DORMANT ORDEAL – Pentagramy zostawiamy tym, którzy lubią przetarte szlaki

Płytowy debiut Dormant Ordeal to album co najmniej intrygujący, na pewno ciekawy i inteligentny, na pewno idący własną drogą. Dawno już nie mówiło się w ten sposób o płycie death metalowej, dlatego też spróbowałem u samego źródła dowiedzieć się kilku ważnych kwestii w temacie zespołu, który w ostatnim czasie zrobił całkiem sporo zamieszania. Na moje pytania odpowiadał Maciek, gitarzysta zespołu.

Dormant Ordeal brzmi dość tajemniczo – co oznacza ta nazwa i skąd pomysł by ochrzcić zespół właśnie takim a nie innym mianem?

Maciek

Maciek

Nazwa powstała na długo przed tym, zanim zespół zaistniał w tym kształcie, jaki znamy dzisiaj. Radek (perkusista) założył Dormant Ordeal w 2005 roku w formie jednoosobowego projektu, w ramach którego wydał dwa materiały demo. Trudno mi mówić z całkowitym przekonaniem o powodach, którymi kierował się nadając swojemu projektowi taką nazwę, ale ja rozumiem ją jako stan, w którym nie jesteś w stanie sprzeciwić się krzywdzie, jaka Cię spotyka. Może to być spowodowane strachem, brakiem siły, światopoglądem itd. Kiedy jednak myślę o nas jako zespole, zupełnie nie czuję tego w ten sposób, nie tak dosłownie. Nazwa zespołu jest klamrą, która spina twórczość zaangażowanych w niego muzyków, jest pewnego rodzaju sygnaturą dla jego dokonań.

Gracie pod tym szyldem od 2005, przyznam, że nie trafiłem wcześniej na Wasze materiały demo – czy uważacie, że dopiero teraz dojrzeliście na tyle by wydać pełny materiał? Jakie zmiany zaszły w kreowanych przez Dormant Ordeal dźwiękach?

Moment, w którym projekt stał się zespołem, przypada na rok 2008. Wtedy dołączyłem ja i Maciek (wokalista), Kacper (bas) doszedł do nas w roku 2009. Wcześniej był tylko Radek i to on zajmował się każdym aspektem istnienia Dormant Ordeal. Zespołowo wydaliśmy dwa materiały: ep – kę „More to Come” z roku 2009 i tegoroczny debiut. O ile nie ma wielkiej różnicy w stylu między tymi dwoma wydawnictwami, tak materiały demo nagrane przez Radka różnią się od nich znacząco. Przede wszystkim był to death metal wymieszany z dużą ilością grindu, a tego drugiego na próżno szukać w dzisiejszym Dormant. Wynika to z faktu, że od kiedy dołączyłem do składu stałem się autorem większości muzyki. Nie wiem, czy wydanie płyty można wiązać z dojrzałością nas jako muzyków, na pewno czuliśmy, że to najwyższy czas na podsumowanie 5 lat istnienia kapeli.

Jesteście kolejnym zespołem, który wydaje materiał na własną rękę… Wydawcy w XXI-wieku przestali być już potrzebni, czy może zwyczajnie nikt nie był w stanie przedstawić Wam sensownych warunków współpracy?

Wydawca w moim rozumieniu to nie tylko ktoś, kto wprowadza płytę do obiegu. To również niezbędna promocja, potencjalne koncerty i kontakty. Nazwa wytwórni otwiera drzwi do wywiadów i artykułów dla większych gazet i portali, mniejsze zespoły mogą mieć z tym problem, bo dla wielu ludzi samodzielne wydanie wciąż jest czymś z definicji gorszym. Po nagraniu płyty próbowaliśmy wzbudzić nią zainteresowanie różnych wytwórni, ale z braku ciekawszych propozycji postanowiliśmy wydać się sami. Udało nam się porozumieć z Mythrone Promotion i Godz ov War Productions, którzy robią dla nas wiele dobrego, a nie do przecenienia jest również fakt, że będąc niezależnym zespołem, mamy wyłączne prawo do wszystkich naszych nagrań.

Biorąc do ręki „It Rains, It Pours” chyba każdy zwróci uwagę na mocno odbiegający od death metalowej normy layout, tajemniczą okładkę czy zdecydowanie ciekawe zdjęcie jakie przedstawia zespół. Chcieliście zaszokować skostniały, metalowy światek czy może zabrakło akurat fachowca od rysowania pentagramów i zwłok?

Niekoniecznie chcemy szokować, powiedziałbym prędzej, że tą płytą pokazujemy, że można „inaczej”. Robimy muzykę po swojemu, nie próbujemy nikomu wmówić, że mrok naszych utworów jest najmroczniejszy, a pentagramy zostawiamy tym, którzy lubią przetarte szlaki. Okładka jest odzwierciedleniem tego, co próbujemy powiedzieć poprzez nasze teksty, nie popadając przy tym w oczywistość. Na pierwszy rzut oka zobaczysz kobietę atakowaną przez ptaki, ale kiedy przyjrzysz się dokładniej, spróbujesz zrozumieć to, o czym traktują teksty, wszystko nabierze zupełnie nowego znaczenia. Z kolei jeśli chodzi o zdjęcie w środku książeczki, cóż, zwyczajnie lubimy ambitną fotografię. Nasz wizerunek jest dość daleki od wizerunku typowego zespołu death metalowego, więc sytuacja wręcz prosiła się o coś skrajnie odmiennego.

Pentagramy zostawiamy tym, którzy lubią przetarte szlaki

Pentagramy zostawiamy tym, którzy lubią przetarte szlaki

Za intrygującą stroną graficzną stoi ciekawa muzyka lecz osobiście spodziewałem się jeszcze większego odjechania, więcej eklektyzmu, słowem – layout nastroił mnie na awangardę a „It Rains, It Pours” to w sumie nadal death metal, który nie jest już chyba w stanie zaskoczyć.

Szczerze mówiąc, cieszy mnie to, co mówisz. Dla mnie to sygnał, że nasze pomysły nie idą w parze ze standardami na tej scenie. Dla Ciebie oprawa graficzna ma awangardowy wydźwięk, ja na okładce widzę zagrożenie, zbliżanie się do kresu wytrzymałości i nieuchronnie nadciągające konsekwencje… Poruszamy się w obrębie death metalowej estetyki, bo jest nam najbliższa, ale nie pozwolimy by ta estetyka nas w jakikolwiek sposób ograniczała. Death metal to punkt wyjścia dla muzyki, którą tworzymy, grając w ten sposób czujemy się jak w domu. Mam Dormant Livewrażenie i jednocześnie nadzieję, że ten gatunek ma jeszcze wiele do zaoferowania.

Podoba mi się to jak łączycie death metal z tajemniczą, zimną elektroniką, wszystkie sample to Wasze dzieło czy może skorzystaliście z talentu innych muzyków? Elektronika zagości w twórczości Dormant Ordeal na stałe?

Może Cię zaskoczę, ale na tej płycie nie ma ani grama elektroniki. Obie części „Depopulation…”, interludium w postaci „Dememorization” i wszystkie wstawki w pozostałych numerach zostały stworzone przeze mnie na gitarze. Jestem zafascynowany ambientem i takie dźwiękowe plamy bardzo mocno na mnie działają. Idealnie współgrają z tymi, jak to nazwałeś, mechanicznymi partiami, a w kontekście całej płyty, nadają jej osobliwego i niepokojącego klimatu. Powiem więcej, nie znam innego, death metalowego zespołu, który stosowałby takie rozwiązania przed nami. Nie rozmawialiśmy jeszcze o drugiej płycie, ale jeśli będę miał jakikolwiek wpływ na kierunek, w jakim rozwinie się zespół, ten organiczny ambient na pewno nie zniknie.

Death metal w Waszym wydaniu to bardziej współczesne ujęcie tego tematu, słychać, że bardzo dużą rolę przykładacie do techniki oraz niejednokrotnie ciekawie pokomplikowanych aranży. Istnieje na współczesnej scenie jakiś zespół, który jest dla Was wzorcem drogi, którą chcecie podążać w muzyce?

Technika, choć kluczowa w tym gatunku, jest jedynie narzędziem w procesie tworzenia. Chęć udowodnienia, że potrafi się zagrać najszybsze solo świata doprowadzi tylko do tego, że gdzieś na tym samym świecie pojawi się w niedługim czasie ktoś, kto zagra je jeszcze szybciej. Z kolei to, co znajduje się głębiej, ta dusza zawarta w dźwiękach jest nie do podrobienia i to ona powinna być siłą napędową. Robiąc aranżację numeru, staram się patrzeć na niego jak na pewnego rodzaju pomnik, próbuję sprowadzić wszystkie jego części do wspólnego mianownika. Jest nam po drodze z twórczością takich ekip jak Hate Eternal, Gojira czy Immolation i te fascynacje w jakimś stopniu na pewno znajdują ujście w naszych numerach, jednak nie spotkałem się jeszcze z opinią, która jednoznacznie określałaby nas jako czyjąś kopię. Bycie klonem nie jest dla nas, szkoda byłoby czasu na takie zabawy. Nie istnieje jednoznaczny wzór tego, czym chcielibyśmy być. Wolimy iść za głosem serca i pomysł na muzykę czerpać z wnętrza niż z płyt innych zespołów. Postawa typu „zainspiruj mnie i patrz, co z tym zrobię” jest mi zdecydowanie bliższa niż „chcę być taki jak Ty„.

Nie wiem, ile czasu zajęło Wan nagranie „It Rains, It Pours”, ale warto wspomnieć o niezłym brzmieniu. Fajne jest to, że płyta ma chwilami taki zimny i mechaniczny klimat.  Czy dziś – gdyby była taka możliwość – dokonalibyście jakiś zmian w ostatecznym kształcie tego materiału?

Płytę nagraliśmy w jakieś 10 dni, przy czym poszczególne sesje były od siebie trochę oddalone w czasie. Zimny i mechaniczny klimat, o którym mówisz to zasługa Janosa z ProgresjaD Studio, on wyciągnął to, co najlepsze z nagrań, które mu dostarczyliśmy. Osobiście nie jestem fanem wesołej muzyki, więc taki, a nie inny klimat bardzo mi odpowiada. Wracając do pytania, to nie brzmienie płyty miało nawiązać do tych ambientowych wstawek, a raczej wstawki do brzmienia. Nagrywając płytę mieliśmy w głowach wizję tego, w jakim kierunku chcemy się udać z produktem końcowym. Miało być dużo przestrzeni, niepokoju, wściekłości, brudu i jednocześnie każdy instrument musiał zostać dobrze wyeksponowany. Co do ewentualnych zmian w produkcie, którym debiutujemy – poza kilkoma technicznymi niedociągnięciami z produkcji, nie ma tu nic, co chciałbym poprawić. To najlepsza rzecz, jaką mogliśmy w tamtym momencie pokazać światu.

Podkreślacie to, że w Dormant Ordeal wokal to czwarty instrument, równie ważny co pozostałe. W takim razie teksty również muszą mieć dla Was duże znaczenie? Teksty opisują Wasze spojrzenie na świat, na człowieka czy może są to twory zupełnie abstrakcyjne?

Tak, wokal to czwarty instrument i kiedy aranżuję tekst, zależy mi na tym, żeby sam w sobie tworzył możliwie jak najciekawszą linię. Nie chodzi o zwykłe wygrowlowanie czy wykrzyczenie tekstu, trzeba się dobrze zastanowić jak wyeksponować jego treść. A ta ma dla nas ogromne znaczenie. Nie zaskoczę chyba już nikogo mówiąc, że nie są to typowe death metalowe teksty o rogatych zwierzętach i miażdżeniu głów. Bardzo ogólnie mówiąc, poruszamy kwestie rozwoju człowieka w kontekście rozwoju cywilizacji ze wszystkimi tego konsekwencjami. Patrzymy na ludzkość, która pędzi gdzieś na złamanie karku, nie oglądając się za siebie ani nie zastanawiając się gdzie skończy. Można odnieść wrażenie, że chodzi już tylko o to, żeby zaatakować, zdobyć lub zniszczyć. Tłumu nie interesuje dlaczego masz odmienne zdanie, dla niego liczy się tylko to, że jest inne. Wtedy jesteś wrogiem, celem przeciwko któremu mogą się zwrócić. Jeśli do tego wszystkiego dodasz bliżej nieokreśloną siłę, która w pewnym momencie w akcie obrony pokaże wszystkim ich miejsce – dostaniesz pełen obraz tego, czym jesteśmy od strony tekstowej.

Dzięki za wywiad!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia koncertowe: Piotr Wyszyński