ELVIS DELUXE – własna wizja muzyki…

Kiedyś, przy okazji recenzji płyty zespołu MikiRurka, napisałem, że muzyka rockowa w naszym smutnym kraju to domena starych dziadów i młodych wilczków, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy. Muzycy Elvis Deluxe nie są młodzi, ale do dziadów też bym ich nie zaliczył, dlatego trzeba stworzyć dla nich odrębną kategorię. Może „muzycy wyluzowani”? Dobrze brzmi i oddaje chyba ducha tej jakże kolorowej kapeli. Cieszę się, że wreszcie, po latach, wydali nową płytę, bo choć scena stonerowa w Polsce raczej do parlamentu nigdy się nie wedrze, to jednak zespołów, które grają tak rasowo i z takim amerykańskim przytupem nigdy za wiele. Myślę, że nowe dzieło „Favourite State Of Mind”, jeśli nawet nie przebija debiutu, pokazuje wyraźnie kierunek, w jakim podąża ten warszawski Elvis i co najważniejsze – dostarcza masę rozrywki na wysokim, hałaśliwym poziomie. Po szczegóły zapraszam do działu recenzji, zaś poniżej kilka opowiedzianych w nieco gawędziarskiej  manierze historii z ostatnich lat życia Elvis Deluxe by bassmaster Ziemba…

Jaki jest Wasz ulubiony stan umysłu?

Ziemba: Jest to ten stan, ten moment kiedy nasze umysły są wyczyszczone ze wszystkich złych emocji, wszystkich niepotrzebnych informacji, całego otaczającego nas brudu i prozaicznych problemów a są wypełnione tylko dźwiękami. Jest to stan podczas którego wyłączasz otaczającą cię rzeczywistość i oddajesz cały swój umysł muzyce, myślisz o muzyce, tworzysz muzykę, słuchasz muzyki. Idąc dalej jest to po prostu moment kiedy czujesz spokój, spełnienie, kiedy oddajesz się czemuś co kochasz i przez chwilę masz wrażenie, że złapałeś to ulotne coś zwane szczęściem. Dla takich momentów się żyje. Dla nas jest to związane z muzyką ale każdy może sobie w to miejsce wstawić cokolwiek co sprawia, że tak właśnie się czuje.

Elvisy to bardzo leniwy (!) zespół – co się tak długo ociągaliście z przygotowaniem nowej płyty?

Elvisy chyba już tak mają. Od początku istnienia zespołu wszystko co się w nim dzieje, dzieje się naturalnie. Nigdy nie narzucaliśmy sobie jakiegoś konkretnego planu działania, nie stawialiśmy sobie konkretnego celu. Zaczęliśmy po prostu grać muzykę. Oczywiście od początku chcieliśmy tę muzykę gdzieś zarejestrować, czyli po prostu nagrywać płyty ale na pierwszym miejscu zawsze była satysfakcja z grania. Przez ten czas kiedy istnieje Elvis Deluxe każdy z nas udzielał się także w innych projektach bo po prostu bardzo lubimy to robić. Czasem te projekty trochę nas odciągały od zespołu ale zawsze wiedzieliśmy, że naturalnie przyjdzie moment kiedy przyciśniemy bardziej. Ten moment przyszedł gdy Tomik wpadł na pomysł wydania naszego nowego albumu. To dało nam kopa i zmobilizowało do tego aby dopracować numery, które graliśmy od wielu miesięcy, a jednocześnie dodało nam twórczych skrzydeł aby stworzyć jeszcze jakieś nowe piosenki. I tak po, powiedzmy roku intensywnej i wzmożonej jak na nas pracy powstała ta płyta.

Najbardziej zaskakująca jest zmiana w składzie zespołu. Nie ma już Mecha – dlaczego się rozstaliście i dlaczego w składzie jest Bert Trust? Co się w związku z tym zmieniło, oprócz tego, że na koncertach nie będzie już wiadomej flagi na wzmacniaczu…

He, ta flaga nierzadko była drzazgą w oku paru osób, ale do rzeczy. Dla Mecha chyba po prostu naturalnie dobiegł czas grania muzyki. Z mojego punktu widzenie w jego życiu pojawiły się inne rzeczy na tyle ważne i absorbujące, że nie pozwoliło mu to by dalej tak samo jak reszta angażować się w ten nasz wspólny, mały świat i co tu dużo mówić, odzwyczaił się trochę od trzymania gitary w ręku. Odnosiłem wrażenie, że już przestał lubić muzykę tak, jak kiedyś i nie sprawia mu ona aż takiej frajdy, zarówno jako twórcy jak i odbiorcy. Naturalnym (znowu…) wyborem był Wojtek (Bert Trust), z którym znamy się od lat, przyjaźnimy, gramy w tej samej sali prób i spotykamy się bardzo często. A co najważniejsze Wojtek kiedyś współtworzył legendarny warszawski zespół stonerowy Oregano Chino, znał od zawsze Elvisa, wspólnie przecieraliśmy szlaki dla takich brzmień w Polsce i oczywiste było, że wpasuje się w klimat i nikt nie będzie musiał mu tłumaczyć o co chodzi. Jest gitarzystą, który lubi grać melodyjki, solówki, zagrywki a niekoniecznie riffy więc idealnie nadawał się na miejsce Mecha. Wiadomo, że gra inaczej, bardziej, hm, bluesowo więc na pewno dzięki niemu Elvis zyska trochę inne oblicze. Płyta jednak powstawała jeszcze z udziałem Mecha i ma on w nią pewien wkład.

Czy aktywność Black Tapes miała jakieś znaczenie podczas prac nad muzyką Elvisa – jakieś konflikty, braki czasowe?

Raczej nie chociaż czas rozwoju TBT to trochę okres ciszy w obozie Elvisa ale widocznie tak musiało być. Ta cisza nie była spowodowana powstaniem Tapet a raczej odwrotnie. Dwóch z nas gra w TBT, Mikołaj do niedawna grał w Kometach, Mechu poświęcił się w tym czasie pracy. Nikt do nikogo nie miał pretensji czy żalu. Jeśli TBT miał jakiś wpływ na Elvisa to wręcz mobilizujący. Pewnie teraz będziemy musieli jakoś konsultować plany koncertowe bo mamy zamiar więcej gigów grać z Elvisem. ale na pewno jakoś sobie poradzimy. Co do prac nad muzyką, raczej wpływu też nie zauważyłem. Obydwa zespoły grają regularnie próby jednak tryb pracy w nich jest zupełnie inny. Ja potrzebuję zarówno jednego jak i drugiego, żadnego zespołu nie stawiam na pierwszym miejscu i myślę, że tak zostanie.

Zastanawiam się, jak odbieracie fakt, że Elvis, mimo znakomitego debiutu, nie rozpieprzył krajowej sceny muzycznej – czy to wina waszej, wyluzowanej postawy, czy raczej brak chętnych do słuchania takich, bardzo amerykańskich dźwięków?

Myślę, że trochę jedno i drugie ale nie bardzo wiem co oznacza rozpieprzenie krajowej sceny muzycznej he, he. Jeśli chodzi ci o granie  tras, dużo fanów, zarabianie na muzyce to ja za bardzo nie znam dobrych zespołów w Polsce, którym coś takiego się udaje. Na pewno jakbyśmy mieli straszne ciśnienie na jakieś nazwijmy to wybicie się może więcej ludzi by o nas usłyszało ale jednak słuchacze takich dźwięków w Polsce to niestety nisza. Nigdy też nie byliśmy zespołem jednoznacznie kojarzonym z jakąś sceną. Stonerowi w Polsce jednak bliżej do metalu, tam publiczność jest bardzo wierna i oddana. My po pierwsze nie czujemy się zespołem typowo stonerowym a po drugie bliżej nam do sceny hc/p choć też bardziej ze względu na korzenie. A młodzież która znajduje się gdzieś pomiędzy tymi światami chyba jednak preferuje trochę inne dźwięki i chyba właśnie tak jak stwierdziłeś mniej amerykańskie.

Nowa muzyka, to w moim odczuciu granie bliżej rockowego środka. Mniej stonera, więcej roka. Troszkę psychodelii, ale nie zapiaszczonej. Tym samym odnoszę wrażenie, że muzyka stała się jeszcze bardziej przystępna. Chcieliście otworzyć na nowych odbiorców?

My sami jako odbiorcy nigdy nie byliśmy zamknięci na żadne gatunki muzyczne, nigdy nie byliśmy purystami i jaraliśmy się całą masą muzyki, która na pierwszy rzut oka nie ma ze sobą nic wspólnego. To musiało mieć odzwierciedlenie w naszej muzyce i raczej to miało wpływ na ostateczny kształt naszej nowej płyty a nie chęć otworzenia się na nowych odbiorców. Dlatego Elvis to jest pewien, nazwijmy to stonerowy rdzeń opleciony całą masą różnych inspiracji. Nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej. Jest takie mnóstwo zajebistych rzeczy w dosłownie każdym rejonie muzycznym, że musiałbym być głupi żeby to ignorować. Mówisz, że muzyka stała się bardzie przystępna, dla mnie to dobrze choć nie był to zabieg celowy. Tak po prostu brzmi ten zespól ad. 2011.

Jak wyglądało przygotowywanie nowych piosenek – mieliście jakieś założenia, jakieś fascynacje, które w danym momencie wpłynęły na tworzenie nowej muzyki?

Tworzenie piosenek przebiegało tak jak to zazwyczaj u nas wygląda. Ktoś przynosi riff, jakiś pomysł a później wspólnie tworzymy z tego gotowy utwór. Dużo patentów powstaje właśnie na próbach, krystalizują się gdzieś podczas wspólnego grania. Każdy z nas inspirował się nieco innymi rzeczami dla tego ta płyta jest dosyć różnorodna jednak nad tym wszystkim unosi się elvisowy sznyt. Ja na pewno chciałem dodać więcej agresji, mocy w warstwie wokalnej, bardzo podoba mi się to, co robią zespoły takie jak Torche, Coliseum, Baroness ale też mój ulubiony The Bronx i stary klasyczny, brudny blues. Myślę, że Bolkowi było z tym również po drodze. To gdzieś tam się zderzało z  inspiracjami Mikołaja.

W nowych kawałkach odbija się – moim zdaniem – klasyka. Rock, blues, hardrockowe legendy. Nie ma co wymieniać nazw. Tym samym – celowo bądź nie – cofacie się jeszcze bardziej do lat 70 – tych a miejscami i 60 – tych. Skąd ta obsesja staroci?

Jak jesteś dzieckiem to zazwyczaj pierwsze rzeczy jakich słuchasz to muzyka jakiej słuchają twoi rodzice. Jak masz kumatych starych to masz szczęście. Tak było u mnie. Jako dziecko nasiąkałem klimatem muzyki lat 60 i 70, tam były moje pierwsze fascynacje, pierwsze rzeczy, które zacząłem świadomie odbierać. Dorastając odkrywasz całą masę nowych dźwięków, twórców, dostrzegasz zupełnie nowe dla siebie doznania. I  tak jak napisałem wcześniej, jeśli nie jesteś idiotą to ten muzyczny świat przestaje mieć dla ciebie granice. Elvis jest jak by nie było zespołem rockowym, gitarowym bo jednak ta estetyka jest nam najbliższa. Słuchając przez lata miliona zespołów grających na gitarach, czy to ciężej czy lżej, lepiej czy gorzej w pewnym momencie cofasz się do korzeni tej muzyki. I już jako ukształtowany słuchacz odkrywasz, że właśnie tam tkwi jej najprawdziwsza postać, najbardziej surowa, najbardziej autentyczna, najlepiej brzmiąca, najbardziej naturalna. Tak dla mnie powinna wyglądać muzyka rockowa. Na nowo przeżywam fascynację prostym starym rock’n’rollem i bluesem nie zapominając jednocześnie, że muzyka cały czas się rozwija i przybiera różne formy.

Jak zwykle uwagę zwraca brzmienie płyty. Bardzo naturalne, ale też i nieco eksperymentalne w płaszczyźnie gitarowej. Jakieś refleksje z okresu nagrywania materiału?

Dokładnie tak to miało brzmieć. Miało być naturalnie, miało to brzmieć jak najbliżej tego co słyszysz będąc w sali prób, bez trigerów, cyfrowych efektów, symulacji głośników itp. Jednocześnie bardzo chcieliśmy wykorzystać jak najlepiej miejsce, w którym przyszło nam nagrywać czyli studio LWW oraz ludzi tam pracujących. A jest to miejsce niezwykłe, dysponujące całą masą starych analogowych sprzętów. Andrzej i Emil, którzy są tam realizatorami tak samo jak my fascynują się tradycyjnymi i analogowymi sprzętami i metodami nagrywania. Postanowiliśmy więc trochę posiedzieć i poeksperymentować i nie iść najbardziej oczywistymi ścieżkami jeśli chodzi o nowoczesną produkcję muzyki gitarowej.

Skorzystaliście podczas sesji z jakichś nietypowych instrumentów, starych wzmacniaczy czy osławionej, analogowej techniki nagrywania?

Jak najbardziej, komputer służył nam jedynie jako rejestrator dźwięku i tu kończyła się jego rola. Rolę pierwszoplanową odegrał niewątpliwie zajebisty analogowy stół mikserski Neve pamiętający jeszcze początki lat 80.To on nadał płycie to specyficzne miękkie, brzmienie. Bolek jest posiadaczem jednego z pierwszych wyprodukowanych Marshalli Plexi z roku 1969’ i na nim też została nagrana większość partii gitarowych. Do nagrywania gitar używaliśmy też lampowego wzmacniacza basowego Ampeg. Reszta gitar też została nagrana na klasycznych konstrukcjach Sunn’a i Fendera. Bas nagrywałem na swoim wzmacniaczu Mesa Boogie, która to nazw kojarzy się raczej z nowocześniejszym brzmieniem ale to jest również typowa brudna lampa na oldskulowym patencie. Na płycie można też usłyszeć oryginalne organy Hammonda, oryginalne piano Rhodes’a, kalimbę oraz np. wielką skrzynię pogłosową z lat 50 czy 60.

Jak myślicie, skąd ta obsesja „starego” brzmienia? Coraz częściej słyszy się, jak zespoły w ramach promocji swoich płyt podkreślają, że nagrywali „na taśmę”. Choć nie zawsze muzyka była tego warta…

Ale to chyba nie w Polsce? Nagrywanie na taśmę jest po prostu bardzo drogie i mało kogo na to stać.  Nie wiem kto ostatnio nagrywał na taśmę, my tez tego nie zrobiliśmy, ale chodzi chyba o tę naturalność brzmienia, o której mówiłem wcześniej chociaż nie do każdego rodzaju muzyki to akurat pasuje. Nie wyobrażam sobie np. zespołu Meshuggah nagrywającego na taśmę na starych Marshallach. Jeśli decydujesz się na ten sposób nagrywania powinieneś to dobrze przemyśleć i zastanowić czy to coś da twojej muzyce. Jakiś rodzaj mody na pewno da się zauważyć ale jeśli zrobisz to świadomie i z pewną wizją brzmienia jakie chcesz osiągnąć. to efekty mogą być naprawdę dobre.

Skoro Elvis powrócił do życia z nowym materiałem, zapewne macie jakieś plany na najbliższą przyszłość – czego się możemy spodziewać?

Na pewno będziemy starali się jak najwięcej koncertować i chyba nagrać następną płytę nieco wcześniej niż za kilka lat.

I na koniec mały eksperyment – jeśli mielibyście możliwość cofnięcia się w czasie – czy są jakieś wydarzenia z życia zespołu, które chcielibyście zmienić?

Jak tak sobie myślę, to chyba bym nie odrzucił propozycji trasy z Iggym. Był gotów zabrać nas na światowe tournee ale nie chcieli mi dać tyle urlopu w pracy i spękałem. I piosenek bym więcej wymyślał.

Rozmawiał Arek Lerch

zdjęcia Sebastian Kacprzak, Paweł Głogowski