GALLILEOUS – Progresywny rock w zgodzie ze stylistyką doom.

Necrocosmos” to jeden z ciekawszych materiałów jakie ukazały się w tym roku w naszym podziemiu. Głosy sprzeciwu? Nie słyszę. Gallileous powrócił z zaświatów jako zupełnie inny zespół niż na początku lat 90-tych dlatego też w rozmowie z gitarzystą grupy Stoną równie mocno zabrnęliśmy w tematy historii zespołu co aktualne wydarzenia. Zapraszam was zatem do świata Gallileous…

G grafikaWitaj Stona! Od powrotu Gallileous na scenę minęło już kilka lat, czas zatem przeprowadzić mały rachunek zysków i strat. Uważasz, że było warto wracać? Udało się wam zrealizować wszystko, co zakładaliście sobie rozmawiając o wskrzeszeniu zespołu?

Witam wszystkich! Twoje pytanie zakłada, że powrót Gallileous na scenę był zaplanowanym, ukierunkowanym na osiągnięcie określonych celów działaniem. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę to był przypadek. Po rozpadzie zespołu w latach 90-tych każdy z nas działał na własny rachunek. Obojętnie czy było to granie muzyki, studiowanie nauk społecznych czy też bezgraniczne oddawanie się uciechom cielesnym. Po powrocie Mirka z Anglii gdzieś w okolicach roku 2006, po kilku mocno zakrapianych imprezach doszliśmy do wniosku, że można wesprzeć Wina grającego w tym czasie z Dagą materiał, który znacie z „Ego Sum Censore Deuum”. Wino miał w planie inną nazwę zespołu, ale po naszych namowach powróciliśmy do Gallileous. Po czasie stwierdzam, że niepotrzebnie bo materiał ten nie był w pełni dziełem nas wszystkich i nie odzwierciedlał naszych indywidualnych potrzeb i zasobów. Poza tym nie wiedzieliśmy czego tak naprawdę chcemy, nie zastanawialiśmy się nad tym. Pierwsze lata po reaktywacji nieco zaciemniły obraz zespołu, który dopiero na „Equideus…” zaczął się jako tako kształtować i dopiero na „Necrocosmos” nabrał właściwego wymiaru. Wracając do sedna pytania odpowiem jednak, że warto było bo przecież zagraliśmy kilkanaście niezłych koncertów, poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, bawimy się muzyką na próbach, wydajemy płyty….

Jesteście określani jako „pionierzy funeral doom na ziemiach polskich” – nie odczuwałeś pokusy by nowy Gallileous również eksplorował stricte funeral doom’ową niszę? Jak reagujesz na głosy fanów, którzy domagają się powrotu estetyki jaką ukazało demo „Doomsday”?

Wiesz, jak mi ktoś mówi w superlatywach o estetyce „Doomsday” to albo jest głuchy albo zbytnio sentymentalny (śmiech). Jeśli już, to można by dyskutować o dalszym eksplorowaniu rejonów znanych z „Passio Et Mors” i dalszej pracy na rzecz tworzenia najwolniejszej, najcięższej muzyki na naszej planecie. Czasy jednak się zmieniły. Dzisiaj wiele kapel gra w obniżonym stroju megalityczne walce, drony czy co tam jeszcze wymyślisz. Nie zależy już nam na szokowaniu słuchacza. Bardziej skupiamy się na realizowaniu naszych pasji, ambicji poruszania się po różnych wymiarach muzycznych. Jeśli zyskujemy przy okazji nowych fanów, daje nam to poczucie zadowolenia, spełnienia… Nasza muzyka ewoluuje z płyty na płytę. Aż się boję pomyśleć co powiedzą fani „legendarnego” demo na nasz nowy materiał, który obecnie tworzymy (śmiech), jednak wiem, że tak czy siak nie zmartwię się tym zbytnio. Uważam też, że jako muzyk również zasługuję na szacunek względem wyborów tego co gram.

Jeśli miałbyś pokusić się o małe podsumowanie – które wydawnictwo Gallileous daje Ci w tej chwili największą satysfakcję?G Live

Zawsze najbardziej lubię najnowsze numery i z nich odczuwam największą satysfakcję. Z każdym nowym utworem moje umiejętności jako gitarzysty są większe, podobnie jak umiejętność komponowania. Cały czas człowiek dąży do jakiegoś ideału. Duże znaczenie ma tu też skład zespołu, który obecnie wydaje się być pod względem podejścia do muzyki najbardziej spójnym stylistycznie

Sytuacja, że zespół, który ma na koncie zaledwie dwie demówki dorobił się statusu grupy kultowej nie zdarza się często. Co Twoim zdaniem było w tych materiałach tak szczególnego, że wiele osób ma je w pamięci do dziś? Pamiętasz jeszcze dlaczego na początku swojej muzycznej drogi wybraliście właśnie taki a nie inny kierunek?

Underground na początku lat 90-tych był zupełnie inny, żeby nie powiedzieć, że tylko wtedy istniał. Zespoły nie wybierały stylu grania przez pryzmat zapotrzebowania. Stawiano szczególną uwagę na oryginalność, bezkompromisowość, nie uginanie się trendom itd. W czasie nagrywania „Passio Et Mors” inżynierowie czeskiego studia Fors Music zabronili nam mówienia, że nagrywaliśmy to u nich (śmiech). Obniżyliśmy tonację o 3 tony, struny wisiały nam na gryfach, dołożyliśmy okrutnie mocny growl o jaki do tej pory ciężko, spowolniliśmy tempo do minimum i stało się. Nikt nas wtedy nie chciał wydać. Nawet na ówczesny świat przesadziliśmy a zespół musiał się rozpaść. Po latach okazuje się, że mimochodem braliśmy udział w tworzeniu się nurtu nazywanego dziś funeral doom metalem.

G Live 4Pierwszy okres działalności zespołu to ledwie pięć lat pomiędzy 1990-1995, nagraliście w tym czasie wspomniany już materiał („Doomsday”), zagraliście jak to sami określacie „liczne” koncerty oraz nagraliście drugie demo „Passio et Mors…”. W oficjalnej dyskografii drugie demo pojawia się jednak z datą 2008. Czy materiał ten ukazał się w 1994 na jakimś nośniku? Jaki był najbardziej znaczący powód tego, że w 1995 roku zespół zakończył działalność a jak się okazało później, właściwie ją zawiesił na ponad dekadę…

Na początku swojej działalności Gallileous zagrał kilkanaście dosyć znaczących koncertów z takimi kapelami jak Sadness, Temperance, Kat, Magnus itd., udzielał wywiadów do kserowanych zinów, generalnie był pozytywnie postrzegany przez underground, w którym mocno siedział ówczesny basista Karol. Niestety, demo „Passio Et Mors”, pomimo kilku dobrych recenzji, nie znalazło wydawcy i ukazało się jedynie wydane naszym własnym sumptem na kasecie magnetofonowej. To chyba był główny powód zakończenia działalności zespołu. Oczywiście były okoliczności towarzyszące takie jak dziewczyny, studia, różnego rodzaju używki… Po latach stwierdziliśmy, że dobrze było by wznowić tą pozycję i przypomnieć metalowemu światu o Gallileous… Pomysłem zainteresował się Tomek z Redrum666 i stało się. Minusem tego zagrania był fakt, że rzesze ludzi spodziewały się kontynuacji tej stylistyki w naszych nowych nagraniach…

Dla was samych powrót z takimi samymi dźwiękami jak wczesna twórczość byłby krokiem w tył? Zastanawiam się skąd tak szerokie zmiany, które dosięgły muzykę Gallileous? Przez lata zmieniły się wasze muzyczne gusta, inspiracje?

Dokładnie tak jak mówisz. O ile Wino i do pewnego czasu również Mirek dążyli do utrzymywania stylistyki znanej z lat 90-tych to jednak okazało się niemożliwym do wykonania. Każdy z nas cały czas miał jakiś większy bądź mniejszy kontakt z muzyką. Nasze gusta poszerzyły się o kierunki, do których 20 lat temu nie przyznawalibyśmy się czując jednocześnie do nich pogardę. Pomyśl ile my mieliśmy w 1990 roku lat? Tak naprawdę to były nasze pierwsze kroki na drodze muzykowania. Tego pociągu nie można było zatrzymać. Prędzej rozpadlibyśmy się na nowo niż zaczęlibyśmy grać klimaty z „Passio Et Mors”.

Nie da się ukryć tego, że dziś Gallileous jest zespołem o bardzo otwartej formule. Osobiście słyszę w waszych dźwiękach doom, psychodeliczne klimaty rodem z lat 70-tych, hard rock a nawet sludge metal… Czy pracując nad pierwszym premierowym wydawnictwem „nowego” Gallileous mieliście od razu klarowną wizję muzyki, którą chcecie grać?

Jako, że materiał znany z „Ego Sum…” tworzony był głównie przez Wina i Dagę z myślą o innym projekcie, nie ma mowy o klarownej wizji muzyki jaką miał grać Gallileous po reaktywacji. Myślę, że początek naszej świadomej drogi widać dopiero na „Necrocosmos” i właśnie od tej pory możemy mówić o jakimś celu, planach itd. Nie ukrywam, że jak to słusznie zauważyłeś zatapiamy się coraz głębiej w klasycznym podejściu do doom metalu czy nawet hard rocka.

Progresywny rock w zgodzie ze stylistyką doom

Progresywny rock w zgodzie ze stylistyką doom

Moim zdaniem ta wasza nowa, świadoma droga niesie też ze sobą potężny ładunek klimatów psychodelicznych. Kto przynosi na próby najwięcej pomysłów tego typu? „Necrocosmos” to materiał pełen bardzo rozbudowanych aranży; czy w takim razie budowa utworów zajmuje wam wiele czasu? Tworzenie muzyki dla Gallileous to proces zespołowy?

Tak się składa, że to chyba ja jestem najbardziej odpowiedzialny za to co się aktualnie muzycznie dzieje w Gallileous. Można też powiedzieć, że Mirek, nasz bębniarz ma teraz lekkie parcie na „retro” tym samym skłaniając się bardziej do mojej wizji muzyki. Z reguły praca wygląda tak, że ja przynoszę jakieś riffy czy też wyłuskuję je z granych na próbach improwizacji. Następnie reszta zespołu dogrywa swoje kwestie, co do których nie mam specjalnych wymagań. Staramy sobie dawać wolną przestrzeń do ekspresji i wyrażania własnych emocji. Wydaje mi się jednak, że najwięcej psychodelii dodaje nieskończona wyobraźnia Boogie’go, który doskonale odnalazł się w naszych klimatach wzbogacając nas o brzmienia Hammond’a i moog’a.

Najnowsze dzieło twojego zespołu czyli „Necrocosmos” to dowód na to, że nasze rodzime podziemie ma ciągle bardzo wiele do zaoferowania. Jak dla mnie jest to płyta, która śmiało może stawać w szranki z wszystkim tym co najlepsze na scenie światowej a obecnie wydaje mi się, że akurat takie granie jest zdecydowanie w natarciu. Czujesz to, że nagraliście właściwy materiał we właściwym czasie?

G Live 3Cieszę się, że nasza ostatnia płyta przypadła do gustu zarówno Tobie jak i wielu innym recenzentom. Osobiście jednak z perspektywy czasu widzę, że można by jeszcze dużo na niej rzeczy poprawić. Ale to już taka bolączka muzyka, który cały czas mógłby dążyć do doskonałości. Być może można rzec, że „Necrocosmos” jest na czasie, choć nie razi moim zdaniem bezmyślnym kopiowaniem starych zespołów z lat 70-tych o co dzisiaj nietrudno. Owszem, staramy się zapożyczać patenty rodem z lat świetności progresywnego rocka jednak dalej staramy się pozostać w zgodzie ze stylistyką doom metalu. Czy nam się to udaje to już nie mi oceniać. Inną sprawą jest fakt, że za nasz eklektyzm często obrywamy. Okazuje się, że dziś o wiele łatwiej jest być jasno sprecyzowanym stylistycznie zespołem niż stawiającym na oryginalność. Co do czasu – ten materiał mógł być szybciej wydany. Strasznie ociągaliśmy się z nagrywaniem i miksowaniem, przez co w naszych uszach nieco się postarzał.

Dzisiejsza scena ciężkiego grania bardzo mocno patrzy wstecz i czerpie całymi garściami z klasycznej, rockowej muzyki lat 70-tych. Przeżywające swoisty okres propserity nurty sludge, stoner, doom to przecież nic innego jak granie cholernie mocno zakorzenione w tamtym okresie. „Necrocosmos” sprawił, że Gallileous został zauważony również poza naszyG Live 6m krajem? Materiał wydała czeska Epidemie Records – czy spełniła wszystkie obietnice i stanie się waszym partnerem na czas dłuższy niż promocja jednego albumu?

Jesteśmy wdzięczni Martinowi z Epidemie Records, że zwrócił na nas uwagę i wydał tą płytę. Tym bardziej, że jak się okazuje po bliższych rozmowach z tuzami obecnej sceny doom, znalezienie wydawcy wcale nie jest proste. Zespoły często własnym sumptem wydają swoje płyty, tworzą własne wytwórnie itd. Nam się udało. Płyta pojawiła się w dystrybucjach praktycznie na całym świecie od obu Ameryk po Japonię. Bardzo ważnym aspektem jest sama jakość wydania płyty, która nie budzi żadnych zastrzeżeń. Jedynym rozczarowaniem jest brak koncertów u naszych południowych sąsiadów. Okazuje się, że organizacja koncertów kompletnie nie interesuje wytwórni co mnie dziwi, gdyż sprzedaż płyt, koszulek itd. ma wtedy szczególną szansę na powodzenie. Inną kwestią jest fakt, że nie dostaliśmy zbyt wielu egzemplarzy i teraz z płytami musimy zachowywać się dosyć, że tak powiem ostrożnie (śmiech).

Nowe dźwięki Gallileous zyskują bardzo wiele dzięki użyciu klawiszy, za które odpowiedzialny jest niejaki Boogie. Jak doszło do zawiązania tej jakże owocnej współpracy?

Znam się z Boogie’m już wiele lat. Boogie jest klawiszowym w jazzrockowym projekcie Kurde, w którym razem grywamy. Korzystając z okazji polecę płytę „Sekrety Pana Ypto”, na której zwolennicy lat 70-tych znajdą o wiele więcej dźwięków dla siebie niż w muzyce Gallileous.

Niestety nie miałem okazji zobaczyć was na żywo, ale z tego co sami udostępniacie w swoich miejscach w sieci widać jak na dłoni, że Boogie nie gra z wami koncertów…? Osobiście uważam, że wasze sztuki, choć zacne, zyskałyby jeszcze więcej z żywym klawiszowcem. Jest szansa na to by Gallileous prezentował się na koncertach w pełnej krasie?

Jedynym minusem we współpracy z Boogie’m jest fakt, że nie jest w stanie grać z nami koncertów. Zdajemy sobie sprawę, że Boogie odwalił kawał dobrej roboty na „Necrocosmos” i że klimat jaki się wytworzył na tej płycie jest w wielkim stopniu jego udziałem. Sami ubolewamy z powodu niemożności zaangażowania go na naszych występach żywo, ale, niestety, takie są realia. Obecnie poszukujemy kogoś, kto byłby gotów przejąć tę funkcję.

 Gallileous na żywca

Gallileous na żywca

Tym co wyróżnia „Necrocosmos” oprócz doskonałej muzyki są też świetne wokale Zgreda. Nowy wokalista sam znalazł Gallileous czy może to wy byliście pod wrażeniem jego głosu i osobowości?

Po odejściu z zespołu Wina przejąłem funkcję wokalisty. Nie ukrywałem jednak nigdy faktu, że nie czuję się w tej funkcji jak ryba w wodzie. Będąc gitarzystą solowym jest mi dość ciężko pogodzić te dwie funkcje. Stąd gdy pewnego dnia Marcin Setlak podsunął nam Zgreda, zdecydowaliśmy się na wypróbowanie jego sił w naszych szeregach. Nasza współpraca jednak moim zdaniem dopiero raczkuje, cały czas się docieramy zarówno co do kwestii czysto stylistycznych, wokalnych jak i tekstowych. Na „Necrocosmos” Paweł praktycznie odśpiewał wymyślone przeze mnie partie wokalne. Teraz ma większą swobodę i mamy nadzieję, że zaowocuje to jeszcze lepszym efektem na kolejnej płycie.

Chyba każdy, kto słyszał „Necrocosmos” z niecierpliwością czeka na nowy materiał Gallileous; planujecie uderzyć kolejną dużą płytą czy może w niedługim czasie czeka nas jakaś krótsza forma wydawnicza?

Cały czas tworzymy. Na tę chwilę mamy 6 nowych utworów. Jednak brak regularnych prób ze Zgredem, naszym nowym wokalistą, na stale zamieszkującym Kraków oraz opuszczenie zespołu przez Ola, drugiego gitarzystę, powoduje, że jest jeszcze trochę pracy przed nami. Tak czy siak chcielibyśmy zająć się nagrywaniem jeszcze w tym roku. Nie wiem, czy wypuścimy szybciej jakąś ep-kę, czy od razu śmigniemy długograjem. Czas i efekty przy realizacji materiału pokażą. Bardzo byśmy chcieli, żeby materiał ukazał się w końcu na czarnym krążku. Inną kwestią pozostaje samo wydanie bo jak mówiłem wcześniej, nie jest to takie łatwe jak mogłoby się wydawać. No, przynajmniej wtedy jak nie chce się samemu bawić w wydawcę.

Dzięki za wywiad! Na zakończenie chciałbym, żebyś podzielił się z czytelnikami planami Gallileous na najbliższy czas…

My również dziękujemy Tobie za wsparcie i czytelnikom za uwagę! Przed nami trasa w Finlandii. Na taki wyjazd pracuje się latami i bardzo zależy nam, żeby dobrze wypaść. Zadanie utrudnione bo wystąpimy tam jako… trio. Mamy też nadzieję, że nasze bardziej rockowe granie nie oburzy finów oscylujących w bardziej standardowym podejściu do metalu. Poza tym, przed nami organizacja Brania Fest w Wodzisławiu Śląskim, który odbędzie się 25 października tego roku. Tym razem ugościmy wrocławski 71TONMAN, bytomski Offence oraz bardzo widoczny obecnie na polskiej scenie Dopelord. Serdecznie wszystkich zapraszam! Dobra zabawa gwarantowana!G grafika 2

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Archiwum zespołu, Marcin Pawłowski, Marta Lebiocka