ECHOES OF YUL – Element zaskoczenia

Z godną podziwu regularnością Echoes of Yul tworzy doskonałe wydawnictwa i dostarcza kolejnych pretekstów do wywiadu. Tym razem kolega Michał opowie o nowej, ponadgodzinnej (!) ep-ce, na którą złożyły się nagrania autorskie oraz remiksy stworzone przez ikony niezależnego hałasu z kraju i ze świata. Zachwyty nad tym materiałem wyłuszczyłem w recenzji, oddaję więc głos zainteresowanemu.

Czy dla twórcy słuchanie reinterpretacji swoich utworów jest równie pasjonujące co ich komponowanie i nagrywanie?

Trochę mniej, ale komponowanie i nagrywanie w pojedynkę to często zupełny brak dystansu, a cudza interpretacja to dobre doświadczenie i możliwość usłyszenia własnej muzyki z punktu widzenia kogoś innego.

Co było pierwsze – pomysł na wydawnictwo z remiksami Echoes of Yul czy same remiksy, które się na nieeoypromopic2 złożyły i uzbierały się na „pełnoczasowy” materiał?

Jestem fanem tej formy i od pierwszej płyty proszę muzyków, których twórczość lubię o remiksy. Uzbierało mi się tyle materiału, że uznałem, że muszę w końcu chociaż część z tego opublikować. Zapytałem Maćka Mehringa z Zoharum o możliwość wydania, a że znaliśmy się wcześnie i wiedziałem, że lubi muzykę Echoes of Yul, to okazało się, że nie ma problemu.

Jaki był klucz doboru twórców remiksów? Byli to głównie ludzie, z którymi znałeś się wcześniej, czy trzeba było pokopać głębiej?

W większości to muzycy, z którymi miałem okazję kontaktować się wcześniej. James Plotkin robi od pierwszej płyty mastering nagrań Echoes of Yul i w ogóle jestem ogromnym fanem jego twórczości. Jego remiks jest najstarszy, powstał trzy lata temu. EOY suportował kiedyś Dälek na koncercie i to spowodowało, że jakiś czas temu zapytałem Willa, czy nie zechciałby wyprodukować i dodać wokal do kawałka „Murder the Future”, ostatecznie wyprodukował ten kawałek i jeszcze zrobił remiks „The Message”. I tak dalej: Stendek – teoretycznie inne muzyczne terytoria, ale bardzo lubię go jako świetnego producenta, skontaktowałem się z nim, zgodził się i niesamowicie szybko przygotował remiks. Maciek Szymczuk zrobił fantastyczne dwie bardzo odmienne wersje „The Tenant”, zresztą mi też zdarzyło się remiksować utwór Maćka. Duży sentyment mam do Marka Marchoffa, bo mój poprzedni zespół rozpadł się w przeddzień koncertu, jaki mieliśmy grać z Different State i Marek zachował się wtedy bardzo miło i zaprosił mnie do przyłączenia się na koncercie do jego bandu, zapamiętałem ten jego gest i zawsze śledziłem co wydawał DS – „Through the Falling Eyelid” jest rewelacyjnym albumem. Do tego jego metody pracy są bardzo ciekawe: analogi, 12-bitowy sampler i wszystko trafia na taśmę. Jego remiks, jeżeli chodzi o realizację, to technicznie zupełnie inny świat. No i Steve Austin – zawsze byłem fanem Today Is The Day, a szerzej – praktycznie całego brzmienia z wytwórni Amphetamine Reptile, i to zaszczyt mieć jego remiks na płycie. Do tego zrobił alternatywny miks „Cold Ground” (można go posłuchać na kanale Soundcloud Echoes of Yul).

Czy artyści remiksujący otrzymali od ciebie jakiekolwiek wytyczne co do kierunku poczynań?

Absolutnie żadnych. W remiksie podoba mi się właśnie ten element zaskoczenia, to co ktoś może zrobić z twoją kompozycją, a że zawsze proszę o to osoby, których twórczość szanuję, więc jestem spokojny o efekt.

Czym, twoim zdaniem, jest dobry remiks? Interpretacją ściśle związaną z pierwowzorem, zupełnie osobnym bytem czy po prostu tanecznym bitem z samplami wyrwanymi z oryginału?

To zależy, patrząc szerzej na muzykę często wystarcza drobna ingerencja, żeby zrobić z utworem coś fascynującego, a czasem z trudem można znaleźć jakiś pojedynczy dźwięk oryginalnej kompozycji. Sam też remiksuję innych i każdy taki utwór to zupełnie odrębna historia: czasami rozbierasz bazowy numer jak pod mikroskopem, a czasem to swobodny, luźny jam z oryginałem. Bardzo lubię to robić, bo to zupełnie inne doświadczenie od komponowania.

Potrafisz wskazać swoje ulubione albumy z remiksami? Co byś powiedział o tak skrajnych wydawnictwach, jak płyta Billa Laswella remiksującego Milesa Davisa, „Merzdub” Merzbow, „Love and Hate in Dub” Godflesh i Earache’owa składanka „Hellspawn”?

Nie cierpię tej płyty Laswella, „Merzdub” nie znam, a Godflesh to klasa sama w sobie. Earache to w ogóle jedna z moich ulubionych wytwórni, w latach 90. nie mieli problemów, by wydawać Morbid Angel obok Scanner i zawsze podziwiałem to, jaki wspaniały progres wykonały ich zespoły na przestrzeni kilku lat: Napalm Death, OLD, Scorn… Natomiast Main „Ligature Remixes” i Tortoise „Remixed” to moje ulubione płyty z remiksami – świetnie funkcjonują jako kompletne albumy do słuchania, do tego remikserzy to w większości moi ulubieni muzycy. Zresztą mógłbym cię zanudzać godzinnymi opowieściami o moich faworytach: Jim O`Rourke czy James Plotkin remiksujący Earth, Coil czy Thomas Köner remiksujący Nine Inch Nails, Marcus Popp, Justin Broadrick, Matt Elliott, Bundy K. Brown… Mogę tak bez końca.eoy1

Pomysł wydania na jednej płycie nagrań autorskich i remiksów ma sens z logistycznego punktu widzenia, ale czy nie miałeś obaw, że całość będzie niespójna i trudna w odbiorze, choćby ze względu na bagatela 76-minutowy czas trwania?

Słuchacz może potraktować te remiksy jako bonus, regularna EPka trwałaby 20 minut, a tak dostaje ekstra coś a`la remiks-album. Skonstruowałem płytę tak, aby także dała się słuchać jako całość, choć każdy z biorących udział wydaje się z odległego muzycznego świata i każdy utwór spokojnie też może funkcjonować poza jej kontekstem.

Skupmy się na „autorskiej” części „Tether”. Wydawałoby się, że przeprowadzka na wieś sprzyja raczej stonowanej, melancholijnej nucie, tymczasem to bodaj najmocniejszy i najbardziej niepokojący materiał Echoes of Yul. Skąd taki akurat kierunek?

Myślę, że nie ma to specjalnego przełożenia na muzykę. To nie jest miejsce a’la Chełmoński, choć też na szczęście nie jak w „Straw Dogs” (śmiech). Takie, a nie inne brzmienie autorskich kompozycji to wynik selekcji utworów: remiksy są często mocno elektroniczne, więc na zasadzie pewnej przeciwwagi uzupełniłem je kawałkami o bardziej szorstkim brzmieniu.

Mam wrażenie, że mocno gitarowe brzmienie „Tether” rozbiega się z twoim gustem jako słuchacza. Jak ma się jedno do drugiego, o ile w ogóle jakkolwiek?

Pewnie odnosisz się do tego, że w waszej ankiecie na płytę roku 2013 uznałem „Tannenbaum” Kevina Drumm’a. Słucham sporo gitarowych bandów, ale od kilku lat mam wrażenie, że muzyka oparta na riffach trochę stanęła w miejscu, już nie pamiętam kiedy zaliczyłem „ciary” przy słuchaniu nowego wydawnictwa stricte gitarowego bandu. Ale ogólnie jako słuchacz czerpię równą przyjemność słuchając Crowbar, jak i Tonto`s Expanding Head Band.

Od kiedy Echoes of Yul stał się jednoosobowym projektem, aktywność koncertowa praktycznie zanikła. Pasuje ci taka sytuacja?

Nie pasuje, ale niestety znalezienie kogoś kto wpasowałby się w moją wizję muzyki jest bardzo trudne. Wciąż jest szansa, że wzbogacę skład o kogoś na stałe i zagram jeszcze na żywo, ale na chwilę obecną skład jest jednoosobowy, gościnnie na „Tether” zagrali perkusiści z którymi już współpracowałem na poprzednich wydawnictwach: Peter Smith i Matek Czech. A co do koncertów: jednoosobowy EOY musiałby siłą rzeczy na scenie być mało ekspresyjny i ambientowy. Kto wie, może odważę się na ten krok…

Na zeszły rok zapowiadany był split Echoes of Yul i Thaw. Czy to ten sam materiał, który ostatecznie znalazł się na „Tether”?

tethercoverprojectO nie, na split mam przygotowane coś ekstra – chyba najcięższy i najbardziej transowy kawał muzyki, jaki ukazał się pod szyldem EOY. Split ukaże się w tym roku, jak wiesz chłopaki z Thaw są bardzo zajętym zespołem i premiera przesunęła się na ten rok.

Nie obawiasz się, że Echoes of Yul może w którymś momencie dojść do ściany? Dwie świetne płyty, znakomity split, EPka, remiksy, parę koncertów na koncie… Co dalej?

Nie mam uczucia „dojścia do ściany”, bardziej świadomość własnych ograniczeń. Trzecia płyta będzie formą pewnego przedefiniowania formuły Echoes of Yul. Już na etapie komponowania zrobiłem wszystko inaczej, nagrywam w innych warunkach i mam nadzieję, że efekt końcowy będzie satysfakcjonujący, ale to dopiero za wiele miesięcy. Na następnym dużym wydawnictwie chcę skręcić w kierunku trochę bardziej lirycznym i minimalistycznym, bez sampli, ale z bardzo urozmaiconym instrumentarium – taki organiczny „bedroom-doom”…

Czego życzyć Echoes of Yul na okoliczność rozpoczęcia współpracy z Zoharum Records?

Naprawdę cieszę się, że trafiłem do Zoharum, wydają wielu muzyków, których twórczość jest mi bliska, kontakt jest dobry, zasady przejrzyste. Liczę na dobrą współpracę i solidną promocję. Za swojej strony życzę Zoharum, żeby ludzie kupowali płyty – filesharing i streamy najbardziej po dupie dają niewielkim wytwórniom i podziwiam ich pasję i zapał, żeby mimo wszystko ciągnąć to dalej i wciąż wydawać nowe krążki.

Dziękuję za wywiad i gratuluję znakomitego wydawnictwa, ostatnie słowo pozostawiam tobie.

Również dziękuję. Życzę wszystkim dużo dobrej muzyki w nowym roku.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Archiwum zespołu