ECHOES OF YUL – niejednoznacznie i wielowątkowo…

Od premiery drugiego albumu Echoes of Yul minęło parę miesięcy i parędziesiąt przesłuchań w domowym zaciszu i poza nim. Z każdą okrętką w odtwarzaczu „Cold Ground” coraz bardziej kojarzy mi się z czasami, kiedy „polska muzyka”, zamiast z popularną rośliną pastewną, kojarzyła mi się z Ewą Braun, Kinskym, Different State czy najlepszymi wydawnictwami Obuh Records. Echoes of Yul już dziś prezentuje poziom porównywalny z tamtymi nagraniami, bez kompleksów zachodniego brata realizując spójną, autorską wizję przełożoną na znakomitą muzykę. Moje zachwyty i wścibskie pytania znosił spiritus movens zespołu – Michał Śliwa.

 

 

Czy czas dzielący debiut i split od „Cold Ground” wypełnił intensywny proces twórczy, czy raczej miękki niebyt i okazjonalne przejawy aktywności?

Raczej twardy byt (śmiech) – generalnie szara strona życia dała się trochę we znaki. Jeżeli chodzi o proces twórczy to absolutnie nigdy w życiu nie nagrałem tyle muzyki co pomiędzy tymi płytami. Źle się czuję tylko z powodu opóźnienia „Cold Ground”, bo album był gotowy już w  2011 i ostatnimi miesiącami był dla mnie raczej rodzajem balastu twórczego.

Z jakiego powodu nagrałeś nowy album w pojedynkę, z towarzyszeniem „muzyków sesyjnych”? Czy oznacza to trwałą redukcję składu do projektu solowego?

Niekoniecznie trwałą. Po prostu mam problem z doborem muzyków. Teraz Echoes of Yul to mój solowy byt (uzupełniany koncertowo i sesyjnie przez perkusję Matka Czecha), ale też jako taki rozpoczął działalność – 70% pierwszej płyty nagrałem w identyczny sposób.

Czy tworzenie albumu w pojedynkę oznacza twoje egoistyczne podejście do dźwięku czy po prostu wygodę? Jest szansa, że Echoes of Yul stanie się kiedyś zespołem z krwi i kości?

Egoizmu na pewno jest w tym sporo, ale granie w pojedynkę to też trochę wynik konieczności i nie jest to wygodne, łatwo stracić dystans. Nie jestem pewien czy już następna płyta będzie dziełem bardziej zespołowym, bo mam ją już nagraną w dużej części, ale w przyszłości chciałbym aby muzyka Echoes of Yul zabrzmiała w pełnym składzie.

 niejednoznacznie i wielowątkowo...

niejednoznacznie i wielowątkowo…

Ponowne zlecenie masteringu Jamesowi Plotkinowi wynikało z założenia, że nie zmienia się zwycięskiej drużyny?

Przy „Cold Ground” próbowałem dwóch innych inżynierów, ale mastering Jamesa okazał się najmniej inwazyjny. Dla mnie to właściwie tylko szlif, dynamiczny balans całości. Nie miałem również żadnych istotnych założeń przy tworzeniu muzyki, może poza tym, że nie chciałem popełniać autoplagiatu. Wszystko powstało w sposób naturalny i dopiero przy kompilacji nagranego materiału okazało się, że większość ostrzejszych kawałków nie pasuje do dramaturgii i nastroju płyty.

„Cold Ground” wydaje się najbardziej introwertycznym, osobistym materiałem Echoes of Yul, jakkolwiek śmiesznie nie brzmiało to w kontekście albumu jednak instrumentalnego. Czy istnieje coś takiego jak „przekaz” Echoes of Yul?

Dziękuję. Dla mnie jest on również bardzo osobistym albumem. Bezpośredniego przekazu w muzyce Echoes of Yul oczywiście nie ma, ale zdecydowanie estetyka i klimat grają wielką rolę, chciałbym żeby każdy słuchacz sam sobie ułożył historię. Mam zresztą podobne odczucia ogólnie co do muzyki jaką lubię, cenię płyty niejednoznaczne i wielowątkowe.

Strzelam, że tym razem muzyka ilustracyjna (od dźwiękowych pejzaży po filmowe soundtracki) była inspiracją dużo silniejsza, niż to drzewiej bywało. Pudło?

Trafiłeś w dziesiątkę. Wydaje mi się, że więcej ciekawych i inspirujących rzeczy dzieje się  w muzyce, która odchodzi od klasycznej riffowej formy.

Kontynuując ten temat – jaki reżyser musiałby się do ciebie zgłosić i jaki musiałby nakręcić film, żebyś zgodził się stworzyć do niego soundtrack?

Lubię autorskie kino z mocnym wyczuciem strony wizualnej.

Przy okazji wywiadu dla Blackastrial poruszyliśmy temat przynależności „scenowej” Echoes of Yul. Przez ostatnie lata graliście przed zespołem hiphopowym, wydaliście split z kapelą silnie związaną ze sceną hc/punk i podpisaliście kontrakt z wytwórnią zorientowaną na doom i black metal. Czy Echoes of Yul otrzymał przez ten czas jakiś szczególny odzew ze strony konkretnej subkultury muzycznej?

Nigdy nie orientowałem się na jakąś konkretną subkulturę muzyczną. To indywidualna muzyka, liczę raczej na jednostkowego świadomego słuchacza. Wrzucanie Echoes of Yul do stylistycznych worków typu post-metal, drone-doom ma swoje plusy i nie mam z tym problemu bo każdej klasyfikacji jest trochę prawdy, ale mam nadzieję, że moja muzyka jest bardziej osobista i każdy może odebrać ją inaczej. Zresztą odzew jaki dostaję jest czasem nawet zaskakujący dla mnie, bo słuchaczami Echoes of Yul okazują się ludzie z bardzo różnych biegunów jeżeli chodzi o gust muzyczny.

 Echoes of Yul

Echoes of Yul

Jakie są oczekiwania Avantgarde względem Echoes of Yul? Uważasz, że z takim profilem i dorobkiem wydawniczym, jest to odpowiednia stajnia dla was?

Podoba mi się, że właśnie mimo ich całego dorobku wydawniczego, propozycja wydania płyty wyszła jak od fanów muzyki – absolutnie żadnych oczekiwań i sugestii. Miałem już gotowy w dużej części „Cold Ground” i sam naciskałem aby przesłuchali ten materiał zanim się zdecydują go wydawać (śmiech).

Pozostając na chwilę w tym temacie – biorąc pod uwagę rozkwit blogspotów, bandcampów, jak i to, że poprzednie dwa wydawnictwa wypuściliście własnymi siłami pod szyldem We Are All Pacinos, zapytam przekornie, po co ci właściwie wytwórnia?

Ogromnym plusem jest to, że promocję robi ktoś inny i cała dystrybucja tez jest na ich barkach. W przypadku wydawania własnym sumptem masz wiele odległych od muzyki tematów na głowie:  od tłoczenia i grafiki po właśnie promocję czy sprzedaż. „Cold Ground” wyszedł w Avantgarde, ale nie wiem jak będzie dalej. Czy następna płyta tam się ukaże to zależy od wielu czynników, możliwe że znowu wrócę do wydania płyt na własną rękę.

Wspomniana We Are All Pacinos była wytwórnią dedykowaną wydawaniu nagrań Echoes of Yul, ale ciekaw jestem, jakie refleksje wyniosłeś z tego doświadczenia? Patrząc nawet przez mikroskalę takiej wytwórenki, czy jest sens w obecnych czasach bawić w tłoczenie, dystrybucję i sprzedaż płyt?

Tak, to ma sens. Zespół musi mieć po prostu płytę. I to z dwóch powodów: wciąż duża grupa słuchaczy i większość recenzentów preferuje „twardą kopię” a nie mp3, a po drugie trochę zbyt łatwo wypuszcza się materiał w formie elektronicznej, nie masz do czynienia z tym „ostatecznym krokiem” po którym nie ma odwrotu. Nie wyobrażam sobie wydania materiału tylko w formie elektronicznej, bo znając siebie i moje podejście do nagrań aktualizowałbym je i zmieniał jeszcze wiele razy.

Co z twoimi innymi projektami – Opollo i Zubik?Echoes Okładka

Nie udzielam się już w Opollo, a Zubik to dla mnie wyjątkowo ważny projekt. Od wielu lat dopracowuję płytę, ale wciąż  nie jestem zadowolony z ostatecznego efektu. To inne granie niż w Echoes of Yul, bardziej na przecięciu ambient i szeroko pojętej elektroniki, z gitarą jako jedynym generatorem dźwięków.

Jakiś czas temu przemaglowaliśmy na łamach Violence kilku osobników w temacie podsumowania muzycznego roku 2012. Które płyty przykuły twoją uwagę, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie? 

Nie trzymam jakoś specjalnie ręki na pulsie jeśli chodzi o nowości wydawnicze płyt i pewnie wiele fajnych rzeczy mi umyka, czasy są takie, że wszystko stanowi raczej kilkudniowe byty niż jakieś długofalowe zjawiska, a zeszły rok upłynął mi pod znakiem powrotów starych bohaterów i reedycji: Thomas Koner wydał rewelacyjną „Novaya Zemlya”,  Codeine wydali swoją „Biblię Tysiąclecia” czyli „When I See the Sun” i wrócili do koncertowania, do tego świetne albumy wydali Om i Darsombra. Rozczarował mnie nowy album Soundgarden, szkoda, że zabrakło im odwagi na nagranie czegoś na skalę powrotu Swans.

Rok się nam rozkręca, w związku z tym sensowne wydaje się pytanie o twoją w nim aktywność – co szykujesz dla luda spragnionego dronów i post metalowych fanaberii? 

Za wcześnie jest żeby deklarować cokolwiek, dopiero wyszła nowa płyta, ale mam w zanadrzu wiele nowej muzyki. Ostatnio pojawił się pomysł na wydanie kolejnego splitu i kto wie może jeszcze w tym roku coś od EOY się pojawi.

Rozmawiał Bartosz Cieślak