FURIA – nie wiadomo…

Furia to zespół, który nie wymaga żadnych słów rekomendacji. Mało jest w naszym kraju tak kreatywnych i nieprzewidywalnych kolektywów muzyczno-artystycznych jak ten odpowiedzialny za „Marzannie, Królowej Polski”. Na okoliczność nowej płyty i paru innych rzeczy udało mi się przepytać Nihila i powiem szczerze, że trochę się tego wywiadu obawiałem. Jak się okazuje, nie taki diabeł straszny…

 

To, jak album zostanie odebrany jest dla Ciebie ważne? Wiesz, można mówić o tym, że gra się dla zaspokojenia własnej potrzeby tworzenia, ale i tak jeśli chcesz, by Twoja muzyka została wydana,  musi się sprzedać jako konkretny produkt, którym zainteresujesz wydawcę…

Nihil: No tak, ale wiesz, robienie muzyki w moim pojęciu opiera się właśnie na realizacji własnych potrzeb, nie widzę sensu w innym podejściu. A z wytwórnią w naszym przypadku wygląda tak, że to po prostu zbieg okoliczności, że Tomek gustuje w tym, co robimy i tylko dlatego chyba  nas wydaje. Czyli w czasie, kiedy nasze drogi się zeszły nie było mowy o robieniu czegoś „pod niego”. Zwyczajnie mu się podobało i nas wziął. Gdyby się nie spodobało, ale mimo wszystko  by nas chciał wydawać z innego powodu i tak pewnie szukalibyśmy kogoś innego.

„Marzannie, Królowej Polski” to album bardzo dopracowany, pod względem muzycznym, graficznie, z niesamowitą atmosferą… Zrealizowałeś wszystkie założenia jakie stawiałeś przed Furią na początku sesji nagraniowej? Zaczynając pracę w studio masz już w głowie wizję idealnego albumu do realizacji której dążysz, czy też tylko pomysły, nad którymi pracujecie wspólnie?

Sesje chyba zawsze zaczynamy mając gotowy materiał, chociaż nie pamiętam, głowy nie dam. No i improwizacje oczywiście.

Uważasz, że nagrywanie swojej muzyki we własnym studio to optymalna sytuacja pozwalająca osiągnąć zamierzony efekt w stu procentach czy też po prostu wynik przemyśleń i z wielu względów (w tym również logistycznych, ekonomicznych) najlepszy, racjonalny wybór?

I tak i nie. Tak, bo masz 100% kontroli przede wszystkim, no i ta cała reszta, o której powiedziałeś. Nie, bo można stracić dystans w bardzo łatwy sposób. Ale tracenie dystansu to nasza ulubiona rozrywka, zatem TAK, zdecydowanie wybieramy opcję robienia tego samemu. Poza tym jesteśmy  samowystarczalną manufakturą a nie fabryką, mimo, że ciulamy te materiały jak chińska fabryka.

Zamierzasz w przyszłości nagrywać więcej zespołów, nie tylko te zaprzyjaźnione jak np. Bloodthirst? Jakim realizatorem jest Nihil? Narzucasz nagrywanym swoje zdanie, męczysz ich powtarzaniem w nieskończoność jednego fragmentu, w którym coś Ci nie pasuje czy też podczas nie swoich sesji po prostu „wrzucasz na luz”?

nie wiadomo

nie wiadomo

Tak, robię już w sumie różne rzeczy, ale oczywiście w jakichś tam granicach, nie wezmę wszystkiego. A w studio zostawiam zespołowi decyzję jaki mam być (w przypadku Bloodthirst byłem oczywiście dziadem, wszyscy byliśmy) – mogę męczyć, podpowiadać i tak dalej, a mogę być tylko tym, co wciska REC i „daje bas głośniej”. Paweł Słowak ze Studia Y we Wrocławiu nauczył mnie tej maksymy – „nasz klient, nasz pan”. Niestety, wciskanie czegoś nawet mądrego zespołowi, który tego nie rozumie nie ma sensu w finalnym rozrachunku, tego doświadczenie mnie nauczyło.

W Polsce Furia jest zespołem znanym, rozpoznawalnym, zespołem o którym się mówi… słowem formacją, której siła rażenia staje się coraz większa. Jak oceniasz zainteresowanie zespołem ze strony zagranicznych fanów, mediów, promotorów koncertowych? Szukasz dla Furia mocnego wydawcy na Europę by móc rozpocząć zdobywanie również tamtejszych rynków?

Jedyne, czego ostatnio szukałem, to tej zasranej recepty.

Koncerty to dla Ciebie konieczność czy przyjemność? Widzisz różnicę w tym jak publika reaguje na występ Furia, MasseMord czy Morowe? Który z tych zespołów ma Twoim zdaniem najbardziej koncertowy materiał?

Nie wiem, właściwie to wszystkie kapele mają koncertowe materiały. Zaraz po tym, jak zrobiliśmy Morowe, to wydawało mi się, że to muzyka zupełnie nie-koncertowa, nie mieliśmy grać na żywo. Jak się potem w praniu okazało, koncerty bardzo mi się podobały osobiście, klimat był mocny. Zupełnie inny niż w przypadku MM czy Furii, ale mocny. Mimo to nie widzę jakichś różnic w odbiorze tych wszystkich zespołów przez ludność. Może tam z przodu nic nie słychać?

Nie mieliście nigdy problemów z prawami do nazwy Furia? Jakby na to nie patrzeć, samych metalowych zespołów zwących się Furia jest co najmniej kilkanaście a w naszym kraju istnieje też „FURIA- nieregularnik lesbijsko-feministyczny”…

No rzeczywiście, wyświechtane słowo na nazwę… ale za to na seagulls insane and swans deceased mining out the void nie ma bata.

Tytuły płyt Furia układają się w pewien cykl nawiązujący do cyklu pór roku. „Martwa Polska Jesień” (jesień), „Grudzień za Grudniem” (zima), „Marzannie, Królowej Polski” (wiosna). Czy w chwili gdy czwarty longplay Furia nawiąże do lata (cykl zostanie zamknięty) zespół zwieńczy dzieło i odejdzie w niebyt??

Ludzie myślcie, od kiedy marzanna symbolizuje wiosnę?

MasseMord, Furia, Morowe, FDS, Seagulls… – wszystkie zespoły, w których bierzesz udział są częścią jednego, większego konceptu czy też każdy z nich jest w pełni autonomiczną „jednostką organizacyjną”?

Działamy w totalnym chaosie. Organizujemy go tylko jakoś czasowo oczywiście, a tak poza tym to nic nie wiadomo. „Nie wiadomo” to w ogóle nasze życiowe motto, ulubione zdanie i świetny partner do rozmowy jednocześnie. Uwielbiam sobie porozmawiać z tym zdaniem.

Czujesz się twórcą, artystą awangardowym?

Nie wiadomo.

Co musi się stać byś mógł powiedzieć, że odniosłeś sukces jako muzyk?

Musimy wygrać Euro.

Dzielisz zespoły w których grasz na bardziej i mniej ważne a może priorytetem jest ta formacja, która akurat nagrywa, promuje materiał?

To drugie, liczy się to, co aktualnie bierzemy na warsztat.

Dzięki za poświęcony czas!!

 

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia koncertowe  Janek Fronczak/Shades Of Grey