GORGONZOLLA – Popieprzony składak

Gorgonzolla to kapela wulkan. Miksują najróżniejsze stylistyki, stawiają na eklektyzm, a wszystko to oprawiają w poetyckie teksty w naszym języku. Z okazji wydania debiutanckiego albumu grupy, „Eksploatowani”, porozmawiałem nieco z wokalistą grupy, przy okazji dziennikarzem muzycznym – Dominikiem Pajewskim.

Jak często zdarza ci się oddawać w stany mentalnego zniewolenia?

Dobre pytanie na początek! Stan mentalnego zniewolenia jest wtedy gdy człowiek natrafia na mur, który stawiany jest przez innych ludzi. Ostatnio mam to bardzo rzadko, chyba znalazłem stabilizację.

Wiele osób postawiło przed tobą rzeczony mur?

W pewnym momencie życia było tych osób za dużo. Była to taka kumulacja złych ludzi, złych uczynków z ich strony itd. Z pewnością było ich trochę, teraz otoczenie jest czystsze.

Czy czystość otoczenia nie odbierze jadu waszym przyszłym kompozycjom?

Absolutnie! Widzisz, to nie jest tak, że jeśli w naszym otoczeniu, w życiu osobistym jest dobrze to nie zwracamy uwagi na świat, który nas otacza. Gdy byliśmy w połowie pisania „Eksploatowanych” stabilizacja była już dużo większa i był spokój. Jednak, obserwacja otoczenia wynika z empatii jaką posiadamy i mimo tego, że u nas jest stabilnie, to zauważamy złe rzeczy dookoła.

Popieprzony składak

Popieprzony składak

Chociażby? Typowe problemy przeciętnego Kowalskiego czy coś głębszego?

Typowe problemy „przeciętnego Kowalskiego” to i nasze problemy. Jesteśmy zwykłymi ludźmi tak mówiąc szczerze, zatem tak zwane zwykłe problemy są też i nasze. Każdy problem to coś głębszego, prawdę mówiąc.

Mówiąc to miałem na myśli kwestie polityczne, społeczne…

Społecznie jak najbardziej, od polityki staramy trzymać się z daleka. To jakie mamy poglądy i na kogo głosujemy, pozostaje między nami, nie chcemy tego wrzucać do naszej muzyki.

Nie sądzisz, że w dzisiejszych czasach zespoły aż nazbyt próbują wpompowywać kwestie polityczne do swoich liryków?

Niestety, tak jest, dużo wykonawców na siłę wrzuca do swojej twórczości wątki polityczne i poglądowe. Mnie to osobiście męczy.

Jeśli już na teksty zeszliśmy – wasze są niezwykle poetyckie. To dosyć częsta tendencja wśród polskich kapel.

No to muszę Ci powiedzieć jako tekściarz, że to komplement. Nie sądziłem, że ktoś powie o moich tekstach, że są poetyckie. Wiesz, z pewnością nie pisałem tych tekstów w ten sposób: Aaaaa, dobra będzie poetycko do oporu. To gdzieś wychodziło ze mnie, to co widziałem opisywałem słowami, które najbardziej mi odpowiadały. Czy to jest jakaś tendencja wśród kapel w Polsce? Zależy od artysty, niektórzy używają zawiłych metafor, inny walą prosto z mostu. Gorgonzolla jest gdzieś pomiędzy.

A muzycznie bylibyście w stanie siebie gdzieś zakwalifikować, czy nie ulegliście zgubnej tendencji szufladkowania?

To jest temat naszych dyskusji od pewnego czasu. Słuchając „Eksploatowanych” tak na chłodno, po kilku miesiącach, wychodzimy z założenia, że ciężko jest nas wsadzić w sztywne ramy gatunkowe. Nasza muzyka ma naleciałości rocka, rapcore’u, jest trochę nu metalu, lecz słychać zajawki thrash metalowe. Reasumując, gramy Gorgonzollę i to jest chyba najbardziej adekwatne.

Okładka

GORGONZOLLA – Eksploatowani Podziały scenowe w naszym przepięknym państwie wydają się być niezwykle precyzyjnie zarysowane. Ekstremalna scena death/black z każdym miesiącem wypuszcza coraz to popularniejsze i lepiej odbierane poza granicami Polski materiały. Po drugiej stronie rozwija się (a raczej stoi w miejscu, ale chciałem chociaż raz darować sobie złośliwości…) scena heavy/thrash – nie oferująca zbyt wiele ciekawego. W głębokim podziemiu siedzi wyjątkowo morderczy w tym roku grindcore, na squatach łoją hardcore/punkowcy i jakoś to sobie leci. Gorgonzolla to zespół nieprzystający do żadnej z tych grupek.  Ot, swoisty mariaż rzeczy znanych w nowoczesnym metalu. Gatunkowa piguła. Wprawdzie doświadczony słuchasz szybko wyłapie pobrzmiewające między wersami thrashowe fascynacje, aczkolwiek „Eksploatowani” to kawałek muzyki niesionej przede wszystkim zadziornym groove, rwanymi riffami i rapcore’owymi wstawkami. Młoda stażem ekipa bynajmniej nie zamyka się w gatunkowych szufladkach. Świadczą o tym chociażby folkowe patenty i kobiece wokale – tak obficie wykorzystane w „Ćpunce”. Wyjątkowe są również teksty. W całości po polsku. Do bólu poetyckie, aczkolwiek nie popadające w grafomanią godną zespołu Coma. Dobra to płyta. Wyrazista, nietuzinkowa, ciekawa. Ale brak mi tu chociaż dwóch kopiących ryja szlagierów. Kawałków z motywami zapamiętywalnymi od pierwszych sekund. Lecz spokojnie, Gorgonzolla dopiero debiutuje. Zobaczymy, co wyjdzie w przyszłości, na razie 3,5 punktu. W ramach zachęty…

Sądzicie, że w zalewie kapel do siebie podobnych i plagiatujących wręcz starszych kolegów po fachu, jesteście innowacyjni?

Jak najbardziej, już Ci tłumaczę dlaczego. Otóż, jest dziwaczna tendencja by w Polsce śpiewać po angielsku! Brzmi dziwnie, prawda? Nie rozumiemy tego, że kapele we własnym kraju nie śpiewają we własnym języku. Ok, rynek zagraniczny, jednak co? W Polsce nie ma inteligentnego odbiorcy, który chciałby posłuchać tekstów kierowanych do niego? Jego słowami? Jest i to od cholery! Innowacyjność w Gorgonzolli opiera się na tym, że każdy z nas ma różne zajawki. U nas przekrój inspiracji jest szeroki, od muzyki thrashowej lat 80., po początki nu metalu i rapcore’u, przez muzykę gotycką, na hip-hopie i muzyce popowej kończąc. Zresztą, znajdź mi w Polsce kapelę, która ma wokalistkę i wokalistę o absolutnie odmiennych stylach śpiewania. Prochu nie wymyślamy, my go udoskonalmy by był mocniejszy i lepszy w zastosowaniu.

Mocne słowa. Nie obawiacie się, że tak zróżnicowana mieszanka może obrócić się przeciwko wam?

Nie, u nas nie ma nic na siłę. Cały nasz styl ewoluował samoistnie, każdy osobno na ten klimat Gorgonzolli pracował. To wynika z tych zajawek, które mamy, one budują zróżnicowany i jednocześnie spójny klimat. Obecnie ta mieszanka punktuje, na naszych gigach pojawiają się ludzie z absolutnie różnych subkultur, którzy zbijają piątki pod sceną. Porozumienie ponad podziałami, tak jak Kazik kiedyś nazwał swoją płytę.

A jeszcze kilkanaście lat temu metalowcy + punkowcy na jednym gigu gwarantowali szeroko rozumiane mordobicie…

To prawda, a jeszcze jak tam się gdzieś pojawił koleś w dreadach to była masakra. Gdzieś te granice się zacierają i dobrze! Widzimy to na naszych koncertach, w jednym rzędzie stoi koleś w długich piórach, obok niego gość, który wygląda jakby urwał się ze skateparku, a gdzieś obok dziewczyna wyglądająca na fankę gotyku i wszyscy się wzajemnie szanują. To jest świetne, po co tworzyć podziały? Bawmy się wszyscy tak samo, szanujmy się, a z pewnością wszystkie koncerty będą zajebiste!

Swoisty muzyczny galimatias prezentowany przez Gorgonzollę raczej wyklucza waszą przynależność do konkretnej sceny?

I tak i nie; wiadomo, że do sceny punkowej to nas nie przypiszesz. Jednak, nie czujemy się jakoś mocno związani z jakimś konkretnym nurtem, jakąś konkretną sceną, czy to metalową, czy rockową, czy alternatywną. Czy to nas wyklucza? Ciężko powiedzieć, aczkolwiek przez zatwardziałych heavy metalowców, którzy widzą tylko klimaty lat 80. możemy być nie bardzo lubiani. Jednak i przedstawicie tej grupy są na naszych gigach.

No, ale heavy metalowcy są strasznymi ortodoksami, więc wiesz – tym to wyjątkowo ciężko przypasować.

Wiadomo, twardej głowy nie ma co rozbijać. Zdarzają się jednak kolesie na naszych koncertach, którzy, widać to z kilometra, jarają się muzyką lat 80. Podchodzą i przybijają piątki mówiąc: „zajebisty koncert, trafiliście do mnie!„.

A Ty przynależysz do którejś z subktultur, czy zwyczajnie jesteś pasjonatem muzyki?

Nie podpisywałem się nigdy pod żadną subkulturę. Jestem pasjonatem muzyki i uważnym słuchaczem. Wiesz, posiadanie długich włosów nie czyni nikogo metalowcem.

Jak to jest być muzykiem i dziennikarzem jednocześnie? Nie odczuwasz czasami pewnego dyskomfortu?

Co masz dokładnie na myśli?

No wiesz, kiedy przychodzi do krytyki danego krążka.

Nie odczuwam dyskomfortu, staram się jak najlepiej i najdokładniej zagłębić się w dany materiał. Wiem z doświadczenia, że każdy muzyk chce usłyszeć obiektywną, szczerą opinię na temat swojej twórczości, taką, która nie jest bezsensownym hejtem. To jest podstawa.Gorgonzolla 2

Ale wiesz, że wśród sporej części polskich muzyków nawet najkonstruktywniejsza opinia uchodzi za ten „bezsensowny hejt”?

I tutaj jest problem. Dam Ci przykład – na jednym z większych portali rockowych w Polsce, ukazała się recenzja płyty Gorgonzolli. W tej recenzji, autor nie do końca poczuł nasz klimat, jednak cały czas gdy się to czytało czuć było, że ma do nas, jako artystów, szacunek. Na sam koniec autor recenzji uznał, że nasza muzyka to: „popieprzony, muzyczny Frankenstein”. I co? Mieliśmy się obrazić jak dzieci? Niby dlaczego? Koleś obiektywnie napisał co myśli, użył stwierdzenia, które mu pasowało i czuł, że odda w ten sposób to co usłyszał na krążku. Pomyśleliśmy: Ej! Zajebiste określenie, my faktycznie brzmimy jak popieprzony składak różnych stylów. Uważam, że ważny jest dystans i podejście do tematu w prosty sposób: Znasz swoją wartość? Super! Jednak, miej świadomość, że nie jesteś cholerną zupą pomidorową! Nie każdy musi cię lubić.

Moim zdaniem twórca w ogóle nie powinien kazać „właściwie postrzegać swojej twórczości” – bardzo częsta praktyka ostatnio.

Ależ oczywiście! Każdy może inaczej interpretować twoją twórczość i to jest świetne!

A widzisz, niby takie oczywiste, jednak artystów uganiających się po całym internecie i próbujących wyjaśniać, jak należy ich postrzegać, jest pełno.

No i to jest głupota! Oczywiście, rozumiem, że hejt boli, to logiczne. Robisz coś własnego, wkładasz w to całe serce i przychodzi ktoś kto „jedzie” po tobie jak po burej suce. Jednak, nie mylmy hejtu z interpretacją własną, bądź z innym gustem niż my mamy. Dam ci kolejny przykład – utwór tytułowy, czyli „Eksploatowani” napisałem pod wpływem tego jak byłem traktowany w pracy, w moim otoczeniu, jako człowiek startujący w dorosłe życie. Było, mówiąc krótko, źle, to był taki mocny impuls i wyszedł z tego trochę zarys młodego pokolenia, które jest wkurwione na to jak się je traktuje. Jednak, na koncertach podchodzą do mnie ludzie po 30stce, mówiąc: Dzięki stary, ten tekst jest o mnie, słyszę tam słowa o mojej sytuacji. I co? Mam do takiego człowieka podejść i powiedzieć: Ej, to nie jest o tym, to jest o młodych ludziach! No to by była głupota! Uniwersalność tekstów i ogólnie przekazu to cudowna rzecz, a jeśli to komuś pomaga to lepiej być nie może. Po co „nawracać” ludzi na coś innego, ważne, że czują to co robisz, a jak czują to już indywidualna sprawa.

Na koniec zapytam, jakie płyty wywarły na Tobie największe wrażenie w roku 2016?

Będzie różnorodnie, to zaznaczę na wstępie. Pierwsza to hiphopowy skład PRO8L3M, kurde fajne pomieszanie koncepcyjnego albumu, z takimi zajawkami ulicznymi i brudnym klimatem. Kazik Na Żywo – „Ostatni koncert w mieście”: tutaj to dziwna sytuacja. Ja nie lubię koncertowych wydawnictw, jak koncert to tylko na żywo, nie z cedeka. Jednak, na koncercie KNŻ, który jest na płycie, byłem i sentymentalnie musiałem kupić ten krążek. Luxtorpeda – „MyWasWyNas”: dla mnie absolutni mistrzowie. Świetne teksty, genialna aranżacja i wyprodukowanie płyty na mega wysokim poziomie. Lana Del Rey – „Honeymoon”: ok, tutaj to taki lekki poślizg miałem, bo cedek jest z 2015 roku, jednak czasem tak mam, że z mocnym opóźnieniem sprawdzam różnie rzeczy. Muzykę Lany lubię, byłem na koncercie, świetny klimat. Płyta także w super klimacie, ogólnie mówiąc, jaram się. Na koniec skład z Poznania i ich świeża ep-ka. Cookie Brak – „Going Nuts”: Punkiem z Kalifornii nie jaram się od czasów małolata, jednak oni fajnie to robią, do tego trochę mi przypomnieli czasy młodości. No i akcent wokalistki jest super.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu