FURIA – Dziadowskie lamenty

Furia w połowie października zabrała nas na wycieczkę do lasu, umilając wędrówkę niezwykle, nieludzko, nieprzyzwoicie smacznymi dźwiękami swojego najnowszego dzieła – Nocel. Wyprawa ta stała się pretekstem i okazją do rozmów. Na początku były to rozmowy w redakcyjnym gronie, które stały się początkiem wywiadu. A jak wiadomo wywiady bywają drogą przez ciemny las, nie tylko dla naszego rozmówcy – Nihila. Znając niechęć do tejże formy wspomnianego, skumulowaliśmy siły i idąc śladem śląskich bardów „nekro-folkloru” połączyliśmy skrajności – kobiecą dociekliwość i męską stanowczość, ażeby kręta ścieżka nie wywiodła nas w pole, a efekty tej współpracy możecie przeczytać poniżej. Na spacer z Nihilem krętymi leśnymi ścieżkami wybrali się dociekliwa red. Justyna i niekoniecznie stanowczy red. Wiesław…

W: Cześć Nihil, jak samopoczucie? Dopadła Cię już jesienna nostalgia?

Nihil. : Cześć, jesienna nostalgia to u mnie stan całoroczny.

W: Za chwilę premiera nowego albumu Furii, niedawno Morowe, chwile wcześniej Massemord. Nie czujesz czasem, że taki regularny cykl wydawniczy ociera się wręcz o rutynę?

Nie.

J: W tym roku mija dekada od pierwszego wydawnictwa Furii – „I spokój”. Jak dziś ocenił byś ten materiał, który stworzyłeś jeszcze samodzielnie? Nie sposób też odeprzeć wrażenia, że w ciągu tych 10 lat koło Furii wykonało pełny obrót. Może z tej okazji pokusisz się o jakieś podsumowanie? Które z wydawnictw jest Ci najbliższe, znaczy dla Ciebie najwięcej? Jakieś szczególne zdarzenia, które miały największy wpływ na rozwój zespołu?

10 lat, właściwie podejrzewam że z 11, nie jest dla mnie jakimś szczególnie ważnym okresem wartym podsumowań, nawet jeśli kończymy jakiś etap i wchodzimy w nowy, bo i co z tego? Nie jestem typem szczególne przywiązującym wagę do takich rzeczy, ale na pewno sporo się przez ten czas przeżyło dzięki Furii. Właściwie bardzo sporo. Zasadniczo, to szalony okres. Teraz chyba się trochę uspokoiliśmy. Nie, to złe słowo. Jesteśmy bardzo niespokojni, właściwie coraz bardziej opętani, ale mniej szczenięcy. No, to był okres szczenięcy. I to był świetny stan, arogancki i bezpośredni. Teraz jest inaczej, ale nie mniej ciekawie. Każde wydawnictwo jest mi równie bliskie, nie umiem ich traktować w kategoriach lepszy / gorszy, bo każdy album to obraz naszego stanu na dany moment. Z ważnych wydarzeń dla zespołu – ciężko powiedzieć, bardzo dużo się wydarzyło. Włożenie spodni do kowbojek przez Rafała? Co do „i spokój”, bardzo lubię to demo, swoją drogą do dziś często gramy na żywo jednąpiosenkę z tego wydawnictwa.Nihil - photo Rafal Kotylak www.kotylak (16) (1)

W: Każda forma sztuki bez odbiorcy traci rację bytu. Przez wspomnianą dekadę Furia zdążyła zjednać sobie wielu zwolenników, ale też zagorzałych przeciwników. Wy jednak konsekwentnie robicie swoje i często w lakonicznych wypowiedziach dajecie światu sygnał, że nie jest dla Was ważne co myślę ludzie o Furii. Ale czy na pewno tak właśnie jest? Gdzie tu miejsce dla zwykłej ludzkiej próżności, którą miło łechcą pochwały?

Oczywiście, pochwały miło łechcą. Tylko że problem jest taki, że łechtanie tylko łechce. Nam potrzeba tarcia.

J: Skoro o sztuce słowo. W dzisiejszych czasach wszelkie media i znawcy często dopuszczają się nadużyć w stosunku do tego pojęcia. Sztuka współczesna właściwie nie może istnieć bez kontrowersji. Im bardziej coś jest szokujące, tym większe wzbudza zainteresowanie, a walory estetyczne i talent twórcy spychane są na dalszy plan. Sztuka musi umieć się sprzedać. Powiedziałeś kiedyś, że „sztuka kończy się tam, gdzie zaczyna się komercja”, w zestawieniu z ostatnimi wypowiedziami, że black metal współcześnie jest częścią mainstreamu, można by pokusić się o wnioskowanie, iż prawdziwa sztuka to dziś iluzja… Gdzie przebiega granica? Co dla Ciebie kryje się pod pojęciem sztuki?

Właściwie nie zgodzę się ze swoimi słowami teraz, bo dane mi było widzieć czy słyszeć ostatnimi czasy rzeczy popowe, czyli teoretycznie z założenia typowo komercyjne, które jednak z całą pewnością są sztuką i to przez duże A. W pop – światku po prostu podejście jest inne. Spektakularna forma, czyli upraszczając, pieniądz, odgrywa tu o wiele ważniejszą rolę niż w, dajmy na to, takim BM. Dlatego kwestia granicy musi być gdzieś indziej. Nie wiem gdzie. Może po prostu tam, gdzie indywidualna, subiektywna ocena wskazuje? I jeszcze jedno – nie zgodzę się z tezą, że sztuka nie może dziś istnieć bez kontrowersji. Może, tylko jest dość trudno dostępna w tym sensie, że nie jest nam podana na tacy, trzeba ją wymaszkiecić, bo sztuka niekontrewersyjna jest również nienahalna. A dziś, jak mówisz, trzeba świecić na oczojebny, żeby się przebić.

J: Zwyczajowo utarło się mówić, że Furia gra black metal, chociaż wszelkich ortodoksów przyprawiacie o postępowe siwienie eksperymentując z dźwiękami odległymi od stricte blackowych rewirów o lata świetlne. Namtar nazwał kiedyś to co tworzycie „necro-folklorem” i rzeczywiście nie sposób temu zaprzeczyć. O waszych związkach z black metalem, jego miejscu we współczesnej muzyce, ewolucji i tym podobnych kwestiach mówiłeś już sporo, więc zamiast je powielać chciałam zapytać właśnie o folklor. Znów powołam się na Twoje własne słowa; rzekłeś kiedyś, że folk jest ważnym elementem Furii, jednak nie ten inspirowany pogaństwem a skierowany ku naturze w jej czystej formie. Odwołań do natury i mądrości drzew jest w waszej muzyce bez liku. „Nocel” to wędrówka krętą ścieżką w gęstwinę ciemnego lasu. Często korzystasz ze słowiańskiej symboliki, wplatasz w teksty ludowe przesądy, przywołujesz bogów strąconych z piedestału, a wasz czwarty album można potraktować niejako dopełnieniem cyklu obrzędowego. Kult natury w jej najczystszej formie był (jest) przecież nierozerwalnie związany z wrzeniami naszych przodków. Skąd w Tobie taka konsekwencja i skąd taka wiedza odnośnie dawnych obyczajów i kultów? Czy fakt, że na Śląskich wsiach tradycja cały czas żyje, ma na to jakiś wpływ?

Ha, ha, necro-folklor, świetne! Nie słyszałem tego, albo już nie pamiętam, ale bardzo mi się podoba. Sam w rozmowach ze sobą czasem używałem terminu „ciemny folklor”, ale to jest lepsze, będę tak teraz mówił. Folk tu stąd, że jesteśmy typowymi leśnymi dziadami, więc i gramy muzykę dziadowską. Dziadowskie lamenty. Żyjemy w roku 2014, a jako dzieci nauczyliśmy się grać na rockowym instrumentarium, więc muzyka wygląda tak, a nie inaczej. Wieś nie ma tu za wiele do rzeczy, inspiruje nas po prostu jak to od zawsze było z częścią przedstawicieli typowej klasy średniej. Wyjątkiem jest tu Namtar, który nie jest dziadem, jest bardziej jak rzymski bóg wojny.

J: Skoro już zerkamy wstecz i „czepiamy” liryków, w jednym z pierwszych wywiadów, krótko po wydaniu „I spokój” zapytany, czy lubisz pytania o ich sens odparłeś: „w ogóle nie lubię pytań, ale uważam te o liryki, że powinny być zadawane. Nie da się zrozumieć w 100% sensu tekstów tylko je czytając (przynajmniej ja nie potrafię).” Po kilku latach jednak ciekawych interpretacji odesłałbyś „w piździelec”. No właśnie, to jak to z tymi lirykami? Dziś uparcie unikasz jednoznacznych odpowiedzi o znaczenie twoich niebanalnych tekstów. Ile w tekstach, które tworzysz symboliki, ile własnych spostrzeżeń a ile grafomanii, którą tak chętnie przywołują krytycy?

Naprawdę ciężko powiedzieć, ze 100?

J: W swojej lirycznej twórczości często używasz słów-symboli, które powszechnie mogą nie być zrozumiałe, są swego rodzaju zagadkami, a może kluczami do uchwycenia sensu naddanego? Na Nocel mamy przykładowo taki „opętaniec” czy „zamawianie” i gdyby nie fakt, że kiedyś czytałam pewną mądrą książkę o zorzach, pewnie też nie wiedziałabym co właściwie „zamawiasz”. Zapewne fakt, że twoje teksty wymagają sporo wysiłku i wiedzy, żeby choć próbować je zrozumieć, jest przyczyną posądzania o grafomanię. Nie kusiło cię nigdy, żeby jednak co nieco rozjaśnić pewne motywy możliwości interpretacyjne i zamknąć raz a porządnie gęby wszelkim szczekaczom, że Nihil-grafoman, czy bliżej ci do maksymy „psy szczekają, karawana idzie dalej”, a może zwyczajnie to co artysta miał na myśl to jego?

Zaskoczyłaś mnie tą książką. I tu jest pies pogrzebany. Wysiłek, podjęcie wysiłku. Mamy potworne czasy, odzwyczaiły nas od wysiłku. Wszystko jest proste. Pozornie. W finale okazuje się puste. Kiedyś ta konstrukacja nie wytrzyma i wszystko runie do Wisły. Na szczęście, jest kilku porządnych, jak my albo Wy (przecież tak długie pytania musieliście układać z pół roku!), którzy wysiłek podejmują i zamiast hamburgera mamy pieczonego prosiaka z jabłkiem w ryju. Ale oceniającym, czy to pozytywnie, czy negatywnie, nie mam nic do powiedzenia. A właściwie mam nic do powiedzenia.

dziadowskie lamenty

dziadowskie lamenty

J: Symbioza skrajności. Tak moim zdaniem najprościej można określić poczynania Furii. Począwszy od pierwszego demo, łączenie skrajnych emocji (lub może uściślając, przez łączenie nierzadko skrajnie odmiennych dźwięków kreowanie emocji) wydaje się być elementem, który nadaje charakter i spaja waszą muzykę w różnorodną a za razem unikalną i specyficzną całość. Nie inaczej jest na najnowszym krążku. Galopujące tempa i niemal skoczne melodie dopełniane są rozwlekłymi, transowymi pasażami, które chwilami oscylują wokół pojedynczych dźwięków, podobnie wokale od blackowych wrzasków po lamentacyjne zawodzenia, nie zmienia to jednak faktu, że „Nocel” to dzieło spójne. W związku z powyższym pytanie być może banalne, choć w moim odczuciu istotne – jak ważne są dla Ciebie emocje w muzyce? I co właściwie rozumiesz pod pojęciami emocji w muzyce?

No muzyka to to samo co emocje, nie?

W: Niemal od pierwszych taktów uwagę zwraca też bardzo żywe i organiczne brzmienie. Mniej tu przestrzeni niż na poprzedniej płycie a więcej bezpośrednio złapanej za łeb, żywej gry gitar. Kreowanie finalnego brzmienia tego materiału było procesem w pełni satysfakcjonującym?

Tak, z brzmienia jesteśmy zadowoleni. Wszystko jest żywe, dość brudne, ale na tyle selektywne, żeby kilka płaszczyzn było „odkrywalnych”. Na Marzannie rzeczywiście, ta przestrzeń była na tyle duża, że zepchnęła trochę gitary. Ale tylko trochę.

W: Niektóre z pomysłów, riffów na „Nocel” wydają się nosić pewne znamiona niewymuszonej prostoty („Opętaniec”, „Zamawianie drugie”). Gdzieś w tle pobrzmiewa poboczna twórczość Sarsa czyli W~T~Z i Duszę Wypuścił. „Nocel” to materiał zespołowy? A może tym razem to jedna osobowość zdominowała proces pisania materiału? Walczycie ze sobą tworząc?

Jedna osobowość dominowała, ale nie był to żaden z nas. Nie wiem, jak mu na imię. I tak, walczyliśmy, zawsze walczymy, ponieważ jesteśmy też psami, w tym zwierzęcym, nie mundurowym znaczeniu. Dziadami – psami. Dziady – psy i bóg wojny Mars – pies.

W: Pozorna prostota, ale też i swoisty dualizm, bo obok numerów „prostych” stawiacie te, które wydają się być dziwaczną improwizacją, wariacją na temat, który tkwi w waszych głowach. Weźmy choćby „My bełkoczą” numer, którego esencję oddaje tytuł. Uważasz, że kontrast jest potrzebny by muzyka stała się bardziej żywiołowa?

Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym nigdy. Pewnie tak. Staram się unikać takich tematów. Analizy muzyki. Rzeczywiście, Nocel jest zróżnicowana. Zwykle struktury naszych numerów były raczej złożone, teraz aranżacje się polaryzują. Niektóre są o wiele prostsze, a niektóre dużo bardziej skomplikowane niż wcześniej.

J: Tytuł nowej płyty jest dość zagadkowy i zapewne wielu głowi się, co on oznacza. Choć zdaje się, że odpowiedź znajdziemy już w pierwszym wersie „Opętańca” lub tytule ostatniego utworu. „Ogromna Noc” – a więc najkrótsza noc w roku, czas letniego przesilenia, kopielnocka, Mała Nocel. Niezwykle ważne święto w cyklu obrzędowym Słowian, które przetrwało do dziś dnia pod nazwą Noc Kupały lub powszechniej sobótki, święto wody i ognia, zacieśniania więzi plemiennych, łączenia, Ty jednak przekornie mówisz „rwijmy więzi, siebie od siebie ocalajmy”, przenosząc niejako dawny zwyczaj na czasy obecne… Jest choć odrobina prawdy w tym moim gdybaniu?

Tutaj Ci nie pomogę. Ale kierunek dobry.

J: Specyficzna ludowość, elementy folkloru, dawnych wierzeń, przesądów i tajemnic przeplatają się w tekstach z wersami przepełnionymi subiektywnym negatywizmem i rozlaną gdzieniegdzie goryczą i pustką. Parafrazując jeden z wersów z nowej płyty konsekwentnie lepisz hałas z drzew deszczu i niezgody. Nie jest to chyba tworzywo, z którego łatwo ulepić spójną całość? Jak więc Ci się to udaje? Jak przebiega proces twórczy?

Ależ namokłe drzewo lepi i wygina się bardzo dobrze. Najpierw należy namoczyć bele o szerokości 50 mm, wyciąć z nich listwy grubości 4mm i następnie na wewnętrznej średnicy doklejasz po kolei warstwy równomiernie i precyzyjnie. Sklejasz je klejem wodoodpornym, następnie dociskasz do wyschnięcia zworami stolarskimi, umocowawszy je równomiernie na całej długości obręczy. Kiedy ma ona odpowiednią grubość, mocujesz wewnątrz obręcz metalową (!) i wedle uznania montujesz czy to szprychy, czy tarczę hamulcową. No i najważniejsze na koniec – obręcz rozgrzewasz w ogniu, a następnie hartujesz zimną wodą.451941

J: Dotychczas stroniliście od przedpremierowego szumu. W przypadku nowej płyty jest zgoła inaczej. Nie dość, że udostępniliście do odsłuchu dwa utwory, to dodatkowo powstał trailer, w którym swojego głosu użyczyła Krystyna Czubówna. Czyj to pomysł, żeby zaprosić tak znaną osobę do współpracy? I jakim cudem udało się ją do tego namówić? Czyżby pani Krystyna była miłośniczką waszych dźwięków?

Fakt, zwykle nie robiliśmy żadnej promocji. I dalej jej nie robimy, ale sytuacja o tyle się uprościła, że w promocję zaangażowali się dodatkowi ludzie. Poza tym, trasa koncertowa to już rzecz, która wymaga promocji, skoro więc jest promowana trasa, promuje się od razu płytę. No a jak doszło do współpracy z panią Krystyną? No, normalnie.

W: Nowy materiał to po raz kolejny współpraca z Pagan Records. Twoim zdaniem układ ten zapewnia zespołowi odpowiednie warunki do rozwoju? Nie myślałeś o tym by wzorem innych zespołów wziąć sprawy biznesowe we własne ręce i przejąć pełnię kontroli nad wszystkim co związane z Furią?

Nie, Pagan nie spełnia naszych oczekiwań i nie zapewnia warunków do rozwoju, ale nie spełniłby ich nawet Warner. Nie będę wchodził w szczegóły, bo i tak byście nie uwierzyli czego i ile nam potrzeba. W każdym razie Tomasz jest na tyle miły, że zawsze podrzuci nam kilka tego czegoś na wydawnictwo, więc tym nas u siebie trzyma. Nie planujemy też przejmować kontroli nad sobą, myślę, że jesteśmy zbyt niezdarni w kwestiach jakiejkolwiek kontroli.

W: Niebawem rozpoczynacie trasę o jakże wdzięcznej nazwie „Dzicz 2014”, do wspólnej zabawy zaprosiliście zespoły, które w ostatniej dekadzie były na naszych scenach praktycznie niewidoczne – Thy Worshiper, Witchmaster oraz intrygujący nowy twór Rogi. Zestaw ten ma być atrakcyjny dla fanów czy może zwyczajnie liczycie na to, że w tym towarzystwie pić będzie się Wam wyjątkowo dobrze?

Tu jest Polska, tu wszyscy piją dobrze. Jeśli chodzi o nas, zawsze staramy się grać z zespołami, których lubimy słuchać. Są oczywiście jakieś wyjątki, ale generalnie tego się trzymamy. Faktycznie, te kapele dawno u nas nie grały, ale to nie kalkulacja. Po prostu dobre zespoły, których sami słuchamy. Dobrze się składa, że wszyscy mają nowe rzeczy do zaprezentowania. No i wszystkie zespoły mają też stare hity, których sam bardzo chętnie posłucham. Oprócz Rogów, on nie ma jeszcze hitów. Nie ma nawet jeszcze składu.

W: Jeśli jesteśmy przy temacie alkoholu; ostatnio znalazłem gdzieś taką oto opinię o koncercie Furii – „widziałam ich kiedyś na żywo i oprócz samego koncertu wrażenie zrobił na mnie fakt, że można być tak pijanym jak wokalista i jeszcze dać radę zagrać cały koncert”. Twoim zdaniem wódka i dobry koncert idą ze sobą w parze?

Nie, wódka i koncert to nie jest dobre połączenie. Przesada z tym alkoholem, nie występujemy pijani. Czasem może jakaś filiżanka piwa się zdarzy, ale ewentualne zatoczenie się, to efekt wodzenia po prostu. Gramy o nim na marzannie.

J: Wracając jeszcze na chwilę do koncertów to podobno szykuje się ich całkiem sporo w najbliższym czasie. Na plakacie przyszłorocznego Castle Party udostępnionym niedawno przez Thaw, obok ich nazwy dostrzec można też i Furię, której nie ma jednak jeszcze na tym z oficjalnej strony festiwalu. Czy wiadomo Ci coś na ten temat?

Tak, wiadomo. To była pomyłka czyjegoś managementu, nie wiem dokładnie którego. Nie było w ogóle takiego planu. Bezsensowna sytuacja, ale też właściwie nic takiego się nie stało.

W: Podobno szykujecie się też do trasy po Wielkiej Brytanii… Nadszedł czas na zagraniczną ekspansję Furii?

Są jakieś plany na przyszłoroczne, tu i tam poza granicami, ale nic nie jest potwierdzone, więc na razie nie ma sensu o tym gadać.

J, W : Na zakończenie tradycyjnie pytanie o najbliższe plany innych formacji z kręgu LTWB. Podobno najbliżej jest nowy krążek FDS, wspominałeś też kiedyś, że być może powtórzycie z Havokiem swoje impresje z próżni…

Muzyki na nowy album FDS jest już dużo, właściwie to i może całość, tekstów jeszcze więcej, ale tak samo dużo jest jeszcze pytajników związanych z tymi dźwiękami. Ciężko zatem cokolwiek powiedzieć, bo może się okazać, że nagramy go za miesiąc, ale i równie dobrze może to być za rok. Jeśli chodzi o Havoka, to raczej się na muzykowanie nie zanosi, oni też robią sporo rzeczy, poza tym Gdynia jest jeszcze dalej za Sosnowcem.

Po lesie spacerowali: Justyna Bochenek i Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Rafał Kotylak

KONKURS!!!

Dla uważnych i kreatywnych czytelników konkurs!!

Pagan Records i agencja PW Events ufundowały nagrody. Aby je zdobyć, należy odpowiedzieć na pytanie:

Co też Nihil chciał zmajstrować z namokłego drewna?

Najciekawsze odpowiedzi trafią do Nihila, który wybierze dwóch zwycięzców: pierwsza nagroda to płyta Nocel oraz jedna, podwójna wejściówka na wybrany koncert Furii w ramach nadchodzącej trasy, druga nagroda – tylko płyta Nocel. Odpowiedzi kierować szybko i sprawnie na adres arek.violence@gmail.com.

Czekamy na odpowiedzi jutro i w czwartek!!