HEKTE ZAREN – Lubię być kimś w rodzaju sonicznego terrorysty

Chyba każdy, kto miał okazję odwiedzić w kwietniu jeden z klubów, w którym miała przystanek trasa koncertowa „Choroba Ogień Kwiecień”, zwrócił uwagę na dwa nietypowe (jak na koncert metalowy) projekty, które dzieliły scenę z black metalowcami z Medico Peste oraz Massemord. Jednym z tych projektów jest dziwny, bardzo ekstremalny „twór” Hekte Zaren… Poniżej zapis rozmowy z wokalistką ukrywającą się pod tym pseudonimem. Zapraszam do lektury.

Witaj! Jak wrażenia po trasie koncertowej, podczas której Hekte Zaren supportowało black metalowe hordy? Myślisz, że metalowa jak by nie patrzeć, publika była przygotowana na zdecydowanie inne dźwięki, czyli twórczość Hekte Zaren?

Ponieważ w pierwszym tygodniu trasy byłam chora i nie mogłam nawet normalnie wydobyć głosu podczas mówienia, więc nie szacuję mojego występu zbyt wysoko. Wiem, jakie dźwiękiHZ jestem w stanie z siebie wydobyć, kiedy mam zdrowe gardło, może powinnam była zacząć pić wódkę, zamiast jeść tabletki przeciw grypie. W każdym razie… nie mieszałabym w to wszystko black metalu. Chłopaki zarówno z Massemord, jak i z Medico Peste, nie mówiąc już o Dead Factory, tworzą muzykę, która wybiega daleko poza takie próby klasyfikacji. Ja osobiście uwielbiam to, co robią. Nie wiem, na co była przygotowana publika, nie interesowało mnie to.

Każdy, kto miał okazję widzieć Hekte Zaren podczas koncertów z serii „Choroba Ogień Kwiecień”, nawet jeśli wcześniej nie słyszał Waszej muzyki, był pod wrażeniem mocy Twojego głosu. Jesteś samoukiem czy kształciłaś się wokalnie pod okiem profesjonalistów? Hekte Zaren to twój autorski zespół czy może jest to kolejny projekt, któremu użyczasz głosu? Bliższa jest Ci mroczna muzyka elektroniczna czy black metal?

Hekte Zaren to ja. Ponieważ opuściłam kraj – nie mam stałych muzyków. Współpracuję z muzykami sesyjnymi – w tym przypadku wsparł mnie magik ambientu, nieodzowny, genialny improwizator, czyli Static z Mord’A’Stigmata. Słuchając siebie, staram się wydobyć i „przetłumaczyć” siebie samą na dźwięki. Uczę się śpiewać od żywiołów. Chcę być jak ogień, lub woda… lub jak Piekło. Słucham głównie Black Metalu. Raczej nie lubię ambientu, jestem z natury agresywna, więc Black Metal mnie uspokaja, albo i nie… ale muzyka płytka, uspokajająca, nudna i jednostajna mnie na pewno denerwuje. Co innego Dead Factory – w tym jest głębia, dźwięki docierają do podświadomości i powodują, że czuję się psychicznie aktywna. Jednak Black Metal jest dla mnie najważniejszy. I nie mówię tutaj o muzyce samej w sobie. Dla mnie Black Metal to wszystko co taka muzyka powinna zawierać – teksty i również prywatny styl życia muzyków, co oczywiście rzutuje na efekt końcowy. Ta najgorsza z możliwych, negatywna energia, jednocześnie czystość czerni i głębia w muzyce albo jest, albo jej nie ma. Tyle o Black Metalu.

 Lubię być kimś w rodzaju sonicznego terrorysty

Lubię być kimś w rodzaju sonicznego terrorysty

Jako, że Hekte Zaren nie jest projektem/zespołem szeroko znanym w Polsce, przedstaw proszę Twój dotychczasowy dorobek wydawniczy? Bierzesz udział w tworzeniu muzyki dla Hekte Zaren czy Twoim jedynym instrumentem jest głos?

Nie kontroluję mojego dorobku. Część edycji jest dostępna poprzez T.O.M.B, część przez Okkulth Records/Svartgalgh Records, część przez Zwaertgevegt Records, Serpent Eye Records, część przez Hoarfrost, część przeze mnie. Nawet obecnie nie pamiętam wszystkich wydawnictw. „Udzielałam się” na Medico Peste „Graviora Manent”, Hoarfrost „Puppets of devine coroner” i „Haereticae Pravitatis”, TOMB „Uncovered Ancient Gateways”, „Black Noise I”, oraz ostatni CD, który wyszedł niedawno, ale jeszcze nie jest wszędzie dostępny. Duszę Wypuścił „Wzrok dziki,suknia plugawa”, Sinful Eternity „Only Death is real”, Victorianna „WWI”, było tego sporo, nie pamiętam wszystkiego na ten moment, pewnie jak skończę odpowiadać, przypomnę sobie resztę. Wystarczy pogrzebać na stronie Okkulth Records. Mój głos jest moim głównym instrumentem, ale dźwięki i całą resztę na nagraniach Hekte Zaren prymitywnie wykonuję sama, co zresztą chyba słychać i nie jestem zachwycona efektami, ale nie jestem muzykiem a raczej sonicznym terrorystą.

Hekte Zaren to Twój najważniejszy projekt? Całość tego przedsięwzięcia oparta jest na improwizacji czy może nagrania, które możemy znaleźć choćby na youtube zostały stworzone w ściśle zaplanowany sposób? Muzyka to Twoja jedyna artystyczna pasja?

Improwizuję, gdy mam do przekazania emocje, które moim zdaniem powinny być przeczytane przez zmysły. Owszem, piszę też teksty i piosenki koncepcyjne, które również można znaleźć na YouTube itd. Kiedyś prowadziliśmy również warsztaty poetyckie z pewną grupą w Krakowie, wydaliśmy kilka książek z tekstami. Również malowałam w tym czasie, ale obecnie wolę robić zdjęcia. The Temple Of The Dying Beauty Photography to strona z moimi zdjęciami. Przedstawia świat z mojego punktu widzenia. Mam napisane ok 2 tysięcy nie wydanych tekstów i chyba tak już zostanie. Są dość bluźniercze i negatywne, moja muzyka jest niewystarczająco ekstremalna, bym mogła je użyć w jakiejkolwiek piosence – zwyczajnie nie pasują wg. mnie do tego stylu „muzyki” i nie zależy mi na upublicznianiu ich, po za tym nie mam czasu na grzebanie w przeszłości.

Współpracujesz z zespołami z bardzo różnych muzycznych półek – TOMB, Medico Peste, Ulv, Hoarfrost, Victorianna. Jakie kryteria musi spełnić zespół, który chciałby prosić Cię o wokalne wsparcie? Czy każda z płyt na której usłyszeć można Twój głos Ci się podoba?

Współpracuję też z Sinful Eternity i również z pewnym, ekstremalnym muzykiem, którego imienia nie wymienię, prócz tego, że nazywają go również Black Shaman, a nasz projekt nosi nazwę Hexenwolf i opiera się na naszych wspólnych rytualnych doświadczeniach i jednocześnie woli i pragnieniu, by poprzez łamanie granic między światami uwolnić Demony i Złe Duchy by działały poza własnymi ograniczeniami. Ale to może być prawdą, lub nie. Zależy od odbiorcy. Kryteria… ha, ha. Są pewne kryteria – osoba, która chciałaby współpracować, może być muzykiem Black Metalowym, ambientowym, flamenco, ritual/trance… to nie jest tak istotne jak charakter tego muzyka, emanacja, natura… Muszę mieć kontakt z ta osobą, lub znać jej muzykę, by wiedzieć, czy chcę się zaangażować w to, co robi, czy nie. Nie mogłabym zaśpiewać do muzyki, której nie czuję. Kiedy nagrywałam wokal dla Duszę Wypuścił, HZwykonanie wyglądało jeszcze inaczej i cały zamysł podobał mi się bardzo – nie używałam tego stylu wcześniej. Generalnie kryterium, idąc „na skróty” jest takie : muzyk ma mieć duszę czarną, serce czarne i kochać Piekło, a przynajmniej znać i rozumieć Śmierć.

Jak reagujesz na pojawiające się w metalowych mediach porównania do Diamandy Galas? Jest to dla Ciebie pewnego rodzaju nobilitacja czy dowód na to, że ludzie idą po najmniejszej linii oporu i oryginalnych artystów zawsze szufladkują według najmniejszych nawet podobieństw?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od mojego byłego partnera, że śpiewam jak Diamanda Galas, nie znałam jej muzyki. Potem zaczęłam „grzebać” i po pewnym czasie, byłyśmy w kontakcie To Ona powiedziała mi, że nie powinnam się przejmować, jeśli ludzie nas ze sobą porównują, ponieważ widocznie obie mamy w naturze podobny sposób wyrażania swoich emocji, wizji, siebie. Jednak nie wydaje mi się, byśmy były aż tak podobne. Mam inną barwę głosu i choć obie należymy do silnych charakterów, doświadczonych i hartowanych cierpieniem – nasze ścieżki są dość różne. Lubię jej agresywne wokalizy. Sama czerpię przyjemność z kaleczenia ludzkich uszu i szokowania. Lubię być kimś w rodzaju sonicznego terrorysty. Sama też lubię być terroryzowana dźwiękiem.

Dzięki za rozmowę.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski