HARK – Z brzydoty i piękna

Walia, z której pochodzi Hark ma różne oblicza. Pierwsze piękne. Wspaniała natura, reklamowane bogatym turystom pola golfowe oraz plaże z gigantycznymi falami dla spragnionych adrenaliny surferów. Drugie mniej piękne. Upadający przemysł, bezrobocie, przygnębiające problemy społeczne. Tam właśnie mieszka i tworzy Jimbob Isaac. Przez kilkanaście lat lider Taint, teraz stojący na czele nowej grupy Hark. Jednocześnie utalentowany artysta grafik. W marcu 2014 roku ukazał się zajmujący Crystalline, pierwszy długograj jego zespołu. Oto, co do przekazania miał sam Jimbob.

Hark wydaje się być dość podobnym zespołem do Taint, więc domyślam się, że musiałeś mieć dobry powód, aby rozwiązać jedną kapelę i wystartować z kolejną, lecz podobną. Czemu po prostu nie wydałeś tej płyty jako Taint?

W moim poczuciu Hark jest zespołem podążającym innymi ścieżkami, a także łączącym w sobie nowe doświadczenia i inną artystyczną wrażliwość. Z Taint nie byliśmy już w stanie dać z siebie nic więcej, nic odkrywczego i zaskakującego, więc rozwiązaliśmy zespół. Taint przetrwał siedemnaście długich lat, więc kiedyś musiał nastąpić moment wypalenia i zatoczenia koła. Chris i Alex też mieli już trochę dość. U mnie głód dalszego tworzenia i koncertowania przetrwał, więc znalazłem nowych muzyków, z którymi kontynuuję moją podróż przez krainę dźwięków.

W jakim stopniu fakt, że przez tyle lat grałeś w Taint, wpływa na kształt twórczości Hark?

Zasadniczo nie postrzegam tego jako zupełnie nowy etap, bardziej jako kolejny, oczywisty krok. Dziś na pewno jestem znacznie bardziej świadomym twórcą niż dziesięć czy piętnaście lat temu. Wierzę, że to słychać na „Crystalline”. Ciężkie granie mam we krwi. Biorę gitarę do ręki i właśnie takie dźwięki wypływają ze mnie. To zawsze był w moim przypadku wyjątkowo naturalny proces. W ogóle się nad tym nie zastanawiam, nie analizuję tego, tak po prostu się dzieje.

Z brzydoty i piękna

Z brzydoty i piękna

Kim są goście tworzący z Tobą Hark?

Simon i Nikolai grali wcześniej w Whyteleaf. Mieli okazję supportować kilka razy Taint w 2009 roku. Zrobili na mnie bardzo duże wrażenie i czułem, że mają niesamowity potencjał. Wszyscy pochodzimy z tej samej sceny ze Swansea, więc mamy wiele wspólnego. Nikolai i Simon byli w swoim czasie mocno zafascynowani Taint i zauważyłem, że zainspirowani naszym stylem sami zaczęli tworzyć coś ciekawego. Uznałem, że to niezwykła sytuacja i w odpowiednim czasie zaproponowałem im wspólne granie. Fantastycznie się uzupełniamy. Ja wnoszę elementy przestrzeni i groove’u, a oni wspaniale układają i porządkują te dźwięki w należyte formy.

„Crystalline” skomponowaliście wspólnie?

Tak. Podobnie, jak w przypadku Taint, Hark to także zespół bez głównego kompozytora. Numery robimy razem i to się sprawdza. Oczywiście, pozornie ja jestem liderem, bo gram na gitarze i śpiewam, ale w gruncie rzeczy prawdziwa magia pojawia się tylko w momencie, gdy każdy z nas dokłada coś od siebie, kiedy nasze umysły razem pracują nad kształtem muzyki.

Jak duży wpływ na brzmienie płyty miał Kurt Ballou, który miksował materiał?

Kurt podszedł do miksu w najbardziej organiczny sposób jaki tylko znał. Zależało nam na wrażeniu, że muzyka grana jest autentycznie na żywo. Moim zdaniem Kurt jest obecnie najlepszym specjalistą od nagrywania ciężkiej muzy, a my właśnie potrzebowaliśmy kogoś, kto kapitalnie uchwyci naszą dynamikę i atmosferę naszych numerów. Ścieżki zarejestrowaliśmy w legendarnym studio Monnow Valley w walijskim Rockfield. Tam kiedyś nagrywali Black Sabbath, Queen czy Iggy Pop. Mają tam doskonały pokój do nagrywania bębnów. Nad procesem czuwał Gethin Pearson, który bardzo dużo pomógł nam przede wszystkim przy nagrywaniu wokali.

„Crystalline” charakteryzuje się pełnym, ciepłym, tłustym brzmieniem. Wiele współczesnych płyt brzmi zupełnie inaczej. Celowo chcieliście się wyróżnić?

Nie zależało nam na staromodnym, klasycznym brzmieniu, bo inne kapele robią to dużo lepiej i nie staramy się z nimi konkurować. Akcent postawiliśmy na żywioł, spontaniczność i wybuchowość. Jesteśmy współczesnym zespołem i nie interesuje nas granie retro, bo to już było. Idziemy do przodu, tworząc muzykę, która jest zrównoważoną mieszanką organicznych, hałaśliwych brzmień z nowoczesną klarownością.

Jesteś także autorem okładki. Jakich technik używasz i czy rysujesz tylko dla swoich zespołów?

Zacząłem rysować będąc dzieckiem

Zacząłem rysować będąc dzieckiem

Do rysunków używam ołówka, długopisu i atramentu, a kolory dodaję już na komputerze. Mam jednak plan, aby wkrótce całość tworzyć na papierze. Mam na koncie prace dla takich wspaniałych zespołów jak Neurosis, Clutch czy Orange Goblin. Zacząłem rysować będąc dzieckiem. Potem w wieku szesnastu lat skupiłem się na grafice użytkowej. Dopiero po trzydziestce wróciłem do korzeni i zacząłem ponownie rysować. Przez ostatnie sześć lat jestem mocno aktywny w tej przestrzeni. O dziwo, czym więcej rysuję, tym bardziej zmienia się i ewoluuje mój głos.

Jacy rysownicy i graficy mieli największy wpływ na Twój styl?

Dorastając byłem ogromnym miłośnikiem komiksów i fascynowały mnie okładki heavy metalowych płyt. Na pewno odkrycie twórczości Alfonsa Muchy było dla mnie prawdziwym przełomem. Bardzo go podziwiam i uważam za jednego z najbardziej wpływowych artystów przełomu XIX i XX wieku. Jeśli zaś chodzi o ludzi, których obrazy znalazły się na okładkach płyt to najbardziej poważam: Mackie Osborne (Melvins, Tool), Aarona Turnera (Isis, Jesu, Pelican, Torche), Rogera Deana (Budgie, Yes), HR Gigera (Celtic Frost) i Dereka Riggsa (Iron Maiden).

Heavy metal, stoner, sludge… czy te określenia mają dla Ciebie jakieś znaczenie?

Myślę, że posługujemy się nimi, aby łatwiej poruszać się w świecie muzyki, a przede wszystkim zostały stworzone w celach marketingowych i sprzedażowych. Poza tym tak mało już dziś zespołów, które trzymają się sztywno ram gatunku. Wpływy przeplatają się bez przerwy, a granice między stylami są tylko umowne.

Twoje miasto rodzinne Swansea leży w południowej Walii. Jakie to miejsce?

hark-band2Cytując poetę Dylana Thomasa, Swansea to paskudne, cudowne miasto. Otoczone pięknymi wzgórzami i plażami, aczkolwiek życie tutaj nie jest aż tak oczywiście piękne. Miasto od lat boryka się z problemem bezrobocia. Ludzie są dość mocno wycofani i introwertyczni. Swansea ma duży potencjał i żyje tu wielu ambitnych, kreatywnych, chętnych do działania osób, lecz samorząd to dinozaury niechętnie nastawione do zmian i jakichkolwiek nowoczesnych trendów. Dla rozrywki zostają więc puby, a alkohol leje się w przerażających ilościach. To pociąga za sobą przemoc i społeczną apatię.

Często Walijczycy i Szkoci nie przepadają, kiedy mówi się o nich Brytyjczycy. Jak jest w Twoim przypadku?

Pytasz mnie czy bardziej czuję się Walijczykiem czy Brytyjczykiem? Najbardziej czuję się po prostu człowiekiem, a reszta ma drugorzędne znaczenie.

Co preferujesz: piłka nożna czy rugby, piwo jasne czy ale, fish & chips czy kuchnia indyjska, golf czy surfing?

Zdecydowanie rugby, ale oraz surfing. Jeśli chodzi o żarcie to uwielbiam obie opcje, ale akurat dziś mam ochotę na chińszczyznę.

Rozmawiał Adam Drzewucki

Zdjęcia: archiwum zespołu/Ester Segarra