GUANTANAMO PARTY PROGRAM – Emocje i czyste sumienie

Zapał i żarliwość ludzi ze sceny hardcore/punkowej cenię prawie tak mocno, jak muzykę, jaka z niej dociera, choć nie ze wszystkimi poglądami mi po drodze. Wywiad z Guantanamo Party Program jest więc nie tylko okazją, aby przedstawić świetny zespół i jego najnowszą, bardzo dobrą płytę, ale i zahaczyć o kwestie nie związane bezpośrednio z muzyką. W moim odczuciu rozmowa z wokalistą GPP Darkiem Liboskim to dowód na to, że nawet o kontrowersyjnych aktywnościach można mówić szczerze, ale bez rejtaniady. Zapraszam do przeczytania wywiadu, a jeszcze bardziej – do zapoznania się z „II”.

Mówi się, że pierwsza płyta jest po to, żeby „się wykrzyczeć”. Zakładam, że ten etap przerobiliście w poprzednich kapelach, więc już „I” była wypowiedzią dojrzałą. Czym dla ciebie osobiście jest druga płyta GPP?

Jest konsekwencją pracy jaką odwaliliśmy na przestrzeni ostatnich siedmiu lat działalności zespołu. Wszystkich jego wtop, wpadek i małych sukcesików. Jest dla mnie samego wysoko1 postawioną poprzeczką, którą chciałbym przeskoczyć. Jest kolejnym wielkim krokiem do przodu, do realizacji swoich pasji, planów czy samego siebie.

Jakie wnioski odnośnie własnej muzyki i brzmienia wyciągnęliście z poprzednich wydawnictw?

Dość prozaiczne. Praca, praca i jeszcze raz praca. Tylko w ten sposób można osiągnąć jakiś cel, np. nagranie kolejnej płyty.

Skąd taki akurat pomysł na okładkę?

Kiedyś Maciej Misiewicz zrobił nam plakat na koncert w Warszawie. Był tak niesamowity, że musieliśmy zapytać go o współpracę. Ku naszemu zadowoleniu zgodził się bez wahania. Pomysł był całkowicie jego, miał wolna rękę i wskazówki w postaci naszych tekstów i paru prostych uwag. To w zasadzie była jedna z pierwszych propozycji i od razu zwaliła nas z nóg! Niesamowita głębia i jakiś taki niepokój ukryty w tych zdjęciach wpasował się idealnie w naszą muzykę i teksty.

W muzyce GPP podoba mi się ta crustowa surowość i brak rozmydlania kawałów wleczonymi w nieskończoność postrockowymi melodyjkami. Świadomie uciekacie od czystych wokali, elektronicznych bajerów i semiakustyków?

Obawiam się, że odpowiedź będzie bardziej prozaiczna – śpiewać czysto nie umiem, a nawet jakbym umiał, to nie bardzo wyobrażam sobie, w których momentach w tych kawałkach miałbym to robić. Co do elektronicznych bajerów – od dawna powtarzamy, że używamy tradycyjnego instrumentarium i przy jego użyciu chcemy robić muzykę. Elektronika na tą chwilę, na ten moment nie jest nam do niczego potrzebna. Ale życie uczy – nigdy nie mów nigdy!

Nie macie czasem poczucia, że taka przepełniona metaforami poetyka tekstów nie rozwadnia trochę przekazu? Niekoniecznie przeciwstawiałbym im od razu prostolinijność w stylu Homomilitia czy Guernica Y Luno, ale jednak wasze teksty są dość hermetyczne, przynajmniej ja to tak odbieram…

Darek: Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem hermetyczne. Nie piszemy tekstów zastanawiając się jaką metaforę w nich schować i jak je skleić, by miały takie czy inne przesłanie. W zasadzie to one powstają na długo przed muzyką. One też są pewną formą ekspresji, jak np. muzyka właśnie. Myślę, że można o nich powiedzieć, że są wierszami. To jest po prostu przelanie na papier naszych przemyśleń, odczuć, doświadczeń, strachu, żalu, niezgody, całej gamy różnych emocji.

2Niezależnie od waszych zapatrywań na taką szufladkę jak „postmetal”, możemy się chyba zgodzić, że muzycznie gdzieś tam się do niej łapiecie, chociaż wasze korzenie tkwią znacznie głębiej niż w debiucie Isis, co słychać. W dużym uproszczeniu: w Polsce jest Blindead, jest Tides From Nebula, jest Echoes Of Yul i jesteście wy – i każda z tych kapel gra inaczej. Widzicie gdzieś kapele pokrewne temu, co robicie w GPP?

W sumie to nie wiem. Prawdę mówiąc My jako GPP czerpiemy inspiracje z tak ogromnej masy różnych rzeczy, że nie wiem czy są zespoły podobne do nas, czy my jesteśmy podobni do kogoś. Nie myślę o tym. Nie kalkulujemy czy coś jest takie, a nie inne, żeby się wpasować w daną niszę bądź modę. Nasze zapatrywania na szufladkę post metal wynikały stąd, że bliżej nam do całej masy zespołów screamo, noise czy hardcore/punk niż metal i sądzę, że tą płytą to w jakiś sposób pokazaliśmy. Ale powtórzę też to co już kiedyś powiedziałem na temat szufladek. Jest mi to kompletnie obojętne do jakiej szufladki wkładają nas ludzie. Cieszy mnie, jeśli komuś się to podoba, a jeśli postawi nas na półce obok Blindead, Tides From Nebula, czy Echoes Of Yul, to odpowiem ci, że się cieszę z bycia w tym gronie, bo jest zacne.

Wersja CD „II” ukazała się nakładem wytwórni Chaos W Mojej Głowie, winyl wydała Caramba. Czy w dobie powszechnej zgrzewki na kolekcjonowanie płyt analogowych wypuszczanie nawet limitowanego nakładu kompaktów nie jest chybioną inwestycją? Przykładowo Calm The Fire w ogóle zrezygnował z tego formatu, poprzestając na bandcampie i analogach…

Szczerze mówiąc, to może tak się okazać. Nie zmienia to faktu, że sam kupuję kompakty i nie wyobrażam sobie, żeby płyta mojego zespołu nie była na tym nośniku. Udało nam się znaleźć dwóch wydawców, każdy zaproponował warunki, które nam pozwoliły mieć płytę na dwóch różnych fizycznych nośnikach. Wierzę, że nie pożałują współpracy z nami i uda im się odzyskać wyłożone na nas pieniądze.

Jak oceniasz zjawisko kolekcjonerstwa i fetyszyzacji nośnika analogowego? Chodzi mi o skrajne przypadki typu zbieranie płyt w różnych kolorach tęczy, przepłacanie za rary i sztuczne limity nakręcające sprzedaż i rynek wtórny.

Wiesz – co komu do szczęścia potrzebne. Nieciekawym na maksa zjawiskiem jest, jeśli dany zespół czy wydawca specjalnie wypuszcza jakieś czarodziejskie limity z horrendalną ceną. Z drugiej jednak strony, jak nad tym się zastanowić, skoro puszcza limity z taką, a nie inną ceną, to wie, że ktoś to kupi. Skoro kupi, znaczy, że jest popyt. W sumie to chyba dobrze, jeśli zespół, czy niezależny wydawca ma szansę na tym zarobić. Może dzięki temu wyda coś innego? To zjawisko jak i wszystkie inne ma dwie strony medalu jak widać. Mi jest to chyba jednak obojętne.

 emocje i czyste sumienie

emocje i czyste sumienie

We wcześniejszych wywiadach odżegnywaliście się od wpływów black metalu i generalnie tej estetyki. Zapowiadając nowy album podkreślacie, że zawiera on elementy tego gatunku, czy coś się zmieniło w waszym podejściu, trafiliście na zespoły, których muzyka była zastrzykiem inspiracji?

Bardziej wynika to z tego, że faktycznie mieliśmy parę pomysłów blackmetalowych, które gdzieś tam się wplotły w nasze kawałki i wcale nie wynikało to z tego, że zaczęliśmy słuchać black metalu. Po prostu takie pomysły się pojawiły i takie wpletliśmy gdzieś tam fragmentarycznie. Jeśli pojawi się w przyszłości pomysł iście reggae, to nie będzie to wynikało z faktu, że zaczęliśmy tego masowo słuchać, tylko dlatego, że wykorzystanie takiego, czy innego fragmentu kompozycyjnego według nas pasuje idealnie do struktury utworu.

Jak oceniasz zbliżanie się scen metalowej i hc/punkowej, zwłaszcza w kontekście „upunkowienia” black metalu i wszystkich zjawisk od Darkthrone przez Wolves in the Throne Room po Thaw?

Za to kocham właśnie scenę hardcore/punk, że zawsze stara się wychodzić poza jakieś sztywne ramy i schematy. Co myślę? Nie jestem jakimś szczególnym fanem aktualnie, bo na chwilę obecną słucham i szukam raczej spokojnych rzeczy. Ale nie zmienia to faktu, że to ciekawe zjawisko. Może i modne, ale zawsze podczas jakiejś mody na dany gatunek wykruszają się ci słabsi i pozostają tytani.

Chcąc nie chcąc, GPP kojarzone jest z aktywnościami niektórych z was, które to aktywności mają wpływ na koncertowe plany niektórych zespołów black metalowych… Czy twoim prywatnym zdaniem takie działania mają jakiś sens? Jaką wartością dodaną do lepszego świata jest fakt, że jakiś tam zespół nie zagra koncertu?

Zacznijmy od tego, że całe to zamieszanie tak naprawdę nie wyszło od nas, ale my jako zespół wzięliśmy to na swój kark i zapłaciliśmy za to jakąś tam cenę. Począwszy od wpisów kilku cweli na naszym last.fm, po żałosne groźby czy ostracyzm wśród niektórych ludzi ze sceny metalowej, którzy do tej akcji nas np. słuchali czy wspierali. Osobiście powiem ci, że nie wiem, czy takie działania są wartością dodaną i czy czynią świat lepszym, ale sprawiają chociaż, że ja mam czyste sumienie. Nie nazywam nikogo faszystą nie znając go zupełnie i wiedząc, że jawnie tego gówna nie propaguje. Ale mogę uważać kogoś za idiotę tylko dlatego, że dzieli scenę z zespołem jawnie głoszącym to kurestwo. Ja rozumiem, że scena blackmetalowa pławi się w byciu kontrowersyjnym, w takim, a nie innym postrzeganiu świata i takich, a nie innych tekstach, ale wszystko ma swoje granice. Dla wielu muzyka jest muzyką, ale skoro w muzyce, która ma być tylko muzyką jest miejsce dla faszyzujących ścierw, to jest i miejsce na tych, którzy się temu będą starać przeciwstawić. I mogę być lewakiem, kurwą, brudasem czy inną antifą dla tych kilku żałosnych chujków z last.fm, którzy nawet nie mają jaj, żeby powiedzieć mi to w twarz na koncercie, tylko mijają mnie z daleka. Całego zamieszania by nie było. Wystarczyło tylko powiedzieć, że to była pomyłka i odcinamy się od tego gówna. No, ale to widocznie to było za dużo. Dzisiaj jestem absolutnie pewien, że gdyby sytuacja się powtórzyła i podobny zespół miałby się pojawić na imprezie, gdzie stoi nasz sprzęt, albo w jakikolwiek inny sposób przykładamy do niej swoje ręce, to przynajmniej część z nas zareagowałaby tak samo.

Czytując choćby „Pasażera” czy branżowe fora zauważyłem, że bardzo poważnie traktowane są kwestie tego, czy zespół nie gra z zespołem choćby podejrzewanym o nazi-koneksje, czy organizator nie jest „umoczony” itd. Ostatnio pojawiły się również pytania o to, czy wypada grać w klubie, w którym kiedyś grała taka czy inna kapela, tudzież czy nasze płyty mogą leżeć koło płyt ideologicznie niefajnych. Ciekaw jestem czy jako GPP podejmujecie taką weryfikację przed koncertem i gdzie twoim zdaniem jest granica scenowej poprawności politycznej, za którą zaczyna się absurd?

Jasne, że jest to ważne. Z bardzo prostej przyczyny. Zarówno „Pasażer”, którego czytasz jak i my wywodzimy się z jednej sceny hardcore/punk z całym jej dobrodziejstwem inwentarza! Dla nas takie kwestie jak antyfaszyzm, wegetarianizm/weganizm, prawa ludzi czy zwierząt i inne tego typu postawy są częścią naszego życia! W ostatnich latach zatarły się umowne granice sceny hardcore/punk. Ona zaczęła przenikać do metalu, do mainstreamu. Coraz więcej kapel zaczęło odnosić sukcesy nazwijmy to sobie „komercyjne”. Coraz więcej zaczęło być słuchanych przez metalowców, ludzi, którzy raczej słuchają muzyki dla niej samej, nie przedstawiając żadnych poglądów i nie interesując się tym jakie przedstawiają sami muzycy i skąd się wywodzą. Stąd pojawiło się też całe to hasło, że liczy się przede wszystkim muzyka. My jako zespół nie jesteśmy bandem politycznym i nigdy nie będziemy. Ale jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć tego skąd się wywodzimy i co jest dla NAS jako ludzi ważne, to nie jest to mój problem. Ja nigdy nikomu nie będę mówił jak ma żyć i co jest dla kogo dobre, ale niech nikt nie liczy na to, że nie będę żył i funkcjonował przede wszystkim na własnych warunkach i w zgodzie z własnym sumieniem! Nie popadamy w paranoję weryfikując każdego jak STASI czy inne SB, ale jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości to staramy się je rozwiać. Dotyczy to zarówno grania z zespołami „umoczonymi” czy na imprezach sponsorowanych np. przez rzeźnie czy masarnie. Co do klubów – wcale nie dziwi mnie to, że właściciele lokali mają w dupie kto tam gra, bo dla nich liczy się tylko zysk, dzięki, któremu mogą funkcjonować.3

Zauważyłem również, że pewne kręgi bardzo przeżyły występ Kryzysu i Roberta Brylewskiego na „Dniach Pamięci Narodowej”. Dla mnie osobiście jest to niezrozumiałe, co najmniej tak, jakby muzyce czy tekstom ubyło od tego, że dobiła się o konserwatywne bębenki. Czy dostrzegłeś w tej sytuacji coś niestosownego, niesmacznego?

Niestosownego może nie. Ale niesmacznego trochę tak. Z jednej strony im się nie dziwię. To są zawodowi muzycy. Jak dostaną propozycje grania na ślubie to pewnie zagrają, bo z tego żyją, a Brylu pomysłów na siebie już chyba nie ma, więc reaktywuje trupy z szafy. Dla mnie nie jest niesmaczne słowo patriotyzm. Niesmaczne jest granie na imprezie, której organizatorem są takie, a nie inne środowiska, nawet jeśli robią imprezę dla mas, na której nie będzie agitacji politycznej czy ideologicznej w co zresztą nie wierzę. Ten kraj jest moim domem, ale nigdy nie zrozumiem chorób jakie go męczą. Jedna z nich jest właśnie odradzający się skrajny nacjonalizm. Dlatego wielu ludzi związanych z sceną hardcore/punk reaguje histerycznie. Ale załóżmy, że każdy jako dorosły ma swój rozum i niech sam się nim kieruje oceniając co jest dla niego najlepsze.

Czy taki koncert mógłby, twoim zdaniem, stać się jakimś zalążkiem dialogu między dwoma zantagonizowanymi środowiskami? Patrząc na sprawę trzeźwo, jaką praktyczną wartość ma przekaz jeśli trafia wyłącznie do ludzi, którzy i tak podzielają te same wartości co nadawca?

Najpierw pierwsza część pytania. Nie widzę możliwości dialogu. Zresztą czego on miałby dotyczyć? Jak wolnościowiec miałby żyć w zgodzie z kimś, kto te wolności chce mu zabrać narzucając mu z góry jak ma żyć i jakie wartości pielęgnować? Wyobrażasz sobie taki dialog? Bo ja nie. Taki koncert miałby sens w chwilach totalnej zapaści gospodarczej, społecznej, w momentach skrajnie trudnych dla danych społeczności, zagrożonych w jakiś sposób, wojną czy katastrofą. Ale na dłuższą metę kompletnie tego nie widzę. Co do drugiej części pytania. Raczej nie ma żadnej. Jest tylko głosem tych, którzy postrzegają pewne rzeczy tak, a nie inaczej. Z drugiej strony ile jest zespołów z tzw. mainstreamu, które głośno i wyraźnie krzyczą o sprawach ważnych podkreślając je w swoich tekstach czy postawie? Jeden? Dwa?4

Środowisko związane z hardcore/punkiem potrafi wykazać się genialnymi inicjatywami oddolnymi i samoorganizacją na poziomie akcji charytatywnych, benefitów, inicjatyw w ramach samorządu lokalnego, ale wielkiej polityki nie tknie, bo nie wypada. Kręgi, nazwijmy to, „skrajnie patriotyczne” takich oporów nie mają, w końcu ich przedstawiciele trafią do władz centralnych i nie będzie dla nich na tym poziomie żadnej alternatywy. Nie wydaje ci się, że ludzie związani ze sceną nie tylko muzycznie, ale „ideologicznie” sami wpędzają się w pewną pułapkę?

Ja bym powiedział, że wielkiej polityki nie tknie, bo wielka polityka śmierdzi. Nie, że nie wypada. To środowisko wie, że działając lokalnie we własnych społecznościach może zrobić dużo więcej rzeczy dobrych i pozytywnych niż działając globalnie i próbując przekonać masy do swoich pomysłów czy idei. Masy zawsze będą zainteresowane zaspokajaniem podstawowych potrzeb najpierw! Dlatego te środowiska nie wpędzają się w pułapkę wielkiej polityki. Doskonale działają na swoich poletkach realizując siebie i chociaż na moment próbując pokazać swojemu otoczeniu, swojej społeczności, że można inaczej, że można wiele. Kręgi „skrajnie patriotyczne” jak to nazwałeś pchają się tam, bo tylko w ten sposób mogą zdobyć władzę, której pragną. Władzę dzięki której będą mogli wskazywać palcem, kto jest przeciwko nim, kto nie żyje tak jak chcą, kogo wobec tego należy zwalczać i jakimi sposobami. Oczywiście jest to wielkie uogólnienie dla wciąż – licznego coraz bardziej, ale jednak – marginesu. Ale nie zmienia to faktu, że w prostych słowach tak to wygląda.

Dziękuję za wywiad, ostatnie słowo pozostawiam Tobie.

Bardzo dziękuję za zainteresowanie GPP i pytania, na które odpowiedzi może wyprostują kilka rzeczy. Jeśli nie – powtórzę się – i tak konsekwentnie idziemy swoją ścieżką. Pozdrawiam Serdecznie!

Rozmawiał Bartosz Cieślak