HELL UNITED – moc obscure commando…

Na froncie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, patrząc na death metalowców z Hell United. Po lekkiej obsuwie, spowodowanej przez upadek macierzystej wytwórni, zespół powraca z nowym, choć zarejestrowanym już jakiś czas temu materiałem „Abhorrence Majesty”, sygnalizującym nadal wysoką formę i dodatkowo informuje nas, że gotowy jest już następca „HornoKracy”, pierwszego, pełnometrażowego dzieła w karierze zespołu. Sądząc, po wspomnianym mini-albumie, szykuje się uczta dla fanatyków bezkompromisowych, odartych z komercyjnego blichtru dźwięków. Death metal nadal w siodle…


Zanim przejdziemy do kwestii czysto muzycznych, kilka spraw związanych z poprzednim materiałem. Udało się w pełni wykorzystać jego potencjał?

Witaj, Arek! Heh, wydaje mi się, że pomimo zajebistej roboty, jaką zrobiła dla nas Lilith, HornoKracy nie dotarło we wszystkie zakątki świata. Można mieć żal czy niedosyt, ale w gruncie rzeczy był to debiut i jak na debiut sporo zamieszał. Co nas, jako twórców niezmiernie cieszy. Myślę, że swoją rolę spełnił.

Czy na dzień dzisiejszy macie poczucie, że można byłoby coś w nim zmienić?

Wiesz, zawsze jest tak, że po nagraniu ścieżek poszczególnych instrumentów zaczynają Cię irytować drobiazgi, które z czasem przekształcają się w depresję maniakalną. A wyobraź sobie, co się dzieje po kilku latach obcowania z całym materiałem… Poważnie to oczywiście jest kilka rzeczy, które osobiście bym zmienił,  ale pozwól, że tę kwestię przemilczę. Na dobrą sprawę  nienaturalne byłoby, gdybyśmy z obecnego pułapu naszych umiejętności i doświadczeń nie chcieli czegoś zmodyfikować, czy zaaranżować nieco inaczej. Niemniej, HornoKracy jest wytworem naszej chorej wyobraźni sprzed kilku lat i jako takie musi być akceptowane. Amen.

Przez jakiś czas byliście w fajnej stajni z Cieszyna Lilith Productions. Jak oceniacie jej działalność  i kwestie promocyjne?

To był dobry okres dla Hell United i wspominam go z nutą nostalgii  – Mariusz robił zajebistą robotę, i nie szczędził sił ani środków w drodze do celu. Jego profesjonalizm i poświęcenie przez ten niedługi czas działalności dały się chyba odczuć wszystkim tym, którzy się zetknęli z Lilith. Przynajmniej do czasu, aż nie zakończyła swego istnienia…

Dlaczego Lilith w końcu padła? Moje pytanie jest o tyle istotne, że osobiście znałem szefa tej wytwórni i wiem, że był mocno zaangażowany w swoje dzieło. Do dzisiaj noszę niezłe koszulki jakie robił swoim zespołom…

moc obscure commando...
moc obscure commando…

Wiesz, ja też znałem szefa Lilith osobiście i znałem jego szczery zapał do swojej pracy, której owoce można do dziś dnia podziwiać i tym bardziej jestem – byłem  zaskoczony takim obrotem sprawy. Po prostu nie ma gościa i trzeba uszanować jego decyzję o swoistym samobójstwie. Wiesz, może kiedyś powróci i się dowiemy więcej. Niemniej pytanie skierowałeś pod niewłaściwy adres, gdyż sam chciałbym znać odpowiedź, ha, ha, ha…

Wasz nowy materiał był nagrany już w 2009 roku, jednak dopiero teraz doczekał się konkretnego wydania. Dlaczego tak długo to trwało?

Heh, złożyło się na to klika czynników, które łącznie spowodowały taką obsuwę. Przede wszystkim na początku planowaliśmy wydać ten materiał w formie splitu. Mieliśmy kilka propozycji, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i dlatego zdecydowaliśmy się na MCD. W związku z tym poszukiwania musieliśmy zacząć praktycznie od początku, ale na szczęście w końcu udało nam się dojść do porozumienia z Butchered Rec., a owoc tej współpracy jest już dostępny.

W zasadzie kontynuujecie na nim waszą misję – brutalnie, szybko i raczej mocno bezkompromisowo. Czy Waszym zdaniem te kawałki różni coś od materiału zawartego na „HornoKracy”?

Z pewnością nieunikniony progres… przez ten czas, który dzieli oba nagrania rozwijaliśmy się jako twórcy i jako ludzie, co ma swoje odbicie w muzyce. Jak już wspomniałem wcześniej, każdy nagrany materiał jest obrazem stanu świadomości i możliwości jego twórców, dlatego na pewno „Abhorrence Majesty” wydaje mi się nieco dojrzalsze. Ale oczywiście poruszamy się cały czas w tym samym kierunku, czyli jak to ładnie nazwałeś – gramy brutalnie, szybko i raczej bezkompromisowo.

Wielu znawców tematu podkreśla kunszt gitarzystów Hell United. Jak się czujecie słysząc te wszystkie pochwalne peany?

Tego typu komplementy mile łechcą naszą próżność, jednak zdajemy sobie sprawę, że przed nami jest jeszcze naprawdę dużo do zrobienia…

Bardzo charakterystycznym momentem Waszego mini jest kawałek „Whorship Me” z wolną pierwszą częścią, upiornie kojarzącą się z Immolation. Zresztą ta nazwa często w przypadku waszego zespołu się powtarza. Komplement czy raczej macie zupełnie inne inspiracje?

Hmmm, raczej odbieram to jako komplement. Osobiście jestem wielkim fanem tej bandy i nie mogę wypierać się pewnych pierwiastków inspiracji. Oczywiście reszta chłopaków dba o to, aby tych pierwiastków nie było za dużo. Nasza wizja muzyki pozwala na czerpanie z dokonań innych zespołów, dzięki nieodłącznej maksymie – „gramy to, czego chcielibyśmy słuchać”, a sposób tworzenia kawałków umożliwia nam bieżące korygowanie kursu, w jakim porusza się powstająca kompozycja. Tak więc w naszej muzyce można doszukać się echa naszych ulubionych wykonawców… w mrocznym sosie naszych własnych pomysłów.

Integralną częścią Hell United są raczej mało wesołe i mocno antyreligijne teksty – możecie streścić Wasz przekaz w jednym zdaniu, które podsumuje tę stronę działalności waszej grupy?

W jednym zdaniu może być problem – zazwyczaj teolodzy potrzebują wielotomowych opracowań, żeby ująć zagadnienia poruszane w naszych tekstach, ha, ha, ha… Ale cóż, spróbuję – nie ma jednego konkretnego przekazu! Wszystko sprowadza się do indywidualnej interpretacji związków wyrazowych, tworzących strukturę tekstu. Liryki są narzędziem mającym za zadanie zachwiać psychiką potencjalnego słuchacza i zasiać w jego głowie ziarna niepewności… Zresztą każdy odbiera tekst przez pryzmat swojej percepcji, więc moje dalsze wyjaśnienia z pewnością nie pomogą…

Hell United zalicza się do mocno konserwatywnej, podziemnej death metalowej sceny. Jak oceniacie to poletko, jakie są plusy i co powinno się zmienić w myśleniu polskiego undergroundu?

Hmmm, poletko ma się całkiem nieźle, jeżeli chodzi o mocne pozycje, które mi ostatnio wpadły w łapki, że wymienię tu chociażby  MasseMord, czy Azatarh. Wiesz, ja cały czas z nostalgią wspominam stare czasy, kiedy było ciężko cokolwiek zdobyć – ziny, koszule, płyty czy nawet informacje. Było trudno, ale była w tym magia. Teraz się wszystko zmienia włącznie z definicją undergroundu. Wydaje mi się, że underground powinien się wspierać i stanowić jedność w walce z obłudą i dewocją, które są teraz mocno popularne.

Wasza płyta ukazała się za sprawą Butchered Rec. Skąd aż takie dalekie poszukiwania? Nikt w Polsce nie był zainteresowany, czy mieliście dość naszego muzycznego biznesu?

W sumie nie było planu – wszystko przeciągało się w czasie, a kontakt z Patrickiem z Butchered Rec. pojawił się dość nieoczekiwanie.  Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że dobrze się stanie, jeżeli nasz materiał zaniepokoi metalowców zza oceanu, he, he, he! I słowo ciałem się stało, że tak powiem.

Krótka forma nowej płytki nasuwa różne domysły – brak weny, brak pomysłów, zapowiedź nowego dużego albumu itp. Jaka jest prawda? Macie już plan na najbliższy rok?

Cóż, mamy już skończony materiał na „dwójkę” i jak wszystko potoczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, to planujemy wejść do studia w okolicach stycznia- lutego aby nagrać pełny album. Na razie powiem, że będzie to 10 kawałków bluźnierstwa i mroku, a roboczy tytuł płyty to „Worship Me”. Taki jest plan.

Co z koncertami – gdzie kiedy i dlaczego można was było, lub będzie można zobaczyć?

Ostatnio musieliśmy zrobić sobie przymusową przerwę w graniu na żywo z przyczyn technicznych, ale na wiosnę, kiedy różne gady wyłażą z ziemi, my także planujemy objawić moc obscure commando!

Ostatnie słowo tradycyjnie należy do Was…

Dzięki za wywiad! A dla wszystkich czytelników mamy komunikat: stay obscure!

Rozmawiał Arek Lerch