nowojorczyków jest przesadnie wręcz głęboka, nietuzinkowa i napiętnowana cholernym indywidualizmem. Wokół zespołu nie ma kontrowersji, muzycy nie prowadzają się z cycatymi plastikami po ulicach Nowego Jorku, nie chorują i nikogo nie zabili. Siedzą sobie gdzieś tam na obrzeżach wielkiego świata i nagrywają dźwięki, które za każdym razem zmiatają konkurencję z powierzchni ziemi.  Wprawdzie najnowsza (ok., mająca już parę miesięcy…) ep – ka „Providence” ujawniła nowe, zaskakujące podejście do promocji, które może do końca mi nie pasuje, jednak muzycznie nadal potwierdza klasę i rasę tego zespołu. Na odpowiedzi Rossa Dolana trochę się naczekałem, jednak nie ma tego złego – przed Wami krótka spowiedź długowłosego gardłowego nowojorskiej bestii – bez kompromisów!

 

To pierwsze spotkanie Violence z Immolation, dlatego chciałbym ,żebyś powiedział, co się wydarzyło w waszym obozie od czasu ukazania się „Majesty And Decay”?

Od czasu wydania „Majesty And Decay” zagraliśmy kilka tras promujących płytę zarówno w Europie jak i tu w Stanach. Potem oczywiście zabraliśmy się za robienie nowych kawałków, które ukazały się na naszej ep-ce „Providence”, dostępnej za darmo w Internecie.  Niedawno zagraliśmy w związku z tym krótkie, trzytygodniowe tourne w Stanach, żeby trochę promować ten materiał, zrobiliśmy też wideo do kawałka „Illumination”. Jak więc widzisz, byliśmy całkiem zajęci od czasu wydania ostatniej płyty. A teraz siedzimy  i ostro pracujemy nad muzyką na nasz dziewiąty album.

Jak oceniasz „Majesty And Decay” z dzisiejszego punktu widzenia?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co udało nam się zdziałać na „Majesty”. Zarówno jeśli chodzi o produkcję jak muzycznie.  Po raz pierwszy od kilku dobrych lat wykorzystaliśmy kogoś nowego podczas miksowania i masterowania tego materiału i muszę przyznać, że efekt nas powalił. Muzycznie, co mogę powiedzieć – to bardzo solidny materiał łączący tradycyjne elementy Immolation  z nowymi pomysłami, dzięki czemu powstał bardzo mocny zestaw. Doświadczyliśmy już uznania ze strony fanów, zarówno jeśli chodzi o ostatni album, jak i nową ep-kę, więc nie możemy oceniać tych materiałów zbyt surowo. Są dokładnie takie, jak chcieliśmy.

Immolation od początku jest maniakalnie wierny prawdziwej, podziemnej, niekomercyjnej muzyce. Jeśli mógłbyś dzisiaj coś zmienić w waszej długiej karierze – co byś zrobił? A może nie ma takich rzeczy?

Nie ma niczego takiego.  Co nie znaczy, że nie trzeba się zmieniać, to jest potrzebne każdemu zespołowi. Jednocześnie pisząc muzykę trzeba być uczciwym i wiernym swoim ideałom, bo dzięki temu wiemy kim jesteśmy a fani będą nas szanować. Przez lata stworzyliśmy własny styl i brzmienie, naszą tożsamość, co wcale nie jest łatwe w tłumie tak wielu dobrych zespołów. Pracowaliśmy na to przez lata, a siłą napędową jest miłość do takiej muzyki. Jesteśmy dumni z każdego naszego dzieła – od pierwszej demówki do ostatniej ep – ki. Te 24 lata na scenie upewniają nas co do kierunku, w którym ciągle idziemy. To, co robimy czyni nas szczęśliwymi.

Nowy mini album jak zwykle ma niesamowite, tłuste i głębokie brzmienie, także wasz znak rozpoznawczy – jak osiąga się taki stan?

To pewnie wynika z faktu, że spróbowaliśmy w tym zakresie czegoś nowego.  Pracowaliśmy przy okazji „Majesty and Decay” z  Zackiem Ohrenem i zrobił niesamowitą robotę. Dlatego pojawił się na „Providence” i jest jeszcze lepiej. Także na następnym albumie pojawi się jego nazwisko. Nie znaczy to jednak, że zrezygnowaliśmy z naszego starego kumpla . Paul Orofino nadal z nami współpracuje. Jego pomysły w połączeniu z pracą Zacka dają piorunujący efekt. To prawdziwie zwycięska kombinacja. Dźwięk na ep –ce jest potężny, mocny i intensywny a jednocześnie zachowuje typową dla Paula selektywność. Ideał…

Na „Providence” dominuje wysokooktanowy death metal, jednak najbardziej wyróżnia się kawałek „Illumination” z niesamowitą, posępną partią wiolonczeli. Czy chodziło o urozmaicenie formuły?

muzyka wielokrotnego użytku

muzyka wielokrotnego użytku

Dla mnie także „Illumination” to najlepszy fragment płyty.  To autentycznie mroczny kawałek, a wiolonczela doskonale go dociąża i jest jego sednem. To był pomysł Boba – użyć klasycznego instrumentu, bo w kontekście naszej muzyki to dość unikatowy wynalazek. Oczywiście użyliśmy pewnych próbek, sampli, które zostały zapętlone, w jakimś sensie zastępując patent grany przez gitarę. Długo szukaliśmy odpowiedniej próbki, tak, żeby ten dźwięk był odpowiednio przejmujący. To działa i jeśli nie przesadzamy z takimi pomysłami mogą nadać muzyce nowy wymiar. Bob ma   prawdziwy talent – nie tylko do pisania muzyki ale także w podejściu i w aranżowaniu partii gitarowych, dzięki którym nasza muzyka nabiera głębi i jest wielowarstwowa. „Illumiantion” to przykład takiego myślenia.

Muzyka Immolation to konglomerat niesamowitych riffów i technicznej biegłości, które razem dają muzykę bardzo plastyczną. Kiedy słucham „Providence” zastanawiam się, czy  osiągnęliście równowagę, czy zamierzacie nadal poszukiwać?

Tak, myślę, że udało nam się uzyskać równowagę między mrokiem, nawiedzonym klimatem, intensywnością i agresją. To wszystko splata się w naszej muzyce od samego początku, jednak przez lata dojrzeliśmy. Zamiast szukać w innych gatunkach i odchodzić od death metalu, nadal mamy jasno określony szkielet, który pokazuje, gdzie jesteśmy a jednocześnie staramy się ciągle rozwijać. To się nigdy nie skończy, bo ciągle się uczymy. Dzięki temu, że nie zakończyliśmy naszej „edukacji” udaje się nam do każdego, nowego utworu podejść z emocjami i świeżym spojrzeniem.

Nie ukrywam, że zaskoczył mnie format nowego wydawnictwa. Immolation w sieci?! Dlaczego tak radykalnie podeszliście do tematu? Jest szansa na normalne, płytowe wydanie?

Od początku planowaliśmy zrobić materiał, który będzie do pobrania za darmo w sieci. Zaproponowali nam to ludzie z Scion A/V, którzy wyszli z taką ideą, by dać fanom muzykę za darmo a także egzemplarze CD i winylowe, w ramach promocji wydawnictwa w USA. Uznaliśmy to za szalony, ale także dobry pomysł, w kontekście tego, co dzieje się w biznesie muzycznym. Odpowiadając na drugą część pytania – tak, wydajemy własnym sumptem wersję płytową dla naszych fanów. Idea tego wydawnictwa jest dla nas istotna o tle, że możemy w ten sposób podziękować wszystkim wiernym i lojalnym maniakom, którzy nas wspierają. Z tego miejsca musimy też podziękować Scion A/V, że umożliwili nam to wszystko i że potraktowali z szacunkiem nasz zespół.

Kilka słów na temat obrazka zdobiącego „Providence”. Od dłuższego czasu wasze okładki są dość podobne, chodzi mi o pewien klimat, oszczędny, ponury styl, który całkiem nieźle odzwierciedla muzykę…

Po raz kolejny współpracowaliśmy z bardzo utalentowanym gościem – okładkę malował Par Olofsson. Piosenka „Providence” jest o nalotach bombowych w czasie II Wojny Światowej i chcieliśmy mieć kower, który będzie to w jakimś sensie odzwierciedlał. Nie chodziło o dosłowność, ale o coś złowieszczego, niejednoznacznego, co z jednej strony daje poczucie zagrożenia, tego co można czuć podczas nalotu a jednak pozwala też fanom dowolnie ją interpretować. Myślę, że Par odwalił kawał dobrej roboty, wpasowując się w atmosferę naszych nagrań.

Wspomniałeś o „Providence” – o czym traktują pozostałe utwory?

Teksty na ep – ce, podobnie jak na „Majesty and Decay” odnoszą się do wielu różnych pomysłów, wiele z nich opartych jest na prawdziwych historiach, religii, wojnie i człowieczeństwie. Te teksty pokazują bardzo mroczny obraz świata i ludzkości. Mówią o tym, jak nie szanujemy naszej planety i siebie nawzajem. Starałem się, by teksty pasowały klimatem do muzyki, uzupełniały się, jednak każdy numer ma pewną myśl przewodnią, np. bardzo duże znaczenie ma dla mnie stwierdzenie, jak wielką rolę odgrywa nasza przeszłość w teraźniejszości…

Dlaczego zdecydowaliście się na mini album? Może warto było skomponować jeszcze cztery kawałki i nagrać normalny, duży krążek?

Ha, ha… śmieszna sprawa, bo Bob i ja o tym samym niedawno rozmawialiśmy. Wydanie ep-ki było w zasadzie pomysłem Scion A/V. Kiedy przeczytaliśmy o ich pomyśle, natychmiast się zgodziliśmy i zaakceptowaliśmy, chodziło jedynie o to, by to były nowe kawałki a nie jakieś remiksy czy odgrzewane starocie. Zależy nam, żeby nasi fani nigdy nie czuli się oszukani. To jest mini album, ale składa się z samych nowych utworów, w żadnym razie nie jest to muzyka zrobiona na pół gwizdka. W takim wymiarze uznaliśmy, że to ma sens. Traktujemy „Providence” jako taki pomost między „Majesy And Decay” a nową, nadchodzącą płytą. Wydaje mi się, że to wszystko fajnie się do kupy złożyło…

Kiedy słuchałem nowej płyty, przychodziły mi na myśl pewne przymiotniki, które doskonale opisywały te dźwięki. Są to np. smutek, grób, śmierć i ciężar (ok, to nie jest przymiotnik…). Możesz coś do tego zestawu dorzucić?

Ok. – złowrogi, dynamiczny, mroczny, dręczący… tak, to chyba najlepsze słowa…

Immolation – obojętnie czy mówimy o „Providence” czy np. „Unholy Cult”,  nie skupia się na aranżacjach, ale raczej na celebracji dźwięku, wpadaniu w swoisty trans – taki jest sens tej muzyki?

Cóż, bardzo ciężko pracujemy nad konstrukcjami naszych utworów, tak, by osiągnąć odpowiednią dynamikę, ale są w niej także takie momenty, które faktycznie pozwalają wpaść w pewien trans, to jest zamierzone działanie, ukierunkowane na tworzenie specyficznego klimatu, który wydobywany jest za pomocą innych środków niż takie sztywne aranże. Przyznam, że są miejsca, które szczególnie na koncertach idealnie się sprawdzają i widzimy, że ludzie dostają przy nich amoku, co zresztą i nam się udziela. Połączenie siły i intensywności z takim zapętlonym graniem jest w przypadku naszego zespołu szczytowym momentem każdej kompozycji. Jednocześnie staramy się, żeby każdy fragment naszych utworów miał swój własny charakter, żył i sprawdzał się w wielokrotnym użyciu. Wiesz, chodzi o to, że słuchasz jakiejś muzyki np. raz i wiesz już wszystko a nam chodzi o to, żeby za każdym razem usłyszeć coś nowego.

Co będzie się działo w waszym obozie teraz, po wydaniu płyty?

Jesteśmy w trakcie pisania materiału na nową płytę, która ujrzy światło dzienne zapewne koło października. Planujemy kolejne trasy w Ameryce Południowej  i latem w Europie. Nie możemy się już doczekać powrotu na sceny no i momentu, kiedy będzie gotowa nowa płyta.

I na koniec słowo dla maniaków Immolation w Polsce…

Chciałem podziękować wszystkim naszym przyjaciołom w Polsce. Mamy bardzo dużo sygnałów z Polski, wielu fanów i znajomych, którzy nas ciągle wspierają, dlatego zawsze chętnie do was wracamy. Mam nadzieję, że w tym roku znowu się u was zjawimy. Dzięki!

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Arek Lerch