IBLIS – Strzeżcie się sów!

„Strzeżcie się sów!”- rzekł kończąc wywiad Borsuk… Nie, nie jestem chory psychicznie i nie zapomniałem zaaplikować sobie codziennej dawki kolorowych pigułek. Próbuję tylko napisać wstęp do wywiadu z formacją Iblis. Zespół za sprawą swojego debiutu stał się w moim odczuciu jednym z bardziej obiecujących bandów na polskiej scenie. Dlatego też postanowiłem dowiedzieć się kilku kwestii dotyczących „Menthell” u źródła… Zapraszam na wywiad z Iblis! Na moje pytania odpowiadali Borsuk i Zgred…

 

 

 

 

Na początku chciałbym zapytać Was o listę substancji chemicznych, zażywanych podczas tworzenia „Menthell”? Nie powiecie mi chyba, że album przenoszący słuchacza w swoiste, odmienne stany świadomości powstał zupełnie „na sucho”?

BORSUK: Cześć! Nie jesteś pierwszą osobą, która o to pyta. Muszę Cię rozczarować, ale w studio nie było żadnych używek. Nawet alkoholu. Niestety. Wszelkie magiczne substancje nie gryzą się dobrze z metronomem. W sumie wystarczyła nam obecność Traktora, on swoją osobą wtłacza nam do głowy wystarczające ilości substancji halucynogennych.

ZGRED: Witam. Owszem, powiemy… Nie wiem, jak reszta zespołu, ale ja osobiście nie wprowadzałem do swojego organizmu żadnych substancji psychoaktywnych. Wszystkie linie wokalne, jakie możesz usłyszeć na „Menthell” zostały nagrane bez użycia jakichkolwiek „wspomagaczy”. Nasze cztery umysły są do tego stopnia wypaczone, że możemy tworzyć chore rzeczy na trzeźwo. Niewykluczone, że kiedyś dokonamy eksperymentu i sprawdzimy, do czego jesteśmy zdolni tworząc muzykę „na haju”. To może być ciekawe doświadczenie.

Wchodząc do studia mieliście w pełni przygotowany materiał czy podczas sesji sprawy lekko wymknęły się spod kontroli i postanowiliście zgotować słuchaczom piekło?

B: W zasadzie trzon materiału był gotowy. Natomiast w kilku kwestiach pozwoliliśmy sobie poszaleć i poimprowizować. Nie ma co trzymać się kurczowo sztywnych zasad, więc od początku woleliśmy zostawić sobie trochę powietrza. Jeśli okazało się to piekłem dla słuchaczy, to prawie nam przykro.

Z: Tak się zdarza. Krótka chwila braku kontroli nad sobą i wychodzą śmieszne rzeczy.

Muszę Was bardzo pochwalić za brzmienie „Menthell”. Szczególnie zapadają w pamięć partie basu i bębnów… Jak długo pracowaliście nad tym, by uzyskać takie właśnie mocne, chaotyczne a jednocześnie selektywne i brudne brzmienie?

B: Za dopracowaniem tego brzmienia stał Dominik Burzym ze studia 67. Gość jest profesjonalistą i doskonale się z nim dogadaliśmy. Zależało nam na czystym i klarownym brzmieniu i chamskim, klangującym i wybijającym się ponad gitary basem (zawsze uważałem ten instrument za zajebiście niedoceniany mimo, że jestem gitarzystą), a Dominik szybko załapał o co chodzi i znacząco wpłynął na rozwój tej wizji. Myślę, że bez niego ten album brzmiałby biednie.

Sami nazywacie swoją muzykę „avantgarde post black metal”… czyli mamy rozumieć, że Iblis to nadal black, okrutnie pojechany, ale jednak black?

B: To jest ciężkie pytanie, bo sami do końca nie wiemy, co gramy. Etykieta avant-black sama się do nas przyczepiła i chyba już jej nie oderwiemy tak łatwo. Owszem, zawsze inspirowaliśmy się black metalem. Na początku zespołu nawet chcieliśmy go grać, ale w tym momencie to jest tylko jedna z inspiracji i jakieś tam fundamenty pod Iblis. A szufladka? Nie jest taka zła, słyszałem gorsze.

Jak do tej pory ukazało się kilka recenzji „Menthell” i chyba nie macie na co narzekać – wygląda na to, że materiał zostanie przyjęty lepiej niż dobrze… Jakie znaczenie ma dla Was ocena Waszej twórczości przez krytyków i słuchaczy?

Strzeżcie się sów!

Strzeżcie się sów!

B: Dobre recenzje doceniamy z tego względu, że dzięki nim może ktoś się nami zainteresuje, ściągnie i może nawet kupi płytę. Ja osobiście wolę wyłapywać każdą, konstruktywną krytykę.

Z: Otóż to. Każda konstruktywna krytyka jest potrzebna, bo wtedy dostajemy informacje, jakie błędy popełniliśmy i czego powinniśmy wystrzegać się w przyszłości.

Materiał został wydany sumptem D.T.M. Productions, małej undergroundowej stajni z Anglii. Tradycyjnie i do bólu standardowo zapytam, dlaczego akurat D.T.M. zajęli się wydaniem „Menthell”? Nie boicie się problemów z dostępnością albumu na rynku polskim?

Z:Wybór D.T.M. Productions był podyktowany czasem, jaki upłynął od nagrania materiału na album. Jakoś nikt nie kwapił się wydać nasz debiut, więc postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Ponieważ koresponduję od czasu do czasu z Jamesem i cenię sobie jego dokonania muzyczne, temat jego działalności wydawniczej był nam znany. Uznaliśmy, że forma, w jakiej James udostępnia muzykę którą wydaje, będzie dla nas idealna. Dzięki temu, że album jest również dostępny za darmo w formie mp3, znacznie więcej ludzi ma okazję się z nim zapoznać. O dostępność „Menthell” w Polsce dbamy my, Mythrone oraz kilka zaprzyjaźnionych portali i labeli. Wersja darmowa jest dostępna na stronie D.T.M. a także w każdym większym serwisie z torrentami, na blogach i w kilku innych miejscach. Każdy, kto chce nas posłuchać, nie natrudzi się zanadto, żeby zdobyć muzykę. Jeśli zaś chodzi o nasze DIGI-CD, to już w kilku miejscach w Polsce jesteśmy dostępni a wkrótce tych miejsc przybędzie.  Zaraza się rozprzestrzenia.

Nie miałem do tej pory (niestety) okazji zobaczyć Iblis na żywo i zastanawiam się nad tym jak udaje się Wam przenieść na scenę tę schizofreniczną atmosferę jaka emanuje z płyty? Lubicie grać na żywo?

B: Kiedyś słyszałem, że na scenie wyglądamy jak banda nerdów, dodaj sobie do tego naszą muzykę i masz pełny obraz. Osobiście uwielbiam grać na żywo i to  mnie napędza. Mogę tylko zdradzić, że planujemy jakieś małe wizuale, ale jeszcze nie wiadomo, kiedy je skończymy.

Z: Jak nam się udaje? Przed koncertem zawsze noszę w kieszeniach spodni listki Alprazolamu, Trittico i kilku innych specyfików. Jak sobie to wszystko łyknę, to pewnie szybko odlecę w objęcia Morfeusza, ale wcześniej popływam sobie w sadzawce i poocieram się o lilie wodne. Ważne tylko, żeby nie polecieć w dół zanim skończymy sztukę, bo wtedy jest lipa. Ale po gigu to już mogę spać z rybami.

Wydanie debiutanckiego albumu to doskonały powód, by zagrać kilka koncertów, macie jakieś plany co do koncertowej promocji „Menthell”?

B: Na razie bez szału. Jest w planach kilka koncertów tu i tam, na pewno coś się jeszcze trafi w najbliższej przyszłości.

Od zawsze zwracam uwagę na oprawę graficzną albumów; w przypadku „Menthell” powiedzieć muszę, że grafiki i okładka robią wrażenie! Stworzenie layoutu bardzo nasyconego kolorami to taka kontra, podkreślenie tego, że czujecie się zespołem awangardowym?

Z: Nie. Kolorki obrazują bogactwo schorzeń psychicznych Traktora.

B: Tak jak mówiłem wcześniej, nie wiem, czy w ogóle zasługujemy na miano zespołu awangardowego. Kolorowa okładka odzwierciedla naszą pokręconą muzykę. Nie przepadamy za metalową i pseudosrogą stylistyką, więc dla nas to było naturalne. Chyba nie wyobrażasz sobie na okładce Baphometa i odwróconych krzyży?

Skąd przyszła do Was chęć zmiany swojego spojrzenia na muzykę? Gdy sięgnąłem po Wasze materiały demo, nieźle  się zdziwiłem, bo nie mają one wiele wspólnego z mentalnym piekłem…

B: Na pewno pomogła lekka rotacja składu, wpuściło to więcej powietrza do naszej muzyki, jednak to, jak brzmimy jest naturalną konsekwencja rozwoju zespołu.

Z: Na etapie „Nuklear Rock’n’roll” byliśmy jeszcze względnie normalnymi ludźmi (śmiech…) Przez lata nabawiliśmy się kilku zabawnych fobii i chorób. Np. Traktor boi się klamek. Na szczęście, tam, gdzie teraz się znajduje ma z nimi spokój.

Dzięki za poświęcony/sprofanowany (niepotrzebne skreślić) czas! Ostatnie słowo tradycyjnie zostawiam Wam!

B: Strzeżcie się sów!

Z: Sowy nie są tym czym się wydają.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Autorem dwóch pierwszych zdjęć zespołu jest Piotr Dzik