DUST’N’BRUSH – brutalnie, agresywnie, melodyjnie…

Choć szanowni czytelnicy znają mój pogląd na metalcore’ową zarazę, to i ja czasami skuszę się na jakiś mały seansik z taką muzyką, szczególnie, kiedy jest czego słuchać i nie muszę kulić się podczas prób mariażu core’owych riffów z refrenami a la Britney. Zdecydowanie bardziej wolę zespoły, które stawiają na wygar i technikę. Tak jak siewierska formacja D’N’B, której muzyczne dokonanie, najpierw obecne w necie, teraz na srebrnym krążku, skrzy się od iście ekwilibrystycznych zagrywek zagranych z okrutną finezją. Wprawdzie gdzieś tam pokutuje w stosunku do zespołu określenie melo-death metal, ja jednak pozostanę przy technicznym metalcore. Zespół powstał w 2009 roku a dzisiaj może pochwalić się kontraktem z belgijską Ultimhate Records i koncertami min. z My Riot. Kilka innych kwestii wyjaśnił w poniższym wywiadzie frontman formacji – Jacek…


Wreszcie, po dość długim czasie ukazała się oficjalnie Wasza płyta – jakie to uczucie? Zadowoleni czy fakt tak późnego wydania nie wróży najlepiej waszej kondycji?

Siema, jest naprawdę  bardzo dobrze. Cieszymy się, ze podpisaliśmy kontrakt z Ultimhate Records, jesteśmy zadowoleni z tego wyniku i wydaje mi się, że wcale nie jest to zbyt późno, bo oględnie rzecz biorąc, nie jest łatwo o wytwornię płytową, tym bardziej, że daliśmy się poznać ludziom praktycznie od 23 grudnia 2010, a więc niecały rok temu.

Płyta była już od dawna dostępna w formie elektronicznej, w Internecie. Jak zapatrujecie się na tzw. zmianę warty w biznesie muzycznym? Nie szkoda Wam dawnych czasów, kiedy na płyty czekało się miesiącami i w końcu kupowało w sklepie?

Postęp robi swoje, a my się musimy dostosować do warunków. Rzeczywiście początkowo płytka była dostępna w formie elektronicznej, a wszystko po to, by nasza muzyka mogła łatwiej dotrzeć do odbiorców, chcieliśmy się pokazać w podziemiu i uważam, że to nam się udało. Mało tego, podpisaliśmy trzyletni kontrakt, wiążący nasz debiutancki album z Ultimhate Records i uważam ,że na owe czasy wszystko będzie funkcjonować adekwatnie do sytuacji jaka panuje na runku. Nasz album będzie można kupić w większości krajów Europy, do tego dochodzi Japonia, Izrael i Stany Zjednoczone.

Stylistycznie wasza muzyka wywodzi się z metalcore’a, jednak dzisiaj można o was powiedzieć  – death metal. Przedstawicie z własnej pozycji ewolucję zespołu, zahaczając może nieco o historię?

 brutalnie, agresywnie, melodyjnie...
brutalnie, agresywnie, melodyjnie…

Tak, to prawda, początkowo chcieliśmy grać metalcore, ale zawsze z elementami death metalu, chcieliśmy, by muza była brutalna, agresywna, a przy tym melodyjna. W ten sposób  typowy metalcore został w większości wyparty melo-death’owymi riffami i deathcore’owymi breakami. Nasze demko miało więcej z metalcore’a i trzeba przyznać, że brakowało nam mocy, a to, co zostało zarejestrowane na „ Filth of our Blood” to kwintesencja tego, co w nas tkwi. Od momentu, gdy musieliśmy się rozstać z Łebkiem, nie spotykamy się żeby wspólnie układać kawałki, bo nie mamy kanciapy na wyłączność i jesteśmy uzależnieni od innych. Teraz całymi kompozycjami zajmuje się Młody. On doskonale wie, jak zrobić nam dobrze (śmiech…).

Wasza muzyka prezentuje niesamowicie wysoki poziom techniczny – przyznam się, że gdybym Was nie znał, uznałbym, że mam do czynienia z zespołem amerykańskim. Dużo czasu poświęcacie na szlifowanie formy technicznej? Jakieś szkoły muzyczne czy co??

Marzymy o swojej salce, w której moglibyśmy rozłożyć swoje zabawki i grać jak dawniej do białego rana, żeby nikt nam nie stawiał przeszkód w robieniu tego, co lubimy najbardziej, ale skoro mamy dostosowywać się do otaczającej nas rzeczywistości (co nie oznacza ze pozostajemy bierni w szukaniu neutralnej próbowani…) to robimy, co możemy. Każdy z nas stara się codziennie grać na instrumencie, oprócz tego Młody poszerza swoje wysokie umiejętności gry na gitarze w szkole muzycznej. Maciek jest już absolwentem takowego przybytku, a Byku, Kmieto i ja jesteśmy niepokornymi samoukami. Efekt jest bardzo „amerykański”.  Miło mi słyszeć taką opinię, ponieważ niewątpliwie jest to bardzo dobra liga. Ja jednak wolałbym, abyśmy sobie sami wypracowali markę jako Polacy i chciałbym, aby była ona identyfikowana z melo death/deathcore najwyższej jakości, abyśmy jako wszystkie kapele core’owe dorównali reprezentacji polskiego death metalu.

Zdajecie sobie sprawę z tego, że dla części ortodoksyjnych maniaków metalu możecie być jedynie pozerami z metalem nie mającymi niczego wspólnego? Jak reagujecie na takie „pomówienia”, jeśli się oczywiście pojawiają?

Jasne i mają do tego prawo, każdy z nas wyznaje wartości, dzięki którym kreuje swoją opinię, tylko od razu powiem, że takie osoby są w błędzie. Gdybyśmy mieli być pozerami to reprezentowalibyśmy przekrój taki, na jaki pozwalają poszczególne szkoły metalowe. Tak więc, bylibyśmy typowymi death metalowcami czy też heavy albo thrash. Jesteśmy sobą i zbytnio nie identyfikujemy się z hermetyczną subkulturą, bo tak się złożyło, że każdy członek Dust N Brush słucha różnych odmian metalu i nie tylko… Jeżeli chodzi o mnie, to naprawdę uwielbiam death metal na którym się wychowałem, oprócz tego, black, heavy, thrash, groove, punk, hardcore, deathcore  są mi bliskie, a nawet bardzo. To gatunki, które ewoluowały z siebie w mniejszym, lub większym stopniu. Dodatkowo lubię sobie posłuchać muzy elektronicznej – co w tym złego?? Dla wielu może i jest to hańbiące, ale nie dla mnie. Po prostu wykonuję taką muzę i słucham tego, co czuję, robię to, co mi się podoba nie oddając się wizji przynależności, która byłaby dla mnie niewolnictwem. Zawsze znajdą się jacyś hejterzy, no ale jeżeli mają jakiś problem, to raczej jego źródła powinni szukać w swoim wnętrzu.

Jak wygląda przygotowywanie nowych numerów – czy są jakieś schematy, które pozwalają Wam pracować nad muzyką?

Tak jak powiedziałem na obecną chwilę wszystkim zajmuje się Młody, on zna dokładnie wizję zespołu i wie co zrobić żeby było dobrze.  Ja natomiast piszę teksty i układam linię wokalną do tego co znajdę na poczcie. Nasza muza jest identyfikowana z The Black Dahlia Murder i wcale mnie to nie dziwi, ale nie usiłujemy powielać ich schematów.  Robimy to, co nam się podoba w danym momencie i na chwilę obecną mogę uchylić rąbka tajemnicy – mamy już połowę materiału na następny, długogrający album, który powinien się ukazać w 2012r.

Płyta jest bardzo dobrze nagrana i spokojnie może stanąć obok takich tuzów jak Black DahliaMurder. Gdzie szlifowaliście swoje kawałki, jak przebiegały prace w studiu i kto odpowiadał za ostateczne ich brzmienie?

Oczywiście nagraliśmy nasza płytkę starą sprawdzoną już metodą D.I.Y  (śmiech). Jednak muszę przyznać, że to, że nie mieliśmy za dużo doświadczenia w tym kierunku. Płytka wyszła wybornie, a to dzięki współpracy z Piotrem Borosiem, który wycisnął z nagranych śladów chyba wszystko, co mógł. Sam Piotr  nie jest usatysfakcjonowany do końca z owocu swojej pracy, a to za sprawą tego, że goniły nas terminy i zmusiliśmy go do szybkiego i nerwowego wysiłku.

Stoicie w dość dużym rozkroku między scenami – czy staracie się kierować muzykę bardziej do hardcore’owej braci, czy ewidentnie stoicie po stronie metalu i tam upatrujecie adresatów?

Raczej nastawiamy się bardziej na metalową publikę z otwartą głową, którą pociągają elementy core, bo nie da się ukryć, ze mamy tylko elementy charakterystyczne dla core’a. Trzonem jest metal na którym każdy z nas się wychował. Jednak po koncertach zdarzyło mi się usłyszeć kilka bardzo pochlebnych zdań od ludzi nastawionych bardziej na hardcore, chociaż, jak sam pewnie wiesz, to zdecydowanie inna mentalność.

Czy teraz, po wydaniu płyty zmienił się odzew na muzykę? Jest większe zainteresowanie?

Nie odczułem tego jakoś bardzo drastycznie, na pewno zwiększyło się zainteresowanie, bo jakby nie było, label zwiększa nasz prestiż i jesteśmy bardziej dostępni na rynku. Uważam, że pierwszy etap mamy jak najbardziej w 100% zrealizowany – płytka, z której jesteśmy zadowoleni, dobre jej przyjęcie, dużo dobrych koncertów i label który daje jakby świadectwo z biało-czerwonym paskiem (śmiech). To wszystko chcieliśmy osiągnąć zakładając w 2009r. Dust N Brush i to osiągnęliśmy niecałe 2 lata później.

W sumie po wydaniu płyty jest wokół Was cicho – to chwilowe, czy taki jest po prostu klimat czasów? Nie wydaje się wam, że dzisiaj jest zwyczajnie za dużo zespołów, tłok i zgiełk, w którym przeciętnemu zjadaczowi muzyki trochę trudno się połapać?

Taki jest rynek muzyczny, taka jest muza jaką gramy, to jest nisza pomimo wielu wspaniałych kapel nie jest ona zbytnio popularna w dzisiejszych czasach. W Polsce to już w ogóle temat tabu (śmiech…). Powiem, że jesteśmy zadowoleni ze swojej pozycji. Nasza marka dopiero się wyrabia a w porównaniu z gigantami gatunku, to dopiero zarodek tego co może się wykształcić z biegiem lat. Nie mieliśmy dużych funduszy na to, by ideę dopiero co wkraczającą na scenę podnieść jakoś wyżej, a wiadomo że pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

Opowiedzcie coś o swoich koncertach – gdzie graliście i gdzie jeszcze będzie Was można zobaczyć w najbliższym czasie?

Z racji tego, że 2011r. dobiega już końca, mogę zdobyć się na małe podsumowanie. Zagraliśmy blisko 20 koncertów – może mało, może dużo, jednak dla nas jest to wystarczające doświadczenie, by móc bez kompleksów robić coś więcej i dawać coraz większe show niż do tej pory i na większych scenach. Zagraliśmy z kapelami takimi jak: The John Doe’s Burial, Drown My Day, Shizma, K.A.S.K, Apostate, Before a Burning Earth, My Rriot i wieloma innymi. Grało się raz wybornie, raz gorzej, a to dlatego, że jesteśmy początkujący i dopiero dotykaliśmy gruntu po którym będziemy się poruszać.

Plany, plany, plany – co dalej, czego możemy się z Waszej strony spodziewać?

Na pewno mamy zamiar jeszcze pograć trochę. Póki co, planujemy priorytetowo nagrać w 2012r, następny album długogrający, wiemy już jak się za to zabrać, więc na pewno będzie to nie lada gratka dla miłośników gatunku. Dodatkowo zaczęliśmy współpracę z jedną z agencji koncertowych która ma nam zapewnić europejską trasę. Głównym planem i jakoby nie było mottem DNB jest trzymać się planu tj. pokonywać przeszkody i podążać za ideą, która narodziła się w nas już za czasów Łebka. Pozdrawiam i dzięki za wywiad!

Rozmawiał Arek Lerch