GRIDLINK – zamknięty rozdział

Podstawą ruchu we współczesnym, szybkim świecie, jest umiejętność skupienia na sobie uwagi. Choćby na chwileczkę. W XXI wieku zostaliśmy zasypani informacjami, wydarzeniami i przedmiotami, które powodują, że nasze zmysły zostają stępione, dlatego zespoły imają się wszelkich sposobów, by wymusić nasze zainteresowanie. Przeszliśmy już przez wszystko – był brutalny black z całym bagażem satanizmu, palenie kościołów itp., były death metalowe, ekstremalne załogi, hardcore, który chciał zmieniać świat i porno grind. Wszystko jest niczym więcej jak tylko próbą zaistnienia w świadomości mas. Trzeba przyznać, że często udaje się przykuć uwagę słuchacza czy widza na krótką chwilę, jednak to, co jeszcze wczoraj mogło być szokujące, dzisiaj wydaje się już tylko śmieszne. Co w takim razie mają począć zespoły, które nie załapały się na którąś z wymienionych fal? Cóż, sposobów pewnie tyle co wykonawców. GridLink na przykład przyjął zasadę, że udziela się mało, mówi o sobie jeszcze mniej i właśnie ów enigmatyzm powoduje, że chcemy dowiedzieć się więcej. Choć akurat w przypadku tego zespołu wystarczy to, że gra intrygującą muzykę. Postanowiliśmy przebić się przez zasłonę, by zobaczyć co porabia lider zespołu, znany z Discordance Axis Jon Chang. Efekt jest zaskakujący, bo lider zespołu, przy okazji promocji nowej płyty Longhena w oszczędnych słowach wieszczy… koniec GridLink.

Jesteś jednym z pionierów grindcore’owej rewolty, którą uskuteczniałeś z Discordance Axis. Trzeba przyznać, że g/c w czasach, kiedy się kształtował, był pewnie trudny do ogarnięcia przez słuchaczy. Możesz o tych początkach opowiedzieć? Należałeś to frakcji tape – traderów?

Nie byłem jakoś mocno wciągnięty w wymianę kaset. Uczyłem się muzyki i poznawałem zespoły po prostu kupując jakieś nagrania, głównie wydawane przez japońskie wytwórnie, np. G grafikaHG Fact. Szef tej wytwórni, pan Satoh i ja mieliśmy bardzo podobny gust i w zależności od tego czy coś lubiłem czy nie, wysyłał mi płyty. A ja jemu. Szczerze mówiąc, byłem odizolowany od nowinek z USA, nie obchodziło mnie zbytnio co dzieje się na tamtej scenie bo kochałem podziemie w Japonii. Dlatego w zasadzie moje młodzieńcze fascynacje muzyczne wiążą się ze sceną japońską.

GridLink wreszcie ujawnił światu swoją trzecią płytę. Podziel się z nami jak długo przygotowywałeś się do tego momentu? Jaki skład jest odpowiedzialny za zniszczenie pod nazwą „Longhena”?

Coś koło trzech lat chyba. O ile pamiętam, gitary były gotowe w połowie 2013 roku a wokale zaaranżowaliśmy dwa miesiące przed terminem rozpoczęcia nagrań. W sumie wszystko udało się dopiąć jak trzeba. Same nagrania były w dużej części zrealizowane w Japonii – gitary, bębny i wokale nagraliśmy w Kioto, z kolei bas, skrzypce i dodatkowe wokalizy zostały zarejestrowane w Rockaway w NY, w miejscu, gdzie wszystko było miksowane. W momencie nagrywania GridLink Live2naszej trzeciej płyty, GridLink tworzyli – Takafumi Matsubara (gitara), Bryan Fajardo (bębny) i ja (wokale, teksty). Dodatkowo w studiu wspierali nas basista Ted Patterson, wokalista Paul Pawłowicz i Joey Molinaro na skrzypcach.

Jak Twoim zdaniem przedstawia się „Longhena” na tle poprzednich dokonań, jakie są różnice, np. w stosunku do „Orphan”?

Chcę wierzyć, że nowa płyta to nasz najmocniejszy materiał. Jeśli miałbym dokonać jakiegoś zestawienia, wygląda to tak, że „Orphan”, nasz drugi album, jest naturalną konsekwencją debiutu „Amber Grey” i podobnie „Longhena” jest rozwinięciem „dwójki”. Największa różnica, jeśli chodzi o nowa płytę, to poziom emocji – próbowaliśmy ją uchwycić i przekazać, nie zmieniając naszego podejścia do szybkości i surowej agresji, znanej z poprzednich wydawnictw, wydaje mi się, że jesteśmy blisko.

Elementem, który mocno mnie zaskoczył, to zderzenie wibracji klasycznego, brutalnego grindu sprzed lat (w rodzaju Napam Death) z harmoniami wprost z notatnika awangardowych wykonawców w rodzaju Fredrika Thordendala czy noise. Faktycznie, można tu szukać źródła inspiracji?

Jeśli mówimy o inspiracjach, to należy zacząć od niekoniecznie muzycznych, ale takich, które były z nami na początku drogi. Wspomnę o animacji Evangelion, grach wideo w rodzaju Dodonpachi a zakończę na zespołach takich jak 1349, Deathspell Omega czy Anthem i Galneryus…

Drążąc ten temat, chciałbym dorzucić do puli bandy z początków nowego milenium, późny Nasum czy Gadget, może nawet Cephalic Carnage…

Nie. Osobiście nie znam twórczości zespołów, o których mówisz. Nie sądzę też, żeby ich dokonania były znane Takafumiemu…

A AwatarKolejnym, mało oczywistym elementem nowej płyty jest okładka, która prędzej kojarzy się z płytami wytwórni Ninja Tune niż grindcore…

Pomysł zaczerpnąłem wzorując się na obrazkach pilotów z gier cyklu Hell Bullets. Pomagał mi w realizacji fotograf Stephen Ciuccioli a modelką była Nea Dune. A co to znaczy… Pozostawiam to do indywidualnej oceny.

GridLink to projekt internacjonalny, co pewnie przysparza wam kłopotów logistycznych, gdzie Japonia a gdzie USA… Zastanawialiście się nad czymś w rodzaju scentralizowania kapeli?

Prawdę mówiąc, GridLink to zamknięty rozdział… Nie ma zatem planów koncertowych i nowych nagrań. Fakt, trudno było tworzyć razem muzykę a granie na żywo przysparzało jeszcze większych problemów. Rzadko udawało się zebrać wszystkich razem, bo każdy ma swoje życie, o ile tworzenie muzyki można było zorganizować, to koncerty były dużym problemem.

Rozumiem, że w takim razie nie masz jakichś konkretnych oczekiwań odnośnie tego jak odbierana jest płyta?

Z tego co wiem, był on pozytywny, ale ja nie mam żadnych oczekiwań… Jeśli chodzi zaś o to, jakie znaczenie mają teksty czy przekaz… Nigdy o tym nie dyskutuję.

Skoro tak, to zdradź nam, czym jest w zasadzie muzyka w twoim życiu? Czy oprócz bycia muzykiem jesteś także zwykłym fanem?

Muzyka jest bardzo ważna, to całe moje życie. W zasadzie słucham muzyki przez cały czas, podczas pracy, kiedy piszę i tworzę. Jedynie, kiedy czytam i śpię mogę zrezygnować ze słuchania muzyki. Kiedyś zbierałem płyty, teraz preferuję mp3, ale jeśli coś przykuje moją uwagę, kupuję wersję winylową.

Możesz zatem sporządzić na nasze potrzeby coś w rodzaju takiej szybkiej, bieżącej playlisty?

Ok – Lycaon, Seks Virgin Killer, 1349, Deathspell Omega, Doom (japoński…), Godspeed You! Black Emperor, Sylvian Chauveua, Maximum the Hormone, Merry, Melt Banana, Mgla, OFF! ITakafumi Fear og God. Jeśli chodzi o występy na żywo, zdecydowanie wygrywa Maximum the Hormone i Melt Banana, naprawdę niesamowita rzecz.

Wszystko co wymieniłeś to raczej poważne sprawy… Uważasz, że w muzyce jest miejsce na coś wesołego, kpinę…

Znam i lubię wielu wykonawców, którzy są zabawni i podchodzą do swojej roboty z humorem. Szczególnie japońskie, speed metalowe załogi mają w sobie sporo pozytywnej energii…

Ok, dziękuję za poświęcony czas, ostatnie słowo należy do Ciebie.

Co mogę powiedzieć? Takafumi zakończył karierę jako gitarzysta grind core, kontynuuje jednak grę z innymi muzykami, Ja skupiam się na pracy grafika, kręcę filmy i tworzę gry wideo w mojej firmie Echelon Software. A Bryan kontynuuje swoją przygodę z hałasem w całej masie różnych zespołów…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia i grafiki: archiwum zespołu