GENIUS ULTOR – to przepowiednia, ale i również ordynarna, cięta riposta.

Na początek mała refleksja. By zdarzenie zwane wywiadem zaliczyć do udanych, muszą zaistnieć pewnego rodzaju okoliczności, musi zawiązać się dziwna nić porozumienia lub choć cień chęci by między odpytywanym a pytającym powstała konwersacja a nie pusty bełkot. Z okazji premiery drugiego krążka Genius Ultor przyszło mi rozmawiać niejakim Wirusem znanym także jako Killer, który to już na początek wyraził dość dosadnie swój stosunek do instytucji wywiadu. No cóż… mimo początkowych trudności udało mi się jednak wypytać rzeczonego osobnika o kilka kwestii w temacie Nic co boskie… a jako iż płyta to znakomita, przeczytać warto…

Witaj Wirus! Nowy album Genius Ultor przeleżał w waszej zespołowej szufladzie dobrych kilkanaście miesięcy – jakie to uczucie mieć nagraną bardzo dobrą płytę bez możliwości pokazania jej światu? Dziś, gdy płyta ukazuje się w formie CD, jesteście podekscytowani a może czujecie tylko ulgę, że udało się wreszcie wydać ten materiał?

Witam. Po pierwsze: jak ja, kurwa, nienawidzę wywiadów i nie mam tu na myśli jakiś wyssanych z dupy, nihilistycznych postaw, lecz realną niechęć do pytań, w których z założenia jest już gotowa odpowiedź lub sugestia na nią… Czyli powinienem odpowiedzieć “tak, zgadzam się, sam sobie odpowiedziałeś na zadane pytanie”, lub “ nie, wręcz przeciwnie”. Myślę jednak Wiesławie, że uda nam się przebrnąć przez to zadanie bez większych kontuzji. Żadnej ulgi nie odczuwam, gdyż specjalnie też z tym materiałem nic nie robiliśmy, aż w końcu przyszła chwila bliżej nieokreślonego wytchnienia no i poszłoooo… Krzysiek okazał się zajebistym kolesiem, któremu spodobał się na maksa ten materiał, więc go po prostu wydał. Przede wszystkim, jestem bardzo zadowolony z oprawy graficznej i samej formy tego wydawnictwa. Największą radość natomiast sprawił mi sam fakt, że wydawca jest fanem tego albumu i jego działanie jest w pełni szczere.

„Nic co boskie…” to album, który może i powinien zrobić trochę zamieszania na polskiej scenie. Mocna, dosadna muzyka, intrygujące brzmienie no i prowokujące, poetyckie teksty: który z elementów nowego oblicza Genius Ultor Twoim zdaniem świadczy o wyjątkowości tej płyty?

A co to znaczy, że może i powinien zamieszać? Wiedziałem już przed ostateczną realizacją tej płyty, że będzie mały problem ze zdefiniowaniem jej w szeroko rozumianych standardach tzw. maniery dziennikarstwa muzycznego. Duuuuuża kuuupa na klaaaatę!!! To Wy powinniście stwierdzić czy zamiesza czy nie, ale mniejsza z tym… Nie to jest istotą tworzenia, ale ja wiem, świat się pogubił. Cieszę się z radości ludzi, którym ten album sprawił lub sprawi prawdziwą przyjemność i niech ich będzie to 10 osób, a rzygam na was kurwy co się dopatrujecie chuj wie czego. Pocieszę was. Ktoś was spłodził, żyjecie… jest fajnie… ale, kurwa, niestety umrzecie!!!! No i co to oznacza „nowe oblicze i intrygujące brzmienie”? Przecież zarówno Genius Ultor jak i Stillborn od samego początku kierują się głównie emocją zawartą w tzw. żywych brzmieniach. Według mnie to żadne nowe oblicze, a wręcz łatwa do przewidzenia kontynuacja obranego kierunku. Nie mnie sądzić czy coś tutaj jest prowokujące, dla mnie wszystko co zawarte na tej płycie jest totalnie naturalne i zgodne z moim i kolegów charakterem.

Genius Ultor to przepowednia, ale i również ordynarna, cięta riposta

Genius Ultor to przepowiednia, ale i również ordynarna, cięta riposta

Osobiście już dawno stwierdziłem, że „zamiesza” czemu też nie wahałem się dać wyrazu w recenzji albumu… Moim zdaniem, najwięcej komentarzy wzbudzą teksty z nowego dzieła GU. W sieci pojawiło się już określenie „Szymborska black metal”, a trudno jest odmówić racji twierdzeniu iż liryki z „Nic co obce…” to doskonałej jakości mocne, poetyckie teksty. Podobnie jak w przypadku debiutu stanowią bardzo ważny element całego konceptu albumu?

Tak, Genius Ultor to przemowa, to manifest, to kołysanka, ale i pieśń dodająca otuchy, hymn wojenny. Genius Ultor to nasz punkt widzenia świata i otaczającej nas rzeczywistości. Genius Ultor to przepowiednia, ale i również ordynarna, cięta riposta. Genius Ultor to także afront. Genius Ultor to Duch Zemsty.

Muzycznie jest to album, który z jednej strony stoi twardo na black metalowym fundamencie, ale z drugiej zdarzają się wam też wycieczki w rejony mniej oczywiste gatunkowo min. kończąca album niby-ballada. Myślisz, że „Nic co boskie…” to płyta, która trafi w gusta gatunkowych purystów?

Ta „niby ballada” to przecież wariacja na temat “Blood is thicker than water “ Impaled Nazarene a jej forma to bezpośrednie skojarzenie z motywem przewodnim tego uroczego utworu z zacnej, a jakże kiedyś nielubianej przez tzw. ortodoxów płyty „Suomi Finland Perkele”. Tak, myślę, że maniakom mocnego pierdolnięcia, mroku i Black Metalu ta płyta naprawdę się spodoba.

Debiut Genius Ultor „Dzień Nocy” to płyta szybka, brutalna, a teraz zaczynacie bardziej kombinować z muzyczną materią. „Nic co boskie…” to nadal materiał surowy lecz jednocześnie wolniejszy, cięższy i poszarpany. Nowe kompozycje są rozwinięciem spójnej wizji tego czym ma być dla was zespół czy efektem chwili i emocji, które wam towarzyszyły przy tworzeniu?

Jest to zdecydowanie efekt chwili, jak to ładnie nazwałeś. Zero kalkulacji. Gdyby mnie jarały rachunki to zostałbym księgowym.

Jeśli wierzyć informacjom zamieszczonym we wkładce do płyty, materiał ten jest dziełem zespołowym – każdy z Was ma na płycie swoje kompozycje – uzyskanie jednej spójnej wizji wydźwięku całości przyszło Wam z łatwością?

Tak, ale są też numery zrobione wspólnie. Ogólnie jest mi naprawdę ciężko wyjaśnić to zjawisko. Jestem przekonany , że tu chodzi o jakąś zbieżność charakterów i tak zwanej inteligencji emocjonalnej. Spotyka się kilku ludzi i wytwarza się energia, która pozwala tworzyć, lub prowadzi do destrukcji. U nas najwyraźniej pojawiło się to pierwsze.

Wiem, że dość długo i właściwie do ostatniej chwili pracowaliście nad ostatecznym brzmieniem tego albumu, efekt zabija. Uzyskaliście bardzo organiczny, żywy i jednocześnie surowy sound – jesteście zadowoleni z tego jak brzmi ten materiał? Dlaczego pierwotna wersja „Nic co obce…” wymagała poprawek?

To nie jest tak, że wymagała poprawek. Każdy kto nagrywał cokolwiek w życiu, wie, że najważniejsze jest położenie śladów – to jest podstawa, jak to spierdolisz, nic już dalej nie da się zrobić choćby nie wiem co. Za to faktycznie odwrotnie, da się popsuć. Tak jak wcześniej wspomniałeś, materiał leżał i leżał, aż tu nagle trzeba wysłać odpowiedni format do tłoczni. To dawaj, bierzemy się za odsłuchiwanie kilku wersji masteringu i dajemy tą co nam aktualnie najbardziej pasuje. Różni się ona zaledwie malutkimi niuansami od pierwotnej wersji i dotyczy to głównie strony technicznej, a nie samej formy czy też brzmienia. Brzmienie masz już ustalone w trakcie nagrywania, my tak przynajmniej robimy.

Nagrywanie na „własnych śmieciach” to efekt kalkulacji ekonomicznej czy może tak jak wspominałeś, rozumiecie się na tyle dobrze, że tylko Ataman mógł przekuć Wasz zamysł w konkretne brzmienie albumu?

Jedno i drugie. Nie wspominając już o tym, że we własnym gronie zupełnie inaczej się nagrywa. Nikt Ci nie patrzy na ręce, nie kręci głową i nie marudzi i nie zachodzi w głowę, co Ty odpierdalasz. Jak tylko powstanie materiał na album, chcemy go od razu nagrać bez zbędnych kalkulacji czy ktoś wyda czy też nie, a więc trzeba liczyć się z tzw. budżetem na daną chwilę, albo czekać chuj wie na co (zbawienie?). Spotykamy się więc, obgadujemy temat, najwyżej nie wyjdzie, nikt nic nie ma do stracenia. Nagrywamy i stwierdzamy czy kupa, czy ok. Ot, cała filozofia.

O Genius Ultor mówiło się wcześniej side-project ludzi związanych ze Stillborn lecz dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że gracie muzykę z zupełnie innej bajki. Proces tworzenia muzyki dla Genius Ultor różni się zasadniczo od komponowania dla Stillborn? Gdybyś miał wskazać największą inspirację, dzięki której powstała kolejna płyta GU to…

Venom, Bathory, Hades, Impaled Nazarene, Mayhem, ludzkość, religia, czas, życie i śmierć. Proces tworzenia jest taki sam, ale w odmiennym niż dla Stillborn stanie świadomości.

Jak sam wspomniałeś, jesteś zadowolony z formy i oprawy graficznej tego wydawnictwa. Nie ma co polemizować gdyż rzeczywiście zarówno okładka jak i layout idealnie wręcz nawiązują i uzupełniają dźwiękową warstwę albumu. Po raz kolejny autorem wizualnej prezentacji Genius Ultor jest Ataman czy efekt jest odzwierciedleniem waszej wspólnej wizji?

Pomysł na sam front, to wykorzystanie jego istniejącej już pracy, a reszta to wspólne szukanie tak zwanego tła, które ma spajać wszystko w jedną całość. Tak, głównie Ataman jest odpowiedzialny za całą plastykę tego kurestwa. Ja go znam, on zna mnie, takie rzeczy powstają bez zbędnych słów nie licząc kilku upierdliwych uwag z mojej strony.gu2

Jako Genius Ultor zagraliście jeden koncert podczas pamiętnej Czarnej Soboty. Czy nowa płyta będzie dla Was pretekstem do tego by znowu pojawić się na scenicznych deskach?

Nie wiem, jeszcze o tym nie myślałem. Na koncertach Stillborn na pewno będziemy grać od czasu do czasu „Zwycięstwo” bo idealnie pasuje na koniec gigu, jeśli tylko atmosfera jest przednia.

„Nic co boskie…” jak już mówiliśmy, ukazał się sumptem Arachnophobia Records. Czego oczekujecie po współpracy z tą coraz mocniej zaznaczającą swoją obecność wytwórnią? Płyta ukaże się również w innych formatach (kaseta, winyl)?

Hmmm, czego oczekujemy? Ja nigdy nie wiem, czego oczekuję, oprócz uwiecznienia tego co powstało w naszych głowach. Więc to, co chciałem już mam w postaci ładnie wydanej płyty CD. Życzę Krzyśkowi z całego serca, aby nie był stratny i żeby jego wytwórnia została doceniona w Metalowym Podziemiu. Wiadomo, że gdy w grę wchodzą pieniądze to w pewnych sytuacjach robi się gorąco, a zwłaszcza gdy ktoś jest oddanym maniakiem i nie zawsze podchodzi do pewnych spraw z tzw. zdrowym rozsądkiem. Winyl to jest wyzwanie i mam zamiar kiedyś na tym nośniku zaistnieć, lecz obojętne mi czy jako GU czy jako Stillborn.

Na zakończenie wypadałoby podziękować za poświęcony czas, ale w tym przypadku chyba większe podziękowania należą się mojemu rozmówcy za przełamanie wstrętu to wywiadów…

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu