FRONTSIDE – nic nie musimy a wszystko możemy

Na zespół Frontside przez lata wylewano niejedno wiadro pomyj. To, za co hardcore’owcy ich nienawidzili, lubili metalowcy i na odwrót. Dwie dekady na scenie, dziesiątki zagranych koncertów i sukcesy na rynku wydawniczym pozwalają muzykom sosnowieckiego zespołu na wolność. Niczym nieskrępowaną i wyrażoną w najlepszy dla nich sposób. Poprzez muzykę. O nowym albumie i kontrowersjach z nim związanych opowiadał nam Mariusz Dzwonek.

Po dwudziestu latach pod prąd, zarówno w metalowym jak i hardcore’owym środowisku, pełnym podziałów, waśni a czasem nawet krwi na waszych koncertach sprzed dekady, zrzucacie z siebie „ciężkie kajdany”. Kiedy nieco ponad pół roku temu rozmawialiśmy o kształcie tego albumu naprawdę nie chciałem Ci wierzyć. Przewidziałeś wszystkie dotychczasowe reakcje. „Wszystko albo nic”, które już porównuje się do nieco mocniejszego Kombi oraz „Legenda” będąca heavy metalowym pastiszem to – przynajmniej na razie – piekło przez które dotychczasowi fani nie chcą z Wami przechodzić.

Nie wiem czy nazwałbym ich fanami, bo to zbyt młodzi ludzie by byli z nami od lat i wiedzieli jaka wartość nami kieruje i co nas pcha w tworzeniu muzyki. Polegam na mojej obserwacji z antropologicznego punktu widzenia pod tytułem ”HEJTUJEMY FS” . Zdaję sobie sprawę, że są też wyjątki, ale cóż, my nie tworzymy dla zadowolenia kogokolwiek. Chcemy się wyrazić , a sposób się zmienia. Potrzeba rozwoju jest dla mnie oczywista. Ewolucja jest wpisana w działalność artystyczną. Cała reszta bezdyskusyjnie nie mieści się w kategorii-sztuki. I podkreślę to jasno i wyraźnie. Nie czujemy się artystami czy sztukmistrzami. Wyrażamy się tylko za pomocą słów i dźwięków. Nie jestem na etacie metalowca, metalcore’owca; tworzę jak chcę, kiedy chcę i co chcę. To też nie podlega dyskusji. Po dwudziestu latach tej hobbystycznej działalności stać nas na taki komfort. Cały czas mam w pamięci hejty na „Bóg stworzył Szatana”, „Wybrańca” czy „Wspomnienia jak relikwie”. To co dzieje się teraz wcale mnie nie dziwi. To „polaczkowatość”. Tracić energię na hejty? Wolę ją spożytkować na słabe numery „Legenda” czy „Wszystko albo nic”. Ale jeden lubi kawior, a drugi kozy z nosa.

Okładkę albumu zdobią dwa napisy – „To jest Frontside” oraz „Sprawa jest osobista”. Oba podkreślają nowe oblicze Twojego zespołu. Jak bardzo sprawa jest osobista i kiedy zrodził się pomysł na to, aby po ekscesach takich jak „Wybraniec” i „Nieodwracalny” pójść na całość?

1Pomysł gdzieś tam przemknął przez myśl na początku 2011 roku, ale jakiekolwiek formy zaczęło to przybierać dopiero pod koniec minionego. Plan był. Wiedzieliśmy, że damy radę. Potrzebowaliśmy tylko czasu. „Sprawa jest osobista” bo to nasze granie zawsze było sprawą osobistą i nikt nie miał prawa o nim decydować. Taki jest Frontside. Nic nie musimy, a wszystko możemy. Wiem, że to niektórych boli, ale kto im zabroni realizować swoje marzenia i pomysły? 20 lat minęło, więc sprawa jest osobista.

Dla urozmaicenia i tak kontrowersyjnej treści do współpracy zaprosiliście Zielonego z Virgin Snatch, którzy na chwilę obecną stał się naszym polskim odpowiednikiem Warrela Dane’a, Piotra Roguckiego z łódzkiej Comy oraz Olę Kasprzyk – wizualne spełnienie marzeń niejednego faceta, która tak jak koledzy zaśpiewa w jednym z utworów. Skąd taki, a nie inny dobór gości i czy maczał w tym palce Mystic? (śmiech…)

Nie maczali w tym palców. Znamy wszystkich prywatnie. Ola bardziej znała mnie niż ja ją. Za to znałem jej męża nim ona poznała jego. Czy jakoś tak. Brakuje na naszym rynku dziewczyn z takimi walorami wizualnymi i wokalnymi. Ola to wojownik hardrockowy i jak usłyszeliśmy jej wersję numeru Gunsów, klamka zapadła. Zielony, wiadomo, kompan koncertowy. Kocha hardrock, więc wiedzieliśmy, że chcemy go bardzo, bardzo na płycie. Roguc pewnie dla odbiorców tego portalu jest postacią kontrowersyjną, więc nie zaskoczę nikogo jeśli powiem: Tak to zajebisty człowiek, wokalista, ziomek. Ogarnięty artysta kompletny. Dla niego napisałem ten numer i tekst. On zinterpretował to w sposób wyborny. Świetna komitywa. Porozumienie między2 podziałami. Można to też „hejtować” (śmiech…).

Wróćmy na moment do singla i klipu. „Legenda” przypominająca miks 3 Inches of Blond (falset AUMANA!) i Motorhead muzycznie jest całkiem nośna i z pewnością może połechtać heavy metalowe ego. Tekstowo jest to nie lada zabawa z kanonami gatunku, a wizualnie twór, którego bardziej spodziewałbym się po stołecznym Kabanosie niż po (prawie) sosnowieckiej załodze. Czyj to był pomysł oraz czy doczekamy się od was „normalnego” obrazka promującego „Sprawa jest osobista”?

Doczekamy się. Tych obrazków będzie kilka. Pokazaliśmy w tym numerze wszystko za co kochamy heavy metal. Porównań będzie bez liku. Słychać tam Rainbow, Judas Priest, AC/DC. Pastisz w naszym wykonaniu absolutnie nie jest nowością. Na demówkach mieliśmy już numer „Diabelska dusza” i to było chyba już roku 1998 lub wcześniej. Numer „Pięciu wspaniałych chłopców z piekła rodem” ze splitu z 1125 to też ukłon w stronę tej konwencji. Tekst jest zabawny. Chcieliśmy mieć też to odpowiednio zobrazowane. Wespół z Mania Studio ustaliliśmy jak to może wyglądać i mamy obrazek, mam nadzieję, zjawiskowy jak na nasze realia. Estetyczny i śmieszny. Auman zaskoczył nas w studio interpretacją i to dzięki niemu ten numer jest ciosem. „Wszystko albo nic” to po prostu numer wybrany przez radio, stąd ciągłe określanie go singlem. To już bardziej „zwyczajne” granie rocka, za to oparte na fajnych patentach i melodiach, które, co gwarantuję, zadomowią się w Waszych głowach. A jak nie trawicie melodii. No cóż, możecie „hejtować”.FFF

W obu przedpremierowych utworach warto zwrócić uwagę na brzmienie. Frontside nigdy nie brzmiał tak klarownie, lekko i dynamicznie. W tej kwestii jest to wypadkowa pracy na linii muzycy – producent/realizator; czy staraliście się odnieść do konkretnego brzmienia danego zespołu?

Do konkretnego brzmienia nie, ale odpowiada nam charakter płyt, które produkował Bob Rock. Kiedyś Metallica czy Motley Crue. Tłusty sound, bardzo czytelny i „działający” na każdym sprzęcie. Brzmienie to zasługa Zeda. My tylko określaliśmy jak to powinno gadać. Nie potrafimy panować nad pasmami instrumentów. Z krążka na krążek nasze brzmienie jest coraz mocniejsze. Śmiejemy się, że to sound za dolary bo choć powstało w kraju nad Wisłą, jednak brzmi światowo.

 Krążek zawiera dziesięć kompozycji, które reklamowane są jako przekaz czytelny i twardy. Jak w przypadku tego albumu mamy rozumieć ten ostatni przymiotnik?

Jak zwykle mówimy co nas boli. Piętnujemy postawy, które nas drażnią. Nie ma sensu rozwodzić się nad szczegółami; teksty każdy sam powinien interpretować, ale tym razem nie dajemy powodów do wytykania nam historii w Szatanem i Bogiem w tle. Nie ma też tekstów opartych na rozterkach miłosnych. Jest konkret. Te tematy wcześniej przesłaniały inne istotne zagadnienia. Każdy po najprostszej linii oporu wyrywkowo traktował naszą twórczość. Teraz takich argumentów nie dostarczamy. To przekaz dojrzały. Zaproponowany przez kolesi z solidnym bagażem bez spiny i kompleksów. Jak zawsze.

O tym jak bardzo „sprawa jest osobista” przekonamy się na marcowych koncertach u boku Virgin Snatch oraz Chainsaw. Frontside na żywo nadal będzie spuszczał wpierdol jak do tej pory, czy większość seta stanowić będą nowe numery?

Wpierdol być musi. Prewencyjnie i za winy. Mamy sporo szlagierów, więc jest z czego wybierać. Kilka numerów z nowego krążka też dojdzie…

Poza akcją promocyjną oraz koncertami Twój czas zajmuje prowadzenie studiów tatuażu, a dodatkowo, miałeś okazję nakręcić materiał o „malowaniu ciała” dla jednej z lokalnych telewizji. Co więcej, sądząc tylko po wpisach na facebooku –Auman wszędzie Cię pełno. Prawie cztery dychy na karku, a ty ciągle robisz coś nowego. Kiedy się ustatkujesz? (śmiech)

Jestem ustatkowany. Działam jak należy. Realizuję się w pełni. Takie życie wybrałem i takie prowadzę. Tatuaże i muzyka są nierozerwalną częścią mojego życia. Dzięki Astkowi, który zaproponował mi taką ścieżkę życia jaką jest prowadzenie salonów tatuażu, mogę się też realizować w sposób bliski memu sercu. Rock’n’Roll Tattoo to firma mocno związana z muzyką. Pomysł na program zrodził się już dość dawno temu. Udało się go zrealizować z mocą telewizji TTV. Opinie po premierze były pozytywne, a biorąc pod uwagę, że jestem naturszczykiem i to był mój debiut w roli prowadzącego pozostaje mi tylko powiedzieć: dla chcącego nic trudnego.

Dzięki za rozmowę. Do zobaczenia na koncertach! A może „pod igłą” w studio…

Gwarantuję, że zarówno działalność muzyczną jak i tą zawodową traktuję równie poważnie. I daję gwarancję, że tu nie ma miejsca na przypadki. Muzę znacie. Tatuaże? Pod naszą banderą pracują artyści uznani i zjawiskowi, wykonujący prace robiące różnice. Salony w Warszawie i Katowicach mają już uznanie branży i środowiska, a to dopiero początek. Dlaczego jesteśmy wyjątkowi? Bo kochamy to, a tylko z miłości może zrodzić się coś wspaniałego (śmiech)…

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: Hubert Kamieniew