HIDDEN WORLD – nie obrastać w piórka

Hardcore przeszedł przez okres buntu, fascynacji Ameryką, nowojorskim metalem, szwedzkim death metalem, bułgarskim… eee, tu już się zagalopowałem. W każdym razie wiele przeszedł, zaangażował się w mniej lub bardziej sensowne kolaboracje i dzisiaj wydaje się być ponad wszystko,  o czym świadczą świetne, wyważone produkcje zespołów takich jak Hidden World. Band świadomie testujący swoje możliwości, które możemy bez zmęczenia wypróbować na kolejnych singlach, stawiający raczej na emocjonalną głębię i rockowy drive niż płytkie wkurwienie i chaotyczne poszukiwania. Z okazji wydania przez Antenę Krzyku zbioru dotychczasowych, singlowych dokonań na srebrnej płycie, postanowiliśmy przyjrzeć się grupie bliżej a przewodnikiem będzie wokalista Michał Matraszek.

Najpierw ustalmy jedno – czym dzisiaj jest dla Was hard core? Przyznam, że powoli się gubię. Klasyczna formuła została wyczerpana, ludzie nauczyli się grać, mają zajebisty sprzęt, czy zatem jest tu jeszcze miejsce dla ideałów? Ideologii?

Dla mnie hardcore jest pojęciem wciąż bliskim pojęciu punk a więc wciąż jest czymś więcej niż tylko muzyką. Nie chciałbym w tym miejscu tworzyć jakichś definicji bo zapewne nie ma jednej obowiązującej, ale mówiąc ogólnie dla mnie hardcore to swego rodzaju postawa, stosunek do ludzi i otaczającego świata, zakładająca pewną niezależność, świadomość, otwartość i aktywność. Ale także jest to postawa niezgody, sprzeciwu i braku akceptacji dla zjawisk, które powodują czyjeś wykluczenie, dyskryminację, cierpienie. Ale jest to moja wizja tego czym jest hardcore. Jeśli dla kogoś jest to tylko muzyka, koncerty i płyty, jest to jego sprawa i absolutnie nie mam zamiaru nikogo umoralniać.

Pytam dlatego, bo obserwuję straszną „profesjonalizację” sceny. Oczywiście, nie chodzi mi o to, że ktoś umie grać, ale raczej to, że ze sceny zrobił się też biznes. Nie chcę wymieniać takich czy innych zespołów, bo nie chodzi o robienie kwasu, ale jednak ta dzikość gdzieś się ulotniła…

Wczoraj byłem na koncercie Mind Trap, Government Flu i Heatseeker na Przychodni i obok dużych, muzycznych umiejętności powyższych kapel było też coś więcej… Czułem się jak na klasycznym, hardcore’owym koncercie, na których bywałem przez te wszystkie lata. Dużo znajomych, swojska atmosfera, mała, ciemna sala, sing alongi, zabawa, bilety za 15 zł. I takich koncertów nadal odbywa się wiele. Zespoły nadal jeżdżą po Polsce i Europie czasem po to, żeby zagrać dla 20 osób. Są także koncerty, które są bardzo profesjonalne, przychodzą na nie setki osób, zespoły sprzedają mnóstwo merchu i… Chyba nie ma w tym nic złego. Zarówno jedne jak i drugie koncerty mają swoje wady i zalety. Ja lubię bywać na jednych jak i drugich. Lubię też grać w małych salkach na squotach jak i w klubach gdzie jest duża scena i świetne nagłośnienie. Nie chcę wprowadzać jakiejś gradacji, nie chciałbym oceniać, które koncerty są lepsze, bardziej prawdziwe. To są po prostu różne imprezy, które dają Ci różne przeżycia estetyczne, emocjonalne itd.

nie obrastać w piórka

nie obrastać w piórka

Jasne, chodzi bardziej o to, czy hardcore, tak jak powiedzmy 20 lat temu, jest w stanie dzisiaj rozwalić punkt widzenia „od środka”…

Cóż, musielibyśmy chyba spytać o to kogoś, kto dopiero zaczyna słuchać tej muzyki, chodzić na koncerty, czytać ziny. Bardzo bym sobie życzył, żeby ta muzyka nadal miała taką moc i żeby zespoły miały coś do zaoferowania także w aspekcie intelektualnym. Pytanie, czy ludzie są tym zainteresowani? Z tym chyba bywa różnie.

Czasami staje się to całkiem fajną, ale modą. Hipster hardcore rządzi, zresztą, przecież i Hidden World określa się tu i ówdzie hipsterami…

Cóż, mam wrażenie, że obecnie jest większa moda na black metal niż hardcore, co widać chociażby po line-up’ach letnich festiwali. Hidden World hipsterami? Zastanawiam się, skąd takie określenie? Wiesz coś na ten temat? Jakie warunki trzeba spełniać, żeby zasłużyć na miano hipstera?

Trudno powiedzieć, ale może chodzi o formę i domieszkę rock’n’rolla z jednej strony i emo z drugiej? Na pewno o to, że robicie coś odbiegającego od przeciętnej. A skoro przy tym jesteśmy – CO GRA HIDDEN WORLD?

Coś odbiegającego od przeciętnej? Dzięki, to bardzo miłe! Co gra Hidden World? Cóż, muzyka, którą gramy jest niewątpliwie wypadkową naszych, bardzo różnych muzycznych fascynacji, ale gdybym miał użyć konkretnych etykietek to pewnie powiedziałbym, że gramy posthardcore czy alternatywny rock… Coś w ten deseń.

W dużej mierze utożsamiani jesteście ze sceną hc. Pojawia się zatem pytanie – czy można Was traktować jako pomost łączący alternatywę z hardcorem?

Rzeczywiście, czasem pojawiają się zespoły, które pełnią taką rolę i funkcjonują na różnych scenach. Ale czy my jesteśmy takim zespołem? Chyba za wcześnie, żeby o tym mówić.

Można zauważyć, że istnieje obecnie coś w rodzaju „popularności” Hidden World. Jesteście zapraszani na koncerty, były single, teraz jeszcze zebrane na kompakcie, dużo się dzieje. Twoim zdaniem – za dużo, czy za mało? Jest jakiś złoty środek czegoś co można nazwać popularnością?

Nie ukrywam, że jestem zadowolony z tego co obecnie dzieje się w związku z Hidden World. Dla mnie esencją grania w zespole jest nagrywanie i granie koncertów a to zespół Hidden World robi. Czy jest tego za dużo czy też za mało? Jest tego chyba tyle na ile pozwala nam nasze życie prywatne i zawodowe oraz tyle na ile zapracujemy. Co do złotego środka… chyba każdy ma swój. To dość indywidualna kwestia. Grunt to nie obrosnąć w piórka i nie gwiazdorzyć. To jest mój złoty środek.

HW singles

HIDDEN WORLD Singles (Antena Krzyku)  Deszczowa aura na okładce zbioru singli Hidden World zdaje się delikatnie sugerować klimat, z jakim będziemy mieli do czynienia. I faktycznie, pewna doza melancholii w nagraniach kwartetu jest obecna, jednak jedynie jako smakowity dodatek, przyprawa solidnych, gitarowych kompozycji a nie ich kręgosłup. Ten ostatni zespół ma dość giętki, dlatego potrafi zgrabnie umykać szufladkom. Bo z jednej strony nie mamy wątpliwości, że obcujemy z hc/punkowym fundamentem, jednak wrzucenie Hidden World do takiego wora – choćby przez pryzmat koncertowy – byłoby chyba dość krzywdzące. W wywiadzie padają takie określenia jak alternatywny rock i hipsterka, dlatego pozwólcie, że będziemy się ich trzymać. Materiał pochodzi z różnych singli, ale brzmi całkiem spójnie; dominują średnie i wolne tempa, skoncentrowane na wyciskaniu z gitarowej przędzy samego dobra. Robota Grzegorza zasługuje na uznanie, bo unika on typowo prowadzonego riffu, bawiąc się brzmieniami – doskonale wypada to chociażby w „Day Full of Useless Words”, zresztą, jednym z tych utworów, do których bez problemu mogę doczepić przedrostek „post”. Poza rzeczonymi postami, mamy do czynienia z dużym nasyceniem rock’n’rolowym vibem („Vows”) i lekko wyczuwalnym posmakiem szwedzkiej szkoły, która sprowadziła hardcore do poziomu rockowego środka. Hiddeni spokojnie rozgrywają swoje kawałki, czasami ożywiając się jak w świetnie zaaranżowanym, niemal hiciarskim „Nothing More, Nothing Less”, choć potrafią też przyłożyć ostrzej walcowatym, okraszonym w części bardzo agresywnym wokalem (screamo?) „You Didn’t Get a Chance”. W odróżnieniu od wielu wykonawców hardcore, Hidden World nigdzie się nie spieszy, solidnie akcentuje poszczególne tematy, zgrabnie łącząc rozedrgane riffy z pięknie pulsującą sekcją. W sumie, wcale mnie to nie dziwi, bo muzycy zespołu na niejednej scenie już się pokazywali. Nabrane doświadczenie pozwala im delektować się dźwiękiem, bez zbytniego odlatywania, ale też bez banalizowania muzyki. Właśnie owa wielowymiarowość powoduje, że zespół jedną nogą tkwi na scenie alternatywnego, szeroko pojętego rocka, oferując coś więcej niż tradycyjny, płaski łomot. 

A gdzie jest granica? Komu odmówicie? TVP? Czego nie przekroczycie?

Na pewno nie zagralibyśmy na jakimś wiecu partii politycznej, imprezie o charakterze religijnym albo koncercie organizowanym przez osoby/firmę/agencję, co do których mielibyśmy jakieś zastrzeżenia natury etycznej…TVP? Nie spodziewałbym się propozycji z ich strony, ale jeśli jakimś cudem zaproponowano by nam współpracę przy jakimś projekcie to oczekiwałbym, że będzie on prezentował sensowny poziom kulturalny i artystyczny.

Ale nie wydajecie się być też zespołem „ideologicznym”. Czytając teksty widzę, że poruszacie się bardziej w sferze emocji, zagubienia człowieka. Nie ma walki z tzw. „wiatrakami”. Czy jest jednak coś, co spaja wasz przekaz? Jakiś środek ciężkości?

Masz rację, nie jesteśmy zespołem ideologicznym. Każdy z nas ma dosyć wyraźne (i czasem różne) poglądy na kwestie polityczne, społeczne, światopoglądowe itd., ale to nie one są głównym tematem naszych tekstów. Przekaz spajają nasze doświadczenia, nasze pragnienia, emocje, problemy z jakimi się zmagamy i cele do jakich dążymy.

Czy za tymi tekstami kryją się jakieś konkretne historie, wydarzenia, które Was dotknęły, czy to abstrakcyjny zapis emocji?

Za każdym tekstem, który napisałem, kryje się konkretna historia, osoba, która zaistniała w moim życiu czy doświadczenia emocjonalne. Jednocześnie z licznych rozmów z chłopakami z zespołu, znajomymi, przyjaciółmi, wiem, że nie piszę o niczym wyjątkowym. Piszę o rzeczach, które są nieodłącznym elementem ludzkiego życia.

Hidden World jawi mi się jako zespół bardzo dosadnie określony wizualnie i konceptualnie. Grafiki, kolejne single itp. Czy taka formuła jest wynikiem zaplanowanego działania, czy tempo pracy wymusza wydawanie singli? Zamierzacie kontynuować taki styl?

Muszę przyznać, że singiel to jeden z moich ulubionych formatów muzycznych. Często oddaje esencję tego co tworzy zespół, nie nudzi, czasem pozostawia niedosyt i budzi ciekawość. To, że nagraliśmy najpierw dwa single wydaje mi się być dosyć logiczne. W ten sposób zespół nie zarzuca słuchacza od razu dziesięcioma utworami, które mogą zlać się w jedną całość, ale powoli, stopniowo pokazuje mu co ma do zaoferowania i w jaką stronę zmierza. To także daje czas na okrzepnięcie i na wypracowanie własnego brzmienia. Dopiero po wydaniu tych dwóch singli czuję, że jesteśmy gotowi na zmierzenie się z płytą. Co do warstwy graficznej, zajmuje się nią Dawid (bębny), któremu w tej kwestii ufamy bezgranicznie. Dawid oczywiście konsultuje z nami swoje pomysły i projekty, ale nie zdarzyło się jeszcze, żebyśmy mieli jakieś zastrzeżenia. Myślę, że warstwa graficzna dobrze komponuje się z warstwą muzyczną i tekstową. Razem tworzą spójną całość.Band2

Czyli jesteśmy w punkcie, w którym Hidden World ma na koncie dwa single, niezłą pozycję, jest ukształtowany i… co dalej?

Zespół ma do zagrania jeszcze kilka koncertów do wakacji, w międzyczasie pojawi się jeszcze jedno video a potem… Potem wejdziemy do sali prób i zaczniemy robić kawałki na płytę.

Dzięki za rozmowę – jeśli chcesz jeszcze coś przekazać od siebie i zespołu, o co np. zapomniałem Cię zapytać – to jest ten moment…

Cóż, zapraszam na nasze koncerty, na nasz profil bandcamp, oraz gorąco polecam zapoznanie się z wydawnictwami Anteny Krzyku, czyli naszej wytwórni. Mnóstwo świetnych kapel. Do zobaczenia na koncertach!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Paweł Matwiejczuk (foto koncertowe)